Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 29 grudnia 2015

Barnevernet przyjaźniejsze dla polskich dzieci

Stojące na straży dobra dzieci przebywających w Norwegii Barnevernet otrzymało właśnie nowe wytyczne o tym jak postępować w sprawach dotyczących dzieci obcokrajowców mieszkających w Norwegii. Dotychczasowa praktyka tego urzędu, który w skrajnych przypadkach odbierał m.in. polskie dzieci ich biologicznym rodzicom i umieszczał w norweskich domach zastępczych ma zostać złagodzona.

Barnevernet będzie teraz zobowiązane ocenić co jest lepsze dla dobra dziecka – przekazanie rodzinie zastępczej w Norwegii czy może – i tu nowość – wysłanie dziecka do krewnych w jego ojczyźnie, aby ci zajęli się nieletnim w sytuacji gdy pobyt dziecka w Norwegii razem z biologicznymi rodzicami urząd uzna za niewskazany z punktu widzenia dobra dziecka. Zmiana wytycznych jest odpowiedzią na liczne i głośne konflikty związane z odbieraniem rodzicom dzieci z Polski, Czech, Litwy i Rosji praw rodzicielskich na terenie Norwegii i umieszczaniem dzieci w domach zastępczych, z których to wiele z nich zostało następnie nielegalnie uprowadzonych przez osoby wynajęte przez biologicznych rodziców. Tego typu sprawy stały się z czasem bardzo głośne w mediach w państwach Europy Wschodniej. Niektóre zostały również poruszone na szczeblu politycznym, a nawet dyplomatycznym. Nie obyło się bez określenia Barnevernet jako organizacji nazistowskiej (tego nad wyraz niedyplomatycznego określenia użyli pracownicy polskiej ambasady w Oslo...).

niedziela, 13 grudnia 2015

Koniec bajecznego wzrostu płac w Norwegii

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że trwająca od 27 lat impreza skończy się wraz z dobiegającym końca rokiem 2015. Prawdopodobnie w roku 2016 po raz pierwszy od dawna siła nabywcza norweskich wypłat nie wzrośnie – ponieważ wzrost cen będzie przynajmniej równy wzrostowi płac. To nie koniec kiepskich wieści, bo ekonomiści przewidują, że w kolejnych latach ceny będą wzrastać dużo szybciej niż pensje, co w praktyce oznacza, że nasze wypłaty z roku na rok wystarczać będą na coraz mniej. To dla Norwegii nowa sytuacja, której wielu mieszkańców nie doświadczyło jeszcze nigdy w swoim życiu. Po wielu złotych latach, zaakceptować spadek wartości pensji będzie ciężko i na pewno nie obejdzie się bez protestów i strajków oraz głośnych debat wywołanych przez związki zawodowe.

Realna wartość norweskich wypłat (ich siła nabywcza) wzrastała każdego roku począwszy od 1989 roku. Po roku 2000 wzrost ten wynosił około 3 procent każdego roku. Teraz czeka nas ostre hamowanie i odwrócenie trendu. Nową rzeczywistością będzie raczej wysoki wzrost cen niż pensji.
Większość produktów sprzedawanych w Norwegii pochodzi zza granicy, co oznacza, że ze względu na bardzo słabą koronę norweską, ceny ich zakupu mierzone w lokalnej walucie wzrosły i będą wzrastać. Chociaż koszty importu wzrosły w ostatnich dwóch latach o 25%, w sklepach doświadczyliśmy zaledwie 5-procentowych podwyżek. To oznacza, że najgorsze ciągle przed nami!

Na niewiele zdadzą się też zagraniczne podróże, np. do Polski, po tańsze zakupy. Kiepski kurs norweskiej waluty skutecznie obniża opłacalność takich wyjazdów, a dodatkowo zmiany w systemie podatkowym zaproponowane przez rząd spowodują, że ceny biletów lotniczych znacząco wzrosną już w 2016 roku.

Mimo wszystko życzymy wszystkim dobrego nowego roku! :-)

wtorek, 8 grudnia 2015

Świąteczne produkty tanie jak nigdy dotąd

Foto: Nina Andersen, VG
Norweskie dyskonty rozpoczęły wraz z początkiem grudnia wojnę cenową, sprzedając świąteczne produkty po cenach dumpingowych. Jeśli lubicie norweskie tradycje kulinarne związane z Bożym Narodzeniem, ruszajcie na zakupy!

Sytuacja wydawała się komiczna, gdy kobieta przed nami w kolejce do kasy kupowała 71 pudełek pepperkaker (ciasteczka korzenne). Były po koronie za opakowanie, więc wzięła więcej – tłumaczy z uśmiechem kasjerce… Inni klienci wzięli się za opróżnianie półek z kapustą kwaszoną i kaszką ryżową. Jeszcze inni rzucali się na sprzedawany za dwadzieścia kilka koron za kg ser Tine Edamer (tak, ten kulisty). W ciągu kilku godzin na Facebooku zaroiło się od bogato ilustrowanych wpisów osób przechwalających się ile produktów dostało za symboliczne 50 koron albo jak mało zapłaciły za pełny wózek produktów. Do akcji włączyły się również media publikując podobne treści i tym samym informując resztę społeczeństwa, że oto rozpoczęła się przedświąteczna wojna cenowa. Kto z kim walczy? Trzech gigantów na rynku dyskontów: Kiwi, Rema 1000 i Coop Extra.

Sklepy rozpoczęły prześciganie się w oddawaniu produktów prawie za darmo, bez względu na straty z jakimi się to będzie wiązało. Alternatywa jest bowiem dużo gorsza – jeśli media z VG na czele opublikują kolejny ranking cenowy świątecznych produktów i okaże się, że jedna z sieci wypada znacznie drożej niż inne, straty będą dużo większe. Żaden z aktorów na rynku nie może sobie pozwolić na wielki nagłówek na okładce tabloidów typu „W Kiwi najdroższe świąteczne zakupy”. Ryzyko, że klienci po prostu zaczną omijać dyskonty tej sieci szerokim łukiem jest zbyt duże, dlatego wszyscy aktorzy na rynku cały czas monitorują działania swoich konkurentów i natychmiast reagują zmianą cen, by nie być najdroższym. W ten sposób zapoczątkowane przez Remę szaleństwo dumpingowe rozprzestrzeniło się na inne tanie sieci.

Po kilku dniach wojny cenowej wiele sklepów zaczęło przypominać Polskę w latach osiemdziesiątych, świecąc pustymi półkami. O zakupie tanich produktów po drodze z pracy do domu można tylko pomarzyć – z pewnością zostały już wykupione przez tych, którzy nie muszą zawracać sobie głowy czymś takim jak praca. W odpowiedzi na działanie takich osób wykupujących całą dostawę marcepanu czy świątecznej kiełbasy zaraz po dostawie, część sklepów wprowadziła reglamentację towarów objętych wojną cenową, zezwalając każdemu klientowi na zakup tylko jednej lub trzech sztuk.

Giganci stojący za dyskontami zapowiadają, że nie skończą z dumpingowaniem cen wcześniej niż w wigilię. Wiedząc jednak jak mały jest rynek norweski i mając w pamięci różnego rodzaju „kryzysy”, kiedy to brakło podstawowych produktów w momencie największego zapotrzebowania (np. smørkrise), można mieć wątpliwości, czy świąteczne produkty w ogóle będą dostępne na półkach tanich sklepów w drugiej połowie grudnia. A wtedy pole do popisu będą miały znajdujące się w rękach tych samych graczy „droższe” sieci sklepów, które ciągle posiadają towary na półkach.

Nam spodobała się reakcja na wojnę cenową naszego lokalnego sklepu Meny (delikatesy, z wyższym poziomem cen). Zamiast obniżyć swoje ceny na produkty objęte wojną, wspomniany sklep podniósł ceny i wywiesił plakaty z informacją, że dodatkowo zarobione środki zostaną przekazane na działalność charytatywną Armii Zbawienia. Popieramy!

poniedziałek, 30 listopada 2015

Norwegowie oszaleli na punkcie black friday

Kolejna amerykańska tradycja z sukcesem przeniesiona została do Norwegii. Popularniejszy z każdym rokiem black friday w tym roku przerósł oczekiwania wszystkich. Mieszkańcy Norwegii, choć sami o sobie mówią, że mają wszystko, nie mogli przepuścić okazji, by kupić jeszcze więcej.

Black friday to w USA pierwszy piątek po Święcie Dziękczynienia, który rozpoczyna okres przedświąteczny w komercyjnym znaczeniu świąt Bożego Narodzenia, a więc wielkie zakupy, prezenty i ozdoby. Tradycyjnie w ten pierwszy dzień zakupowego szaleństwa sklepy oferują wysokie rabaty i dobre promocje, aby przyciągnąć jak największe tłumy klientów. Chociaż w Norwegii „jul” czyli Boże Narodzenie jest tematem przewodnim w sklepach już od końca października, a Święta Dziękczynienia w ogóle się nie obchodzi, nie stoi to na przeszkodzie, by wylansować ostatni piątek listopada jako dzień, kiedy po prostu musisz wydawać pieniądze i kupować, bo przecież jest „tak tanio”.

Zjawisko rosło w siłę z każdym rokiem, osiągając w ostatni piątek rozmiary wręcz ekstremalne – w naszych oczach. Już o 6.30 w radiowych wiadomościach usłyszeć można było o chaosie komunikacyjnym na trasie E6 z Oslo do Vestby – tysiące osób musiało gdzieś zdążyć. Nie, nie do pracy, ale do Norwegian Outlet. W tym samym wydaniu dziennika wspomniano, że w Stanach do tej pory zginęło już 7 osób - stratowanych w tłumie zakupoholików. Pół godziny później w portalach internetowych zobaczyć można było zdjęcia i nagrania porzuconych w rowach przy autostradzie aut, których kierowcy rzucali się w bieg przez pole, aby być w sklepach zanim dotarli tam inni klienci i tym samym zapewnić sobie produkty w niesamowicie atrakcyjnych – w ich oczach – cenach.
Wiele osób w miniony piątek zrezygnowało ze śniadania z rodziną. Bo i po co znów spędzać czas przy stole z tymi samymi osobami, skoro można zjeść o 6.30 w centrum handlowym i już pół godziny później skorzystać z wyjątkowych promocji?

piątek, 6 listopada 2015

Tak się je w Norwegii

Odkąd przyjechałam do Norwegii interesuję się zdrowym odżywianiem i staram się aby jedzone przez nas posiłki były jak najmniej przetworzone i bogate w różne składniki odżywcze. Wiadomo - raz mi to wychodzi lepiej, raz gorzej. Raz mam na to czas, raz nie; niektóre nawyki ciągle są do poprawki (mniej soli!), inne udało mi się już zmienić (mniej cukru :)).

Czytając artykuły w internecie o tym, co jest zdrowe, a co nie, można zwariować. Typowy przykład:
kawa. W jednym tygodniu zachwalają pod niebiosa jej właściwości i każą pić niemalże bez umiaru, w drugim znowu wpisują kawę na listę czynników zagrażających zdrowiu. I bądź tu człowieku mądry! Dlatego z dużo większym zainteresowaniem podchodzę do raportów na temat tego, co się jada i jakie są tendencje w społeczeństwie.. Norweskie Ministerstwo Zdrowia (Helsedirektoratet) opublikowało wczoraj raport na temat nawyków żywieniowych Norwegów. Bazuje on na informacjach o ilości sprzedanych grup produktów oraz badaniu ankietowym i dotyczy roku minionego, czyli 2014.

Przede wszystkim nastąpił wzrost w ilości kupowanych i spożywanych warzyw, o 6% w stosunku do
roku 2013 oraz owoców (o 1%). Jednocześnie spożycie warzyw nigdy nie było tak wysokie w Norwegii, jak w 2014 roku. Wyniki dają powód do umiarkowanego optymizmu, choć według Ministerstwa Zdrowia Norwegom ciągle jeszcze trochę brakuje do osiągnięcia zalecanych 500 gram warzyw i owoców w ciągu dnia. Wiele wskazuje jednak na to, że są na dobrej drodze ku temu.


piątek, 30 października 2015

Słodycze albo psikus, czyli norweskie Halloween


Odkąd zamieszkaliśmy w Norwegii zaczęliśmy się przekonywać na własnej skórze co to znaczy
Halloween. Mówiąc wprost nie jesteśmy wielkimi fanami tej tradycji, ale z braku innego wyjścia
dostosowujemy się. Mieszkając na osiedlu, gdzie dominują rodziny z małymi dziećmi przygotowujemy co roku zapas łakoci i ewentualnych gości częstujemy słodyczami, tak jak zwyczaj nakazuje.


Nie zmienia to jednak naszego nastawienia do tego „święta”, które bądź co bądź ma tylko jeden cel –
poprawić wyniki sprzedaży sklepów. Nie od dzisiaj wiadomo, że grupą konsumentów najbardziej
podatną na reklamę są dzieci tym samym sklepy prześcigają się w „promowaniu” Halloween na różne sposoby: w radiu, gazetkach, telewizji, wystawy sklepów z zabawkami i butików typu Nille czy Europris wręcz krzyczą „Halloween”, więc jak tu nie ulec tej pomarańczowo-czarnej magii?


Swoją drogą norweksie Halloween to i tak pestka przy tym jak obchodzone jest to święto w USA. Już
w sierpniu otwierane są tam specjalne Halloween shop gdzie można kupić wszelkiego rodzaju stroje i
akcesoria na ten jedyny w roku wieczór.

sobota, 22 sierpnia 2015

Wybory samorządowe 14. września 2015. Polacy mają prawo głosu!

Wielkimi krokami zbliżają się wybory do zarządów gmin (komunne) oraz władz wojewódzkich (fylke). Choć oficjalną datą wyborów jest poniedziałek 14. września, w wielu gminach lokale wyborcze otwarte będą również w niedzielę 13.09.2015. Poza tym, każdy kto chce, może oddać swój głos w okresie 1. lipca – 11. września, w dowolnym miejscu w kraju. I co najważniejsze dla nas Polaków – ci z nas którzy mają ukończone 18 lat i przez ostatnie 3 lata przed dniem wyborów byli zarejestrowani w norweskim rejestrze narodowym ludności, posiadają prawo głosu, mimo iż nie są obywatelami Norwegii.

Zainteresowani wcześniejszym oddaniem głosów powinni skontaktować się z urzędem gminy, w której mieszkają, aby zorientować się gdzie i w jakich godzinach mogą głosować. Większość gmin rozsyła tego typu informacje pocztą do wszystkich, którzy mają prawo głosu oraz publikuje je w lokalnej prasie. Każda gmina sama ustala harmonogram „przed-wyborów”.

Do 11 września możesz oddać swój głos w dowolnej gminie w kraju. Nie musisz mieć ze sobą karty do głosowania (rozsyłane pocztą przez gminę właściwą dla zamieszkania), ale obowiązkowo zabierz ze sobą uznawany w Norwegii dowód tożsamości (np. paszport, karta płatnicza ze zdjęciem). W lokalu wyborczym w nie swojej gminie otrzymasz kartę do głosowania bez wydrukowanych nazwisk polityków – musisz zatem sam wpisać nazwiska albo oddać głos tylko na partię. Następnie Twoja karta musi zostać ostemplowana, zamknięta w kopertę i przesłana do gminy, w której mieszkasz. W przypadku głosowania we własnej gminie, otrzymasz karty z wypełnionymi nazwiskami kandydatów. Również we własnej gminie musisz oddać karty członkowi komitetu wyborczego do ostemplowania, zanim wrzucisz je do urny.

Używając pojęcia „własna gmina” mamy na myśli kommune, w której znajduje się twój stały adres wg rejestru ludności na dzień 30.06.2015.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Autobusem z Preikestolen na Trolltunga

Latem 2015 po raz pierwszy w historii turystyki na Vestlandet, podróżujący bez własnego środka lokomocji mogą skorzystać z komunikacji autobusowej pomiędzy dwiema najbardziej rozpoznawalnymi atrakcjami naturalnymi tej części kraju – Preikestolen i Trolltunga. To dobra wiadomość dla niezmotoryzowanych Polaków, którzy mogą przylecieć samolotem z Polski bezpośrednio do Stavanger i w ciągu kilku dni „zaliczyć” Kjerag, Preikestolen i Trolltunga!

Fotografie wymienionych formacji skalnych są jednymi z najczęściej dzielonych w internecie widoków z Norwegii, co rok w rok przyciąga do kraju tłumy turystów, którzy również chcą odwiedzić te same miejsca. Szacuje się, że Preikestolen w ciągu krótkiego sezonu letniego odwiedza ćwierć miliona osób, natomiast na Trolltunga i Kjerag wchodzi około 40 tysięcy osób rocznie. Wiele spośród nich przyjeżdża do Norwegii nieświadoma, że transport publiczny jest tutaj dosyć niedorozwinięty w porównaniu do krajów Europy kontynentalnej, żeby nie powiedzieć, nieistniejący. Problem dostrzegły wreszcie agencje rządowe odpowiedzialne za promocję turystyczną regionów Ryfylke i Hardanger i nawiązały kontakt z przewoźnikiem Tide, który już wcześniej w swojej ofercie posiadał połączenia ze Stavanger na Kjerag oraz na Preikestolen.

Trasa łącząca Preikestolen i Trolltunga liczy 240 km, które autokary pokonują w 4,5 godziny, głównie wzdłuż drogi nr 13 (przez Ryfylke). W 2015 roku na linii wykonywany jest tylko jeden kurs dziennie. Autobus startuje rano z Kinsarvik nad Hardanger-fiordem i po kilku godzinach dociera do Preikestolhytta, skąd rozpoczyna się piesza wędrówka na Preikestolen. Po wysadzeniu podróżnych tam, autobus jedzie do pobliskiego Forsand, aby o godzinie 14.20 odebrać z przystani promowej podróżnych przybywających do wioski promem z Lysebotn (drugi koniec Lysefiordu, popularna baza wypadowa wchodzących na Kjerag). Następnie autobus wraca pod Preikestolhytta by odebrać schodzących z Preikestolen i pod wieczór dociera z powrotem nad Hardanger. W tym miejscu należy wspomnieć, że autobusy nie docierają do Skjeggedal, gdzie zaczyna się podejście na Trolltunga. Linia została zorganizowana tak, aby turyści musieli przenocować np. w Odda zarówno przed jak i po wycieczce na Trolltunga.

W 2015 roku przejazd w jedną stronę pomiędzy atrakcjami Vestlandet kosztuje 595 koron.

Z Oddy do Skjeggedal, punktu startowego wejścia na Trolltunga, można dostać się autobusami i minibusami odjeżdżającymi z dworca autobusowego w Odda (rozkład na 2015 rok znajdziecie tutaj: http://www.hardangerfjord.com/no/Odda/Trolltunga/)

Osoby zaczynające zdobywanie szczytów w Stavanger, muszą najpierw przepłynąć promem do Tau, skąd wiele razy dziennie odjeżdżają autobusy do Preikestolhytta (skąd dalej, po wejściu i zejściu na Preikestolen, mogą pojechać autobusem w rejon Hardanger). Autobusy na Kjerag odjeżdżają bezpośrednio ze Stavanger. Wszystkie linie obsługuje Tide (informacja po angielsku: http://www.tidereiser.com/trolltunga-and-preikestolen, http://www.tidereiser.com/trolls-tongue-pulpit-rock-and-kjerag).

piątek, 14 sierpnia 2015

Finansportalen.no ważny przy wyborze banku lub ubezpieczyciela

Usługi finansowe, karty kredytowe, pożyczki hipoteczne, fundusze i ubezpieczenia to dla większości „zwykłych” osób czarna magia. Odnalezienie się w gąszczu ofert i zrozumienie materiałów opracowanych przez banki może być trudne, zwłaszcza jeśli nie posługujemy się perfekcyjnie językiem norweskim. Z odsieczą zagubionym konsumentom na rynku finansowym przybywa Forbukerrådet (odpowiednik rzecznika praw konsumenta) i stworzony przez nie w internecie portal finansportalen.no

Finansportalen jest narzędziem w 100 procentach niezależnym od komercyjnych aktorów na rynku finansów i ubezpieczeń, w pełni kontrolowanym przez organy państwowe. Jego zadaniem jest przekazanie jak największej wiedzy i władzy w ręce klientów poprzez umożliwienie im w bardzo prosty sposób porównania atrakcyjności i opłacalności różnych usług na rynku oraz zmiany banku czy ubezpieczyciela kilkoma kliknięciami myszy.

Baza danych finansportalen.no zawiera informacje o produktach bankowych, ubezpieczeniach, usługach przekazywania gotówki za granicę oraz produktach na rynku papierów wartościowych. Instytucje finansowe i ubezpieczeniowe działające w Norwegii są zobowiązane do raportowania do finansportalen.no wszystkich danych prezentowanych przez portal, nie rzadziej niż raz na dobę. Oznacza to w praktyce, że ceny, wysokości oprocentowania i inne liczby widoczne na finansportalen przedstawiają zawsze stan aktualny.

Portal ma za sobą stosunkowo długą tradycję, jego powstanie zostało uchwalone przez parlament już w 2007 roku, a pierwsza wersja dostępna była w sieci rok później. Korzystanie z portalu polecamy absolutnie wszystkim! My posługiwaliśmy się nim wielokrotnie – najpierw przy okazji wyboru banku (aby znaleźć taki, z najniższymi opłatami), później w wyborze karty kredytowej (najtańsza w użyciu i oferująca najwięcej korzyści, bonusów). Kiedy przyszedł czas na kredyt hipoteczny, znów zdaliśmy się na pomoc finansportalen.no, by wybrać bank z najlepszymi warunkami. Gdy sytuacja na rynku nieco się zmieniła i stopy procentowe zaczęły spadać, portal w kilka minut podpowiedział nam, do którego banku opłaca nam się przenieść kredyt.

Finansportalen.no pomógł nam również wielokrotnie w wyborze firm ubezpieczeniowych. Sprawdzanie najtańszego dostawcy kasko na samochód w portalu jest już u nas doroczną tradycją. Jeśli opłaca się przenieść ubezpieczenie do innej firmy, można to zrobić w kilka minut on-line. Także dostawcę reiseforsikring (ubezpieczenie w podróży) co roku wybieramy na podstawie porównywarki ofert na finansportalen. Nie inaczej było oczywiście z wyborem ubezpieczyciela domu.

Wiele firm i banków kusi klientów do zebrania wszystkich usług w jednym miejscu, za co oferują rabaty. Z naszego doświadczenia wynika jednak, że lojalność na rynku banków i ubezpieczeń się nie opłaca, bowiem stali klienci mają zwykle najgorsze warunki finansowe (rok w rok podwyżka cen), podczas gdy nowym klientom oferuje się bardzo atrakcyjne stawki, właśnie po to, aby ich zdobyć. Za każdym razem, gdy sprawdzaliśmy, czy opłaca się zgromadzić np. wszystkie ubezpieczenia w jednej firmie, cena sumaryczna była znacznie wyższa (mimo rabatu!), niż po zsumowaniu najtańszych (ale zapewniających identyczne warunki) ofert z różnych firm, prezentowanych na finansportalen.no

Wam również polecamy sprawdzić, ile oszczędzić możecie przenosząc pożyczkę lub polisę ubezpieczeniową do innej firmy. Nie wahajcie się tego zrobić! Tylko jeśli konsumenci faktycznie korzystają ze swojej władzy w swobodnym wyborze oferty, konkurencja na rynku będzie działać!

piątek, 24 lipca 2015

Lodożercy – spieszcie na Sørlandet!

Sørlandet jest norweską letnią destynacją turystyczną numer jeden. Morze, plaże, łodzie, szkiery, gościnne porty, Dyreparken i lody przyciągają na południe kraju tysiące turystów, głównie z Norwegii. Jeśli ze wszystkich wymienionych atutów Południa lubicie tylko lody, to i tak zachęcamy do odwiedzenia Sørlandet – w Brekkestø koło Lillesand zjeść można największe w kraju lody gałkowe, a znany w całej Norwegii producent lodów Henning Olsen zaprezentuje w niedzielę największego na świecie krone-is'a!

Brekkestø to idyllicznie położona osada portowa, w tradycyjnym sørlandzkim stylu, znajdująca się na wyspie Justøya w Lillesand koło Kristiansandu. W sezonie letnim, zwłaszcza w słoneczne dni, na pewno nie będziecie tam sami, bowiem dzięki serwowanym w lokalnym kiosku pysznym i gigantycznym lodom, do tej malutkiej miejscowości ciągną tłumy. Ludzie napływają zarówno łódkami, jak i przyjeżdżają samochodami z okolicznych gmin (tak, Justøya ma połączenie drogowe ze stałym lądem). Popularność lodów w Brekkestø wzrosła wręcz logarytmicznie po tym jak urząd promujący turystykę na Sørlandet zamieścił na Facebooku to zdjęcie:


My również należymy do lodożerców, więc przy okazji weekendu wybraliśmy się do Brekkestø i spróbowaliśmy największych w Norwegii lodów gałkowych. Dzięki temu możemy Wam doradzić – jedna gałka wystarczy! Na poniższym zdjęciu widać loda 3-gałkowego, który rozmiarem odpowiada 5-7 gałkom sprzedawanym w innych miejscach i wystarcza w zupełności dla 1-3 osób!




Tymczasem już w niedzielę wybieramy się do Kristiansand, gdzie lokalny producent lodów Henning Olsen postanowił pobić rekord Guinnessa i wyprodukować największego na świecie kron-is'a. Rożek – gigant zostanie przetransportowany helikopterem do centrum miasta, które w tym samym czasie gości kilkadziesiąt wielkich żaglowców z całego świata w ramach regat Tall Ships Races 2015. Po dokonaniu oficjalnych pomiarów przez ludzi Guinnessa, lód zostanie oddany gratis do zjedzenia przez publiczność. A starczy na pewno dla wszystkich, bowiem wielkościowo odpowiada on 10 tys. zwykłych krone-is i zawiera 1000 litrów lodów, 60 litrów czekolady oraz 40 litrów dżemu truskawkowego. A to wszystko zapakowane w 110- kilogramowy wafelek!

Zobacz więcej zdjęć z sielankowego Sørlandet

Smacznego!

PS: Kiosk z lodami w Brekkestø, podobnie jak jedyny na wyspie Justøya sklep - Brekkestø landshandel, funkcjonują wyłącznie w sezonie letnim. W 2015 roku - do 8. sierpnia.

Aktualizacja, 27-07-2015
Zdjęcia z bicia rekordu Guinnessa przez Henninga Olsena - największy lód Krone-is w Kristiansand

niedziela, 12 lipca 2015

Dwa nowe miejsca w Norwegii weszły na listę UNESCO

UNESCO postanowiło, że Rjukan i Notodden zasługują na miejsce na prestiżowej liście światowego dziedzictwa. Wszystko za sprawą historii tych miejsc jako ważnych i unikalnych na swój sposób ośrodków przemysłowych.

Obecność na liście UNESCO nie wiąże się ani z dotacją pieniężną ani innymi bezpośrednimi gratyfikacjami, ale pomaga zwrócić uwagę całego świata na wpisane obiekty czy miejsca i zwykle wiąże się ze wzrostem turystyki. W rezultacie to prestiżowe wyróżnienie ma całkiem wymierne znacznie w koronach i øre.

niedziela, 5 lipca 2015

Na narty w lipcu? W tym roku jak najbardziej!

27 czerwca Norweskie Towarzystwo Turystyczne DNT otworzyło drzwi większości swoich schronisk górskich i tym samym rozpoczęło sezon letni 2015. Letni tylko z nazwy, ze względu na to, że w wielu partiach górskich ciągle zalega sporo śniegu. Warto wziąć to pod uwagę, jeśli planujecie wybrać się do Norwegii specjalnie, żeby zdobyć popularne cele jak Trolltunga czy Galdhøpiggen.

Choć temperatury zimą 2015 r. wcale nie były niższe niż meteorologiczna normalna, w górach i na wyżynach w dalszym ciągu leży dużo więcej śniegu niż zwykle o tej porze roku. Wszystko za sprawą bardzo dużej ilości opadów w pierwszej połowie roku, które w wyższych partiach kraju spadły w postaci właśnie śniegu. Z początkiem lipca śnieg zalega głównie w zachodnich częściach Norwegii – m.in. w raju turystów pieszych Hardangervidda i w zachodniej części Jotunheimen. Zaśnieżone są również wyżyny w Setesdal oraz poszczególne partie Alpów Sunnmøre. Także w Północnej Norwegii leży nienormalnie dużo śniegu, a w rejonie Troms, w którym dokładnie rok temu o tej porze roku rozkoszowaliśmy się pięknym latem i temperaturami ponad 20 stopni, w dalszym ciągu spotkać można skute lodem rzeczki.

niedziela, 21 czerwca 2015

Lato 2015 – tani kredyt, drogi urlop

W minionym tygodniu norweski bank centralny obniżył referencyjną stopę procentową do historycznie niskiego poziomu – 1 %. Tym samym w Norwegii pożyczka pod nieruchomość w praktyce stała się darmowa, a zagraniczne wakacje – znacznie droższe. Zobacz dlaczego!

Podstawowa (referencyjna) stopa procentowa ustalana przez centralny bank określa jakie koszty banki muszą ponieść by uzyskać dostęp do kapitału i przekłada się bezpośrednio na stopy procentowe jakie banki komercyjne oferują swoim klientom, między innymi na oprocentowanie kredytów hipotecznych. Przy 1% stopie podstawowej możemy spodziewać się, że oprocentowanie kredytów w bankach komercyjnych wynosić będzie około 2,5 %. Zgodnie z norweskim prawem podatkowym, osobom zadłużonym przysługuje ulga podatkowa z tytułu płaconych dla banku odsetek od kredytu – tym samym realny koszt pożyczki będzie jeszcze niższy. Tak niski, że przewyższa go nawet średni wzrost cen z roku na rok. W uproszczeniu powiedzieć można, że pieniądze więcej tracą na wartości „leżąc” niewykorzystane, niż koszty, które ponosimy biorąc kredyt na kolejną nieruchomość.

Rekordowo niskie oprocentowanie zwiększa popyt na nieruchomości i tym samym potęguje wzrost cen oraz rozwój bańki na rynku nieruchomości. Równolegle wzrasta zadłużenie społeczeństwa, do niebezpiecznie wysokiego poziomu, znacznie przekraczającego równowartość 3-4 letnich zarobków brutto.

wtorek, 2 czerwca 2015

Nauka polskiego w Norwegii

Kilka dni temu napisała do nas Pani Anna Małota, przedstawicielka Polskich Szkół Internetowych
Libratus, z prośbą opublikowania informacji o możliwości internetowej nauki m.in. języka polskiego
poprzez ich platformę edukacyjną. W Norwegii mieszka obecnie wiele rodzin z dziećmi w wieku
szkolnym. Rodzicom często zależy na tym, aby ich dzieci nie traciły możliwości nauki polskiego czy
historii Polski, dlatego też zgodziliśmy się napisać o projekcie.

Projekt edukacyjny Polskie Szkoły Internetowe Libratus, skierowany jest do dzieci Polaków
przebywających poza granicami kraju. Przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii i  Internetu
umożliwia on realizację polskiej podstawy programowej w trybie tzw. nauczania domowego, w
którym to rodzic staje się nauczycielem dla swojego dziecka.

poniedziałek, 25 maja 2015

Do pracy, czy do lekarza?

Temat nieobecności w pracy z powodu choroby stale powraca w norweskiej opinii publicznej. Również my poruszaliśmy go na blogu rok temu. Od tego czasu sytuacja nie uległa poprawie – w dalszym ciągu Norwegia ma najwyższy na świecie odsetek pracowników będących na zwolnieniach, zamiast w pracy (według OECD, pol.: Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Jednocześnie Folkehelseinstitutet (Norweski Instytut Zdrowia Publicznego) zapewnia, że społeczeństwo nie jest bardziej chore niż inne narody, wręcz przeciwnie, stan zdrowia Norwegów i długość życia wyróżniają się pozytywnie na tle innych krajów. Skala zwolnień lekarskich wynika nie ze złego stanu zdrowia, ale z podejścia wielu osób (w tym lekarzy) oraz faktu, że pracownicy nie tracą finansowo ani korony na pozostaniu w domu.

Według opracowanego na zlecenie rządu w 2010 r. raportu o tym, jak zmniejszyć sykefravær (nieobecność w pracy z powodu choroby), zwolnienia lekarskie owszem, są nadużywane w pewnym stopniu, jak również istnieją osoby, które oszukują informując pracodawcę o chorobie. Te dwa czynniki według raportu stanowią jednak tylko marginalny problem i nie tłumaczą dlaczego kraj ma tak dużą ilość osób na zwolnieniach w porównaniu z innymi państwami (np. dwukrotnie więcej niż sąsiednia Szwecja).

Raport wskazuje, że wiele osób przychodzi do lekarza i uskarża się na stany, które same w sobie nie koniecznie są chorobą albo nie predysponują do zwolnienia lekarskiego. Jednocześnie lekarze nie radzą sobie z odmówieniem pacjentowi zwolnienia i wypisują je, aby nie zawieść oczekiwań. Częstokrotnie lekarze nie są w stanie przeprowadzić żadnych testów czy badań, które mogłyby potwierdzić to, na co uskarża się pacjent. Mowa tutaj o przypadkach np. lęku albo bólów nie mających przyczyny organicznej, możliwej do stwierdzenia. W takich sytuacjach poprawność nie pozwala lekarzom kwestionować opinii pacjentów i powiedzieć „jesteś zdrowy, nic ci nie jest”. Wypisują zatem zwolnienia i recepty.

sobota, 9 maja 2015

Ile warty jest twój paszport na świecie?

W styczniu pisaliśmy o tym, że tylko niewielka ilość obcokrajowców na stałe mieszkających w Norwegii decyduje się wnioskować o tutejsze obywatelstwo i tym samym paszport. Dla większości z nas wydaje się to mało atrakcyjne. Kontynuując tematykę przytaczamy dzisiaj najnowsze zestawienie brytyjskiej firmy Henley & Partners, która od 2006 tworzy znane na świecie rankingi Henley & Partners Visa Restrictions Index, porównujące „wartość” paszportów różnych krajów pod kątem wolności podróżowania za granicę.

Pełną treść raportu 2014 możecie zobaczyć tutaj.

Z zestawienia wynika, że ani polskie obywatelstwo, ani norweskie nie należą do tych, które otwierają na świecie najwięcej drzwi albo w tym przypadku – granic. Norweski paszport zapewnia możliwość wjazdu bez konieczności posiadania wizy do 171 krajów świata, podczas gdy polskie paszporty dają nam taką samą możliwość w przypadku 157 państw. Najbardziej wartościowe na świecie w tym kontekście są paszporty Finlandii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Szwecji i Zjednoczonego Królestwa (Wielka Brytania), z którymi zostaniemy wpuszczeni bez wizy aż do 174 krajów. Na godnym drugim miejscu są Duńczycy i Kanadyjczycy, którzy bezproblemowo wjechać mogą do 173 krajów świata. Ostatnie miejsce na podium zajmują obywatele Belgii, Francji, Włoch, Japonii, Płd. Korei, Luxemburga, Holandii, Portugalii i Hiszpanii, posiadający prawo bezwizowego przekroczenia granic 172 państw. Polskę znajdziemy na miejscu 14, za m.in. Czechami, Słowacją, Łotwą i Słowenią.

Wśród narodów, dla których granice są najbardziej zamknięte, znajdują się Pakistan i Somalia (bez wizy mogą wjechać do 32 krajów), Irak (31) i zamykający ranking – Afganistan (28). Obywatele tych krajów są z kolei licznie reprezentowani wśród azylantów w krajach zachodnich, m.in. w Norwegii.
To, do ilu państw obywatele kraju x są wpuszczani bez wiz jest często odzwierciedleniem polityki samego kraju x. Obowiązek wizowy lub jego zniesienie są w praktyce pierwszymi kwestiami ustalanymi podczas gdy dwa państwa rozpoczynają współpracę dyplomatyczną i zakładają konsulaty lub ambasady i najczęściej opierają na wzajemności. Innym czynnikiem decydującym jest zamożność poszczególnych państw. Kraje wysokorozwinięte, bogate, często wprowadzają obowiązek wizowy w stosunku do obywateli państw biedniejszych, aby w ten sposób ograniczyć napływ imigrantów. Z kolei nie wszystkie państwa słabiej rozwinięte decydują się na odwzajemnienie tego kroku w stosunku do krajów bogatych, ze względu na to, że zależy im na przyjeżdżających mieszkańcach krajów zamożnych i oczywiście na ich pieniądzach. To tłumaczy oczywiście dlaczego te, a nie inne kraje znalazły się w czołówce oraz na końcu rankingu i dlaczego łatwiej przemieszczać się po świecie z paszportem norweskim, niż np. polskim.

Norwegowie, choć musieli zaakceptować, że Szwedzi wypadli lepiej od nich w zestawieniu, podkreślają, że to i tak ich paszporty są najbardziej cool. Dlaczego? To proste, ceniony na świecie skandynawski design dotarł nawet do paszportów i te norweskie świecą podczas kontroli w ultrafiolecie pięknymi krajobrazami fiordów i gór, np. widokami z Geirangerfjordu. Inne kraje natomiast używają jako zabezpieczeń „tylko” świecących w UV nudnych wzorków, tasiemek i linii 
Dla porządku należy zaznaczyć, że przypadki, w których otrzymanie wizy np. na granicy czy lotnisku jest tylko formalnością, np. po uiszczeniu opłaty, zostały zaliczone jako możliwość swobodnego wjazdu (tak jakby wiza nie była wymagana).

środa, 29 kwietnia 2015

Przełom kwietnia i maja to w Norwegii okres konfirmacji

rys. ung.no
Być może zauważyliście w ostatnim czasie, że w mediach pojawiły się reklamy eleganckich strojów dla młodzieży, sklepy z odzieżą również nagle skupiły się na promowaniu takowych, znajomi z pracy wzdychają, że muszą kupować drogie prezenty, a w szkołach ciągle mówi się o konfirmacji. Śpieszymy wyjaśnić, czym jest ten szał spowodowany.

Sezon konfirmacyjny zbiega się z polskim okresem pierwszych komunii, z tą różnicą, że w kościele protestanckim konfirmacja jest raczej odpowiednikiem bierzmowania, niż komunii.

Konfirmacja w Norwegii ma bardzo długą tradycję. Wprowadzona została już w 1539, a od 1736 roku była nakazana prawem w formie państwowego egzaminu z wiary chrześcijańskiej. W XX w. kościół stracił jednak „monopol” na konfirmowanie (1950) i obyczaj zaczął przybierać coraz bardziej świeckiego wymiaru, przede wszystkim jako podkreślenie przejścia młodego człowieka w dorosłe życie. Takie spojrzenie na konfirmację ma związek z tym, że tradycyjnie przypadała ona wraz z zakończeniem szkoły oraz że w przeszłości była warunkiem udzielenia małżeństwa, a nawet zatrudnienia w zakładzie pracy.

Aktualnie do konfirmacji w Norwegii podejść może młodzież kończąca 8. klasę. Obrzęd nie jest jednak obowiązkowy i uczniowie mogą sami zdecydować, czy chcą się konfirmować. Ci, którzy wybiorą, że chcą, stają przed kolejnym wyborem – czy konfirmować się w duchu kościelnym czy tzw. „humanistycznym” (sekularnym, świeckim). Około 85 % piętnastolatków w Norwegii wybiera konfirmację, wśród nich 17 % decyduje się na wariant świecki, a reszta konfirmuje się w kościele. Chociaż tak znaczący odsetek wybiera konfirmację kościelną, znaczenie tej ceremonii dla większości konfirmantów jest obecnie dalekie od tradycji kościelnych. Aktualnie jest to raczej okazja do zgromadzenia całej rodziny i hucznego uczczenia przejścia w dorosłe życie.

Konfirmacjom, podobnie jak polskim komuniom, nieodłącznie towarzyszą prezenty dla konfirmantów. Zamożność norweskiego społeczeństwa i fakt, że prawie wszyscy „mają wszystko” spowodowały, że tradycją stało się wręczanie konfirmantowi gotówki. A mowa jest o niemałych kwotach – opublikowane właśnie przez Dagbladet badanie wykonane przez Ipsos MMI dla największego norweskiego banku DNB dowodzi, że statystyczny konfirmant „zarabia” na konfirmacji 33.500 koron! Nic dziwnego, że wiele osób nie jest zachwycona w momencie, kiedy dostają zaproszenie na konfirmację. Udział w imprezie stał się dla wielu po prostu zbyt drogi...

środa, 25 marca 2015

Jak norweskie media podchodzą do obcokrajowców

Choć imigranci stanowią już 15 proc. wszystkich mieszkańców Norwegii i ich odsetek wzrasta, nie są dzięki temu lepiej reprezentowani w tutejszych mediach. Wyniki badań przeprowadzonych w 2009, 2011 i 2014 roku są identyczne – tylko w 2 procentach artykułów, które w wymienionych latach ukazały się w prasie norweskiej, wypowiadały się osoby pochodzenia nienorweskiego. Tym samym media w coraz mniejszym stopniu odzwierciedlają różnorodność społeczeństwa i rolę, jaką w nim pełnią imigranci. Retriever, który przeprowadził badania, zauważa również, że w dalszym ciągu media w dużym stopniu utrwalają stereotypy o obcokrajowcach i często podchodzą do nich jak do problemu, a nie grupy wartościowej dla kraju.

Raport wskazuje, że krajowe redakcje powinny w większym stopniu prezentować pozytywne historie dokumentujące wkład imigrantów w budowanie społeczeństwa i gospodarki norweskiej, jak również znacznie częściej zasięgać opinii i publikować poglądy „ekspertów” reprezentujących mniejszości narodowe i ich organizacje. Zamiast tego współczesne media przedstawiają imigrantów głównie jako problem – co czwarty artykuł, który w ogóle wspomina o obcokrajowcach, dotyczy przestępczości; drugą co do wielkości grupą są teksty o problemach na tle religijnym, a kolejną artykuły o osobach wnioskujących o azyl i uciekinierach przybywających do Norwegii.

Badacze z Retriever’a zauważyli też ciekawą prawidłowość – artykuły prasowe negatywnie opisujące obcokrajowców (np. w związku z czynami kryminalnymi) prawie zawsze wspominały o narodowości imigranta lub jego statusie społecznym podczas gdy obcokrajowcy przewijający się w tekstach gazetowych w innych okolicznościach rzadko kiedy określani byli przez swoje pochodzenie (byli bardziej anonimowi). Najlepsze przykłady twórcy raportu znajdują w tekstach sportowych, gdzie prawie nigdy nie wspomina się o narodowości sportowców grających w norweskich klubach, mimo że ich ilość rośnie i w prasie nie brakuje wzmianek o zdobytych przez nich bramkach itp.

Naukowcy uważają, że najlepszym sposobem na przywrócenie równowagi między złożonością społeczeństwa i jego obrazem w mediach jest zatrudnienie w redakcjach większej ilości dziennikarzy i redaktorów wywodzących się z mniejszości narodowych. Szacuje się, ze wówczas odsetek artykułów negatywnie opisujących obcokrajowców (w 2014 roku – 35%) spadnie, a jednocześnie imigranci zyskają więcej miejsca w gazetowych szpaltach jako eksperci i pozytywni bohaterowie.

Źródło:
Retriever na zlecenie Integrerings- og mangfoldsdirektoratet (IMDI) przeanalizował obraz obcokrajowców, azylantów, uciekinierów i Norwegów pochodzenia mniejszościowego w mediach. Badanie miało za zadanie obliczyć, w jakim stopniu wymienione grupy dochodzą do zdania w mediach. Analiza składa się z części ilościowej oraz jakościowej, z których ta pierwsza bazuje na wybranych 9 papierowych gazetach i 26 portalach informacyjnych, a druga na 8 papierowych gazetach: VG, Aftenposten, Bergens Tidende, Dagbladet, Dagens Næringsliv, Klassekampen, Nordlys i Stavanger Aftenblad. Retriever porównał wyniki z 2014 roku z wynikami analogicznego badania przeprowadzonego w latach 2009 i 2011.

piątek, 13 marca 2015

Piątek w Norwegii. Fredag = fridag?

latterkula.no
Przy okazji piątku 13-ego postanowiliśmy podzielić się z Wami naszymi spostrzeżeniami oraz faktami na temat fenomenu piątków w Norwegii. Czy też zauważyliście, że piątek tutaj to raczej pierwszy dzień weekendu niż piąty dzień tygodnia pracy?

Już słuchając porannego programu radiowego zauważyć można, że to nie jest zwykły dzień, jak poprzednie cztery. W komunikatach o ruchu drogowym słyszymy, że ruch przebiega sprawnie we wszystkich dużych miastach i na trasach dojazdowych do stolicy, spiker nie wspomina nic o zakorkowanej E6 czy E18 ani o zatorach między Stavanger i Sandnes. Po drodze do pracy nie mijamy zbyt dużo innych samochodów, przez myśl nam przychodzi, czy to może sobota dziś…

Nie, to jednak piątek, dzień który dla coraz większej ilości mieszkańców Norwegii jest już weekendem i relaksem, a nie pracą. Nasze obserwacje na temat odmienności piątkowych poranków potwierdzają zarówno statystyki SSB, jak i wyniki liczenia przeprowadzonego przez NSB (koleje) czy Vegvesenet (drogi). Porannymi pociągami w kierunku Oslo w piątkowe poranki podróżuje nawet 30 proc. mniej pasażerów niż w pozostałe dni robocze. Z kolei bramki wjazdowe na rogatkach Oslo notują w piątki średnio 14.000 mniej samochodów jadących do centrum, niż w czwartki.

poniedziałek, 2 marca 2015

Najtańsze zakupy zrobisz online z Chin. Wszystko dzięki międzynarodowej umowie pod patronatem ONZ

Mieszkając w Norwegii zapewne zauważyliście, że koszty wysyłki czegokolwiek wewnątrz kraju, nawet do/z sąsiedniego miasta są wyższe niż przykładowo porto za dostawę opon z Niemiec czy elektroniki z Chin. Norwegia ma jedne z najwyższych kosztów przesyłek na świecie, a jednocześnie nie ma prawa żądać takich samych stawek za dostarczanie paczek przychodzących do kraju zza granicy. W rezultacie podatnicy (czytaj: my wszyscy) subsydiują dostarczanie przesyłek zza granicy a jednocześnie korzystają z niskich kosztów dostawy towarów kupowanych w sklepach internetowych poza Norwegią. Kto traci? Oczywiście norweskie sklepy internetowe.

Według danych Posten (norweska poczta), rocznie do kraju przesyłanych jest miliony paczek ze sklepów internetowych mających siedziby we Wschodniej Azji. Powód jest oczywisty – cena! Towary z Chin nie mają sobie równych na świecie jeśli chodzi o koszty zakupu, a kiedy sklep dodatkowo oferuje bezpłatną wysyłkę towarów poniżej 2 kg wagi, wielu Norwegów się nie zastanawia. Rekordową popularnością cieszy się m.in. Dealextreme.com – sprawdźcie sami ceny elektroniki w tym nettbutikku!

niedziela, 1 lutego 2015

Irytują cię ciągłe telefony od sprzedawców? Jest na to sposób!

Najlepszym i najprostszym sposobem wyeliminowania problemu jest zarejestrowanie swojego sprzeciwu przeciwko tele-sprzedaży w bazie danych zwanej Reservasjonsregisteret. Można tam zgłosić zarówno brak zgody na telefony od „komercyjnych” sprzedawców jak również na telefony wykonywane przez organizacje charytatywne prowadzące np. różne zbiórki. O skali i uciążliwości problemu telefonicznej sprzedaży świadczy fakt, że już ponad 2 miliony mieszkańców Norwegii zarejestrowało swój brak zgody na taką formę kontaktu. 90 procent z nich nie życzy sobie również telefonów od organizacji dobroczynnych.

Sprzeciw można zarejestrować online w witrynie Brønnøysundregisteret (https://w2.brreg.no/reservasjon/) lub telefonicznie – pod numerem 75 00 75 00.

Warto wpisać w rejestrze nie tylko swoje imię, nazwisko i adres, ale również podać wszystkie swoje numery telefonów. W ten sposób minimalizujemy ryzyko otrzymywania telefonów od sprzedawców mimo zgłoszenia sprzedaży. Każdy podmiot prowadzący handel telefoniczny w Norwegii ma obowiązek upewnienia się, że osoba, z którą zamierza się skontaktować nie zastrzegła swojego sprzeciwu. Sprzedawcy sprawdzają często jedynie, czy nazwisko i imię lub adres, który mają na swojej liście, figuruje w Reservasjonsregisteret. Z powodu błędów w pisowni, zmiany nazwiska lub adresu, może się zdarzyć, że dane sprawdzane przez sprzedawcę nie będą pokrywały się z tymi, które podaliśmy w Reservasjonsregisteret, a w rezultacie sprzedawca nie znajdzie nas w bazie i otrzymamy kolejny uciążliwy telefon. Podanie swojego numeru telefonu czy innych adresów niż tez z rejestru ludności, nie jest obowiązkowe w Reservasjonsregisteret, ale warto to zrobić. Jeśli bowiem wpisaliśmy do bazy danych swój numer telefonu, na który nie życzymy sobie kontaktu, żaden sprzedawca nie będzie mógł się tłumaczyć, że go nie znalazł w bazie.

środa, 28 stycznia 2015

Coraz więcej osób lata samolotem do pracy

fot. Benjamin A. Ward, Dagbladet
Pendler to norweskie określenie osoby, która musi dojeżdżać z miejsca stałego zamieszkania do pracy, bez względu na to, czy miejsce pracy znajduje się w sąsiedniej komunie, najbliższym dużym mieście, stolicy czy za granicą. Ze względu na małą gęstość zaludnienia i to, że ludzie mieszkają w dystryktach, z dala od rynków pracy, dojazdy do pracy są codziennością Norwegów od dziesięcioleci. Ku rozpaczy ekologów coraz większa ilość takich podróży wykonywana jest samolotami...

sobota, 17 stycznia 2015

Norweskie obywatelstwo mało atrakcyjne dla imigrantów

Tylko 4 procent obcokrajowców, którzy w 2013 roku spełniali wymóg siedmioletniego pobytu w Norwegii, wystąpiło o norweskie obywatelstwo. Najmniej zainteresowani norweskimi paszportami byli imigranci zarobkowi z Europy, wśród nich Polacy.

W przeciwieństwie do imigrantów zarobkowych i zagranicznych studentów, o norweskie obywatelstwo występują w dalszym ciągu licznie osoby, które uciekły do Norwegii ze swoich krajów ojczystych lub wnioskowały o azyl w Norwegii, a także członkowie ich rodzin (81 proc. osób wśród wymienionych grup, przybyłych do kraju po 1990 roku, wnioskowało o obywatelstwo).

Spadek zainteresowania obywatelstwem norweskim obserwuje się od wielu lat. Podczas gdy imigracja do Norwegii i populacja kraju wzrastały z roku i na rok, ilość wniosków o obywatelstwo wśród osób uprawnionych do tego malała. Główną obowiązującą zasadą jest, że imigrant musi legalnie przebywać w Norwegii przynajmniej 7 lat i posiadać umiejętności komunikowania się po Norwesku, by móc otrzymać obywatelstwo. Podczas gdy 1996 roku o paszport norweski wnioskowało 13,3 proc. imigrantów uprawnionych do tego, w 2013 roku na to samo zdecydowało się tylko 4,4 proc. obcokrajowców, będących wówczas przynajmniej 7 lat w kraju.

piątek, 9 stycznia 2015

Jak dobrze wybrać dostawcę prądu w Norwegii

fot. Norges vassdrags- og energidirektorat
W Norwegii gaz i centralne ogrzewanie mają znaczenie marginalne, zaś podstawowym źródłem energii, czy to do ogrzewania gospodarstw domowych, ciepłej wody czy gotowania, jest prąd. O tym, jak orientować się na ogromnym rynku dostawców energii, żeby rachunki za energię były choć trochę niższe, przeczytacie w tym poście.

Każde gospodarstwo domowe podpięte do sieci energetycznej powinno wybrać sobie dostawcę prądu (strømleverandør). W przeciwnym razie właściciel sieci energetycznej będzie fakturował nie tylko za przesłany prąd, ale również opłatę karną za niewybranie dostawcy (często nazywaną ventetariff).

W Norwegii istnieje wolny rynek energii. Oznacza to w praktyce, że prąd notowany jest na giełdzie i o każdej porze dnia i nocy kWh posiada określoną wartość giełdową. Dostawcy prądu kupują energię na wspomnianej giełdzie i administrują jej przesyłem do odbiorców końcowych. Ponieważ rynek jest wolny, dostawcy mogą żądać za prąd dowolną stawkę. W praktyce konkurencja jest tak duża, że odbiorcy mają możliwość zakupu prądu nawet za cenę identyczną z giełdową (czyli bez zysku dla dostawcy).

Większość dostawców oferuje swoim klientom kilka taryf. Najpopularniejsze są taryfy, w których odbiorca płaci za prąd dokładnie taką samą stawkę, za jaką dostawca kupuje energię na giełdzie, a dodatkowo płaci dostawcy opłatę abonamentową (stałą kwotę każdego miesiąca, niezależnie od zużycia). Takie taryfy nazywają się spot-pris, a wysokość doliczanych przez dostawców stałych miesięcznych opłat waha się od 0 do kilkudziesięciu koron. Tylko kilku dostawców na rynku oferuje taryfę spot-pris bez opłaty abonamentowej; w takich przypadkach warunkiem posiadania taryfy jest zawarcie dodatkowej umowy o fakturowanie drogą elektroniczną lub automatyczne opłacanie rachunków przez bank (avtalegiro). Wysyłanie papierowych faktur byłoby oczywiście za drogie dla dostawcy energii, który nie pobiera żadnych opłat administracyjnych w postaci abonamentu.

sobota, 3 stycznia 2015

Nie lubisz ujemnych temperatur? Zobacz gdzie powinieneś zamieszkać

Bergen
Za nami 2014 rok i instytut meteorologiczny udostępnił już na swoim portalu yr.no statystyki pogodowe z minionego roku. Wyczytać z nich możemy m.in., że w zimnej w opinii wielu osób Norwegii, były faktycznie aż 3 miejscowości, w których w każdy jeden z 365 dni w 2014 roku odnotowano dodatnią temperaturę!

Mowa o stolicy Vestlandet – Bergen oraz dwóch miejscowościach w Rogaland – Sandnes i Tananger (obydwie przylegają do Stavanger) – donosi dumne z sukcesu „rodzinnego” miasta Bergens Tidende. Gazeta zastrzega jednocześnie, że choć stacje meteorologiczne w wymienionych lokalizacjach codziennie notowały dodatnią temperaturę, nie jest to jednoznaczne z tym, że słupek rtęci w tych miejscach ani razu w 2014 roku nie spadł poniżej zera! Mrozy w Bergen, Sandnes i Tananger owszem zdarzały się w minionym roku, tylko że nigdy nie trwały całej doby (słupek rtęci każdej doby przynajmniej przez chwilę znajdował się w zakresie dodatnich temperatur). Przykładowo w Bergen (podobnie jak w bardzo wielu innych miejscowościach), najzimniejszym dniem 2014 roku był 28. grudzień, kiedy to zanotowano tam minimalną temperaturę minus 6,3 stopnia. Jednocześnie o innej porze tego samego dnia zanotowano w Bergen 0,4 stopnia na plusie i miasto utrzymało się w elitarnej trójce norweskich miejscowości z dodatnimi temperaturami każdego dnia!

Takim samym sukcesem stolica Vestlandet mogła pochwalić się aż 5 razy po 1957 roku.

Na pocieszenie dla tych, którzy lubią ciepło, ale do Bergen czy Rogalandu nie mogą się przeprowadzić dodamy, że klimat ociepla się w praktycznie rzecz biorąc całej Norwegii, a 2014 rok był najcieplejszym w skali całego kraju od kiedy pomiary się rozpoczęły.