Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

czwartek, 30 października 2014

Zdrowa żywność w Norwegii, czyli problem produktów z zieloną dziurką od klucza

Robiąc zakupy w norweskich marketach, z pewnością część z Was zwróciła uwagę na znaczek w kształcie zielonej dziurki od klucza (nøkkelhullprodukter). W Norwegii w ten sposób oznacza się produkty które ze względu na swój skład są zdrowsze (w uproszczeniu: zawierają mniej tłuszczu, cukru i soli, a więcej błonnika) niż ich odpowiedniki.

Sposób oznaczania żywności w ten sposób jest wspólny dla większości krajów Skandynawii, a w Norwegii systemem administrują wspólnie Helsedirektoratet (Ministerstwo zdrowia) oraz Mattilsynet (departament do spraw nadzoru nad żywnością). Celem było oczywiście ułatwienie zwykłemu szaremu człowiekowi wyboru zdrowszych produktów podczas wizyty w sklepie.

Upraszczając, zasady przyznawania oznaczenia polegają na tym, że producenci zgłaszają się ze swoimi produktami do Mattilsynet i zostaje im przyznana zgoda na używanie „dziurki od klucza” lub nie. Po otrzymaniu takiego znaku producenci mogą go stosować na swoich opakowaniach.

To, które produkty otrzymują znaczek to temat na osobny artykuł. Wielu uważa, że charakterystyczna dziurka od klucza na zielonym tle straciła na znaczeniu w momencie, gdy przyznano ją słynnej (i niekoniecznie najzdrowszej) pizzy Grandiosa. Nie o tym jednak będzie dzisiaj mowa. W ostatnim czasie bowiem pojawiły się artykuły mówiące o tym, że coraz więcej producentów decyduje się usunąć znaczek ze swoich produktów, mimo że mają zgodę na jego używanie! Dlaczego tak się dzieje?



Kilka lat temu Kiwi postanowiło sprzedawać nøkkelhullprodukter w cenach obniżonych o wartość podatku (14%). Tym samym ta sieć marketów wymusiła na innych sieciach spożywczych obniżenie cen na produkty z zieloną dziurką. W związku z tym, że sklepy przestały zarabiać na tych produktach (w wielu przypadkach sprzedawały je ze stratą), zaczęły one wymuszać na producentach obniżenie cen zakupu, tak aby ciągle mieć jakiś zysk. Producentom się to oczywiście nie opłacało i często odmawiali. W odpowiedzi wiele sklepów przestało eksponować nøkkelhullprodukter na swoich półkach (po co sprzyjać sprzedaży towarów, na których się traci?!). To z kolei spowodowało, że producenci zgodnie z przysługującym im prawem zaczęli usuwać charakterystyczne znaczki z opakowań swoich produktów, aby nie stracić rynku i miejsca na półkach sklepowych. Zrobiły tak między innymi mleczarnie Q (oznaczenie zniknęło z opakowań Skyr), Findus pozbawił nøkkelhull warzywa i ryby (wychodząc z założenia, że wszyscy wiedzą,  że warzywa i ryby są zdrowe i nie potrzebują dodatkowego oznaczenia), Wasa również usunęła znaczek ze swoich produktów (Wasa Havre i Rug sprø).

Pojawiają się głosy, że oznaczenie nøkkelhull powinno być obowiązkowe w przypadku aktualnych (zdrowszych) produktów i że minister zdrowia powinien coś z tym zrobić. Na to nie ma jednak szansy, ze względu na niezgodność z prawej UE.
Jednocześnie od przyszłego roku mają zostać zaostrzone reguły dotyczące przyznawania tego oznakowania. Głos zabierają także sklepy podkreślając, że nøkkelhullprodukter są bardzo ważne i cieszą się niesłabnącą popularnością wśród klientów. Zatem jak rozwinie się kwestia zdrowej żywności w Norwegii przekonamy się niebawem.

Oczywiście w całym tym zamieszaniu najbardziej poszkodowany jest zwykły szary człowiek. Nie wiem, jak Wy, ale ja w swoich codziennych zakupach często sięgam po produkty z charakterystycznym znaczkiem. Teraz zostanie mi chyba tylko skrupulatne czytanie etykiet na opakowaniach.

Życzmy więc sobie nawzajem udanych zakupów!

4 komentarze:

  1. A ja miałam w przyszłym tygodniu zabierać się za pisanie postu akurat na ten temat ! :) Ubiegłaś mnie, Ewo ! Mimo tego, świetnie to opisałaś, sama bym tego lepiej nie zrobiła :)! Pozdrawiam, Pati

    OdpowiedzUsuń
  2. W Polsce wybór produktów jest o wiele większy niż w Norwegii. I ja za każdym razem wgryzam się w te drobne literki którymi wypisano skład. To jest dopiero frustrujące! Może i produkty spożywcze w Polsce są dużo tańsze ale ich jakość w większości przypadkow pozostawia wiele do życzenia. W dodatku ten ogromny wybór bywa przytłaczajacy. Zwłaszcza gdy wybieram między złym a gorszym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zawierzałabym ślepo żadnym znaczkom. Wszędzie bowiem pracuje człowiek, którego można po prostu przekupić. Czytać etykiety i polegać na sobie i swojej wiedzy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, tylko człowiekowi życia nie starczy, jak na wszystkim będzie chciał się poznać :) Dlatego takie rzeczy mają (jakiś) sens.

      Usuń