Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 8 grudnia 2015

Świąteczne produkty tanie jak nigdy dotąd

Foto: Nina Andersen, VG
Norweskie dyskonty rozpoczęły wraz z początkiem grudnia wojnę cenową, sprzedając świąteczne produkty po cenach dumpingowych. Jeśli lubicie norweskie tradycje kulinarne związane z Bożym Narodzeniem, ruszajcie na zakupy!

Sytuacja wydawała się komiczna, gdy kobieta przed nami w kolejce do kasy kupowała 71 pudełek pepperkaker (ciasteczka korzenne). Były po koronie za opakowanie, więc wzięła więcej – tłumaczy z uśmiechem kasjerce… Inni klienci wzięli się za opróżnianie półek z kapustą kwaszoną i kaszką ryżową. Jeszcze inni rzucali się na sprzedawany za dwadzieścia kilka koron za kg ser Tine Edamer (tak, ten kulisty). W ciągu kilku godzin na Facebooku zaroiło się od bogato ilustrowanych wpisów osób przechwalających się ile produktów dostało za symboliczne 50 koron albo jak mało zapłaciły za pełny wózek produktów. Do akcji włączyły się również media publikując podobne treści i tym samym informując resztę społeczeństwa, że oto rozpoczęła się przedświąteczna wojna cenowa. Kto z kim walczy? Trzech gigantów na rynku dyskontów: Kiwi, Rema 1000 i Coop Extra.

Sklepy rozpoczęły prześciganie się w oddawaniu produktów prawie za darmo, bez względu na straty z jakimi się to będzie wiązało. Alternatywa jest bowiem dużo gorsza – jeśli media z VG na czele opublikują kolejny ranking cenowy świątecznych produktów i okaże się, że jedna z sieci wypada znacznie drożej niż inne, straty będą dużo większe. Żaden z aktorów na rynku nie może sobie pozwolić na wielki nagłówek na okładce tabloidów typu „W Kiwi najdroższe świąteczne zakupy”. Ryzyko, że klienci po prostu zaczną omijać dyskonty tej sieci szerokim łukiem jest zbyt duże, dlatego wszyscy aktorzy na rynku cały czas monitorują działania swoich konkurentów i natychmiast reagują zmianą cen, by nie być najdroższym. W ten sposób zapoczątkowane przez Remę szaleństwo dumpingowe rozprzestrzeniło się na inne tanie sieci.

Po kilku dniach wojny cenowej wiele sklepów zaczęło przypominać Polskę w latach osiemdziesiątych, świecąc pustymi półkami. O zakupie tanich produktów po drodze z pracy do domu można tylko pomarzyć – z pewnością zostały już wykupione przez tych, którzy nie muszą zawracać sobie głowy czymś takim jak praca. W odpowiedzi na działanie takich osób wykupujących całą dostawę marcepanu czy świątecznej kiełbasy zaraz po dostawie, część sklepów wprowadziła reglamentację towarów objętych wojną cenową, zezwalając każdemu klientowi na zakup tylko jednej lub trzech sztuk.

Giganci stojący za dyskontami zapowiadają, że nie skończą z dumpingowaniem cen wcześniej niż w wigilię. Wiedząc jednak jak mały jest rynek norweski i mając w pamięci różnego rodzaju „kryzysy”, kiedy to brakło podstawowych produktów w momencie największego zapotrzebowania (np. smørkrise), można mieć wątpliwości, czy świąteczne produkty w ogóle będą dostępne na półkach tanich sklepów w drugiej połowie grudnia. A wtedy pole do popisu będą miały znajdujące się w rękach tych samych graczy „droższe” sieci sklepów, które ciągle posiadają towary na półkach.

Nam spodobała się reakcja na wojnę cenową naszego lokalnego sklepu Meny (delikatesy, z wyższym poziomem cen). Zamiast obniżyć swoje ceny na produkty objęte wojną, wspomniany sklep podniósł ceny i wywiesił plakaty z informacją, że dodatkowo zarobione środki zostaną przekazane na działalność charytatywną Armii Zbawienia. Popieramy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz