Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 3 października 2012

Czemu najbogatszy naród Europy ma najuboższy wybór w sklepach?

Wśród serów do wyboru mamy Norvegia, Norvegia
i... Norvegia! fot. Tine
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w norweskich sklepach z lupą szukać trzeba znanych zza granicy marek, a wybór wśród tych krajowych jest relatywnie mały? Za sytuację odpowiadają mechanizmy regulacji rynku i zaporowe cła.

Norwegia za wszelką cenę broni własnego wewnętrznego rynku żywności przed zalaniem produktami zza granicy. Nie jest tajemnicą, że koszty produkcji czegokolwiek w innych krajach są wielokrotnie niższe niż w Norwegii, a co za tym idzie – gdyby rynek był otwarty i wolny – półki sklepowe wypełnione byłyby żywnością importowaną. Sklepy walczą bowiem o klienta i konkurują między sobą cenami, a jeśli o cenach mowa, zawsze zagraniczne produkty będą tańsze od wytwarzanych w Norwegii, bez względu na to, z jak daleka by nie pochodziły. Na pierwszy rzut oka, sytuacja idealna dla nas, konsumentów – duży wybór, niskie ceny, znane marki. Dlaczego więc zamiast uwolnić rynek, państwo wprowadza coraz to nowe bariery dla importu żywności z zagranicy? Wcale nie po to, żeby nabijać narodową kasę wpływami z ceł. Ochrona własnego rynku to ochrona osadnictwa i życia na rozległym obszarze kraju.


Norwescy producenci żywności – rolnicy i przetwórcy – nie mają żadnych szans konkurować cenowo z zagranicą, przede wszystkim z powodu ekstremalnie wysokiego poziomu płac w Norwegii. Wolny rynek oznaczałby, że duże sieci handlowe (norweski rynek detaliczny prawie w całości jest w rękach kilku dużych graczy) kupowałyby prawie wyłącznie ogromne ilości taniej żywności zza granicy, zamiast płacić za to samo kilkakrotnie więcej rolnikom norweskim. W rezultacie gospodarstwa norweskie, mimo że otrzymują bardzo wysokie dotacje produkcyjne od państwa, nie mogłyby funkcjonować. Padające gospodarstwa pociągają za sobą wzrost bezrobocia, obciążenia dla systemu socjalnego i jeszcze większą migrację ludzi z dystryktów do miast. W praktyce w ciągu 20 lat prowadziłoby to śmierci dystryktów. Wiele miast, miasteczek i wiosek na zachodnim wybrzeżu i w głębi kraju zamieniłoby się w osady duchów, gdzie próżno szukać światła w oknach po zmroku. Jednocześnie norweskie miasta, a zwłaszcza rejon Oslofjordu, nie są w stanie przyjąć tak dużej liczby ludności; już dziś – w wyniku migracji zza granicy – zmagają się one z problemami komunikacyjnymi (mała pojemność sieci dróg, parkingów i transportu publicznego), z brakiem wystarczającej ilości miejsc w przedszkolach, szkołach, domach opieki, wreszcie – brakiem mieszkań i domów oraz – a może przede wszystkim – wolnych działek, żeby je budować.

Od dziesięcioleci polityką państwa jest zrównoważony rozwój regionów. Większość państwowych urzędów i miejsc pracy lokowanych jest w dystryktach, utrzymywane są nawet najmniejsze lokalne lotniska, a linie lotnicze SAS i Widerøe otrzymują dopłaty budżetowe do połączeń z nimi. Państwo konsekwentnie stymuluje życie we wszystkich województwach (fylke), a bez rolnictwa i produkcji żywności wiele rejonów nie mogło by istnieć. Bariery celne są zatem tylko kontynuacją przyjętej linii.

Dwie ogromne spółki – Tine i Nortura (właściciel marek Gilde i Prior) – są najbardziej znanymi regulatorami rynku żywności w Norwegii. Oznacza to, że powołane zostały przez państwo do tego, aby zapewnić skup każdej ilości mleka, mięsa i jaj od norweskich rolników, za taką samą cenę bez względu na to, jak odległy jest dystrykt. Tine przetwarza mleko i produkuje 90% dostępnych na rynku wyrobów mleczarskich (od mleka i masła, przez jogurty, po sery – tak tradycyjne żółte i brązowe, jak i pleśniowe czy mozarellę!). Nortura to król na rynku mięsa (wszystko z wyjątkiem drobiu sprzedaje się pod znakiem Gilde, natomiast wyroby drobiowe i jaja pod marką Prior). Na regulatorach rynku spoczywa znacznie większa odpowiedzialność, niż tylko odbiór surowców od rolników. Są oni odpowiedzialni za to, że każdy jeden mieszkaniec Norwegii, bez względu na to jak daleko od Oslo mieszka, zawsze miał dostęp do wszystkich produktów w takich samych cenach. W przypadku, kiedy regulator rynku zauważy, że prawdopodobnie nie będzie mógł się z tego zobowiązania wywiązać, musi jak najszybciej poinformować państwo o tym, jakiej ilości żywności braknie na rynku (np. z powodu zbyt niskiej produkcji czy klęski nieurodzaju). Państwo ma wówczas za zadanie zniesienie lub obniżenie zaporowych ceł na produkty zagraniczne, tak aby import mógł zastąpić to, czego norweski regulator rynku nie dał rady wyprodukować. W praktyce często wygląda to tak, że np. zezwala się na import określonej ilości – np. 200 ton wołowiny z Paragwaju do końca roku, wg obniżonych stawek celnych.

W ostatnich latach regulatorzy rynku zawiedli konsumentów kilkakrotnie – np. brakło masła w sklepach w grudniu 2011, w samym szczycie sezonu wypieków domowych. Pół roku później, przy okazji Wielkanocy, pojawił się problem z dostępem do jaj. Pod nieobecność prawdziwych kryzysów w gospodarce i ekonomii państwa, wydarzenia tego typu urastają do rangi kryzysów narodowych i coraz więcej głosów nawołuje do zniesienia monopoli państwowych i funkcji regulatora rynku oraz do wolnego rynku.

Państwo jednak wybiera swoją drogę i we wrześniu 2012 ogłosiło reformę stawek celnych, która polegać ma tym, że cło, które do tej pory było stałe, „według cennika” w koronach, zastąpione zostanie stawkami procentowymi. Oznacza to nawet kilkuset procentowy wzrost ceł na niektóre produkty. Unia Europejska uważa takie posunięcie za nieakceptowalne, zwłaszcza że Norwegia jest sygnotariuszem umowyo Europejskim Obszarze Gospodarczym (EØS), której filarowym zapisem jest liberalizacja handlu, i zapowiada wojnę handlową. Norweskie MSZ odpowiada, że wojny się nie boi. A skoro tak, to ja i ty jeszcze długo nie ujrzymy w sklepach holenderskich serów, polskiej maślanki czy argentyńskich biffów. Na pocieszenie pozostaną tętniące życiem kolorowe, drewniane domki w malowniczych norweskich dolinach! Nam to odpowiada! A Wam? Zapraszamy do dyskusji pod tekstem!

18 komentarzy:

  1. Słusznie Norwegia robi.
    Przynajmniej wiedzą co jedzą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pielęgnowanie lokalności jest w tym kraju tak naturalne, że nie mogę wyobrazić sobie tych przeciwnych głosów. Nawet, kiedy brakowało masła to ludzie podchodzili do tego tematu humorystycznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się to osobiście bardzo podoba, mimo iż na początku ciężko było się przestawić na małe zróżnicowanie w produktach. Patrząc na to co się stało z Polską i krajowymi producentami, którzy nie mogą przebić się na własnym rynku, co prowadzi do spadku jakości produktów (co dla mnie jest osobiście, smutne i swego rodzaju porażką Polski-ogladającej się ciągle za innymi i nie widzącej potencjału u siebie) w 1000% popieram norweski system.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem o co niby UE ma pretensje. Przecież unijna Wspólna Polityka Rolna to z grubsza ten sam system (dotowanie nierentownego rolnictwa i ochrona przed tańszą zagraniczną konkurencją), tylko uzasadnienie tego jest nieco inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej krzem, milo ze ciagle nas czytasz:) Z ta Unia to jest tak, ze reaguja na same cla, nie na dotacje do rolnictwa, bo te jak sam piszesz sa wszedzie. Stosowanie zaporowych cel na wewnetrznym rynku unijnym (do ktorego Norwegia, Islandia i Lichtenstein sie zalicza) jest sprzeczne z cala idea wolnego handlu, swobodnego przeplywu ludnosci, towarow i uslug itd. UE prawdopodobnie bedzie chciala wprowadzic clo na norweskie ryby - bo to wlasciwie jedyne co Norwegowie sa w stanie odczuc (innej zywnosci sie stad nie eksportuje w znaczacych ilosciach). Pozyjemy, zobaczymy! Pozdro!

      Usuń
  5. Taaak... jeden rodzaj kefiru :) Sytuację ratują sklepy np. turecki. U nas, w niedużym miasteczku można tam kupić takie rzeczy!!! Polecam pakistanskie mango a także ajran, kilkanascie rodzajów oliwek na wagę, pyszną fetę, włoskie makarony, suszone owoce każdego rodzaju, kilkanaście rodzajów ryżu, soczewic i fasol, a także delicje, ogórki kiszone i kiszoną kapustę :)
    Także w Meny można kupić wiele produktów fajnych, właśnie np. holenderskie czy francuskie sery. A że cena 300kr za kg?
    A że trzeba płacić za to bo cło? No trzeba.

    Politykę popieram, Norwegowie nierychliwi ale sprawiedliwi. Na pewno przeanalizują, zbilansują i coś wymyślą. Mamy wiele przykładów na to że wolny rynek, pozbawiony regulacji jest ślepą uliczką (jak wyżej wspomniano np. w PL gdzie już producenci się mordują cenami, a cierpi na tym jakość - czyli klient).

    J.

    Ale faktycznie zanim nie trafiłam do turkish butik to byłam załamana dostępnością produktów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam, że w Norwegii również jabłka skupowane są najpierw od lokalnych rolników, a dopiero później ewentualnie z zagranicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się. W momencie, kiedy na rynku pojawiają się norweskie owoce/warzywa, panstwo podnosi cla na te produkty do takiego poziomu, aby nie oplacalo sie sprowadzac zza granicy. Tym samym bardziej oplaca sie skupowac do lokalnych. Latwo to zauwazyc w sklepach - jablka najdrozsze sa jesienia (a wiec po zbiorach norweskich)

      Usuń
  7. Mimo wszystko - jestem za. Bardzo podoba mi się (a spodobała od pierwszego wejrzenia) ta norweska troska o najmniejsze skrawki kultury.

    Wojna o język (nynorsk i bokmal), niesamowite przywiązanie do choćby stylu architektonicznego i gospodarowania terenem czy w końcu ta ochrona własnego rolnictwa - te argumenty przemawiają za niezwykle rzadkim rozsądkiem norweskich prawodawców.

    Oni po prostu wybrali inną drogę jak spożytkować te masy pieniędzy, które przyszło im dzierżyć ;)

    Pozdrawiam z Sandviki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej! Czytam Was od ponad roku i zdecydowanie należycie do moich ulubionych bloggerów :) Całkowicie popieram działania Norwegii. UE zapomniała chyba, że WOLNY RYNEK nie oznacza PRZYMUSU. A to chcą wyegzekwować - zniesienie ceł na swoje (w tym polskie) towary. Nie widzę tutaj WOLNOŚCI. Wolny to nieograniczony - ok. Ale nie do końca. Uważam się za wolnego człowieka (załóżmy ;) ) ale wprowadzam sobie pewne ograniczenia. Norwegia także. Ich prawo. Są WOLNYM KRAJEM 8) Nie jestem za socjalizmem, ale widać Norwegowie nie mogą inaczej utrzymać rodzimej produkcji. Tylko tak dalej. Mam nadzieję, że sam będę miał z narzeczoną okazję żywić się płodami rolnymi z ziem północy.

    Miłego dnia! :D

    Ha det ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,zaciekawił mnie wasz blog, mieszkam w pl. i po przeczytaniu postu też popieram poczynania norweskiego rządu , bo nasz chce za wszelką cenę zgnębić ,zdusić polskich producentów,wolny rynek ,duży wybór w sklepach i co z tego skoro pada firma za firmą ,plantatorom lepiej sie opłaca zaorać truskawki niż nająć ludzi do pracy i sprzedać je do skupu za bezcen,dokąd my zmierzamy????
    Poza tym strach coś kupić w sklepie bo nie wiadomo czy to z chin nie przyjechało i co w sobie zawiera???
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "strach coś kupić w sklepie bo nie wiadomo czy to z chin nie przyjechało i co w sobie zawiera???" A polska sól drogowa w wędlinach, które jadłaś przez ostatnie 12 lat Ci smakuje?

      Usuń
  10. czy ktoś wie jakie stawki celne obowiązują na mięso? na półtusze i produkty gotowe;lub gdzie mogę o tym przeczytać?pozdrawiam-dziękuję.tytus.

    OdpowiedzUsuń
  11. Za krótko byłam w Norwegii żeby dyskutować o zaopatrzeniu w sklepach. Ale posiłki serwowane nam - zwłaszcza śniadania - w hotelach podczas wycieczki były bardzo obfite, smaczne, wybór ogromny! Wszystko nam bardzo smakowało! A Norwegia jest cudna!

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dobre podejście państwa norweskiego do gospodarki. Wszędzie powinniśmy najpierw dbać o rodzime produkty gdyż właśnie takie podejście napędza gospodarkę. Kupujesz produkt wytworzony w całości w swoim kraju i dzięki tobie twój rodak, a także i ty masz większe korzyści. Ekonomia i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja jestem w szoku. Trafiłem tu z wykopu z wpisu o zatrzymaniu Polaków przewożących 800kg cebuli i ileś kg marchwi. Tak, Norwegia ma piękny socjalizm - bajanie o słuszności postępowania norweskiego rządu jest możliwe dzięki pieniądzom z ropy naftowej.
    Centralne planoanie jest też na obszarze UE - absurdy są mniejsze niż w Norwegii, ale to w tym kierunku zmierza - rolnicy nie mogą produkować za dużo mleka, bo ktoś tak wymyślił.
    Opisany rynek żywności jest jednym z argumentów, dla których nie chciałbym tam mieszkać mimo piękna przyrody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem tu z wykopu. Ja właśnie przeciwnie, w tym roku mam zamiar wyemigrować do Norwegii, podobają mi się rozwiązania tego państwa, wszystko jest zrobione pod człowieka, a Ty sobie żyj w kapitalistycznej i wolnej (?) Polsce

      Usuń
  14. Jeśli Norwegia jest bogatym krajem, a mieszkańcy nie narzekają, to chyba wszystko jest okej.
    Może nie ma u nich aż takich wałków jak u nas, że robi się żywność okrutnie niskiej jakości, byle tylko taniej i byle sprzedać.

    OdpowiedzUsuń