Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 16 stycznia 2013

Dużo sklepów, mały wybór

Większość czytelników bloga wie już, czemu najbogatszy naród Europy ma najuboższy wybór w sklepach (post z 3.10.2012). Dzisiejsze wydanie dziennika Aftenposten kontynuuje ten temat, wiec i my pokusiliśmy się o jego krótkie rozwinięcie - tym razem pod kątem ilości i dostępności sklepów. Konsumenci norwescy mogą dokonać zakupów w 4 tysiącach sklepów z żywnością, co oznacza, że dostęp do "dagligvarebutikker" jest w Norwegii dwukrotnie większy, niż w sąsiedniej Szwecji. Sąsiedzi ze wschodu wcale jednak nie narzekają na swoje sklepy, bo i nie mają powodu - szwedzkie sklepy spożywcze oferują dwa razy bogatszy wybór produktów na swoich półkach.

Norwegia jest faktycznie w europejskiej czołówce, jeśli brać pod uwagę tylko ilość sklepów z żywnością w przeliczeniu na ilość ludności. Z wyników badania rynku przeprowadzonego przez biuro analiz AC Nielsen wynika, że w Norwegii na milion mieszkańców przypadają aż 464 duże sklepy spożywcze (od 400 do 1000 metrów kwadratowych). Dla porównania milion Szwedów ma do dyspozycji 245 takich sklepów, Włochów - 225, a Francuzów - tylko 196. Zastanawiacie się pewnie, "i co z tego?", skoro wszędzie znajdziecie głównie te same parówki w 50 wariantach, opakowane na żółto kurczaki czy mleko od jedynego słusznego producenta? To nie tylko wrażenie konsumentów; skromny wybór potwierdziło także zestawienie dokonane przez Matkjedeutvalget na zlecenie norweskiego rządu. Wynika z niego, że wewnątrz 21 grup produktów, szwedzkie sklepy posiadają średnio 1363 wariantów towarów, podczas gdy norweskie - 709. Różnica jest zatem dwukrotna. O tym, jaki wybór w sklepach ma kontynentalna Europa, chyba nie trzeba nikogo przekonywać badaniami rynku!?



Niewiele wskazuje na to, żeby sytuacja miała się zmienić. Norwegia jest ogromnym geograficznie krajem, o niskiej gęstości zaludnienia. Mieszkańcom zależy na tym, żeby mieć w najbliższej okolicy sklep, w którym mogą nabyć niezbędne produkty każdego rodzaju, to wymusza zatem istnienie dużej ilości sklepów. Duża ilość sklepów i jednocześnie mała ilość klientów (zaludnienie dystryktów jest znikome w por. do rejonu Oslofjordu i dużych miast), nie pozwalają sklepom rozwinąć bogatszego asortymentu. Sklep na prowincji nie jest po prostu w stanie sprzedać 40 rodzajów sera zanim produkty się przeterminują.

Inny problem leży w mentalności Norwegów, którzy uwielbiają robić zakupy często, w raczej małej ilości. Norwegowie wydają się każdego jednego dnia równie zaskoczeni faktem, że dziś też muszą zrobić coś na obiad! Pod wpływem impulsu jadą więc niemal każdego dnia do sklepu wracając z pracy i dokonują doraźnych zakupów. Nie ma zatem kultury dużych zakupów raz w tygodniu czy w miesiącu, nie przyjęły się więc hipermarkety (przynajmniej nie w skali znanej nam z Europy), ani sklepy typu "cash&carry".

Na zakończenie, coś co być może wbija gwóźdź do trumny idei dużych sklepów z ogromnym wyborem. Dane z sieci marketów wskazują, że 20 procent wszystkich produktów w marketach stanowi aż 80 procent całej sprzedaży. Innymi słowy, Norwegowie równie dobrze mogliby mieć w sklepach zaledwie jedną piątą tego, co istnieje dziś na półkach, i też byliby zadowoleni :]

My, chociaż nie podzielamy zamiłowania do parówek i taco siedem dni w tygodniu, też nie mamy powodów do narzekań. Jesteśmy w stanie kupić większość produktów potrzebnych do przygotowania jakiejkolwiek, nawet wyszukanej potrawy. Po prostu nie oczekujemy, że znajdziemy je w najbliższym Kiwi czy Remie 1000.

A jakie są Wasze doświadczenia z norweskimi sklepami?

24 komentarze:

  1. A, ja się przyznam, że nie narzekam na ubóstwo norweski9ch sklepów :) Nauczyłam się odnajdywać, wszystkie potrzebne mi składniki i nic mi nie brakuje. Tylko czasami jeszcze, westchnę pod nosem "ale to drogie". Ale to tylko chwilowe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Do dzisiaj myślałem, że jestem jak Chuck Norris... Niestety - jak się okazało - nie przeczytałem, jak on, całego Internetu.

    Przed chwilką odkryłem tę stronkę (dobra chwilka - od 3 godzin wałkuję Twój blog) i jestem zachwycony! Sensownie, czasem poważnie, czasem humorystycznie, ale zawsze ciekawie, logicznie i wiarygodnie piszesz o różnych aspektach życia i bycia w Norwegii. Tego mi brakowało.

    Również od pewnego czasu myślę o wyjeździe do krainy fiordów. W zasadzie decyzję już podjąłem. Muszę jedynie pozamykać rozpoczęte sprawy zawodowe i pod koniec roku pakuję manatki ze szczególnym uwzględnieniem świnki-skarbonki.

    Co prawda, moja sytuacja jest nieco inna - mam żonę i małe dzieciątko, lecz to właśnie głównie ze względu na nich podjąłem (a w zasadzie podjęliśmy) decyzję o wyjeździe.

    Finansowo powodzi nam się w Polsce "ikke sa verst", ale okupione jest to ciągłym stresem, i moim 14-godzinnym dniem pracy przez 6 dni w tygodniu. Jak wychodzę - dziecko jeszcze śpi, kiedy wracam - już śpi... Tak dłużej nie można!

    W styczniu 2014 zamelduję się posłusznie w Oslo. Wiem, że jest to odległy horyzont czasowy, lecz wcześniej nie zdołam - poza tym fantastycznie jest mieć wyznaczony taki punkt w czasie, która pozwoli pokonać wszelkie trudności po drodze.

    Dlaczego piszę o tym wszystkim tutaj? Bo przez 3 godziny czytania Twoich postów polubiłem i Ciebie, i Boba. Poza tym daliście mi tym blogiem kilka metrów sześciennych powietrza w płuca na cały rok:)

    Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy!

    Adek

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,

    przeczytałam z zainteresowaniem kolejny wpis, czytam komentarz, widzę ten podpisany Adek i zastanawiam się czy to ja pisałam??? no nie - nie jestem facetem, tylko mamą i to 2ki dzieci. Ale warunki pracy podobne. jakaś szybka godzina bycia ze starszym rano, z 20 min rano z młodszym znaim pojedzie do babci. Pól godziny przed spaniem - jak się uda i tylko ze starszym. pozostają weekendy, ale nie chcę być mamą weekendową. Stąd pomysł wyjazdu do Norwegii - znam język (studia), bywałam w Norwegii, tęsknię za jej pięknem i porządkiem. Ale podobnie jak Adek powoli, żeby zakończyć polskie sprawy. ale pierw wakacje - właśnie planujemy. Namiot, auto i w dół Norwegii :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewelinko, znasz język, byłaś w Norwegii - zakończ polskie sprawy i nie zwlekaj. U mnie decyzja jest nieodwracalna. Szlifuję język, którego nie używałem od kilku lat i powoli wszystko sobie przypominam. Jak się domyślasz również byłem w Norwegii, jednak były to kilkumiesięczne pobyty podczas wakacji.

    Bob - jest mi głupio. Pod Twoim wpisem zwracam się do Eve, a o Tobie wspominam w 3 osobie. Wybacz - niedopatrzenie:)

    Adek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi drodzy, ja również planuję wraz z końcem roku wyjazd do Norwegii z moją drugą połówkę. Możecie powiedzieć ile waszym zdaniem należy zabrać ze sobą koron, żeby czuć się komfortowo w pierwszych dwóch miesiącach w Norge?

      Usuń
    2. Odpowiadając na Twoje pytanie, napiszę ogólnie jakie koszty trzeba ponieść, żeby w ogóle wystartować.
      Jesteśmy z mężem w Norwegii niecałe 2 tygodnie i mogę Ci powiedzieć ile już wydaliśmy. Oczywiście pomijając kwestie ile w gotówce a ile przelewem, czy kartą. Otóż:
      1. wynajęcie (naszym zdaniem) taniego mieszkania w Sandnes - 2 miesiące x 8,5 tys NOK + 3-miesięczna kaucja na starcie - razem: 42,5 tys NOK
      2. kuchnię mamy w pełni wyposażoną (garnki, zastawa, sztućce, szklanki itp.), wszystkie rachunki mamy wliczone w cenę najmu, ale nie było pralki, więc dodatkowo 1200 NOK
      3. nie wszystko udało sie zabrać z Polski, więc IKEA dodatkowo pochłonęła nam na rzeczy typu lampki, żarówki, szafka, kosz na śmieci (obowiązkowa segregacja, więc jeden nie wystarcza) itp. ok. 500 NOK
      4. mąż ma ok. 3 km do pracy, więc nie opłaca sie jeździć samochodem (są korki i bramki, za które trzeba codziennie płacić), piechotą trochę zajmuje, więc kupiliśmy rower - bardzo okazyjnie 400 NOK + oświetlenie do roweru z bateriami 100 NOK
      5. prawie całe jedzenie mamy z Polski (mięso, sery, masło, mąka, cukier, przyprawy, konserwy itp.)na miejscu kupujemy tylko chleb, jajka, mleko, ew. ważywa i owoce, czasem frytki czy ryby to na tydzień wychodzi ok. 300-400 NOK a na 2 miesiące w najlepszym przypadku 2500 NOK
      6. całą chemię gospodarczą i higieniczną kupiliśmy w Polsce, więc koszty w NOK nam odpadły, w przeciwnym przypadku trzeba doliczyć
      7. autostrady i wjazdy do dużego miasta są płatne (jeśli nie masz specjalnego taga, trzeba płacić na stacjach benzynowych, a z tagiem przelewem) kaucja za tag 200 NOK, bramki w tych dwóch tygodniach już 100 NOK więc szacuję razem 600 NOK za 2 miesiące
      8. nie wspominając o kosztach paliwa... (ok. 14,30 NOK za 1 litr 95 Pb)
      Podsumowując: 47 800 NOK bez kosztów paliwa, ruszając się samochodem średnio maksymalnie 2-3 razy w tygodniu.
      Dodam jeszcze że w Polsce przed wyjazdem dodatkowo wydaliśmy ok. 4 tys zł na:
      - przegląd i wymianę części w samochodzie (jak już się tu przyjedzie to raczej nieprędko się wyjeżdża samochodem, a naprawy naprawdę nie opłaca się tutaj robić) w tym nowy akumulator, porządne opony zimowe, komplet łańcuchów, odmrażaczy itp. akcesoriów
      - ubepzpieczenie assistance
      - jedzenie i chemia gospodarczą
      Do tego paliwo i prom razem ok. 1200 zł.
      Twoje pytanie o 2 miesiące jest w sumie całkiem uzasadnione, bo formalności przez jakie trzeba przebrnąć przez pierwszy miesiąc (meldunek, numer personalny, karta podatkowa, konto w banku) powodują, że rzadko kto wyrobi się z nimi na czas i o pierwszej wypłacie (np. w lutym za styczeń jak w naszym przypadku) można zapomnieć. Zapłacą owszem, ale w marcu za 2 miesiące.
      No to jak podsumujemy wszystko to nam wyszło ok. 47 800 NOK i ok. 5200 zł. Czyli ponad 30 tys zł. Jeśli ktoś ma szczęście wylądować w tańszym rejonie niż Stavanger i np. zapłacić tylko 1-miesięczną kaucję, to oczywiście będzie taniej, ale i tak uważam, że 20 tys zł to absolutne minimum, jakie trzeba mieć, żeby tu w ogóle przyjechać.

      Wracając do Twojego pytania - za wszystko (z wyjątkiem pralki i roweru, które kupiliśmy na aukcjach) można zapłacić kartą ew. przelewem. Sam musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to się opłaca.

      Pozdrawiam
      Marysia

      Usuń
    3. Tutaj masz rację. Koszty wynajmu, samochód, meble... masakra! Ja przyleciałam do Norwegii 3 lata temu. Miałam w portfelu 200NOK i w walizce jedną parę dżinsów i trochę wędlin i mięsa. Przyleciałam do męża, który nawet nie miał pracy. Ale się udało ;-) żyjemy i mamy się świetnie ;-) oboje mamy pracę, mieszkanko wynajmujemy w Randanergu (15km od Stavanger). I to prawda - rejony Stavanger są drogie. Ponoć w Oslo ceny mieszkań i wynajmu są dużo niższe ;-)

      Usuń
    4. Bardzo wam dziękuję za odpowiedź.

      Usuń
  5. Opis wydatkowy Marysi- zresztą bardzo słuszny- jest tzw wariantem bezpiecznym, zakładającym że od początku musimy sami za wszystko płacić, z drugiej strony dający gwarancję spokojnego i bezpiecznego pobytu w początkowym okresie. Ja może podam swój wariant, jednoosobowy, chyba nieco bardziej ekstremalny( i absolutnie nie zachęcam do naśladownictwa!). Gdy jakiś czas temu zdecydowałem się na wyjazd w ciemno (bez pracy) to byłem posiadaczem biletu lotniczego tanich linii(kupionego za złotych 55 w promocji) oraz gotówkowych zasobów koron norweskich w wysokości 700 ( nie , nie zjadłem zer jakby ktoś dopytywał), które to wystarczyły mi na pierwsze 2 tygodnie pobytu- na wyżywienie oraz drobne przejazdy komunikacją . Od razu prostuję że miałem gdzie się na kilka tygodni zatrzymać bez opłat, bo gdybym musiał coś wynająć od dnia pierwszego to należałoby posiadać zasoby z wersji Marysiowej + kupę szczęścia żeby ktoś mi w ogóle wynajął mieszkanie jako świeżakowi bez pracy. Za to pierwsze dwa tygodnie i owe 700 koron wystarczyły mi na to żeby znaleźć pierwszą dorywczą pracę popołudniami, która to znowu pozwoliła na normalne codzienne funkcjonowanie, czyli wydatki na życie i zakupy, umówić sobie kilka rozmów o pracę z ogłoszeń, złożyć wniosek o kartę podatkową i numer ewidencyjny, a po następnych dwóch tyg podjąć już stałą pracę i zamieszkać samemu. Kaucja za mieszkanie? Może ją zapłacić pracodawca- kwestia wynegocjowania warunków. Tak samo nie było problemu z zaliczką na życie w kilka dni po podpisaniu umowy o pracę, gdy tylko przełożony dowiedział się że przyjechałem bez kasy...Opłata za AutoPass itp wydatki transportowe to tez kwestia dogadania z pracodawcą. Wyposażenie mieszkania czy sprzęt AGD- toż jest przecież Finn z całym dobrodziejstwem rozdawania za darmo prawie wszystkiego czego inni już nie potrzebują, od roweru po pralki (też niestety zapragnąłem posiadać oba te przedmioty) ;) A od drugiego miesiąca już idzie z górki ogólnie ;) Mój przypadek może zawierał trochę pierwiastka szczęścia, a może daje przykład że wcale nie trzeba sprzedać przysłowiowej nerki żeby tu zacząć normalnie żyć ;) Tak, tak, było duże ryzyko poparte odrobiną szaleństwa nie przystające "głowie rodziny" w średnim wieku , może teraz na to patrzę z uśmiechem na ustach, ale był i moment że zadałem sobie pytanie : a co będzie jak się nie uda? Ale to był tylko kilkusekundowy moment utraty optymizmu, jak się jest pozytywnie nastawionym to wszystko się udaje - na ogół...

    Uciekając od "zaśmiecania" artykułu Eve - mi ten mały wybór w sklepach wcale nie przeszkadza, bo oprócz większych spożywczych z małym wyborem istnieją np wszelkie małe Azjashopy gdzie można dokupić mnóstwo fajnych rzeczy spożywczych , z np serami i warzywami włącznie, których nie dostanie się w remopodobnych sklepach. Za to podstawowe artykuły jak mięsko, chlebek czy pomidorki i owe parówki w 100 rodzajach można kupić w gęstej sieci wszelkich sieciówek, nawet w średniomałych miejscowościach, co pozwala na robienie zakupów "po drodze", w trakcie pracy czy już po niej, bez organizowania zaplanowanych wypadów zakupowych i tracenia na nie cennego czasu który można tu wykorzystać dużo przyjemniej . Sam ostatnio złapałem się iż kupuję tam wciąż te same sprawdzone produkty więc zgadzam się też z teorią że ich ogólna ilość na półkach mogłaby zostać o te 75% jeszcze ograniczona -pod warunkiem że inni mają ten sam gust-a raczej smak- co ja ;) Ale kto by wtedy chciał chodzić to takiego sklepu z prawie pustymi półkami....

    Póki co miłego weekendu życzę i czekam na kolejny wpis na blogu!

    OdpowiedzUsuń
  6. słuchajcie...a może ktoś ma wersję podobną do powyższych, ale w wariancie 2 + 2. ;) Plan wyjazdowy jest bowiem taki - jedzie cały team, albo nikt. dobrze, że daliśmy sobie tyle czasu na przygotowania do ew. wyjazdu. Już samo przygotowanie do wyjazdu na wakacje pochłania finanse.

    Azjashopy - podczas stypendium w Oslo byłam częstym klientem sklepików na Grønnland i bardzo je sobie chwaliam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyzwanie ekstremalne ;-) Zazwyczaj jest tak, ze najpierw jedzie jedno, aklimatyzuje się, szuka mieszkania, pracy i dopiero dojeżdża cała rodzina. Potrzebujecie sporo więcej kasy niż 40tys zł. Sam wynajem mieszkania (potrzebujecie conajmniej 60m kw) to koszt rzędu 12-15tys NOK za miesiąc w Stavanger i okolicach. http://www.finn.no/finn/realestate/lettings/result?areaId=20196 Wejdź sobie na tą stronę. To jest kilka przykładowych mieszkań w Stavanger. A mebelki czy sprzęt na początek też można znaleźć na tej stronie: http://www.finn.no/finn/torget/gisbort/resultat#?keyword=&areaId=20012&ITEM_CONDITION=0&sort=5&periode= to są rzeczy które ludzie oodają za darmo. Trzeba tylko po to pojechać ;-)
      Na życie też potrzebujecie conajmniej 5tys NOK na miesiac.
      Jeśli jedziecie samochodem to koszt paliwa ok. 400zł, do tego bilety na prom.
      W Norwegii można jeżdzić rok na polskich blachach, później trzeba przerejstrować, co jest podobno dość drogie.
      Mam nadzieję, że Wam się uda ;-) będę trzymać kciuki ;-)

      Usuń
  7. Monika, dzięki za otrzeźwiający kubeł na moją głowę pełną pomysłów i zmęczoną Polakami. Koooopa kasy i pytanie skąd ją wziąć, pozostaje chyba tylko sprzedaż...nerki????...nie, mieszkania;)
    Zgodzę się, że najlepiej byłoby pojechać któremuś z nas, przygotować grunt i ściągnąć w odpowiednim czasie resztę. Tylko, że pewnie byłabym to ja, z racji umiejętności językowych. a nie wyobrazam sobie tak długiego rozstania. Z drugiej jednak strony narażanie chłopaków na trudy organizowania życia w kompletnie nowych realiach nie jest zbyt rozsądne. Szkoda, że nie ma poradnika, gdzie punkt po punkcie piszą co robić i jakie będą tego konsekwencje. Mamy czas na podjęcie decyzji do końca września tego roku. Potem zaczynam nowy kontrakt w firmie i będę uziemiona na kolejny rok.

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do wyboru produktów, też to czytałam, faktycznie Rema, Rimi, i cała reszta jest bardzo słabo zaopatrzona. Idea wielkiego sklepu z kilkoma rzeczami na półce to jak nasze Rimi. Ratują sytuację sklepy prowadzone przez Turków i innych obcokrajowców.
    Np. ostatnio usiłuję kupić wanienkę dla dziecka. Normalną dużą wanienkę, 100 cm jaką miałam z PL. Nie można, tylko jakieś pierdułki które nadają się do kąpięli noworodka.

    Rzucę tylko hasło z "polskimi blachami". Według tego co mi wiadomo na polskich tablicach nie można jeździć jeśli się ma stałą umowę lub nie jest się dojeżdżającym. Nie zgłębiałam ostatnio tematu dokładnie, ale proponuję komuś kto chce ściągnąć samochód sprawdzenie sprawy na toll. Inaczej można dostać koszmarny mandat, konieczność oclenia, która przekracza znacznie wartość samochodu i opłatę za przymusowy parking. To są kowty często znacznie przekraczające 50 000 kr.
    My np. nie mogliśmy mieć samochodu z pl blachami. Nawet przez rok.

    Eve mam do Ciebie pytanie z innej bajki. Czy masz może jakieś pomysły skąd brać podcasty do nauki, które są tekstami i mp3? Przygotowuję się do NP3.

    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. choć nie jestem Eve może będę mogła pomóc - na chomikuj.pl jest bardzo dużo materiałów do nauki j.norweskiego zarówno w pdf'ie jak i mp3. Dokładnie nie pamiętam jakie podręczniki są na poziomie B1, ale tam możne je znaleźć.

      Usuń
    2. Witaj,

      ja bym polecila rozejrzec sie w bibliotekach. Czasami maja tam dostepne materialy z poprzednich egzaminow. to sa te same materialy, ktore mozna zamowic zapisujac sie na kurs, tylko w bibliotece nie musisz za nie placic :) Jakby lokalna biblioteka ich nie miala popros pracujacych tam, zeby poszukali w katalogach bibliotek uniwersyteckich lub NB.

      Powodzenia!
      eve

      Usuń
  9. Hej Dziewczyny
    Dzięki za info. Z biblioteki ściągnęłam masę świetnych materiałów. Włącznie z poprzednimi egzaminami.
    Szukam jeszcze takiego czegoś, że można słuchać i do tego jest tekst i to są jakieś fajne audycje itp. Ponoć jest takie coś na http://www.klartale.no ale nie mogę znaleźć.
    Jakoś książki i to co jest w nich mnie męczą, najchętniej słucham aktualnych wiadomości i audycji, tylko że trochę mi jeszcze brakuje do pełnego rozumienia.
    Pozdrowienia J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj ksiazek dla nauczycieli (przez spaczenie zawodowe znow polece biblioteki;]). Zwykle do wszystkich ksiazek do nauki norweskiego jest tez ksiazka dla nauczycieli wraz z plyta (np. do "Har på barget"). Na plycie sa "sluchowiska" a w ksiazce dla nauczycieli sa zwykle materialy do pracy z wysluchanym tekstem. Ewentualnie w "Klar for Norge" bylo tak, ze cwiczenia do sluchanego tekstu byly w zeszycie cwiczen ucznia, wystarczylo miec tylko plyte nauczyciela i mozna bylo samemu pracowac z suchanym tekstem.

      Usuń
  10. mi klartale działa ok. Książki do nauki norweskiego mają z reguły jakiś nettressurs, gdzie są m.in. rzeczy do słuchania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki Eve :), właśnie zamówiłam pół biblioteki :). Biblioteki górą :) Ja nie mam słów na wyrażenie góry ciepłych uczuć do naszej biblioteki.
    Tyle filmów i to świetnych, do których nie miała bym dostępu w PL. Tyle materiałów i czynna w sobotę. Bosko.
    Pozdrowienia
    J.

    OdpowiedzUsuń
  12. Może nie na temat... Ale jestem bardzo ciekaw, jak wygląda norweska zima oczami ludzi mieszkających tam, a znających naszą polską zimę :) Czy możecie i chcecie opisać coś w tym temacie? Gdzie jest ładniejsza zima, gdzie trudniejsza, gdzie więcej śniegu, jak to wpływa na codzienność i różne takie sprawy... :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mieszkam w Norwegii, więc nie mam porównania, ale z jednej strony mały wybór produktów jest dobry. Kiedy się wchodzi do sklepu, żeby kupić jedną rzecz i mamy do wyboru 5 czy 6 różnych producentów to szczerze można zgłupieć, który jest lepszy, a tak z braku laku bierze się co się ma :D

    OdpowiedzUsuń
  14. ostatnio coraz częściej wałkuję temat dostępności produktów.
    jestem na diecie wegetariańskiej idącej w stronę weganizmu i powiem szczerze, że gdyby nie turecko-arabsko-azjatyckie sklepy, to nie wiem co bym jadła (plus jakieś zapasy spożywcze z polski czy też z zagranicznych wycieczek.

    co do zimy: ja mieszkam w okolicach lillehammer i powiem, że nie taka zima tu straszna. przede wszystkim powietrze jest suche i nie ma wiatru przez co temperatura odczuwalna niższa od rzeczywistej. prawie -20 stopni tutaj, to dla mnie jak -5 w polsce. ubieram się o wiele lżej niż przy polskich "zimach stulecia" :))) k.

    OdpowiedzUsuń
  15. A mnie strasznie irytuje asortyment norweskich sklepow. Niedosc ze bieda z nedza to jeszcze notoryczne ich braki...skonczylo sie? trudno, bedzie jutro albo za tydzien! Albo np. te warzywa...bardzo czesto to juz kompost zalegajacy na połkach. W PL te ich sklepy nie mialyby prawa bytu...norsk kvalitet:D
    ps. świetny blog :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli ktoś szuka ładnych mebli do pokoju dziecięcego lub młodzieżowego to zapraszam Meble fjord dla młodzieży

    OdpowiedzUsuń