Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 25 stycznia 2012

Zima, zima, zima!!!

No nareszcie! Po tylu szarych i ponurych miesiącach wreszcie spadł śnieg w Grimstad. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak tęsknie za zimą do momentu aż biały puch nie pojawił się za oknem.

Bob jak tylko zobaczył śnieg stwierdził, że idziemy na narty. Zebraliśmy się szybciutko i pojechaliśmy na trasę (løypa) niedaleko nas. Okazało się jednak, że trasy nie są przygotowane, a śniegu jest za mało na bieganie na nartach. No ale o ile warunki nie pozwalały na biegi narciarskie, o tyle spacer był jak najbardziej wskazany.

Nie byliśmy jedynymi, którzy wybrali się na niedzielny spacer. Sporo ludzi biegało albo spacerowało, dzieciaki wykorzystywały każdą górkę byleby pozjeżdżać na sankach, jabłuszkach i innych dziwnych sprzętach, które pierwszy raz widziałam na oczy.

Według synoptyków zimowa aura ma się utrzymać w Grimstad przez cały tydzień (oby!), co więcej śniegu ma jeszcze napadać, a to oznacza, że w weekend może będziemy mieć koleją okazję do wypróbowania naszych sił w biegach narciarskich!

niedziela, 8 stycznia 2012

Pierwsze koty za płoty – sezon narciarski rozpoczęty

W tym jakże historycznym dniu dla polskich biegów narciarskich i Justyny Kowalczyk, postanowiliśmy z Bobem zainaugurować nasz prywatny sezon narciarski. Co prawda decyzja o wypadzie na narty zapadła wczoraj, a informację o triumfie Polki w Tour de ski przeczytałam przed chwilą, ale myślę, że godnie uczciliśmy to wydarzenie. A przynajmniej się staraliśmy.

Narty musiały długo czekać na początek sezonu. Kupiliśmy je w listopadzie, a dopiero teraz - na początku stycznia - założyliśmy je pierwszy raz na nogi. W tym czasie zdążyliśmy wymienić buty, które jak się okazało zupełnie nie pasowały do wiązań przy nartach. No cóż, tak bywa gdy totalny amator bierze się za wybór sprzętu. Na szczęście z reklamacją nie było najmniejszych problemów. Dziś - już z pasującymi do wiązań butami, po obejrzeniu kilku filmików na Youtube o tym, jak na nartach biegać, wybraliśmy się w góry (u nas w Grimstad śniegu tej zimy ani śladu, więc musieliśmy „wyjechać”).

Oboje z Bobem absolutnie pierwszy raz w życiu mieliśmy narty na nogach. Nasze amatorstwo było tak amatorskie, że problem stanowiło nawet zainstalowanie butów na narcie. Po kilku razach okazało się, że wcale nie jest to takie trudne. Żadne z nas tak naprawdę nie wiedziało, jak się zabrać do tych biegów narciarskich. Patrząc na śmigających na nartach Norwegów ma się wrażenie, że narty to oni zdejmują tylko do spania (jeśli w ogóle to robią) i biegi narciarskie są równie naturalną czynnością jak chodzenie lub oddychanie. Nie dla nas!

czwartek, 5 stycznia 2012

Święta, święta i po świętach

Koniec roku jest zwykle dla mnie czasem jednocześnie leniwym (ta zatrważająca ilość wolnych dni :D) i bardzo intensywnym – nagle pojawia się czas na nadrabianie zaległości we wszystkim. Od dwóch lat, czyli od przeprowadzki tutaj, Święta wiążą się z wielką wyprawą za wodę (Polska). Nie inaczej było tym razem i również w tym roku pojawił się poświąteczny problem „…ale jak my się zapakujemy?!”. To oczywiście wynik uaktywnienia się instytucji Mama, której powołaniem staje się zapakowanie nam jak największej ilości pożywienia, „bo przecież TAM takich rzeczy nie ma”.

Tym razem w Polsce spędziliśmy rekordowo mało czasu przy okazji Świąt i już dzień po nich byliśmy z powrotem w Norwegii. Przerwę świąteczną (romjula) spędziliśmy normalnie w pracy, przy czym obowiązywała tam „taryfa ulgowa” albo jeszcze świąteczna. Liczba odwiedzających bibliotekę spadła do średnio pół osoby na godzinę, a sama placówka otwarta była tylko przez cztery godziny! Również norweskie sklepy zapadły w zimowy sen i czekały na nowy rok. Po skończonej pracy niemal niemożliwym było odwiedzenie któregoś z uroczych butików przy głównej ulicy, ponieważ wszystkie były wcześniej zamykane.

Co innego teraz. Po Nowym Roku wszystko wystrzeliło z przytupem. Sklepy, jak to zwykle na początku stycznia, prześcigają się w ofertach i wyprzedażach. Autobus, którym zwykle jeżdżę z Kristiansandu do domu, przy Sørlandsparku zapełnia się teraz nie tyle ludźmi, co dźwiganymi przez nich reklamówkami pełnymi najróżniejszych produktów; a wszystko kupione w „okazyjnej” cenie.