Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 26 grudnia 2012

Co przyniesie 2013 rok mieszkańcom Norwegii?

Będziemy jeszcze bogatsi, będziemy wydawać jeszcze więcej, zwłaszcza na produkty luksusowe, podróżować więcej i nie musimy bać się krachu na rynku nieruchomości. Taką prognozę na 2013 rok ogłosiło centralne biuro statystyczne Norwegii (SSB). Żyć nie umierać!

Norwegia w dalszym ciągu płynie pod prąd i w przeciwieństwie do innych Europejczyków, sytuacja finansowa mieszkańców Norwegii ma być tylko lepsza. Oprocentowanie kredytów według SSB w utrzyma się na drastycznie niskim poziomie, a nawet może się obniżyć, dając milionom zadłużonych Norwegów dodatkowe fundusze. Bezrobocie – jeśli w ogóle drgnie – to na pewno nie w górę, a kolejne odkrycia ropy i gazu na dnie morskim dadzą gospodarce porządnego kopa, a budżetowi państwa ogromne wpływy (SSB nie spodziewa się spadku cen paliw na rynkach światowych).


środa, 19 grudnia 2012

Kto w Norwegii rozdaje prezenty bożonarodzeniowe? Julenissen!

Święta coraz bliżej (podobno koniec świata też), zatem nasz cykl świąteczny chyli się ku zakończeniu. Zanim jednak go oficjalnie zamkniemy, wypada opowiedzieć krótko o najważniejszych osobnikach związanych ze świętami…
   
Julenisser

Słowo nisse pochodzi z języka duńskiego, na którym, bazuje język norweski i jest skrótem od imion Nikolaus i Nils. Do Danii przybyło z kolei z Niemiec w czasach reformacji. Słowo to było początkowo popularne we wschodniej części Norwegii i stamtąd rozprzestrzeniło się na cały kraj. W wyobrażeniach ludowych nisser mają zwykle długie, siwe brody, czerwone czapeczki i szare kubraczki i spodnie. Żyją w pobliżu osad ludzi i w zamian za dobre jedzenie i picie pomagają opiekować się domowymi zwierzętami; nisser bowiem są bardzo silne. Jeśli ludzie nie traktują ich dobrze, mogą okazać się bardzo okrutni i psotni, tym samym wyrządzając szkody w gospodarstwach.

środa, 12 grudnia 2012

Julemat – co Norwegowie jedzą na Święta?

Jak świat szeroki, w tradycję Świąt Bożego Narodzenia wpisało się jedzenie. W zależności od kultury i geografii będą to różne potrawy - w Polsce barszcz czerwony, uszka, karp czy makowiec; a w Norwegii?

W Norwegii sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, bo Norwegia to kraj rozległy i bardzo słabo zaludniony, zatem co region, to nieco inne tradycje. Standardowo do wyboru mamy 3-4 potrawy, które Norwegowie zwyczajowo spożywają w Wigilię: pinnekjøtt z rzepą i ziemniakami, ribbe z kapustą kiszoną oraz ziemniakami, lutefisk ze skwarkami z boczku oraz puree groszkowym lub ostatnio bardzo popularny kalkun. Ci, którzy są bardzo zainteresowani, zaraz dowiedzą się, co się kryje pod tymi tajemniczo brzmiącymi nazwami.

piątek, 7 grudnia 2012

Julepynt – udekoruj dom po skandynawsku

W ramach cyklu świątecznego, na Waszą prośbę, napiszę króciutko o tradycji dekorowania domów.

Ci, którzy mieszkają w Norwegii, pewnie już na początku listopada czuli się bombardowani z każdej strony reklamami dotyczących ozdób świątecznych wszelkiej maści – od światełek, poprzez bombeczki, figurki krasnalków w czerwonych czapeczkach (nisse), po wianuszki do powieszenia na drzwiach i świeczniki w różnych kształtach i rozmiarach. O ile miesiąc temu byliśmy powiadamiani o promocjach, tak teraz - na początku grudnia - przeżywamy prawdziwy potop reklamowy. Bob przyniósł dzisiaj do domu kilka świątecznych gazetek różnych sklepów; uwierzcie mi, nie było choćby jednej strony, na której nie reklamowano by świątecznych dekoracji.

Udekorowanie norweskiego domu na norweskie święta to wbrew pozorom bardzo ważna sprawa, wymagająca nie tylko zdolności finansowych i manualnych, ale także dobrej organizacji i pomysłowości. Wśród moich znajomych z pracy w robienie ozdób świątecznych zaangażowane są całe rodziny. Jeszcze w listopadzie przeczytałam w intranecie, że mój uniwersytet organizuje warsztaty z robienia dekoracji świątecznych dla dorosłych i dla dzieci. Wstęp wolny. Tak więc sami widzicie jak poważna to sprawa.

Udekorowanie domu ma służyć stworzeniu świątecznej atmosfery, a długie mroźne wieczory, spędzone na robieniu wycinanek mają na celu umilić czas oczekiwania na Wigilię. Po dwóch grudniach spędzonych w Norwegii (to jest już trzeci!) dochodzę do wniosku, że przygotowanie norweskich dekoracji można podzielić na kilka etapów.

niedziela, 2 grudnia 2012

Jak adwent w Norwegii, to i Julekalender


Dzisiaj wypada pierwsza niedziela adwentu, a co za tym idzie prawdziwy początek wielkich norweskich przygotowań do Świąt. Ekonomiści szacują, że w tym roku Norwegowie wydadzą z tej okazji jeszcze więcej niż rok temu, około 10 tysięcy koron na osobę… Boże Narodzenie to jednak nie tylko pieniądze wydane na prezenty, ale też tradycja (mniej lub bardziej skomercjalizowana, ale jednak). Przez najbliższe tygodnie spróbujemy przedstawić Wam niektóre aspekty norweskich (skandynawskich) tradycji świątecznych.

Żeby nam szybciej i przyjemniej czas płynął, zaczniemy od kalendarza odliczającego dni do Świąt. Norweski julekalender to coś, co wszyscy w Polsce doskonale znają albo przynajmniej kojarzą. Sto lat temu, kiedy jeszcze Eve była dzieckiem i wierzyła w Mikołaja, na fali mody z zachodu przybyły na ubogi wtedy rynek polski prostokątne, tekturowe pudełka w formacie A4. Na pudełkach była wydrukowana jakaś scenka świąteczna, na której ukryte były 24 okienka. Zasada była taka, że każdego dnia otwierało się jedno okienko i zjadało się jedną czekoladkę ukrytą w nim. Zabawę zaczynało się 1 grudnia, a kończyło w Wigilię. Już wiecie o czym mówię? Dokładnie. O kalendarzach adwentowych.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Półki polskich sklepów zapełniły się dobrami wszelkimi mniej lub bardziej potrzebnymi, Boże Narodzenie przybrało jeszcze bardziej komercyjny wymiar, a Eve i Bob wyjechali do Norwegii i tutaj zaczęli się zapoznawać z tradycją świąteczną wśród tubylców. Wyobraźcie sobie jakie było nasze zaskoczenie, kiedy 2 lata temu, po raz pierwszy w Norwegii ujrzeliśmy kalendarze adwentowe! W naszym mniemaniu był to relikt zamierzchłych czasów, tymczasem tutaj tradycja ta trzymała się całkiem mocno. Tylko same kalendarze przeszły prawdziwą metamorfozę! Otóż znane nam i wspominane z nostalgią tekturowe pudełka z czekoladkami podrzędnej jakości nie mają już prawa bytu w kraju dobrobytu. Kalendarze muszą być cool! „Najsłabsze” jakie zdarzyło nam się widzieć zawierały łakocie Haribo (oczywiście nie były tam umieszczone pojedyncze żelki, ale całe malutkie paczuszki z różnymi łakociami). Były też kalendarze z zabawkami i łakociami marki Kinder. Ciągle to jednak tylko łakocie… Tymczasem rynek jest o wiele bogatszy... Na przykład faworytem każdego chłopaka może być julekalender z Lego. Na każdy dzień tygodnia inna układanka ze słynnych klocków. Szczerze mówiąc sama, mimo wieku, nie pogardziłabym takim kalendarzem.