Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 16 sierpnia 2013

Norweskie zwyczaje wakacyjne

Podobnie jak cała Norwegia, również nasz blog ostatnie półtora miesiąca spędził na wakacjach ;) Fellesferie dobiegły jednak już końca, więc i my powracamy na internetowe łącza, z tematem – jakby mogło być inaczej – wakacyjnym!

W ciągu minionych dziesięciu lat (2002-2012) wakacyjny budżet statystycznego Norwega wzrósł o całe 83 procent, co odpowiada prawie 43 miliardom koron i może być powodem do zadowolenia głównie dla... obcokrajowców. Trend jest bowiem niezmienny od lat – większość Norwegów najchętniej wydaje pieniądze za granicą. We wspomnianym okresie wydatki na urlopy w innych krajach wzrosły o 131 procent, podczas gdy urlopujący we własnym kraju wydają tylko o 13 proc. więcej niż 10 lat temu. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że w tym samym okresie wzrost cen w Norwegii był 19-procentowy, zauważymy, że realnie konsumpcja związana z urlopami we własnym kraju spadła (źródła: Innovasjon Norge i SSB).


Nie jest to jednak jednoznaczne z tym, że Norwegowie urlopy i wakacje spędzają głównie za granicą. Przeciwnie – choć trend jest spadkowy – w dalszym ciągu większość wolne spędza „u siebie” (w 2012 roku 56 procent Norwegów). Zmartwieniem rodzimej branży turystycznej i usługowej jest raczej fakt, że urlopowicze nie korzystają z pieniędzy we własnym kraju. Norwegowie zdają sobie sprawę, że w Norwegii za swoje korony nie dostaną wiele i raczej spędzają czas w hyttach (domy letniskowe), przyczepach kempingowych, kamperach, na łodziach czy u rodziny, niż w hotelach i restauracjach. A pieniądze najprzyjemniej wydać jest za granicą, gdzie wszystko jest tanie i łatwiej dostępne. Tezę tę potwierdza m.in. badanie ankietowe przeprowadzone przez Europeiske – firmę specjalizującą się w ubezpieczeniach podróży, z którego wynika, że co czwarty Norweg w wieku poniżej 30 lat uwzględnia ceny alkoholu wybierając cel wakacyjnej podróży...

Sytuacji przemysłu turystycznego w Norwegii nie poprawiają turyści zagraniczni. Ci też nie słyną z rozrzutności i np. w 2012 zostawili nad fiordami tylko 31 miliardów koron, co jest dość skromną kwotą przy 78 miliardach wydanych przez Norwegów za granicą. Obcokrajowcy, choć zachwyceni są naturą i widokami, skarżą się na poziom cen i to, jak niewiele otrzymują w zamian za wydane pieniądze.

Wśród zagranicznych celów wakacyjnych podróży Norwegów niezmiennie dominują hiszpańska Majorka, greckie Kreta i Rodos oraz tureckie Alanya i Antalya.

A Wy co myślicie o feriach w Norwegii?

7 komentarzy:

  1. Spędziliśmy w tym roku fantastyczne wakacje w Norwegii (2 tygodnie w lipcu)- piękne miejsca, pogoda słoneczna, przyjemni ludzie na naszej drodze. Nastawiliśmy się na uroki natury, a nie na hotelowo-restauracyjne szaleństwa i jesteśmy w pełni zadowoleni. Kampery i przyczepy rzeczywiście królują na drogach norweskich - rejestracje rodzime lub międzynarodowe, kempingi pełne. Czy wynika to z racji cięcia kosztów, czy może umiłowania do tego typu wakacji? Z ciekawości sprawdziłam ceny kamperów - kolosalne, więc może nie chodzi o finanse.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku po raz trzeci w Norwegii i to głównie dlatego, że przyroda jest cudowna, ale faktem również jest, że ceny koszmarne. W każdym razie jeżeli niestraszne spanie w namiocie i odległości, to polecam, a tutaj trochę zdjęć przepięknej norweskiej przyrody: http://kubas-biorg.blogspot.com/search/label/Norwegia
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyślijcie Norwegów do Polski. Wódka tania, widoki ładne, ceny (dla Norwegów) niskie, a Polki piękne. A nam korony się przydadzą:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się wydaje, że Norwedzy każdą swoją wolną chwilę chcą spędzić na wolnym powietrzu. Sama obecnie mieszkam na kempingu i widzę, że przyjeżdżają na kilka dni żeby posiedzieć na leżaku przed camperem gadając przez telefon i usmażyć coś na grillu;-) Przeważnie starsze pary. Bardzo upraszczając.
    Przyznam, że tanio nie jest, ale widoki, czyste powietrze i woda sporo wynagradzają...
    Przy okazji, świetny blog! Życzę wielu pomysłów na kolejne notki, oby tak dalej:-)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Bez przesady, nie ma się czym zachwycać w tej Norwegii. W Polsce mamy ciekawsze widoki. W Norwegii nawet nie ma gdzie się wykapać w lecie, nie ma plaż, woda w fiordzie zimna, nie ma łąk, kwiatów polnych. Nie widziałam żadnej wiewiórki czy jeża, wszędzie tylko te głośne mewy. W dodatku Norwegowie to straszne brudasy, nie wiedzą co to kosz na śmieci, w niedzielny poranek stąpasz po śmieciach, które po sobotniej balandze Ci zadeklarowani ekolodzy walą tonami na ulice. Zakłamanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty w Norwegii szukałeś na wakacjach plaż i ciepłych mórz do kąpieli??? Nie ma kwiatów i łąk??? Są, tylko po prostu inne, co chyba zrozumiałe pod ta szerokością geograficzną.
      W Norwegii nie ma czym się zachwycać? A w jakim rejonie byłeś?
      "Norwegowie to straszne brudasy, nie wiedzą co to kosz na śmieci" - na pewno byłeś w Norwegii? Nic Ci się nie pomyliło???
      Spędziłam urlop w Bergen i okolicach. Stąpałam w niedzielne poranki po ulicach. Trochę śmieci było tylko w okolicach portowych doków i targu rybnego. Chodziłam po okolicznych wzgórzach. Nie spotkałam jednego (słownie: jednego!!!) śmiecia. Żadnej plastikowej butelki, puszki, papierka. No nic, dosłownie nic. Spotkałam raz dużą grupę Norwegów na szlaku turystycznym świętującą jakieś wydarzenie szampanami i dość wykwintnym, nietypowym poczęstunkiem, jak na takie otoczenie. Obserwowałam, jak przed udaniem się w dalszą wędrówkę zbierali wszystko segregując już wszystko na tym etapie do poszczególnych worków: oddzielnie pakowali kartony po ciastkach, oddzielnie plastik i szkło. Przed każdym najmniejszym domkiem w Bergen stały czyste pojemniki na śmieci, nie zamknięte na kłódki (!) z posegregowanymi śmieciami. Wiem, bo czasami chciałam coś wyrzucić po drodze i nie było takiego normalnego kosza. Otworzyłam więc taki i dołożyłam coś, uważając, aby "asortyment się zgadzał".

      Byłam tam w czasie, gdy w porcie stał żaglowiec z Meksyku, ten sam, który był również w Polsce w Gdyni. Meksykanie wyróżniali się nawet w takim wielokulturowym środowisku. Byli uśmiechnięci, radośni, przyjaźni. Zapraszali na swój statek, bawili się w norweskich knajpkach, zwiedzali okolicę. Załogę stanowiły także kobiety. Wszyscy zawsze jednakowo ubrani w swoje mundury, poruszali się małymi grupkami po mieście i okolicach. Wszędzie wzbudzali bardzo pozytywne emocje. Wielokrotnie ich spotykałam otoczonych młodymi Norwegami i Norweżkami.
      A potem ta wiadomość o zajściu na gdyńskiej plaży.
      Jedna Europa. Dwa porty - dwa światy.

      Usuń
  6. W Norwegii jest dość drogo, pewnie z tego powodu turystyka u nich nie szybuje w takim tempie jak w Egipcie

    OdpowiedzUsuń