Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

sobota, 9 czerwca 2012

Fenomen skandynawskiego kryminału

Dawno, dawno temu, jeszcze w czasach, kiedy byłam w liceum, moja wiedza na temat literatury skandynawskiej zaczynała się na Astrid Lindgren, a kończyła na Henryku Ibsenie. Przy czym należy podkreślić, że pomiędzy nimi nie było nikogo:] Potem okazało się, że autor „Świata Zofii” – Jostein Gaarder, też jest Norwegiem. Ale to było wszystko.

Oczywiście po przyjeździe do Norwegii moja wiedza o norweskich pisarzach została znacznie pogłębiona. Tak sobie jednak myślę, że do 2008 roku, kiedy to ukazał się polski przekład pierwszego tomu Millennium, niewielu ludzi mogło się poszczycić dużo większą wiedzą z zakresu literatury skandynawskiej niż ja w czasach liceum. Jednak rok 2008 zmienił wszystko – w przeciągu roku na język polski przetłumaczono 3 opasłe tomy trylogii, która stała się wielkim hitem i otworzyła zamkniętą do tej pory furtkę dla literatury skandynawskiej. Za tłumaczeniami Larssona pojawiły się na polskim rynku książki Jo Nesbo, Camilli Lackberg oraz Henninga Mankella. Każda jedna pozycja ich autorstwa to gwarantowany hit.



Specjaliści od rynku księgarskiego nie tylko w Polsce, ale i na świecie ogłosiły już dawno renesans europejskiej powieści kryminalnej, a na czołowych twórców tego gatunku wybrali właśnie Skandynawów. Dotyczy to oczywiście całego świata z wyjątkiem samej Skandynawii, tutaj kryminały mają się dobrze chyba od czasów pierwszych wydań powieści Agathy Christie.

Przez długi czas zastanawiał mnie ten światowy fenomen skandynawskich kryminałów. Dlaczego tak nagle, w zasadzie znikąd, wszyscy zainteresowali się literaturą mało popularnej Skandynawii? Jako studentka bibliotekoznawstwa miałam swojego czasu zajęcia ze specyfiki rynku wydawniczego i doskonale zapamiętałam dwie rzeczy – wydawnictwa nie mają kasy oraz tylko najbogatsi mogą sobie pozwolić na kupowanie praw do książek nieznanych autorów licząc na sukces. O ile za Nesbo stoi duże Wydawnictwo Dolnośląskie, a za Mankellem W.A.B, o tyle za sukcesem obojga Larssona i Lackberg stoi do 2008 roku średnio kojarzone przez ludzi spoza branży, wydawnictwo Czarna Owca. Odpowiedzią na moje wątpliwości okazał się tekst w zeszłotygodniowym Aftenposten.

Skandynawskie kraje są raczej słabo zaludnione, a językami skandynawskimi posługuje się znikomy procent świata. Jednak kraje te mają coś, czego brakuje innym w dobie kryzysu – pieniądze. Co roku kraje skandynawskie przeznaczają po kilkanaście milionów na dofinansowywanie tłumaczeń rodzimych autorów i promowanie ich twórczości poza granicami Półwyspu Skandynawskiego. Z zeszłorocznego 12 milionowego budżetu na popularyzację twórczości norweskiej aż 5 milionów trafiło bezpośrednio do tłumaczy, a 3 miliony do zagranicznych wydawnictw, przy czym instytucją decydującą o tym kto zostanie przetłumaczony jest samo wydawnictwo. (kwoty w koronach norweskich)

Obok Norwegów i Szwedów podobną politykę prowadzą między innymi Holendrzy. Anglicy, Amerykanie, Hiszpanie, Niemcy i Francuzi nie muszą dofinansowywać swoich rynków wydawniczych, ponieważ z założenia literatura w ich językach trafia do szerokiego grona odbiorców.

Wsparcie państwa zaowocowało tym, że książki Jo Nesbo można czytać w 41 językach, „Świat Zofii” jak dotąd przetłumaczono na 59 języków, książki Jona Fosse na 40, a Karin Fossum na 28. Wraz z tłumaczeniami pojawia się oczywiście popularność. Na pierwszym miejscu najchętniej kupowanych książek według empik.com jest Camilla Lackberg, a w pierwszej 50. pojawiają się jeszcze 2 książki Nesbo.

Tłumaczenia to jednak dopiero początek – wraz z nimi pojawia się zainteresowanie filmowców. Co by nie mówić o „Dziewczynie z tatuażem” w reżyserii Davida Finchera, był to duży sukces finansowy i z pewnością przyczynił się do zwiększenia zasobności spadkobierców Stinga Larssona. Nie tak dawno w polskich kinach można było oglądać film na podstawie powieści Jo Nesbo „Łowcy głów”, a bohater Hanninga Mankella – Kurt Wallander doczekał się ekranizacji swoich przygód zarówno w języku szwedzkim, jak i angielskim.

Ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym biznesem w Norwegii jest pisanie książek. Jak już mi się znudzi praca bibliotekarki to kto wie…?

19 komentarzy:

  1. Właśnie kończę"Pancerne serce" Jo Nesbo. Mieszkam w Oslo i mimo,że mamy pogodę wymarzoną na wędrówki, ja nie mogę się oderwać od książki. Boję się i czytam dalej. Na półce czeka trylogia Larssona. Zapowiada się długa, straszna noc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładnie piszesz... Ciekawie się to czyta. Zaczynaj pisać książkę. To bardzo dobry pomysł. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki :) kiedyś może napiszę książkę, kto wie ;]

    Pozdrawiam,
    eve

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz przeciez polowe napisalas! Zoba ile osob chwali ten blog i Twoje lekkie pioro! Nic tylko tlumaczyc i wydawac! Zamawiam 1 wydanie z autografem! :)

      Usuń
    2. Dzięki, to bardzo miłe

      Usuń
  4. Pisz, pisz.

    Z tego co widzę literatura w Norge trzyma się mocno.

    Tylko że napisać książkę po norwesku to chyba ponadprzeciętne wyzwanie dla obcokrajowca. Czy to się w ogóle da zrobić dobrze, jeśli nie jest to język ojczysty, albo nie jest się na biegłym tłumaczem?

    Pozdrowienia
    J.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w koncu wzielam sie za czytanie norweskiej literatury ... zaczelam od "Ulovlig norsk" proste slownictwo, polecam!

    Ja troche nie na temat... ale nie mam sie kogo poradzic, a wiem, ze ty masz doswiadczenie w temacie- parktyka przez NAV. Powiedz mi czy taka praktyka jest platna?
    Jezeli tak to czy wysyla sie normalnie meldekort? Z gory dziekuje za odpowiedz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bedac na tiltaku z NAVu dostajesz pieniadze. Pieniadze z NAVu sa zwolnione od podatku, jesli jest inaczej Twoj saksbehandler z NAVu Cie o tym poinformuje. Po skatekort trzeba zglosic sie samemu w najblizszym oddziale skteetaten z paszportem, umowa o prace i registreringsbevis z policji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe to wszystko...
    Ale może i na pisaniu książek zarobisz.
    Lekkie pióro masz :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam! :) Trafiłam tutaj przypadkiem i chciałam zapytać o parę rzeczy. Mianowicie od kilku miesięcy interesuję się językiem norweskim, poznałam już parę zwrotów, ucząc się z kursu online, dziś zakupiłam książkę do nauki i coraz częściej poważnie myślę o studiowaniu filologii norweskiej. Matura już za rok. Mama stopuje mnie, twierdząc, że w Polsce niczego po tych studiach nie zdziałam, a wyjeżdżając pracy też nie znajdę, bo nie będę miała konkretnego zawodu. Czy mogłabyś napisać, czy faktycznie znajomość norweskiego w Polsce nic nie daje? I czy trudno znaleźć pracę w Norwegii? Norweski wydaje mi się sympatycznym językiem, ale doszłam dopiero do odmiany podstawowych czasowników, osób (ja-mnie), liczenia do 20, budowania prostych zdań itd. Uczę się też niemieckiego, angielskiego i rosyjskiego. Norweski wydaje mi się szykiem podobny do niemieckiego i póki co nie mam z nim problemów (zobaczymy, co będzie, gdy zacznę kurs ;) ). Przeraża mnie perspektywa przyszłości, bo z jednej strony kocham Polskę, ale z drugiej ciągnie mnie do Norwegii, chciałabym tam kiedyś pojechać, może nawet zamieszkać, nie wiem jak to będzie. Wciąż nie wiem, co z tymi studiami, aż boję się o tym myśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesc,

      na poczatek przyznaje racje Twojej mamie. Jezyka jestes w stanie nauczyc sie w stopniu komunikatywnym w kilka miesiecy. Na studia lepiej wybrac kierunek, ktory da Ci konkretny zawod (filologia jest dobra jesli chcesz byc nauczycielem jezyka). Znajomosc jezyka norweskiego w Polsce jest przydatna, dowiaduje sie o tym Bob dostajac co jakis czas oferty pracy na goldenline tylko dlatego, ze ma w CV wpisana znajomosc jezyka norweskiego. Glownie sa to oferty pracy w call center. Czy norweski przydaje sie do czegos jeszcze? Mozna tlumaczyc ksiazki z jezykow skandynawskich, byc tlumaczem przysieglym... Prace w Norwegii latwo znalezc pod warunkiem, ze ma sie konretny zawod i jednoczesnie zna jezyk norweski. Pamietaj ze na filologii bedziesz sie uczyla nie tylko slowek i pisania wypracowan po norwesku. Mnostwo czasu i zajec poswiecone zostanie gramatyce opisowej, historycznej i pewnie mnostwu innych zagadnen, ktore z praktyczna nauka jezyka beda mialy niewiele wspolnego. Myslac nad wyborem kierunku stuiow warto wybrac taki po ktorym bedziesz miala prace czy to w Polsce czy zagranica. Jesli ta druga opcja - jezyka zawsze szybko sie nauczysz. Tym bardziej, ze z tego co piszesz wnioskuje, ze lubisz uczyc sie jezykow i nie sprawia Ci to trudnosci:)

      Powodzenia, masz jeszcze duzo czasu na podjecie decyzji, wiec spokojnie mozesz sie zastanowic nad dobrym wyborem studiow:)
      eve

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. :) A czy tłumacz z niemieckiego i rosyjskiego na norweski liczy się jako "konkretny" zawód?:P

      Usuń
  9. Zależy gdzie chcesz pracować:) w Polsce na tego typu zawody raczej nie ma zapotrzebowania, w Rosji mają swoich tłumaczy języków skandynawskich, w Niemczech swoich, a w Norwegii też na pewno jest dość takich tłumaczy tym bardziej, że literatura rosyjska i niemiecka nie jest tutaj jakoś bardzo popularna (większość na półkach w księgarniach stanowią rodzimi autorzy ewentualnie literatura w języku angielskim - głownie za sprawą bardzo dobrej znajomości tego języka przez Norwegów). Co do tłumaczy przysięgłych to trudno mi się wypowiadać. niewiele firm rosyjskich czy niemieckich ma swoje biura w Norwegii, a to dlatego, że posiadanie ich jest bardzo drogie i nieopłacalne. Jeśli jesteś zainteresowana tematem warto nawiązać kontakt ze studentami filologii nordyckiej i dowiedzieć się od nich jakie perspektywy na przyszłość widzą dla siebie po skończonych studiach.

    Pozdrawiam,
    eve

    OdpowiedzUsuń
  10. anonimowy- taki zawod moglby byc konkretny na przyklad w nato (stavanger). ale przydalaby sie pewnie takze znajomosc angielskiego

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawa sprawa z tymi dopłatami do tłumaczeń. Czytałaś to w papierowym wydaniu AP, czy w internetowym? Mogłabyś podlinkować?

    OdpowiedzUsuń
  12. w papierowym. dawno temu, ale tekst na pewno mozna tez znalezc w wersji elektronicznej trzeba tylko poszperac w archiwum AP.

    Pozdrawiam,
    eve

    OdpowiedzUsuń
  13. Zupełnie przez przypadek trafiłam na twojego bloga. Zupełnie! Jednak już tutaj zostanę. Będę czytać, czytać i jeszcze raz czytać! Swoją przyszłość jak najbardziej wiążę z Norwegią, jednak studia chciałabym skończyć w Polsce. Języka już się uczę. Czy Twoim zdaniem jest w Norwegii zapotrzebowanie na inżynierów chemii? :)
    Co do literatury norweskiej to ja cały czas mam w sercu Margit Sandemo. Za wymienionych przez Ciebie mam zamiar dopiero się zabrać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam calą trylogię. Jest świetna! Nie mogłam się doczekać powrotu z pracy żeby wrócić do tych książek. A przeczytałam je tu w Norwegii. Zapisałam się do biblioteki w Stavanger. Ale ja to typ mola książkowego. Widzieliście film "dziewczyna z tatuażem"? Jest na podstawie pierwszej części trylogii.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam! Bloga znalazlam kilka dni temu i musze powiedziec, ze jest swietny! zamierzam go przeczytac calego, poniewaz wiaze swoja przyszlosc wlasnie z Norwegia :) i tu sie pojawia moje pytanie, zwiazane z tym, co wczesniej napisala Anonimowa- czy w Norwegii " oplaca sie" byc tlumaczem?? mam na mysli tlumaczenie tylko przez okres studiow tam, zeby dorobic ;) w planach medycyna/ psychologia :-))) i pptem praca w zawodzie, lub/i wlasnie tlumaczenia. myslalam zsby moze zalapac sie do ktorejs ambasady, jako ze angielski znam na B2/C1 i wciaz sie intensywnie go w szkole ucze, francuski tez ale duzo mniej intensywnie, bo raczej z przymusu =] rosyjski/francuski w planach na liceum, a na kurs norweskiego ide od wrzesnia :D jest szansa zeby sie do ktorejs ambasady/konsulatu zalapac? czy jest popyt na tlumaczenia przysiegle? bo z tego co widze to do wydawnictwa nie ma nawet po co isc ;)
    Bede wdzieczna za szybka odpowiedz =)
    Pozdrawiam Justyna

    OdpowiedzUsuń