Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 16 września 2014

Ekspedycja Nordkapp. Etap 9: Helgelandskysten, Bodø i prom na Lofoty

Kilboghamn, Helgelandskysten
Trasa 260 km (nie licząc dystansu pokonywanego na promie Bodø – Moskenes)

Grønsvika – Løding, FV17
Løding – Bodø – Moskenes, RV80
Moskenes – Å, E10


Poprzedni etap zakończyliśmy w Forcie Grønsvika przy drodze numer 17 (Kystveien). Podczas dzisiejszego etapu kontynuować będziemy podróż tą samą drogą, przez przepiękne wybrzeże Helgeland, przekroczymy ko podbiegunowe północne, zobaczymy midnattsol (czyli świecące ponad horyzontem słońce mimo nocnej pory) i wreszcie dotrzemy do bajecznie pięknych Lofotów.


Im dalej na północ, tym dzień dłuższy (oczywiście latem...). My jednak nie marnujemy czasu na spanie do 12 i dzisiejszy etap zaczynamy z samego rana, aby mieć jak najwięcej czasu na podziwianie wybrzeża Helgeland. Muszę przyznać, że był to mój ulubiony odcinek całej wyprawy na Nordkapp!


Już niedaleko od fortu i początku dzisiejszej trasy trafiamy na dobrą okazję, żeby się zatrzymać, rozejrzeć i zrobić jeszcze kilka zdjęć. Widok z parkingu na Kleivhalsen jest spektakularny. W podobne punkty postojowe i wrażenia obfitował będzie cały dzień i szybko dochodzimy do wniosku, że w Helgeland warto byłoby spędzić cały tydzień, a nie tylko jeden dzień!

Naszym celem na tę chwilę jest Kilboghamn, pięknie położona osada, z której 5 razy dziennie wyruszają promy do położonego po drugiej stronie koła podbiegunowego Jektvik (w sezonie letnim promy są dużo częściej).

Poczekalnia na prom w Jektvik po zmroku przypomina
chiński lampion
Przypominamy, że w Płn. Norwegii pokłady samochodowe na promach zamykane są na czas przeprawy, a nasza przeprawa trwa około 70 minut. Koniecznie pamiętajcie o zabraniu aparatów i kamer na pokład statku! Po drodze z głośników podawany jest komunikat o tym, że mijamy koło podbiegunowe północne. Rozglądajcie się po prawej stronie w poszukiwaniu symbolicznego znaku granicznego – dużego globusa postawionego na jednej z wysp. Inną ciekawą konstrukcję zobaczyć możemy już na drugim brzegu – w porcie Jektvik. Stoi tam budynek mieszczący poczekalnię i toalety, wykonany z prześwitującego włókna szklanego. Ze względu na swoją specyficzną formę, budowla przypomina po zmroku świecący się chiński lampion! Za dnia nie robi aż tak dużego wrażenia...

Odcinek z Jektvik do Ågskardet warto przejechać bez zatrzymywania, aby zdążyć na kolejny prom – z Ågskardet do Forøy. Przeprawy są zwykle skomunikowane. Prom płynie tym razem tylko 10 minut, a na miejscu w Forøy czeka na nas widok na drugi pod względem wielkości lodowiec Norwegii – Svartisen. Ten sam lodowiec jeszcze lepiej widać z punktu postojowego kilka kilometrów dalej (Braset), a po kolejnych kilku kilometrach warto zatrzymać się w Holand, gdzie nie tylko można usiąść i zjeść lunch w otoczeniu pięknej natury i lodowca, ale również skorzystać z informacji turystycznej, toalet czy kupić pamiątki. Wspomniany punkt informacji organizuje także wycieczki łódką do jęzora lodowcowego.

Za postojem w Holand droga wjeżdża do kilkukilometrowego tunelu wydrążonego w skałach pod samym lodowcem (Svartistunnelen), a następnie dochodzi do miejscowości Glomfjord, która może wydać się ciekawa dla miłośników przemysłu i architektury industrialnej. Z następnego punktu postojowego – Neverdal – widać cały fiord Glomfjorden oraz lodowiec Svartisen (w oddali), natomiast zatrzymując się w Stia, możemy zejść na dużą plażę lub po prostu skorzystać z toalet.

Na granicy gmin (kommune) Meløy i Gildeskål stoi pomnik upamiętniający zatopienie w tym miejscu łodzi podwodnej KNM Uredd podczas II Wojny Światowej. Z miejsca tego poraz pierwszy zobaczyć też możemy Lofoty (aczkolwiek dobra widoczność i lornetka będą niezbędne!). Dla podróżujących nocą miejsce to – ze względu na otwarty horyzont w stronę północnego zachodu – świetnie nada się do obserwowania midnattsol (słońce nad horyzontem nocą).
W upalny dzień (a zdarzają się takie w Płn. Norwegii!) możecie ochłodzić się biorąc kąpiel w morzu przy plaży w Storvik, kawałeczek za wspomnianą przed chwilą granicą gmin Meløy i Gildeskål.



Pod tym mostem tworzy się jeden z najsilniejszych na świecie
prądów pływowych okresowych. Fascynujące zjawisko!
Dla tych, których zmęczyły już piękne widoki wybrzeża Helgeland mamy dobrą wiadomość. Kolejna atrakcja na trasie będzie zupełnie innego typu! Nazywa się Saltstraumen i jest zjawiskiem dosyć fascynującym i niezwykłym. To jeden z najsilniejszych na świecie prądów pływowych okresowych. Cztery razy w ciągu dnia woda wpływająca i wypływająca do fiordu powoduje powstawanie silnych wirów wodnych, widocznych gołym okiem pod wysokim mostem, którym droga nr 17 przecina Saltstraumen. Prądy i wiry są tak silne, że statki i łódki mogą bezpiecznie przepływać tędy tylko 2 godziny przed i dwie godziny po kolejnych wirach. Zjawisko to powoduje, że miejsce jest prawdziwym rajem dla wędkarzy. Nie zapomnijcie wziąć zatem z auta wędki i spróbować swoich sił, a nuż czeka Was połów życia! Przy Saltstraumen wybudowana jest cała infrastruktura turystyczna z parkingiem, kampingiem, hotelami dla wędkarzy, sklepami i wypożyczalniami sprzętu wędkarskiego, ale też galeria z wielkoformatowymi zdjęciami pokazującymi niesamowitą florę i faunę podwodnego świata Saltstraumen (wstęp gratis). Zwróccie też uwagę na wywieszone w wielu miejscach „rozkłady” - tabele, z których odczytać można dokładnie co do minuty, o których porach danego dnia prądy i wiry będą najsilniejsze. Warto poczekać i zobaczyć na własne oczy!

Z Saltstraumen blisko jest już do Bodø, największego ośrodka miejskiego w tej części Norwegii. Docieramy tam drogą numer 80. Samo Bodø nie jest szczególnie urokliwym miastem. Swoje piętno odcisnęła tu II Wojna Światowa, podczas której miasto zostało niemal zrównane z ziemią. Chęć jak najszybszego odbudowania miasta po wojnie spowodowała, że nie jest ono spójne architektonicznie i kojarzyć by się mogło z przemysłowymi miastami z Europy Wschodniej, gdyby nie zapierające dech w piersiach położenie i sporo budynków z betonu i szkła. Otoczenie gór i bliskość wody sprawia, że nie możemy mieć najmniejszych wątpliwości, że to jednak nie Europa Wschodnia, ale Norwegia. Panoramę nabrzeża i miasta oraz okolic bardzo ładnie widać z twierdzy Nyholmen Skandse na północ od centrum. Po twierdzy i samym centrum Bodø pospacerować można raczej w celu rozprostowania kości po długim dniu spędzonym w samochodzie, niż żeby zwiedzać. Brak tutaj zabytków czy urzekającej architektury, a chodząc po pustych ulicach miasteczka późnym wieczorem, można odnieść wrażenie, że trafiliśmy do „zombilandu”. O tej porze roku jasno jest tutaj całą dobę, ale co oczywiste – w godzinach wieczorno-nocnych sklepy, kawiarnie, biura i centra handlowe są zamknięte, a ludzie śpią, by rano wstać do pracy.

Midnattsol (słońce nad horyzontem w nocy) widoczne z promu Bodø - Moskenes, podczas podróży na
Lofoty
Mimo iż Bodø w świetle słońca o północy sprawia wrażenie opuszczonego i wymarłego, celowo wybraliśmy tę porę na przyjazd do miasta. Z Bodø kilka razy na dobę wypływają promy na różne wyspy archipelagu Lofotów, a największe wrażenie na turystach robi podróż właśnie nocą, kiedy to przez prawie 4 godziny obserwować możemy wyspy i wysepki na tle pomarańczowego nieba i świecącego tuż nad horyzontem słońca (midnattsol). Nasz prom – do Moskenes – odpływał z Bodø o godz. 0:45, ale rozkład zmienia się z roku na rok, więc pamiętajcie, żeby sprawdzić przed podróżą (armator: www.torghatten-nord.no).

Zapewne zauważyliście, że im dalej na północ, tym trudniej zmusić się do położenia się spać, bo dzień wydłuża się i wydłuża i wydłuża... Nigdy nie sądziłam, że podziwianie słońca o północy ponad linią horyzontu zrobi na mnie tak duże wrażenie, ale zrobiło. Jest to zjawisko, którego nie da się opisać i po prostu trzeba je przeżyć.

Po zjechaniu z promu w Moskenes, zauważycie sporo znaków informujących o zakazie nocowania czy kampingowania... Sporo turystów jednak ignoruje ten zakaz, no bo czy postój na kilka godzin, w środku dnia, to nocowanie?;) Mimo że dochodzi już 5 rano, proponujemy przespać się kilka godzin w samochodzie, aby mieć siły na kolejny bardzo aktywny dzień na Lofotach. Kilka kilometrów od Moskenes, w osadzie rybackiej Å (ostatnia litera alfabetu norweskiego), kończy się droga europejska E10, jedyna trasa przez archipelag. Tam też zbudowano duży postój, na którym każdej nocy w sezonie legalnie nocuje mnóstwo samochodów i kamperów.


Pilot cyklu
Etap 1 - Sørlandet i Jæren
Etap 2 - Ryfylke - Hardangerfjord
Etap 3 - Hardangervidda - Aurland - Jotunheimen
Etap 4 - Luster, Sognefjord, Gaularfjellet, lodowiec Briksdalsbreen
Etap 5 - Gamle Strynefjellsvegen, Geiranger, Hellesylt, Alpy Sunnmore, Ålesund
Etap 6 - Ålesund, Trollstigen, Molde, Atlanterhavsvegen
Etap 7 - Aursjøvegen - Trondheim - Steinkjer
Etap 8 - Wjeżdżamy do Płn. Norwegii; Mosjøen i Helgeland
Etap 9 - Helgelandskysten - Bodø i prom na Lofoty
Etap 10 - Lofoty
Etap 11 - Vesterålen
Etap 12 - Senja - Tromsø
Etap 13 - Troms - Finnmark - Nordkapp

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz