Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

czwartek, 22 marca 2012

Norweskie czytelnictwo

Wczoraj wieczorem Bob wspomniał o statystykach dotyczących czytelnictwa książek. Dzisiaj w internetowym wydaniu dziennika Agderposten znalazłam cały tekst poświęcony czytelnictwu książek wśród Norwegów. Muszę przyznać, że jako czynną zawodowo bibliotekarkę wyniki bardzo mnie podbudowały.

Ponad 25% Norwegów według Statistisk sentralbyrå (główny urząd statystyczny) codziennie sięga po książkę, w praktyce oznacza to, że ponad milion Norwegów w ciągu dnia poświęca chwilę czasu na przeczytanie kilku stron książki. To dużo. A nawet bardzo dużo, bo z tego co pamiętam, według ostatniego raportu dotyczącego czytelnictwa w Polsce każdy Polak przeczytał w ciągu minionego roku… pół książki.

Wróćmy jednak do Norwegii. Badania nad czytelnictwem książek w Norwegii wykazują tendencję rosnącą. Według ekspertów (i ja się z nimi zgadzam) fakt ten spowodowany jest różnorodnością dostępnych typów książek. Oprócz tradycyjnej - papierowej popularne są też książki audio oraz książki elektroniczne. Duże biblioteki już kilka lat temu zadbały o dostęp do czytników e-książek, które wypożyczane są teraz jak tradycyjne wydania. Jeśli chodzi natomiast o audiobooki, to w zasadzie większość książek na rynku dostępna jest już w wersji dźwiękowej. Norwegowie słuchają książek jadąc samochodem albo podróżując. Audiobooki są do tego stopnia popularne, że studenci w bibliotece często pytają, czy w takim formacie mamy nie tylko literaturę piękną, ale także podręczniki akademickie. Niestety, aż tak rozwinięty rynek książek mówionych w Norwegii nie jest :]

niedziela, 18 marca 2012

Ludność Norwegii przekroczyła 5 milionów

Co szczególnego jest w dacie 19. marca 2012 roku? Dla większości świata pewnie nic, ale Norwegii właśnie tego dnia przybędzie mieszkaniec nr 5 milionów.

W Norwegii wydarzenie to stało się powodem bardzo ożywionej debaty. Wszystko dlatego, że 5 milionowy mieszkaniec Norwegii nie zostanie powitany na porodówce w szpitalu w Oslo czy w innym dużym mieście, ale prawdopodobnie na jednym z przejść granicznych albo lotnisku Gardermoen.

Bob pisał już na blogu o populacji Norwegii. Według szacunków centralnego biura statystycznego (SSB) w 2040 roku połowę mieszkańców Oslo będą stanowili imigranci lub ich potomkowie – innymi słowy nie będą to etniczni Norwegowie. Stolica Norwegii jest jedną z najszybciej rozwijających się stolic na świecie jeśli chodzi o przyrost ludności. Tak błyskawiczny wzrost stanowi nie lada wyzwanie dla urzędników, którzy muszą zadbać o odpowiednią infrastrukturę, umożliwić dostęp do wszelkich usług, zapewnić odpowiednią ilość szkół, miejsc w przedszkolach itp., a przy tym zadbać o integrację. Już teraz ceny mieszkań w Oslo osiągają kosmiczne wartości ze względu na wysoki popyt, a będzie jeszcze drożej.

Na drugim biegunie demograficznym są małe komuny (gminy), które w zasadzie rozwijają się tylko dzięki obcokrajowcom. Blisko 120 komunom norweskim udało się odwrócić wieloletni trend i uniknąć spadku przyrostu ludności właśnie za sprawą imigrantów, którzy osiedlili się w nich. W takich rejonach władze prowadzą wręcz politykę zachęcającą obcokrajowców do osiedlania się. Organizowane są dodatkowe nabory do przedszkoli, a ludność przyjezdna uświadamiana jest w kwestii praw im przysługujących oraz ulg, z których mogą skorzystać. Gminy oferują obcokrajowcom „fadderów” (opiekunów, do których zawsze mogą się zwrócić), pomoc prawną, wypełnianie dokumentów, kursy językowe i inne usługi potrzebne do rozpoczęcia nowego życia i radzenia sobie w nowej rzeczywistości.

czwartek, 15 marca 2012

Słownik polsko-norweski. Jaki mamy wybór i jak wybrać najlepszy

Polaków w Norwegii przybywa zatem zapotrzebowanie na tego typu publikacje jest dość duże. Tym bardziej, że popularny Google Translate nie jest doskonały i nie można zawsze i wszędzie z niego korzystać. Dlatego warto zaopatrzyć się w „stary” dobry, słownik. Najlepiej, żeby był zarówno polsko-norweski jak i norwesko-polski.

Zarówno polski, jak i norweski rynek oferuje kilka ciekawych pozycji. Jednak po kilku latach doświadczeń językowych, muszę stwierdzić, że słowniki wydane w Norwegii są znacznie lepiej przygotowane, zawierają więcej informacji i większy zasób słów. Nie ma co jednak uprzedzać faktów. Przegląd słowników polsko-norweskich zacznę od rodzimej oferty wydawniczej.

Słowniki znad Wisły

Na dobry początek Słownik polsko-norweski, norwesko-polski, wydawnictwa Level Trading. W zasadzie jest to niestety jedyny słownik polsko-norweski i norwesko-polski wydany w Polsce. Zawiera ponad 14.000 haseł, głównie wyrazy codziennego użytku. To czego w nim brakuje to zapis fonetyczny. Tylko niektóre hasła go posiadają i to w formie raczej spolszczonej niż z zastosowaniem międzynarodowego zapisu fonetycznego haseł. Szata graficzna i sposób prezentacji haseł nie powala, ale dla osoby, która zaczęła przygodę z językiem norweskim taka pomoc naukowa w zupełności wystarczy. Plusem na pewno jest też rozmiar – poręczne a6 mieści się w torebce, plecaku oraz w większych kieszeniach. Planując wyjazd do Norwegii warto się w taki słownik zaopatrzyć. Na jego korzyść przemawia niska cena.

sobota, 10 marca 2012

Wiosna, wiosna wokół

Wygląda na to, że południe Norwegii chyba już w tym roku powiedziało zimie „Ha det bra” i teraz wszystkim mieszkańcom, w tym nam, przyjdzie cieszyć się coraz wyższą temperatur na dworze i coraz dłuższymi dniami.

W sumie to jestem trochę rozdarta; tej zimy odkryłam, że można uprawiać sporty zimowe (!) i że jest to strasznie fajna sprawa i tak trochę mi przykro, że nie udało nam się więcej razy skorzystać z nart. Może w przyszłym roku.

Tymczasem ciepłą kurtkę można odwiesić na kołek, a ciężkie buty zamienić na wygodne i znacznie lżejsze. Strasznie się cieszę z tej wiosny i z tego słońca. W tym roku, w przeciwieństwie do poprzedniego postanowiłam wziąć się mocno za siebie i zacząć więcej czasu spędzać aktywnie. Przeprosiłam się z bieganiem i skoro tylko temperatura trochę podskoczyła postanowiłam zacząć wykorzystywać tę formę rekreacji. Tym bardziej, że zupełnie przez przypadek, a wręcz z lenistwa, odkryłam, że na stadionie w Grimstad jest genialna bieżnia do biegania o fantastycznej nawierzchni. A dlaczego z lenistwa to odkryłam? Bo droga przez stadion była krótsza :D

środa, 7 marca 2012

Dzień kobiet w Norwegii



8 marca jest chyba jednym z niewielu świąt, które w kalendarzu polskim i norweskim pokrywają się. Dzień kobiet. Bardzo byłam ciekawa, jak ten dzień jest obchodzony w kraju równouprawnienia, gdzie poprawność polityczna względem kobiet bywa ważniejsza niż realne kompetencje.

Z tego co dzisiaj widziałam przechadzając się po miasteczku, na dzień przed Dniem Kobiet norweskie księgarnie, sklepy z pamiątkami, perfumerie, drogerie, sklepy papiernicze, odzieżowe, z bielizną, jubilerzy absolutnie nie prześcigają się w specjalnych ofertach związanych z datą 8. marca. To samo dotyczy sklepów spożywczych, żadnych specjalnych wystawek z czekoladkami, kwiatkami, ciastami. Zupełnie jakby 8. marca był równie zwyczajnym dniem jak np. 6. marca albo 12. maja.

Tymczasem - mimo że w Polsce nie mieszkam od dawna - od tygodnia (przynajmniej) moja skrzynka mailowa zalewana jest potokiem informacji dotyczących promocji przygotowanych nomen omen na moje święto. Pomijając fakt, że wszystkie te maile powinny (jeśli w ogóle) trafić do Boba, to zdecydowanie norweski 8. marca i polski 8. marca różnią się . I to bardzo.

sobota, 3 marca 2012

Krótki przewodnik po norweskich rybach

Nikogo nie powinno dziwić, że ryby stanowią podstawę diety większości Norwegów. Przyjeżdżając do kraju fiordów ma się dwa wyjścia - polubić ryby i zacząć je serwować na obiady lub wracać tam skąd się przyjechało pokonanym przez naturę.

My z Bobem zaliczamy się do tej pierwszej grupy. Mieszkając w Polsce nie mieliśmy zbyt często okazji do jedzenia ryb. To, co można było kupić w marketach dalekie było od tego, co powszechnie rozumie się pod słowem „ryba”. Poza tym zawsze po przygotowaniu takiej „ryby”, potem przez tydzień towarzyszył nam jej „zapach”.

Tutaj ryby są tańsze niż wieprzowina, wołowina czy drób i dodatkowo ich wybór jest bardzo duży - nawet w zwykłych marketach spożywczych można liczyć na szeroką gamę różnych gatunków ryb, zwykle zarówno mrożonych, jak i świeżych.