Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 7 grudnia 2012

Julepynt – udekoruj dom po skandynawsku

W ramach cyklu świątecznego, na Waszą prośbę, napiszę króciutko o tradycji dekorowania domów.

Ci, którzy mieszkają w Norwegii, pewnie już na początku listopada czuli się bombardowani z każdej strony reklamami dotyczących ozdób świątecznych wszelkiej maści – od światełek, poprzez bombeczki, figurki krasnalków w czerwonych czapeczkach (nisse), po wianuszki do powieszenia na drzwiach i świeczniki w różnych kształtach i rozmiarach. O ile miesiąc temu byliśmy powiadamiani o promocjach, tak teraz - na początku grudnia - przeżywamy prawdziwy potop reklamowy. Bob przyniósł dzisiaj do domu kilka świątecznych gazetek różnych sklepów; uwierzcie mi, nie było choćby jednej strony, na której nie reklamowano by świątecznych dekoracji.

Udekorowanie norweskiego domu na norweskie święta to wbrew pozorom bardzo ważna sprawa, wymagająca nie tylko zdolności finansowych i manualnych, ale także dobrej organizacji i pomysłowości. Wśród moich znajomych z pracy w robienie ozdób świątecznych zaangażowane są całe rodziny. Jeszcze w listopadzie przeczytałam w intranecie, że mój uniwersytet organizuje warsztaty z robienia dekoracji świątecznych dla dorosłych i dla dzieci. Wstęp wolny. Tak więc sami widzicie jak poważna to sprawa.

Udekorowanie domu ma służyć stworzeniu świątecznej atmosfery, a długie mroźne wieczory, spędzone na robieniu wycinanek mają na celu umilić czas oczekiwania na Wigilię. Po dwóch grudniach spędzonych w Norwegii (to jest już trzeci!) dochodzę do wniosku, że przygotowanie norweskich dekoracji można podzielić na kilka etapów.



Pierwszy. Dekorowanie domu z zewnątrz. W Norwegii bardzo dużo czasu (i pieniędzy) poświęca się na udekorowanie domu z zewnątrz. Na drzewach i krzewach wiesza się światełka, które zapala się wieczorem. Z kolei na drzwiach wywiesza się świąteczny stroik, na ganku stawia się wielkie latarenki, które wieczorami świecą albo metrowe figurki krasnali, które choć nie świecą, to ładnie wyglądają. Niektórzy na domach wieszają specjalne ozdoby w postaci wianków, albo wieszają w oknach światełka ledowe w kształtach reniferków, sanek i choinek. Wszystko to sprawia, że norweskie domy wyglądają z zewnątrz bardzo przytulnie. Albo jak z reklamy Coca-Coli.

Drugi etap. Dekorowanie domu w środku. Skoro dom wygląda tak fajnie z zewnątrz, to i w środku trzeba zadbać o miłą atmosferę. Tutaj wybór dodatków jest tak rozległy, jak ludzka wyobraźnia. Ale są pewnie elementy, które muszą się znaleźć w grudniu w norweskim domu. Przede wszystkim światło. Norwegowie są w czołówce europejskich krajów jeśli chodzi o „zużycie” świec i wierzcie mi – to widać na każdym kroku. W czasie adwentu Norwegowie kupują świece w kolorach fioletowych i/lub neutralnym białym. Natomiast na same święta – świece w kolorze czerwonym. Do tego obowiązkowe są świeczniki oraz latarenki, w których umieszcza się świece lub zwykłe teelighty. Przez cały rok Norwegowie spalają mnóstwo świec, ale w grudniu, kiedy wieczory są długie, spalają ich kilkakrotnie więcej. Światło świec sprawia, że w domu robi się cieplej i przytulniej. Popularne jest stawianie świec lub innych światełek w oknach. To stara tradycja, z czasów, kiedy Norwegów było jeszcze mniej niż teraz i mieszkali bardzo daleko od siebie. Światło w oknach było dla wędrowców tym samym, czym latarnie morskie dla żeglarzy, informowały o zbliżającym się celu podróży.

Wśród domowych dekoracji dominują kształty gwiazdek, reniferków, choineczek, krasnalków, aniołków i świnek… Dokładnie – świnek - marcepanowa świnka jest obowiązkowym norweskim świątecznym łakociem, który wręcza się tutaj dzieciakom, tak samo jak u nas figurki mikołajków. Dominujące kolory to wszelkie odcienie bieli, srebra i złota, ale przede wszystkim kolor czerwony.

Jeśli miałabym jednym słowem opisać norweskie dekoracje określiłabym je jako „proste”. Ten przymiotnik można z powodzeniem używać do całego designu skandynawskiego. Dużą popularnością cieszą się ozdoby robione ze słomy – renifery, które można postawić przed domem lub serca z czerwoną kokardą, które można powiesić na ścianie.

Co do choinek to tradycja ubierania drzewka nie jest tak popularna, jak u nas w Polsce, ale mam wrażenie, że z każdym rokiem widzę coraz więcej drzewek w norweskich domach. Dominują oczywiście żywe iglaki. Zresztą Norwegia jest głównym eksporterem świątecznych drzewek do Europy. Im bliżej Wigilii tym częściej można spotkać handlarzy żywymi choinkami.

Innym ważnym elementem dekorowania domu są elementy świąteczne w życiu codziennym – świąteczna zastawa, albo chociaż kubek z krasnalkami,  świąteczny obrusik, albo chociaż podkładki pod talerz, świąteczne zasłony, albo chociaż spinki do zasłon. Osobny rozdział to przyrządy kuchenne do tworzenia świątecznych dań i wypieków, ale o tym będzie w kolejnym poście.

Trzeci etap. Dekorowanie miejsca pracy. Aby w pełni poczuć magię tych świąt, nie wystarczy udekorować domu z każdej strony. W miejscu pracy też należy dbać o świąteczny nastrój – gwiazdy betlejemskie w donicach, świece na stolikach (choć teoretycznie zabronione, bo niebezpieczne z powodu ryzyka pożaru), serwetki w świąteczne motywy, kubki i talerzyki z reniferami, figurki aniołków, pierniczki, marcepanowe świnki, świąteczne piosenki w radiu. Wszystko to ma sprawić, że Norwegowie czują, że Święta są tuż tuż.

Czwarty etap. Dekorowanie siebie. Najwięksi wielbiciele magii świąt dbają też o to, żeby nosić się świątecznie. Dosłownie. Do tej pory widziałam ludzi w czapkach mikołajkowych (ale to żadna sensacja), w szalikach w norweskie wzory (ale to też lajcik), dziewczyny w kolczykach w kształcie choinek, chłopców w sweterkach z bałwankami, koleżanki z pracy z broszkami w kształcie świątecznych krasnali oraz w opaskach z reniferowymi rogami. Jednym słowem Święta na całego.

Norwegowie zwykle przygotowują dekoracje na początek grudnia, tak żeby na kilka tygodni przed Świętami cieszyć się przyjemną atmosferą w domu. Jak już wspomniałam znam wielu Norwegów, którzy co roku przygotowują sami dekoracje i razem z dziećmi i wnukami spędzają długie wieczory na wycinaniu, klejeniu, malowaniu i rysowaniu. My z Bobem możemy się pochwalić, że co roku nasz zasób świątecznych dekoracji powiększa się. Daleko nam jeszcze do prawdziwych Norwegów, ale jesteśmy na dobrej drodze.

Dla tych, którzy mieszkają w Polsce, a chcieliby poczuć magię Bożego Narodzenia rodem ze Skandynawii polecam wizytę w Ikei (dział świąteczny działa prężnie) oraz w sklepie Duka (gdzie można kupić sporo skandynawskich produktów, w tym ozdoby świąteczne rodem z północy).

5 komentarzy:

  1. Święta na całego :-)))
    Tak jak napisałaś ,
    mimo wszystko u nas aż tak się nie dekoruje ostro :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewo podaj mi swój e-mail! chciałabym napisać ale na priv - dominika

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie:)Dziekuję za ten blog i za informacje:)Podziwiam Was i trzymam kciuki.Ja sama nigdy nie przypuszczałabym,że nadejdzie dzień kiedy będę miała dośc życia w Polsce i pomyślę o wyjeżdzie.Ale tak się stało mimo,że nie należę juz do osób młodych i mam własną rodzinę.Teraz jedynym naszym celem jest nauka języka norweskiego(zbieram na kurs)i douczenie się angielskiego.Nie chcemy jechać w ciemno ale jakoś się do tego przygotować.Na początku myśleliśmy o Szwecji a potem o Norwegii.Nie wiem czy Szwedzi z Norwegami się rozumieją:)ale podobno język jest podobny.Jeszcze raz dziękuję za wszystkie informacje którymi dzielicie się na blogu.Pozdrawiam.Hania

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam serdecznie,

    Pięknie to wszystko Pani opisuje. Jestem zafascynowana i zainspirowana :) Zapraszam na naszego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Waszego bloga!Zagadka marcepanowych świnek, od których półki w Kiwi sie uginają, rozwiazana. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń