Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 26 września 2014

Ekspedycja Nordkapp. Etap 10: Lofoty

Tradycyjne osady rybackie to typowa zabudowa Lofotów.
Trasa: 170 km
Głównie E10. Dojazd do Eggum – FV 831, do Henningsvær – FV 816

Letni poranek w miejscowości Å na Lofotach nie różni się niczym od środka nocy... jest równie jasno, tylko może słońce grzeje trochę mocniej. Dziś przejedziemy zaledwie 170 km, ale ilość atrakcji sprawia, że i tak zejdzie nam na to cały dzień. Oczekiwania do Lofotów mieliśmy ogromne i na pewno się nie zawiedliśmy!

Trasę po tych wręcz legendarnych i obowiązkowych dla każdego turysty wyspach, zaczynamy w Å, gdzie dotarliśmy w nocy, po zjechaniu z promu. Å to po prostu ostatnia litera norweskiego alfabetu i jednocześnie nazwa ostatniej miejscowości na Lofotach, do której dociera jedyna droga prowadząca przez cały archipelag – trasa E10.

O godzinie 10 rano otwierany jest sklepik z pamiątkami usytuowany przy parkingu na końcu drogi E10. Znajdziemy tam naprawdę spory wybór suwenirów, wiele z nich bardzo charakterystycznych dla tego regionu. Ze sklepiku warto przejść się do centrum osady. Przyciągnie was tam z pewnością zapach unoszący się z miejscowej piekarni, który skutecznie neutralizuje inną, charakterystyczną woń Lofotów (ryby!). W Å znajduje się muzeum poświęcone tradycyjnemu osadnictwu rybackiemu (Norsk Fiskeværsmuseum) - to skansen, w którym główną rolę grają charakterystyczne czerwone domki (norw. rorbuer), w których mieszkali rybacy uczestniczący w wielkich połowach w wodach wokół Lofotów. Wystawy w muzeum pokazują życie rybaków z Lofotów na przestrzeni 250 lat.

Po wizycie w muzeum i zaopatrzeni w pachnące bułeczki, ruszamy na podbój reszty archipelagu. Z braku wyjścia, nasza trasa pokrywać się będzie w większości z drogą E10, choć z małymi wyjątkami. Zwracajcie uwagę nie tylko na strzeliste góry i piękne osady, ale też na wodę; nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy pojawią się na horyzoncie orki, wieloryb lub delfiny! Bądźcie czujni!

Kilkanaście kilometrów za Å docieramy do miejscowości Reine, położonej nad Reinefiordem. Osada od zawsze utrzymywała się z rybołówstwa. Obecnie czerwone domki rybackie (rorbuer) przerobiono na komfortowe mieszkanka wynajmowane turystom pragnącym poczuć na własnej skórze, jak żyło się na Lofotch. Rorbuer nie są jednak jedyną atrakcją tego miejsca. W Reine zatrzymujemy się przede wszystkim po to, aby wdrapać się na Reinebringen. Jest to 442 metrowe wzniesienie z którego roztacza się chyba najpopularniejszy widok z Lofotów, panorama znana z widokówek, albumów i stron internetowych.

Zaparkujcie samochód w Reinehalsen (parking przy zjeździe z E10 do Reine) i cofnijcie się trochę w kierunku Å. Kiedy szosa wchodzi do tunelu (Ramsviktunnelen), należy wybrać biegnącą wzdłuż morza drogę dla pieszych i rowerzystów. Około 50 metrów dalej rozpoczyna się podejście na Reinehalsen, oznaczone strzałkami na asfalcie. Na sam szczyt nie prowadzi żaden oficjalny szlak, ale trasa jest na tyle popularna, że nie sposób się zgubić na wydeptanej ścieżce. Uwaga! Podejście jest w wielu miejscach bardzo strome i chociaż umieszczono po drodze liny ułatwiające wspinaczkę, nie należy się wybierać na Reinebringen w deszczowe dni, albo gdy podłoże jest mokre i śliskie!!!

Widok z Reinebringen
Na nas – dosyć zaprawionych w terenie górskim - 442 m n.p.m. nie robiło wrażenia, dopóki nie byliśmy na samej trasie! Podejście jest niezwykle strome, a wchodząc po obluzowanych kamieniach łatwo o kontuzję. O ile wejście na górę jest wymagające, o tyle zejście to już prawdziwa jazda bez trzymanki. Poczujcie się więc ostrzeżeni, ale nie rezygnujcie z tej wyprawy! Widok z Reinebringen jest niesamowity – prawdziwa kwintesencja Lofotów. Trudy wejścia wynagrodzi Wam piękna panorama na Reine i fiord (warto o tym pamiętać schodząc i przeklinając Eve i Boba, że daliście się im namówić na tę wspinaczkę;]). Z racji tego, że trasa jest wymagająca odradzamy ją dzieciom (choć po drodze minęło nas norweskie małżeństwo z dwoma zuchami) i osobom, które nie czują się pewnie podczas wycieczek górskich. Zamiast wycieczki na wzniesienie zatrzymajcie się na Reinehalsen, parkingu, z którego będziecie mogli podziwiać zarówno strzeliste góry wyrastające wprost z morza, jak i czerwone rorbuer w Reine.

Z Reine ruszamy dalej E10, przed nami kolejne wysepki archipelagu, na które docieramy uroczymi mostkami. Na Hamnøy możecie podziwiać Lofoty w pigułce: czerwone domki, białe piaszczyste plaże, śliczne widoczki, wysokie góry, błękitne morze, wiatr we włosach i słońce na twarzy. Jadąc zapewne zauważyliście charakterystyczne drewniane stojaki, wokół których unosi się ostry zapach ryb... To właśnie na tych stojakach miejscowi rybacy suszą swoje zdobycze – dorsze. My będąc na Lofotach nie widzieliśmy całych tuszek rybich, tylko głowy, ale zapach i tak był zabójczy. Suszenie niesolonych ryb na słońcu i wietrze prowadzi do powstania znanych na całym świecie tørrfisk. Ta metoda konserwacji nie jest oczywiście odkryciem norweskich rybaków, ale tutaj przetrwała najdłużej i to właśnie produkty z Lofotów uważane są za delikatesy w innych częściach świata. Wszystko dzięki temu, że w tym miejscu globu warunki klimatyczne do suszenia ryb na powietrzu są idealne, na co składają się odpowiednie temperatury, wiatr i nasłonecznienie, jak również bliskość morza. Największym importerem tørrfiska są Włochy.

Ruszamy w dalszą drogę; przed nami jeszcze moc atrakcji i mnóstwo okazji do zatrzymania się. Jedną z najlepszych jest duża piaszczysta plaża w Ramberg, do złudzenia przypominająca krajobrazy znane z Karaibów. Plaża ta, ze względu na swoje położenie jest też doskonałym punktem do obserwacji midnattsol (nic nie zasłania horyzontu w stronę zachodnią).

Plaża w Ramberg
Z Ramberg nie jest już daleko do Leknes, największej miejscowości w tej części Lofotów, która jednak z turystycznego punktu widzenia jest dosyć nijaka. Dlatego polecamy raczej zjechać z trasy E10 w kierunku Uttakleiv i raczej odwiedzić Hauklandsstrand, jedną z największych i najlepszych piaszczystych plaż na Lofotach. Stąd łatwo powrócić do trasy E10 początkowo szutrową, potem twardą drogą wzdłuż jeziora Vikvatnet.

Naszym kolejnym celem jest Borg (przy E10), gdzie znajduje się Lofotr Vikingmuseum. Podczas wykopalisk archeologicznych odkryto w tym miejscu największą, doskonale zachowaną, bogatą osadę Wikingów. Na podstawie wykopalisk odtworzono tzw. „długi dom” Wikingów, który dziś stanowi rdzeń muzeum, przedstawiającego życie mieszkańców, ich narzędzia codziennego użytku, a także kosztowności. W muzeum znajduje się mnóstwo atrakcji dla dzieci, a i dorośli będą się świetnie bawić poznając historię i styl życia dawnych mieszkańców Norwegii.

Kilka kilometrów za Borg można odbić w kierunku Eggum. Znajdziecie tam kolejną piaszczysta plażę, z której obserwować możecie midnattsol. Oprócz tego, jest tam przygotowany punkt postojowy dla turystów, który zaprojektowany został przez biuro architektoniczne odpowiedzialne między innymi za projekt opery w Oslo (Snøhetta). Największą jednak atrakcją Eggum jest charakterystyczna rzeźba głowy na betonowym walcu. Głowa ta przybiera nowe formy i „zmienia się” podczas gdy oglądająca ją osoba chodzi dookoła. Niewiele tego typu atrakcji widzieliśmy w czasie naszej podróży dlatego warto poświęcić chwilę i się jej przyjrzeć.

Z Eggum wracamy do E10 i jedziemy nią aż do miejscowości Rørvika. Przy tej popularnej plaży proponujemy skręcić w drogę numer 816 w kierunku Henningsvær. Miejsce to zwane jest Wenecją na Lofotach to tradycyjna osada rybacka, którą w sezonie letnim codziennie odwiedzają tłumy turystów. Wielbiciele malarstwa powinni odwiedzić mieszczącą się tutaj galerię, gdzie obejrzeć można przykład malarstwa północnonorweskiego. Z Henningsvær wracamy z powrotem na E10. Mijamy Kabelvåg, w którym znajduje się charakterystyczny kościółek (Vågan kirke), zwany także Katedrą Lofotów (Lofotkatedralen).

Opuszczając Kabelvåg kierujemy się w stronę Svolvær, stolicy Lofotów. Tutaj kończy się dzisiejszy etap. Jeśli nie jesteście zmęczeni, poświęćcie chwilkę na wizytę w centrum miasteczka; warto odwiedzić jeden z najlepiej prowadzonych punktów informacji turystycznej w Norwegii! Na tej wysokości geograficznej latem nie robi się ciemno, więc długie wieczorne godziny można poświęcić na spacer po miasteczku. Dominuje tu dość nowoczesna – jak na Lofoty – architektura; niskie bloczki sąsiadują z marinami, osiedla i hotele imitują stare rybackie „rorbuer”. Inną atrakcją Svolvær jest Magic Ice – bar, w którym wszystko wykonane jest z lodu. W zasadzie jest to dużo więcej niż tylko bar, bo w środku rzeźby, muzyka, instalacje i gra światła opowiadają odwiedzającym o naturze i tradycjach Lofotów.


1 komentarz:

  1. Na Lofotach warto spróbować hamburgera z kotletem rybnym (fiskekake) i mięsa wieloryba. Nigdzie nie smakuje tak jak tam. Co do suszonych dorszy - sezon na nie jest od jesieni do wiosny, dlatego latem nie można zobaczyć całych suszonych ryb. Latem woda jest cieplejsza, ryby mają sporo pasożytów, więc się ich nie łowi. Norwescy rybacy mówią, że ryby należy łowić tylko w miesiącach z literą "R" w nazwie (po norwesku oczywiście, czyli od września do kwietnia).

    OdpowiedzUsuń