Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 13 listopada 2013

Harry-handel, czyli jedziemy do Szwecji!

Szyld nad kasami w tym szwedzkim sklepie mówi, że
"to my czynimy Norwegię tańszą"
fot. Dagens Næringsliv
Niewiele rzeczy łączy tak wielu Norwegów, jak zamiłowanie do wyjazdów na zakupy do Szwecji. Z każdym rokiem wzrasta zarówno ilość kupujących po drugiej stronie granicy, jak i kwoty zostawiane przez Norwegów u „Søta bror”. Wyjazdy zyskały nawet własną nazwę w języku norweskim - „harry handel” - i wszystko wskazuje na to, że nic nie jest w stanie odwrócić trendu – ani wzrosty cen, ani zmiany kursów walut, ani wahania koniunktury nie wpływają na popularność granicznego handlu.

W 2011 roku Norwegowie zostawili na zakupach w Szwecji 11,5 miliarda koron (prawie 30 procent więcej niż jeszcze trzy lata wcześniej). Co drugi mieszkaniec kraju deklaruje, że każdego roku wybiera się na „harry-handel” do sąsiadów. Coraz lepsze drogi, szybsza komunikacja i fakt, że do Szwecji blisko jest z większości regionów Norwegii wpływają na popularność wyjazdów. Drugą stroną medalu są skutki dla norweskiego rynku pracy i budżetu państwa.


Badacze doliczyli się, że tylko w 2011 roku pracę w Norwegii mogłoby znaleźć 7700 osób, gdyby mieszkańcy kraju zrobili te same zakupy u siebie, zamiast w Szwecji. W tym samym okresie budżet państwa mógłby zarobić 2,4 miliarda koron – w postaci „straconych” na rzecz Szwedów wpływów z akcyzy i vat.

Tymczasem różnice cen pomiędzy Szwecją i Norwegią rosną. Norwegia kontynuuje politykę ochrony własnego rynku żywności przy pomocy barier celnych, których konsekwencją są wysokie ceny krajowych produktów spożywczych i znikoma konkurencja ze strony produktów zagranicznych. Szwecja zaś jako członek UE jest zmuszona ustosunkować się do cen i koniunktury w innych państwach wspólnoty i ma tym samym znacznie wolniejszy rozwój cen i jest tańsza.

Politycy ani sami obywatele ze straconych miejsc pracy i dochodów budżetowych tragedii nie robią. Budżet zasilany jest rok w rok coraz większą kwotą z funduszu, w którym lokowane są wpływy z przemysłu naftowego (ok 3-4 % wartości funduszu zasila budżet Norwegii każdego roku, a że fundusz rośnie, to i 3-4 % każdego roku oznacza więcej koron); w tej sytuacji stracone wpływy z opłat nakładanych na alkohol nie mają większego znaczenia. Co do utraconych potencjalnych miejsc pracy, to trzeba wziąć pod uwagę, że i tak by się ich nie udało zapełnić. Już dziś sporą część miejsc pracy w handlu i usługach wypełnia się Szwedami, bo Norwegowie albo nie są nimi zainteresowani albo nie są w stanie o nie konkurować ze Szwedami (których wielu pracodawców preferuje ze względu na pracowitość, zaangażowanie i wyższe morale pracy).

Dziwne, że w tak zaangażowanym ekologicznie kraju jak Norwegia, badacze nie ustalili jeszcze, ile dwutlenku węgla wydziela się przy okazji tych masowych podróży za zakupy do Szwecji. Z dużą pewnością można założyć, że będzie to znacząca ilość, bo „harry-handel” popularny jest nie tylko w rejonach przygranicznych; wśród naszych znajomych na Sørlandet też nie brakuje osób gotowych wstać o 4 rano żeby wyruszyć w trasę i zdążyć na poranny prom z Sandefjordu do Strømstad. Szerokiej drogi!

7 komentarzy:

  1. Witam,
    Czy mogłabym prosić o kontakt? Przeczytałam Państwa cały blog i mam kilka pytań dotyczących życia w Norwegii. Mój mail: monika17@piasta.pl Będę wdzięczna za kontakt.
    Pozdrawiam
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, my w Vestlandet jestesmy naprawde poszkodowani!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaraz tam poszkodowani...;) Ja mam do Szwecji 3 kwadranse jazdy ale szczerze mówiąc mimo kilku podjętych prób robienia tam zakupów (po wielu zasłuchanych opowieściach o wielkim oszczędzaniu ) nie bardzo widzę powodów tej "szwedomanii" którą ekscytują się w większości moi znajomi Norwedzy. Ja tam wielkich różnic w cenach nie zauważyłem, może poza tańszym jedzeniem w barach czy restauracjach. A że zakupów hurtowych nie robię i papierosów nie palę to tracenie czasu na jazdę i pieniędzy na paliwo po to by oszczędzić przysłowiowych kilka koron jest , moim zdaniem oczywiście, całkiem nieopłacalne . Ale kto co lubi... Ciekaw jestem ile trzeba jednorazowo wydać i ile upchać toreb w aucie żeby te całe koszty szwedzkiej eskapady się zwróciły ;) Chyba że komuś zarówno zakupy jak i związane z nimi podróże sprawiają taką przyjemność że bilans ekonomiczny staje się najmniej ważny i pozostaje tylko oficjalną propagandą ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witajcie.
    Czy moglibyście oszacować w przybliżeniu. Jaki dochód miesięczny powinna uzyskać pięcio osobowa rodzina (dwoje dorosłych i trójka dzieci), żeby funkcjonować w Norwegii na średnim poziomie?. Z uwzględnieniem spłaty kredytu za mieszkanie i samochód oraz jego utrzymanie, wakacje raz w roku, itd. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Skandynawia to dla mnie raj wymarzony. Coś się zadziało w mojej duszy, ze ciągnie mnie właśnie tam. Czy mam rację?:) Pozdrawiam.
    http://lifegoodmorning.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Racja. Ale należy pamiętać, że ostatnim czasy pogarsza się nastawienie Norwegów do Polaków i innych obcokrajowców. Mieszkałam tam i pracowałam 8 lat, wiem co mówię:) Ale nadal bardzo opłaca się tam pracować :)

    OdpowiedzUsuń