Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

niedziela, 1 grudnia 2013

Witajcie w kraju, gdzie co drugi jest bez pracy, a wszystkim sięświetnie żyje

Prawie pół miliona mieszkańców Norwegii w wieku 18-67 lat ani nie pracuje ani nie jest zawarta w grupie bezrobotnych. Oficjalnie posiadają status niezdolnych do pracy, utrzymywani są przez podatników i nie psują Norwegii statystyk bezrobocia.

Norwegia znana jest w Europie jako kraj z najmniejszą ilością osób bezrobotnych - stanowią oni zwykle tylko około 3 procent ludności w wieku produkcyjnym, co jak magnes przyciąga bezrobotną ludność z południa Europy do pracy tutaj. Znacznie mniej Norwegia chwali się zdrowiem swoich obywateli. Nic dziwnego, skoro mieszkańcy kraju są chyba jednym z najbardziej chorych populacji na planecie! Prawie co dziesiąty Norweg w wieku produkcyjnym (ponad 300 tysięcy ludzi) z przyczyn zdrowotnych, nie jest zdolny do pracy i pobiera rentę. Obok rencistów wyrasta kolejna – 170 tysięczna – grupa Norwegów, którym też zdrowie nie pozwala na pracę, ale którym nie przyznano jeszcze renty. Ci żyją z innych zasiłków i świadczeń. Kolejne 5 procent ludności w wieku produkcyjnym oficjalnie jest zatrudnione, ale w praktyce siedzi w domu na zwolnieniach lekarskich.


Łącznie w Norwegii mieszka na dzień dzisiejszy ok. 3,3 miliony osób w wieku produkcyjnym, czyli od 18 do 67 roku życia. W praktyce – choć bezrobocie oficjalnie wynosi tylko nieco ponad 3 procent – 750 tysięcy z nich nie pracuje (bezrobotni, renciści, niezdolni do pracy bez renty, chorzy). Spore grupy stanowią też dzieci, młodzież oraz emeryci i w rezultacie z 5-milionowej populacji kraju, realnie pracujących jest tylko około 2,55 miliona osób. Czyli połowa.

Dlaczego Norwegowie mimo standardu życia i zamożności są tak schorowani? Prawdopodobnie w rzeczywistości nie są, a za tak wysokie liczby odpowiada raczej łatwość uzyskania renty czy generalnie statusu niezdolności do pracy oraz atrakcyjność świadczeń socjalnych (ich wysokość). Standardowy sposób „przejścia na rentę” przebiega następująco:

Ci, którym pracować się nie chce zaczynają odwiedzać lekarza i skarżyć się na to i owo (popularność biją wszystkie stany trudne do zdiagnozowania – lęki, depresje i inne zaburzenia psychiczne). Lekarze hojnie wypisują zwolnienia lekarskie. Pracodawcy zobowiązani są prawie stanąć na głowie, żeby ułatwić takiej „chorej” osobie powrót do pracy. Pracodawca musi dostosować zadania w pracy, miejsce pracy do możliwości „chorego”, musi raportować do NAV (urząd pracy) co zrobił, żeby pomóc „choremu” wrócić do pracy, musi odbywać spotkania z „chorym” pracownikiem, po pewnym czasie również z urzędnikami z NAV-u i lekarzem. Lekarz w międzyczasie też zmaga się z papierkologią i raportuje urzędnikom uzasadnienia dlaczego niezbędne jest zwolnienie lekarskie itd. Po roku zabawy w kotka i myszkę, pracownik traci ochronę przed zwolnieniem i jeśli nieobecności w pracy nie ustają – traci stanowisko. Wówczas najczęściej trafia na zasiłek dla osób zdrowotnie nie będących w stanie pracować normalnie, a jednocześnie za mało chorych, żeby zostać rencistami. Teraz to urząd pracy musi stanąć na głowie, żeby takie osoby przywrócić do pracy. Oferuje się kursy, obowiązkowe są spotkania, próby wysłania takiej osoby na praktyki, przekwalifikowania, kolejne spotkania, kolejne papiery, raporty, zaświadczenia. Tymczasem „chory” kontynuuje swoje wizyty lekarskie i skargi na głowę i rozbudowuje swoją dokumentację lekarską o stanie niemożliwym do zweryfikowania.

Mijają kolejne miesiące, lata. Urzędnicy mają serdecznie dosyć, lekarz ma dosyć. Wszyscy rozumieją, że najlepiej pozbyć się takiej osoby z systemu. Wyjście jest proste – przydzielić rentę. Renciści do śmierci pozostają na garnuszku państwa. Urząd pracy nie ma jednak żadnych obowiązków wobec nich, lekarza odwiedzają nagle wielokrotnie rzadziej, niż zanim zostali rencistami; renta przelewa się automatycznie na konto co miesiąc. Były pracodawca pozbył się wreszcie osoby, której i tak nigdy nie mógł być pewnym, czy przyjdzie do pracy. Rencista na koszt podatników przeprowadza się do Hiszpanii, bo słońce dobrze wpływa na jego depresję. A statystyki bezrobocia – ani drgnęły. Ciągle 3 procent!

Przytoczony scenariusz to oczywiście przykład (choć wzięty z rzeczywistości i potwierdzony przez wielu). Jesteśmy świadomi, że istnieją osoby, które rzeczywiście z różnych względów zdrowotnych (w tym wypadków w pracy itp.), nie są w stanie pracować i przechodzą na rentę. Na potrzeby bloga musieliśmy jednak posłużyć się dużym uproszczeniem, żeby zobrazować czytelnikom, jakim cudem bezrobocie w Norwegii wynosi 3,4 %, gdy połowa mieszkańców kraju nie pracuje.

15 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie jestem Norweżką. Też się jakaś taka niezdolna do pracy czuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez się nasłuchałam i już nawet sama zaobserwowałam przypadek, kiedy kobieta dopiero co po 30-tce "zmagała się" z depresją i złym samopoczuciem ... Ehhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to trochę niesprawiedliwe sądzić, że "kobieta dopiero co po 30-tce zmagała się z depresją i złym samopoczuciem"...Nie może, bo co? Bo jest taka młoda? Szkoda, że tak mało ludzi wie czym w ogóle jest depresja. I uwierz, to nie jest jakieś tam "widzimisię" tylko poważny problem i życzę Ci, żeby Cię to nigdy nie spotkało. Pozdrawiam, Pati

      Usuń
  3. Sporo czytałem na ten temat, i zawsze się zastanawiałem jak inni Norwegowie reagują na takie zachowanie. Czy jest na to jakieś przyzwolenie społeczne? A co kiedy zasiłek dostaje obcokrajowiec?

    Gratuluję bardzo rzetelnego bloga!

    OdpowiedzUsuń
  4. Norwedzy mają bardzo łatwe życie i bardzo dużo od życia dostają bo w wiekszości nie muszą do czegoś dochodzić tak jak my mieszkając w Polsce. Druga rzecz oczywiście z tej łatwości przepisów korzystają nie tylko norwedzy ale także i chyba w większości osoby przyjezdne... ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa informacja, cieszę się, że mogłam o tym przeczytać, takie coś zawsze daje nowe spojrzenie na ten obraz wspaniałej Norwegii...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. niestety mam podobne obserwacje…w glowie mi sie tez nie miesci jak latwo mozna np. pracowac na 80 procent, na 50 procent przy stuprocentowej pensji…a bo jakies problemy z kregami szyjnymi, a to problem z noga….chociaz praca nie wymaga ani machania noga ani szyja…ani nie obciaza znacznie tych czesci ciala...

    OdpowiedzUsuń
  8. i właśnie dlatego Norwegia jest taka wspaniała... :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  10. "Witajcie w kraju, gdzie co drugi jest bez pracy..."

    Nie pracują dzieci, to oczywiste. Nie pracują emeryci, bo nie muszą. Fakt, ilość rencistów spora. Jednak ktoś, komu statystyka obca, może sugerując się tytułem, uznać, że połowa mieszkańców Norwegii to bezrobotni. A tak przecież nie jest.
    Zawsze ceniłam Waszą rzetelność, ale tym razem coś tu zgrzyta.
    Pozdrawiam:)
    Reniferowa

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem inżynierem, pracuje z Norwegami od 3 lat, ja pierwsze pół roku zastanawiałem się czy nie jestem w jakiejś ukrytej kamerze (cos jak Trumman Show). W firmie gdzie jestem zrobienie roboty która normalnie robiłem w miesiąc tutaj 3-4 miesiace. Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia co to jest stres (młode pokolenie) byle pierdoly i są zestresowani i biorą chorobowe.

    Można by długo narzekać i wogole ale jedno trzeba, przyznać jeszcze nigdzie mi się tak spokojnie nie pracowało :)

    OdpowiedzUsuń