Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 19 grudnia 2012

Kto w Norwegii rozdaje prezenty bożonarodzeniowe? Julenissen!

Święta coraz bliżej (podobno koniec świata też), zatem nasz cykl świąteczny chyli się ku zakończeniu. Zanim jednak go oficjalnie zamkniemy, wypada opowiedzieć krótko o najważniejszych osobnikach związanych ze świętami…
   
Julenisser

Słowo nisse pochodzi z języka duńskiego, na którym, bazuje język norweski i jest skrótem od imion Nikolaus i Nils. Do Danii przybyło z kolei z Niemiec w czasach reformacji. Słowo to było początkowo popularne we wschodniej części Norwegii i stamtąd rozprzestrzeniło się na cały kraj. W wyobrażeniach ludowych nisser mają zwykle długie, siwe brody, czerwone czapeczki i szare kubraczki i spodnie. Żyją w pobliżu osad ludzi i w zamian za dobre jedzenie i picie pomagają opiekować się domowymi zwierzętami; nisser bowiem są bardzo silne. Jeśli ludzie nie traktują ich dobrze, mogą okazać się bardzo okrutni i psotni, tym samym wyrządzając szkody w gospodarstwach.


W okresie świąt Bożego Narodzenia nisser dostają dodatkowe zajęcie – stają się pomocnikami Świętego Mikołaja i roznoszą razem z nim prezenty  - zostają zatem julenisser. Nisser są mniejsze niż Mikołaj, więc jest im łatwiej zakraść się w Wigilię (julekveld) do domów grzecznych dzieci i zostawić tam prezenty. To bardzo ważne, aby zostawić w okienku zapalone światełko, żeby nisser nie przeoczyły żadnego domostwa. W zamian za prezenty oczekują miseczki z julegrøt (kaszki). Czasami dostają też kubek mleka i pepperkaker (pierniczki). Nisser zostawiają prezenty pod choinką albo w skarpetach zawieszonych przy kominku. Podróżują po Norwegii saniami zaprzęgniętymi w konie lub renifery. Czasami odwiedzając dzieci śpiewają i tańczą.

Julenisser są chyba najczęściej wykorzystywanym motywem świątecznym w Norwegii – znaleźć je można dosłownie na wszystkim – pocztówkach, papierach do pakowania prezentów, ozdobach choinkowych, blaszanych pudełkach na ciastka, świeczkach, świecznikach, foremkach do wycinania pierniczków, figurkach – jednym słowem na wszystkim. Są tak popularne, że doczekały się kilkuset pozycji książkowych. My z Bobem w ramach przygotowań świątecznych kupiliśmy w sklepie z używanymi rzeczami taką książeczkę. Jest w niej mnóstwo opowiadań o różnych nisser ze wszystkich stron świata. Są to opowiadania skierowane głównie do dzieci, ale dorośli też się mogą czegoś ciekawego z niej dowiedzieć.

Okazuje się bowiem, że nie tylko dzieci czekają na nisser przed Świętami Bożego Narodzenia. U mnie w pracy jest tradycja, że co roku imiona wszystkich pracowników biblioteki trafiają do pudełka. Na początku grudnia następuje wielkie losowanie i każdy w ten sposób staje się julenisse dla osoby, którą wylosował. Zadanie nie jest proste, bo do świąt kolega lub koleżanka, którą się wylosowało nie może się dowiedzieć, kto jest jej/jego julenissen. „Nissowanie” polega np. na przyozdabianiu gabinetu osoby, którą się wylosowało, podrzucaniu jej niepostrzeżenie ręcznie robionych prezentów, słodyczy lub innych drobiazgów, którymi chciałoby się daną osobę obdarować. Ostatniego dnia pracy przed przerwą świąteczną następuje wielkiej ujawnienie się. Wypełnia się specjalny formularz, w  którym oprócz przyznania się do bycia julenissen, pisze się kilka ciepłych słów o osobie, którą się wylosowało. Zabawa jest przednia, a zaskoczenie przy wręczaniu „formularza ujawniającego” zwykle ogromne. Polecam Wam taką zabawę w Waszym miejscu pracy! A możecie tam gdzie pracujecie są inne „lokalne” tradycje świąteczne? Piszcie w komentarzach!

P.S. Do Świąt zostało kilka dni, zatem zabierajcie się za przygotowywanie kaszki dla nisser, bo jak nie, to prezentów nie będzie ;]

4 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się to "nissowanie" u Ciebie w pracy :D
    Super pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  2. nissowanie genialne!!! u nas w pracy dajemy sobie prezenty

    jest tez tradycja z julekalender, w pokoju dla personelu stoi drzewko przyozdobione malymi prezentami z liczbami od 1 do 24 i kazdego dnia inny wylosowany pracownik mogl wybrac dla siebie prezent z "kalendarza"

    jeszcze a propos swiat...nie podobal mi sie na julebord pomysl z quizem! nie wiem czy sie z tym spotkaliscie;)ale moj chlopak tez to mial i slyszalam od kolezanki ze tez zdarzyl sie u niej quiz...jest to po prostu seria pytan z przeroznych dziedzin i odpowiada sie grupowo,albo w parach lub tez czasem pojedynczo i na koniec podsumowuje sie wyniki i najlepsi cos tam wygrywaja...to byl moj pierwszy julebord i pod wzgledem tego quizu to porazka na pelnej linii, oczekiwalam czegos zabawnego, co rozluzni atmosfere (chociaz to w mniemaniu norwegow mialo takie zadanie),a tymczasem byly trudne pytania z roznych dziedzin, w tym niestety wiekszosc dotyczaca historii norwegii i efekt byl taki ze bylam w druzynie z kolezanka z polski i mialysmy slaby wynik...szczerze mowiactroche sie poczulam pominieta przez ta ilosc pytan dotyczaca norwegii...

    wesolych swiat Eve i Bob!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna zabawa w nissowanie:-)))
    Ale chyba na gruncie polskim się nie uda...

    OdpowiedzUsuń
  4. Spokojnych i pogodnych Swiąt oraz szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich rodaków w Norwegii życzy Alina z Italii.

    OdpowiedzUsuń