Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

niedziela, 5 stycznia 2014

Samochód w Norwegii nie musi być drogi

Auto to obok nieruchomości, alkoholu i tytoniu produkt, który w Norwegii określany jest jako luksusowy i co za tym idzie, obłożony szeregiem opłat państwowych. Samochody stają się znacznie droższe jak tylko przekroczą norweską granicę w podróży od producenta do importera (wartość wzrasta o norweską engangsavgift – coś w rodzaju akcyzy nakładanej przez urząd celny). Kolejne opłaty czekają kierowców każdego roku (årsavgift), z każdym zatankowanym litrem paliwa, każdorazowym przejazdem przez bramki na drogach, rogatkach miast i wjazdach do centrów miast (bomavgift), no i oczywiście za każdym razem, gdy auto trzeba gdzieś zaparkować.

Pomijając wydatki na serwis, przegląd czy ubezpieczenie, które dotyczą kierowców w każdym państwie, utrzymanie i zakup pojazdu w Norwegii są znacznym obciążeniem dla domowego budżetu. Rozwiązaniem nie jest wcale zakup auta za granicą bądź korzystanie ze swojego starego polskiego auta. Sprowadzane pojazdy trzeba oclić (i w praktyce wpłacić celnikom tę samą akcyzę, którą nakłada się na pojazdy kupowane tutaj), a autami zarejestrowanymi za granicą nie mają prawa posługiwać się osoby, które nie są w stanie wykazać, że ich pobyt w Norwegii nie przekroczy roku (lub dwóch lat w szczególnych przypadkach).


Sposobem na całkowicie legalne obcięcie kosztów zakupu i użytkowania auta do minimum jest nabycie elbil-a, czyli samochodu z silnikiem elektrycznym. Proekologiczna polityka państwa zwalnia posiadaczy aut z motorami elektrycznymi (ale nie hybrydowymi!) z większości opłat, ceł i podatków, które dotyczą posiadaczy aut z silnikiem spalinowym.

Tyle zyskujesz, jeżdżąc autem na prąd:
  • parkujesz za darmo na gminnych / publicznych miejscach parkingowych – nie gra roli czy jest to duży piętrowy parking, czy miejsce przy chodniku w samym centru miasta
  • przejeżdżasz za darmo przez wszystkie punkty poboru opłat na drogach (bomstasjoner)
  • nie płacisz za wjazd do miast w godzinach szczytu (rushtidsavgift)
  • masz prawo jeździć po pasach ruchu zarezerwowanych dla komunikacji zbiorowej i taxi – bezcenne na wiecznie zakorkowanych drogach wjazdowych do miast
  • opłata roczna to tylko 415 koron (2013 r.), podczas gdy ja za swojego diesla płacę ok. 3500 kr rocznie...
  • bezpłatne ładowanie samochodu w publicznych stacjach ładowania (powszechnie dostępne na osiedlach, pod zakładami pracy, na publicznych parkingach, pod centrami handlowymi itd.)
  • auto kupujesz zupełnie tax-free – nie płacisz ani akcyzy ani VAT-u dzięki czemu cena jest bardzo atrakcyjna w porównaniu do cen aut z silnikami spalinowymi
  • przewozisz auto zupełnie za darmo promami na wszystkich drogach krajowych (riksveiferger). Mimo że kierowca musi zapłacić za siebie jak za osobę pieszą, jest tu wiele koron do zaoszczędzenia, szczególnie dla podróżujących po pełnym fiordów Vestlandet.
  • Używając elbil-a do podróży służbowych, należy ci się wyższa refundacja od pracodawcy za każdy przejechany kilometr, niż jakbyś jeździł swoim samochodem z silnikiem spalinowym.
  • Nie płacisz podatku drogowego (wliczony w cene paliwa na stacjach), a koszt prądu na przejechany kilometr to zaledwie 15-20 øre.


W dzisiejszych czasach samochody w pełni elektryczne to już nie tylko skutery zabudowane plastikowym nadwoziem z miejscem dla 2 osób. Na rynek wchodzą kolejne modele od znanych producentów (np. BMW, Nissan czy Ford), które wyglądają jak pełnowartościowe auta – pięciodrzwiowe, z normalnym bagażnikiem, klimatyzacją i funkcjonalnością „zwykłego” samochodu. Większość elbil-ów oferuje zasięg do nieco ponad 100 km na jednym ładowaniu, choć istnieją również alternatywy dla tych, którzy chcą wybrać się w rodziną gdzieś dalej, nie zużywając ani kropli paliw płynnych – najnowszy wariant Tesli S przejeżdża wg producenta nawet pół tysiąca km „na baku”. Co więcej rozpędza się do setki w nieco ponad 4 sekundy...

Jednak nie o modelach ani osiągach elektrycznych samochodów mieliśmy w tym poście pisać, tylko o kosztach i nadzwyczajnie tanim utrzymaniu... Wracając do tego należy wspomnieć, że wypunktowane powyżej zalety są uchwalone przez parlament jako tymczasowe. Ich zadaniem jest spopularyzowanie pojazdów w pełni elektrycznych w społeczeństwie i w momencie uchwalania mówiło się o tym, że obowiązywać będą do czasu, gdy ilość zarejestrowanych w kraju elbil-ów osiągnie 50 tysięcy. Na 31. grudnia 2013 aut w pełni elektrycznych było w Norwegii 19 tysięcy, czyli nie osiągnięta została nawet połowa zamierzonej puli, co nie oznacza, że przed nami jeszcze wiele lat z ulgami. Popularność aut elektrycznych rośnie bowiem lawinowo – rok temu, 31.12.202 zarejestrowanych było 9,5 tys tych pojazdów, a przed dwoma laty 5,4 tys. Mamy więc do czynienia z podwojeniem ilości każdego roku...


Rosnąca ilość elbil-ów stwarza też wyzwania. Już teraz pasy zarezerwowane dla komunikacji zbiorowej i taxi szczelnie wypełnione są elektrycznymi samochodami (w Oslo dochodzi wręcz do zakorkowania tych pasów przez elbil-e i opóźnień autobusów z tego powodu). Coraz trudniejsze staje się też załadowanie baterii auta za darmo pod miejscem pracy – konkurencja o stacje ładujące rośnie i coraz więcej osób musi liczyć się koniecznością ładowania prądem z własnego gniazdka w garażu. W perspektywie kilku lat możemy spodziewać się rozbudowy komercyjnej oferty dla użytkowników aut elektrycznych (np. płatne stacje ładujące) oraz stopniowego zmniejszania ilości przywilejów i ulg, którymi dziś objęci są kierowcy i posiadacze elbil-ów. Dlatego wysoce prawdopodobne jest, że to ostatni dzwonek dla tych, którzy chcą jak najwięcej skorzystać na kupnie i posiadaniu takiego pojazdu.

Zainteresowanych zapraszamy na www.elbil.no – skąd też pochodzi wiele danych do tego postu.

6 komentarzy:

  1. niestety takie samochody trochę kosztują, więc trzeba lat żeby zakup się zwrócił. Dodatkowo, większość Polaków kupuje tutaj rzęcha i "robi" go w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  2. No dobra, ale przejadę te 100 czy nawet 500 km i muszę "zatankować". A akumulator ładuje się określony czas, "praw fizyki pan nie zmienisz". Tak więc odpadają dalsze trasy, chyba że można w jakiś sposób wymienić puste akumulatory na naładowane we w miarę prosty i szybki sposób.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć, czy mogłabym Was prosić o kontakt na adres tlumacze[at]dagatlumaczy.pl? Chciałabym porozmawiać o możliwości współpracy:) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Akumulator elektrycznego samochodu ładuje się 17 godzin.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobno majac auto elektryczne, na daleki wyjazd mozna wypozyczyc samochod z silnikienm spalinowym. Przysluguja wtedy duze upusty i chyba sie oplaca. I nie martwicie sie wtedy o ladowanie akumulatorow.

    OdpowiedzUsuń
  6. No niech sobie sami jeżdżą tymi zabawkami na baterie, co za dziwacy w kraju który śpi na ropie..

    OdpowiedzUsuń