Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

niedziela, 20 maja 2012

Norwegia jest naj czyli słów kilka o patologii velferdsstaten

Velferdstat - według słownika języka norweskiego - to państwo, w którym władze mają odpowiedzialność za socjalny dobrobyt mieszkańców. Pojęcie, którego z lupą można by szukać w słownikach innych języków znakomicie oddaje to, co dzieje się nad fiordami.


Jest super

W Norwegii panuje równouprawnienie, którego inne kraje mogą tylko pozazdrościć, odsetek kobiet pracujących jest w czołówce światowej, ilość kobiet zasiadających w zarządach i radach dużych firm bije na głowę inne landy (poziom narzuca prawo), a o bezrobociu na poziomie 3,2 % może ogarnięta kryzysem Europa (a nawet skandynawscy sąsiedzi) tylko pomarzyć.

ONZ i inne wielkie, ważne organizacje, do znudzenia publikują raporty i zestawienia, w których Norwegia albo jest najlepszym krajem do życia albo najlepszym krajem dla kobiet, to znowu dla matek z dziećmi czy dla samych dzieci. Poziom płac i stabilność pracy nie pozostawia też wątpliwości, że na tle innych krajów Europy, Norwegia będzie również najlepszym krajem do pracy. Większość branży na rynku pracy posiada negocjowane co roku umowy taryfowe, które z góry określają minimalne stawki w danym zawodzie zależne tylko od ilości przepracowanych lat. Prawo pracy bezwzględnie chroni pracownika, nie pozostawiając pracodawcom zbyt wielu możliwości na legalne zwolnienie kogoś, kto po prostu nie spełnia oczekiwań i nie wykonuje pracy w sposób zadowalający.


Wzrost cen z roku na rok jest niższy niż wzrost pensji, co powoduje, że wartość nabywcza zarabianych koron rośnie szybko, a wraz z nią dobrobyt.


Zastanawiacie się, gdzie jest haczyk, skoro w tytule wpisu padło słowo „patologia”?




Druga strona medalu

W Norwegii jest tak wysoki dobrobyt, że dla wielu osób praca na pełny etat nie ma żadnego sensu. Gospodarstwa domowe, w których dzieci są już „odchowane” i przeszły na swoje, a kredyty na nieruchomości (pierwszy dom, drugi dom, domek letniskowy) – spłacone, nie są w stanie spożytkować tak wysokich dochodów, jakie miałyby gdyby obydwoje partnerzy pracowali na 100% etatu. Ekskluzywne meble, drogie sprzęty, samochody to nie rzeczy, które kupuje się co miesiąc. Można wydawać na podróże, ale temu nie sprzyja uwiązanie w pracy. Można codziennie siedzieć w kawiarniach, ale te są zamykane zanim wyjdziesz z pracy. Można chodzić do knajp wieczorami, ale życie w knajpach zaczyna się przed północą, co trudne jest do pogodzenia z wyjściem do pracy następnego dnia.


Wniosek jest prosty – praca po prostu przeszkadza w życiu, w hobby, w korzystaniu z możliwości jakie daje wolny czas i dobrobyt. Jest jednocześnie ważna z punktu widzenia socjalnego – kontaktu z ludźmi, przynależności, tworzenia czegoś. Rozwiązanie jest też proste i praktykowane na ogromną skalę, szczególnie przez kobiety – praca na ułamki etatu!


Z punktu widzenia pracodawcy, im więcej „głów” pracuje tylko na część etatu, tym więcej kolejnych trzeba zatrudnić, aby zakład mógł funkcjonować i wszystko było zrobione. To w dalszym stopniu zbija wskaźnik bezrobocia (przecież osoby pracujące 2 razy w tygodniu nie zaliczają się do bezrobotnych).


Norweskie velferdsstaten pozwala każdemu pracownikowi nie przyjść do pracy 24 dni w ciągu roku, bez jakiegokolwiek zaświadczenia od lekarza (tzw egenmelding – czyli sam dzwonisz i mówisz, że dziś – sorry – ale nie dasz rady). Ci, którzy posiadają małe dzieci, mogą migać się od pracy jeszcze częściej – również nie przedstawiając zaświadczeń, że dzieciom rzeczywiście coś dolega. Jeśli ktoś ma ochotę na dłuższe wolne, musi już wybrać się do lekarza. Ze zwolnieniem lekarskim można w domu siedzieć nawet rok, oczywiście zachowując 100% swojej pensji! Pełną pensję dostaje się rzecz jasna także w przypadku innych wspomnianych wcześniej nieobecności.

Wiele branż ma zagwarantowane jeszcze więcej dni wolnego, które pracownik może wziąć w razie potrzeby – przeprowadzka, wizyta u lekarza, u dentysty, inne ważne powody. Po urodzeniu dziecka rodzice mają około rok wolnego z pełną pensją do podziału między siebie...


Możliwości niebywania w pracy jest więc aż nadmiar, co zmusza zakłady pracy do posiadania dużo większej załogi niż to w zasadzie niezbędne. Wszystko po to, aby móc funkcjonować normalnie nawet jak kilku osób nie ma. W Norwegii mówi się nawet o „normalnej nieobecności” - co oznacza, że codziennie średnio co piątej osoby nie ma w pracy. Konieczność trzymania w pracy większej ilości zatrudnionych niż to wynika z ilości pracy to kolejny czynnik, który prowadzi do bardzo niskiego poziomu bezrobocia.


Być może najciemniejszą stroną velferdsstaten nie jest jednak to, że można pracować i w pracy nie bywać, ale to, że można nie pracować i na zasiłku lepiej zarabiać, niż w pracy! Co dziesiąty Norweg posiada status niezdolnego do pracy, mimo iż jest w wieku pracowniczym! Te 10 procent siły roboczej, które nie jest w pracy, nie jest brane również pod uwagę we wskaźniku bezrobocia, stąd ten ostatni pozostaje na fałszywie niskim 3-procentowym poziomie. Choć wygląda to jak fałszowanie danych rynkowych (coś, co Grecy przerabiali latami), oficjalnie wcale tym nie jest – bo jak wspomniałem są to ludzie niezdolni do pracy, a takich nie uwzględnia się obliczając procent bezrobotnych.


Co zatem dolega Norwegom? Co jest nie tak ze zdrowiem jednego z najbogatszych narodów na świecie? Dlaczego są też najbardziej chorym narodem na świecie (nigdzie indziej tak duży odsetek siły roboczej nie jest na rencie)? Odpowiedzią na wszystkie pytania jest velferdsstaten, czyli system, w którym władze odpowiadają za socjalny dobrobyt mieszkańców. To właśnie ten system sprawia, że tak wielu zostaje chorymi na papierze i w rezultacie niezdolnymi do pracy. To ten system ma za zadanie gwarantować niezdolnym do pracy takie same możliwości życia, posiadania domu, hytty i wczasów, jak osobom „zdrowym”. W rezultacie velferdsstaten wypłaca niezdolnym do pracy wyższe pensje niż mieliby, gdyby byli zdrowi i zatrudnieni w branżach z przeciętnymi płacami. Niektórzy z rencistów po latach otrzymają też wyższe emerytury niż osoby, które całe życie ciężko pracowały. Dobrobyt :)


Velferdsstaten miał być gwarantem spokoju Norwegów, miał gwarantować, że w razie potrzeby każdy dostanie pomoc i godne życie, bez względu na swoją sytuację ekonomiczną. Miał zapewniać wszystkim równość, bez względu na stan zdrowia czy możliwości. Dziś gwarantuje leniwym i mało efektywnym Norwegom przetrwanie na rynku pracy wypełnionym przez bardziej kompetentnych obcokrajowców, którzy to swoimi podatkami utrzymują renty dla arobotnych Norwegów. Rąk do pracy z zagranicy przybywa cały czas i ciągle państwo prosi o więcej. Ktoś musi zapewnić rozwój gospodarczy, ktoś musi budować infrastrukturę, ktoś musi wreszcie utrzymywać velferdsstaten. Ten ostatni upadnie dopiero, jak my – przyjezdni zaczniemy go wykorzystywać w takim stopniu, jak Norwegowie, do czego mamy prawo, bo przecież velferdsstaten gwarantuje nam równouprawnienie.

Życie jest piękne!


Tekst jest celowo przekoloryzowany, uproszczony i uogólnia wiele spraw, aby umożliwić przedstawienie naszej subiektywnej wizji państwa dobrobytu w możliwie najkrótszy sposób. Nie jesteśmy tak naiwni, aby wierzyć, że obraz jest tak jednostronny, jednak na potrzeby bloga, który nie jest pracą naukową, wybiórczo skupiliśmy się tylko na niektórych aspektach velferdsstaten. Moje spojrzenie opiera się na moich doświadczeniach jako pracodawcy zatrudniającego Norwegów; doświadczenia Eve pochodzą z drugiej strony linii frontu – pracownika, zatrudnionego w sektorze publicznym. Wnioski opierają się oczywiście nie tylko na obserwacjach, ale również na danych statystycznych i licznych debatach z prasy norweskiej.

56 komentarzy:

  1. ja z przykroscia slucham czasem historii ze niestety polacy sa inaczej traktowanie(sami sie do tego przyczyniaja ale tez przyzwyczaili sie pracodawcy) tzn. z obawy przed strata pracy, pracuja ciezej, dokladniej, solidniej i sa delegowani do "gorszych" prac (mowie o pracy fizycznej), nie wymagaja tyle co norwedzy i boja sie walczyc o swoje niektore prawa (oczywiscie zapewne jest tez odwrotnie, to tylko moja subiektywna jedna obserwacja)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Polakami jest ten problem z mentalnością, być może komuna tego nauczyła, że trzeba oszczędzać. W szkołach uczy się przyszłych robotników do pracy na etacie a nie inwestorów z szerokimi horyzontami na biznes, że tak zacytuje W. Wójtowicz: Gdyby ciężka praca prowadziła do bogactwa, to najbogatsi byliby niewolnicy. Po za tym Polacy to naród zawistny względem siebie i z brakiem umiejętności współpracy o swój dobrobyt, a to skutecznie wykorzystują zagraniczne kapitały.

      Norwegom pozazdrościć, to że są bogaci to winszuje rozgarnięcia, jedynie ten niesprawiedliwy podział społeczny na pracujących i niepracujących żyjących na socjalu jest ciut irytujący. Co do przekazu tego wpisu, to autor jakby odnosił się bardzo krytycznie do tego że Norwegowie mogę sobie pozwolić na to by np. pracować tylko na pół etatu. Autorze a co w tym złego? Skąd przeświadczenie że człowiek został stworzony do ciężkiej, długiej, codziennej pracy np. 8 godzin? Myślenie człowieka korporacyjnego ;1 Polecam książkę: 4-godzinny tydzień pracy - Timothy Ferriss.

      Zapraszam: jak ukryć link pod napisem?

      Usuń
  2. no tak ale Norwegia ze swoim bogactwem zasobów naturalnych może sobie na to pozwolić :-) inne kraje nie bardzo. Przy tak małej liczbie ludności w stosunku do powierzchni i ogromnych zasobach właściwie wszystkich bogactw naturalnych to raj na ziemi ..:-) czyż nie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śpieszę wyprowadzić z błędu / że Norwegia ze swoim bogactwem zasobów naturalnych.../ , około 6 lat temu z błędu wyprowadził mnie Norweg w pracy mówiąc , że Dania i Szwecja nie posiadają , a poziom życia ludzi jest podobny do norweskiego . Jeszcze inny b. młody Norweg też w pracy powiedział , że z tych " bogactw" to przeciętni Norwegowie mają 10% resztę wąskie grono elit .

      Usuń
    2. Te 10 % o których wspomniałeś... Powoduje ten raj na ziemii. Nie wiem czy wiesz ale Norwegia inwestuje miliardy koron między innymi w Polską giełdę papierów wartościowych. Oni są tak zaasekurowani - że nie ma opcji żeby w Norwegii było źle. To samo dotyczy się całej skandynawii.

      Usuń
    3. Chyba sobie robisz jaja z tymi miliardowymi inwestycjami w polska giełdę papierów wartościowych, haha dobre sobie ....

      Usuń
  3. Podoba mi się Norwegia, bardzo podoba :-)

    Oj, weryfikacja obrazkowa,
    ciężko pisać komentarze...
    Mordowałam się, ale w końcu udało...
    Zajrzyj tutaj
    http://klubkotajasna8.blogspot.com/2012/03/weryfikacja-obrazkowa.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Eva,piekna bajka

    OdpowiedzUsuń
  5. No dobrze, bardzo mi się to podoba:-)
    Ale.. nie ma róży bez ognia ;-) jak mawiał klasyk...
    Skoro tak jest, to jest to bardzo dobrze dla emigrantów, nie?
    Bo Norwegia potrzebuje ich coraz więcej do pracy przy swoich bogactwach ;-)
    Ale czy emigrant mający stały kontrakt nabywa takich samych praw pracowniczych?
    Też może sobie zrobić dodatkowo 24 dni "chorobowego"?
    Ciężkie musi być życie norweskiego prywatnego pracodawcy...
    Jaki % pracowników ogólnie jest zatrudnionych w sektorze prywatnym, a jaki w państwowym?
    Nie sądzę, aby w innych krajach, a szczególnie w PL osoby czasowo lub trwale niezdolne do pracy były wliczane do bezrobotnych....
    A jak jest liczone bezrobocie w Norge?
    Np. w UK kazdy kto konczy szkole z automatu jest bezrobotny. Dopiero gdy zostanie zatrudniony jest z tego rejestru skreslony.
    Bo w PL zarejestrowac sie na bezrobociu jest bardzo trudno (wielogodzinne kolejki + fura papierów), a wyleciec z bezrobocia bardzo łatwo(mnóstwo szykan)... W rzeczywistosci bezrobocie realne jest grubo ponad 20%.

    OdpowiedzUsuń
  6. Eve i Bob czy moglibyście spróbowac odpowiedzieć na pytanie: Czy pensja około 320000 koron rocznie to wynagrodzenie wystarczające aby żyć w Norwegii? Dotyczy to pracy jako Bioingeniør
    Prosze o kontakt: seameris@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam podobne ogłoszenie - czy praca w Trondheim? Może być mało - Trondheim to drogie miasto. Ważne ile osób ma się utrzymywać z tej pensji.

      Usuń
  7. To wyglada na podstawowe wynagrodzenie z poczatku tabeli dla osoby, ktora dopiero przyjechala do Norwegii. Moim zdaniem takie wynagrodzenie pozwala sie utrzymac w Norwegii. Ja jak podpisalam moja pierwsza umowe w Norwegii mialam podstawy niewiele wiecej:)

    Powodzenia,
    eve

    OdpowiedzUsuń
  8. Witajcie! Czytam i się uśmiecham bo w końcu znalazłam stronkę, której szukałam. Myślimy z moim chłopakiem nad osiedleniem się w Norwegii bo tracimy powoli wiarę, że tutaj się coś zmieni. Czy Myślicie że któreś z nas musi mieć umówioną pracę już wcześniej czy jeśli przjedziemy i zaczniemy szukać na miejscu to uda nam się w przeciągu kilku tygodni? Czyjest szansa, żeby skontaktować się z wami na osobności i porozmawiać/poprosić o rady?

    pozdrawiamy ciepło z Polski
    P&L

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej komfortowa sytuacja to kiedy przynajmniej jedno z Was ma prace, wtedy macie zapewnione pieniadze na zycie, w kraju, w ktorym wszystko jest 4 razy drozsze niz w Norwegii. Poza tym druga osoba moze isc na kurs, szukac spokojnie pracy i zaznajamiac sie z tym jak to wszystko tutaj dziala.

    Czy uda Wam sie znalezc prace w kilka tygodni? To zalezy od tego, gdzie bedziecie szukac, jaka praca Was interesuje, czy znacie jezyk itd. Wiadomo, ze jak wykonujecie zawody, na ktore jest tutaj zapotrzebowanie bedzie Wam latwiej, jak szukacie czegokolwiek to moze byc juz trudniej bo konkurencja duza ze strony innych obcokrajowcow.

    Co do kontaktu z nami, w weekend zaloze wreszcie maila blogowego, na ktorego bedzie mozna pisac. Informacja o tym pojawi sie na blogu, jak bedziesz miala jakies pytania to zapraszam :)

    Milego dnia,
    eve

    OdpowiedzUsuń
  10. Eve, piszesz, że pensja 320000NOK/rok to pensja początkującego... później przeważnie jest lepiej:-)
    Jak wytłumaczysz zatem, że na stronie skatt.budstikka.no
    po wejściu na Polskie nazwiska np. Nowak na pierwszej stronie na 100 Nowaków raptem 3 przekracza poziom zarobków 320000 NOK brutto za 2009? A żaden Nowak nie zarobił powyżej 400000? Dla nazwiska Kowalski jest to też 3 osoby w tym jedna powyżej 400000NOK. I podobnie jest dla innych nazwisk... Więc nie jest tak kolorowo, rózowo i bogato...
    Bo zakładam, ze na tej stronie są podane roczne dochody brutto za dany rok, potem majątek i zapłacony podatek? A może źle zakładam? Czy w tych dochodach są wszelkiego rodzaju benefity?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tadeuszu, Panie Tadeuszu, wytlumaczenie jest dosyc proste. Zarobki przedstawiane na "skatteliste" są tylko estymacją, najczesciej nie odzwierciedlaja rzeczywistych zarobkow brutto czy netto danego pracownika. To, co jest jawne w Norwegii, to ile podatku kazdy z nas zaplacil w danym roku podatkowym i ile ma na koncie w banku. Na podstawie ilosci wplaconego podatku algorytmy tych list podatkowych szacuja jakie dana osoba mogla miec zarobki. Tylko ze istnieje mnostwo ulg podatkowych i odpisow. W zasadzie wystarczy miec dlug, np kredyt na dom czy auto i juz mozesz sobie odsetki odpisywac od podstawy opodatkowania. Albo mozesz zalozyc konto oszczednosciowe typu BSU i miec odpis podatkowy, albo mozesz narobic sobie dzieci albo... dlugo by wymieniac. A Polak jak wiadomo - potrafi. Potrafi tak zrobic, zeby tego podatku zaplacic jak najmniej, i wtedy tez jego szacowane dochody beda w internecie nizsze. Tylko w 2011 roku 28 tysiecy przebywajacych w Norwegii Polakow nie zaplacilo ani jednej korony podatku! Wiekszosc z nich zapewne podala w urzedzie skarbowym, ze nie przebywali w kraju dluzej niz 182 dni (wtedy nie sa zobowiazani placic podatku w Norwegii). W praktyce nikt i tak nie sprawdzi gdzie byli. Kolejna sprawa, to co robia ci Nowakowie, Kowalscy i inni, ktorych wymieniasz? Moze na przyklad pracuja u swoich wlasnych rodakow za glodowe stawki albo pracuja na ulamki etatow, albo sa pracownikami sezonowymi i maja dochod od marca do wrzesnia, a potem nic? pozdrawiam, bob

      Usuń
    2. bob, wystarczy Tadzik, Tadek itp. po prostu...
      To wazna informacja, myślałem, ze w pierwszej kolumnie są kwoty przychodów rocznych wprost z zeznania podatkowego. Jeśli jest to estymacją, tak jak piszesz, to faktycznie 320000 rocznie nie jest kwotą wielką, bo wiecie lepiej ode mnie jaka jest mnogość wszelakich odliczeń i ulg podatkowych. A kreatywność Polaków w tej kwestii jest powszechnie znana ;-) Czyli nie ma kontroli paszportowej na granicy norweskiej? Nie wbijają pieczątek do paszportu? Czy po prostu nikt nie kojarzy pieczątek z zeznaniem podatkowym?

      Usuń
    3. > Tylko w 2011 roku 28 tysiecy przebywajacych w Norwegii Polakow nie zaplacilo ani jednej korony podatku! Wiekszosc z nich zapewne podala w urzedzie skarbowym, ze nie przebywali w kraju dluzej niz 182 dni (wtedy nie sa zobowiazani placic podatku w Norwegii). W praktyce nikt i tak nie sprawdzi gdzie byli.

      Hmm... Trochę zaintrygował mnie ten fragment. Pierwsze słyszę o takim "zwolnieniu" od podatku. Pracowałem tam tylko w wakacje, więc przebywałem oczywiście krócej niż 182 dni i normalnie podlegałem full skatteplikt. Wprawdzie zarobiłem trochę ponad kwotę wolną od podatku, więc i podatek był niski, ale jednak był.

      Usuń
    4. Ok, trochę pogooglałem i już wiem o chodzi.
      http://www.kancelariadoradztwapodatkowego.pl/aktualnosci_doradztwa_podatkowego.php?id=2
      W takim razie liczba 28 000 Polaków, którzy skorzystali z tego prawa jest naprawdę imponująca. Aż tak bardzo opłaca się kombinować, żeby zapłacić trochę mniej podatku w Polsce?!

      Usuń
  11. Życie jest piękne... Hmm... Ciesz się, że wyjechałaś z polski. Tutaj dąży się do likwidacji wszystkiego, co związane z kulturą, sztuką, wiedzą. Tylko w zeszłym tygodniu zlikwidowano 3 biblioteki w samym centrum warszafki. Ty się cieszysz ze stałej umowy, a bibliotekarze w największych bibliotekach Tuskolandu tracą stałe umowy i muszę pracoweć na umowę zlecenie, bo inaczej się nie opłaca utrzymywać takiego zabytku jakim jest biblioteka. Tępym społeczeństwem łatwiej jest rządzić, jest to celowe działanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne w życiu jest też to, że mamy możliwość wyboru! I o ile wiem, tak granice "warszafki", jak i "Tuskolandu" pozostają otwarte, a więc kazdy, któremu się nie podoba, może też wyjechać. Bob

      Usuń
    2. Tutaj się dąży do likwidacji wszystkiego, z wyjątkiem władzy i armii urzędników wszelkiej maści, na to muszą być pieniądze zawsze....
      Jak mawiał mały, uszaty, gruby klasyk: "rząd się zawsze wyżywi"

      Usuń
  12. I ja zabiorę więc głos skoro dyskusja tak rozgorzała :)
    Jak coś jest zbyt piękne to zazwyczaj nie jest prawdziwe, prawda?

    Zarobki, owszem zarabia się dużo, ale też bardzo dużo się wydaje.
    Przykładowe zestawienie dla 2 osób:
    -mieszkanie (1 sypialnia), rejon Oslo, plus media; 7000kr
    -telefon 100-300 kr
    -życie 6000-8000 kr - to jest raczej oszczędna wersja.
    Co daje nam bilans miesięczny ok. 15 000 kr. To jest poniżej minimum socjalnego, jakiegokolwiek.

    I teraz jedźmy dalej, trzeba kupić samochód...bagatelka, ten co sprzedaliśmy w PL za 5000 tu kosztuje 30 000kr :) Chcesz zrobić prawojazdy? No problem, 30 000kr (oby Ci się udało za 1 razem, bo inaczej bajka od nowa), opłata za przerejestrowanie samochodu 6000 kr? Wizyta u lekarza, 200 kr -tak, tak płaci się za wizytę. Ciuchy i buty, wszystko droższe 2 razy. Nie kupi się trampek w Auchan za 15 zeta, trzeba kupić takie na promocji 199 kr. Wizyta u fryzjera? 450-500 kr (tanio). No i zabierzmy się do najgrubszego: dom. Rejon Oslo, powiedzmy 15-20 ale żeby dojechać pociągiem. Dom 5-6 mln kr, mieszkanie ok. 70m2 3- 3,5 mln. Aha, osławione piwo, przykładowy Carsberg czy inne 0,5 jakieś 35 kr. O fajkach nie wspominam, wolę też nie poruszać tematu restauracji - byle jakiej, żeby nie zostawić tam w 2 osoby 800-1000 kr to ciężko (przeciętne danie grubo ponad 250 kr). Bilet na pojedynczy przejazd w 1 strefie (przysłowiowy 1 przystanek)- 30kr, do Oslo już 50 kr. Miesięczny na 1 strefę 600 kr. Przedszkole - ok. 3000 kr. Kurs językowy? 2 razy w tyg. ok. 4000 kr. O intensywniejszych wolę nie mówić, bo tu stawki odjeżdżają...Książka do norweskiego - prawie 400 kr.
    I ja zabiorę więc głos skoro dyskusja tak rozgorzała :)
    Jak coś jest zbyt piękne to zazwyczaj nie jest prawdziwe, prawda?

    Jak się pracuje w 2 osoby to normalniej można żyć (normalnie - kupić mieszkanie, jechać na wakacje, mieć dzieci, oszczędności i nie stary samochód). Ale przy 2 dobrych pensjach. Dobrych w moim rozumieniu to pensja ok. 500 tyś kr rocznie (przed opodatkowaniem).

    Wydaje mi się że kto przeżyje sam, normalnie żyjąc za 15 000kr to jest już dobrze, za mniej się nie da żyć jak człowiek. W dwie osoby, absolutne minimum socjalne wydaje mi się że jest 18 000-20 000kr.

    No i teraz, nie zapominajmy że rozmawiamy o minimum socjalnym. A gdzie samochód, gdzie jakaś impreza, gdzie dziecko (przeciętny wózek to 10 000 -15 000 kr), można tak ciągnąć. Nie da się porównywać wydatków w PL i Norge, zwłaszcza kiedy chce się tu żyć w miarę normalnie, a nie w jakimś wynajmowanym pokoiku w piwnicy. To co się oszczędza, z naszej polskiej perspektywy, gdy chce się wrócić za 2 lata wydaje się kokosem. Gdy się chce tu żyć, kupić mieszkanie, iść do knajpy od czasu do czasu i kupić ciuch w przeciętnym sklepie a nie tylko H&M to szału nie ma i też trzeba oszczędzać.

    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje wyliczanki są mniej więcej prawidłowe.
      Ale jak widać nie przeszkadza to 90% Polaków nie wracać jednak do Tuskolandu...
      Dlaczego? Wolę mieć takie koszty niż kosztowne życie w PL. W Norge nawet za najniższą legalną wypłatę możesz przeżyć na w miarę bezstresowym poziomie, a w PL?...
      Nie ma sensu przeliczanie na złotówki, zarabiasz w NOK to i wydajesz w NOK. Siła nabywcza najniższej i przeciętnej wypłaty w Norge jest wielokrotnie większa niż w PL.
      Ponadto:
      - ok. 40-50 % płac w PL to najniższe wynagrodzenie, średnia krajowa i powyżej to 10-15%, w Norge dokładnie odwrotnie, tak EVE?
      - mam kilka znajomych osób w Norge nie znających się wzajemnie w różnym wieku, płci, wykształceniu, zawodzie i miejscu zamieszkania, wszyscy oni po kilku latach pobytu w Norge zarabiają więcej niż w pierwszej norweskiej pracy, czasem nawet 100% więcej, Nie mam ani jednego znajomego w PL, który teraz ma większe wypłaty ponad 20% swojego wynagrodzenia sprzed np. 4 lat, większość na takie same. Koszty życia w PL w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosły ok. 20-40%, Polska stała się krajem bardzo drogim dla Polaków....
      - wiele rzeczy teoretycznie bezpłatnych w PL jest bardzo drogich, choćby nauka, leczenie...
      - realne bezrobocie w PL jest grubo ponad 20% bo bardzo trudno stać się bezrobotnym, a bardzo łatwo ten status utracić - rozbieżności są takie, że wg niedawnego spisu powszechnego brakuje w Polsce ok. 1,7 mln obywateli (po uwzględnieniu braku emigrantów), a liczba zadeklarowanych bezrobotnych jest ok. 2x większa niż deklaruje to ZUS,
      - urzędnicy państwa Polskiego tworzą prawo, które okrada obywateli w coraz większym stopniu z zarabianych pieniędzy przy pomocy nowych podatków i para-podatków i danin,
      - liczba urzędników wszelkiego szczebla rośnie w tempie kosmicznym, aby zafałszować statystyki urzędy masowo zatrudniają na umowę zlecenie/dzieło, bo to nie wchodzi w oficjalną statystykę. Urzednicy to nowa, silna kasta społeczna...
      - utrzymanie dworu króla Haralda kosztuje tyle co "dwór" przeciętnego wojewody...
      Także takie porównania można by ciągnąć w nieskończoność... a kwintesencja wg mnie jest taka ( nie negując tego co napisałeś):
      -za najniższą pensję jesteś się w stanie w Norge utrzymać, w PL nie,
      -stosunkowo łatwo i szybko możesz w Norge zwiekszyć swoje przychody, w PL nie,
      -znając patologie polskie zdecydowanie i dobrowolnie wybieram patologie norweskie ;-)
      -gdyby w PL było w miare dobrze, to w Norge nie było by ok. 300000 Polaków.

      Usuń
    2. Tadeuszu, nie zgadzam się z tak wieloma aspektami wymienionymi przez Ciebie, że nawet nie wiedziałabym gdzie zacząć.
      To co nazywasz wyliczankami, to jest ekonomia.
      Często Polacy popełniają błąd logiczny: nie porównujmy mieszkania w Norwegi w pokoiku w piwnicy i życia na konserwach, totalnej tymczasówki jak żyje wielu rodaków do normalnego życia. Potem opowieści, ile to on nie zarobił i jaki to raj. To że ktoś potrafi ze swojej minimalnej pensji tu odłożyć jeszcze kilka tyś koron to nie znaczy że tak się da żyjąc normalnie. Koszty usług tu są naprawdę poważne i nawet na psa musi Cię być stać, bo weterynarz drogi jest bardzo i to samo lekarz, dentysta itd.

      Siła nabywcza pieniądza nie jest tu wielokrotnie wyższa. Siła nabywcza jeśli chodzi o mieszkanie jest zbliżona. Zarabia się powiedzmy 4 razy więcej a mieszkanie kosztuje 4 razy więcej. I w ciągu ostatnich kilku lat ceny nieustannie rosną.

      Nie ma takiej opcji że po roku czy 2 będziesz zarabiał tu 2 razy tyle. Chyba że porównujemy pracę na czarno do pracy legalnej i mówimy o tym samym wymiarze. Zarobki są ściśle wyliczone w stosunku do kompetencji i może za rok to zarobisz 5-10% więcej.

      Zdaje się że po prostu lubisz ponarzekać i widzieć wszystko w czarnych barwach, ale moim zdaniem, nie widzisz najwazniejszej rzeczy.

      To postawa ogółu sprawia że PL żyje się źle. Mój ZUS i ubezpieczenie w PL z pełnej umowy szły na 2 innych takich co uważali że oni na te zusy śrusy nie będą pracować. Ale jak choroba - to nie mieli problemu z tym że ich leczenie kosztuje niewiarygondą ilość kasy w szpitalu, palenie całą zimę śmieciami, bo kto mi zabroni jest na porządku dziennym, agresja i brutalność w każdym aspekcie życia to norma, dwulicowa mentalność, jedno mówię i od innych wymagam a co innego robię, mogłabym tak ciągnąć.

      Ja uważam że Polska jest bardzo fajnym krajem, pod ogromną ilością względów, tylko że obywatele tego kraju mają w zbiorowym głębokim poważaniu zasady które powinny obowiązywać powszechnie i nikt nie che być frajerem i jest na to powszechne przyzwolenie. A też nikt nie chce tego na obywatelach tego kraju tego wymuszać, bo po co się narażać elektoratowi. Więc stajemy się powoli drugą Grecją, z której się dziś śmiejemy, albo już dawno nią jesteśmy, ale im akurat też nie do śmiechu i uważają że oczywiście winien kto inni niż oni sami.

      Ale ja nie jestem politykiem i nie wiem jak uporządkować zbiorową odpowiedzialność za stan Państwa, czy winni są politycy, czy sami ludzie sobie i jak to doprowadzić do ładu bez narażenia się społeczeństwu, które ma anarchię we krwi.

      I dlatego mnie się Norge podoba, bo ja, że tak przytoczę za pewnym autorem uważam że jednak "w życiu liczy się porządek".

      Jak komuś jest tak źle w PL to naprawdę każdy może wyjechać, spróbować znaleźć pracę, pomieszkać i zobaczyć na własne oczy jak to jest. I będzie się miało okazję do własnych wyliczanek. Jeśli ktoś natomiast myśli o tym żeby tu normalnie, wygodnie mieszkać, to radzę do wyliczanek się wcześniej dobrze przyłożyć, bo można się lekko zdziwić. Bo nie jest źle, nie, ale cudów nie ma.

      Piszę to nie po to żeby polemizować, ale raczej dlatego że sama czytałam, i na podstawie opinii innych wyciągałam wnioski. Szkoda żeby komuś się wydawało że tu bez kwalifikacji, języka, żyjąc normalnie z rodziną i dziećmi i psem nie wiadomo jakiego majątku się dorobi. No może domu na kredyt - jak w PL :)

      J.

      Usuń
    3. J.

      Podadnie cen zycia i utrzymania sie bardzo przydatne, jednak ja czytajac je odnioslem wrazenie, ze skreslajac z tych sum jedno 0 mamy ceny w zlotowkach jakie musimy zaplacic za te same dobra w polskim miescie, a w Norwegii minimalne zarobki jak juz napisano to jednak 3200(0), u nas to cos kolo sredniej, wiekszosc osob zarazbia znacznie ponizej lub polowe tego, w Polsce rowniez nie ma takich ulg. Z Polski wyjezdza sie do Norwegii, nie na odwrot.

      K.

      Usuń
    4. ja też uważam, jak autor powyżej, że Polska jest fajnym krajem. ale potrzebuje zmian przede wszystkim mentalnych, bo póki co (nie chcąc oczywiście generalizować), to my sami po części sprawiamy, że żyje się tu nie tak dobrze jak gdzie indziej. z Polski nie chciałabym wyjeżdżać, bo tu dobra praca, rodzina i piękne morze, ale martwi mnie, że wszyscy ci światli, odważni, wykształceni, inteligentni, przebojowi, otwarci i tolerancyjni ludzie wyjeżdżają. a tym, co zostali trudniej jest wprowadzać konieczne oddolne zmiany - bo gdzie wsparcie? moim zdaniem mentalność Polaków musi się zmienić, to jest proces, który jest utrudniony ze względu na naszą historię - wojnę i komunizm (czego Norwegowie nie odczuli tak na swojej skórze). ale im mniej osób, które tę zmianę mogą zapoczątkować i wspierać, tym czas ten się wydłuża :/ być może wnuki tych, co wyjechali, wrócą kiedyś po latach, jak będzie tu już lepiej, może nawet na "gotowe". być może gdyby Ci co z różnych powodów wyjechali, zechcieli pomóc tym, co tu chcą lub muszą zostać, w Polsce szybciej zaczęłoby się żyć lepiej. fajny artykuł. pozdrawiam.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. Inną sprawą są np. wakacje, ponieważ tu jest tak drogo, to wszędzie indziej jest tanio :). Inną sprawą jest też klimat tu i za co Norge tak lubię: nie ma agresji, nie ma wyścigów na drodze, piesi, rowerzyści to święte krowy ( i dobrze). Pełna oferta kulturalna, biblioteka - za darmo, ale to jedna z nielicznych rzeczy za darmo. Dzieci mają to co powinny mieć - czyli psim rodzicielskim obowiązkiem jest dbanie o nie, nie wolno na nie krzyczeć, upokarzać, o biciu nie wspomnę. Obowiązkiem rodzica jest zadbanie o to żeby dziecko się rozwijało prawidłowo, miało kolegów i hobby. Jak nie ma to problem, czyj? No rodziców, bo coś się z dzieckiem widać złego dzieje, a oni nie biegną mu z pomocą. A powinni. Nie wolno się przy dziecko kłócić, pić alkoholu, tak żeby być pod wpływem, bo się zaraz barnevet zainteresuje. Można by tak ciągnąć, w PL miała być ustawa o niebiciu dzieci - nie weszła... I tak wyrasta nam następne pokolenie, które wie że można na drugą osobę podnieść rękę, krzyczeć itd.

    Czy wszyscy Polacy to lubią, czy tak chętnie by przyjęli tutejsze zasady, ale wszystkie, ograniczenie do 50, na osiedlu 30, na autostradzie do 70-90, mandat za przekroczenie 30 km w wysokości 7 tyś kr, albo w ogóle odebranie prawka (nowe kosztuje przecież tylko 30 000), to że mu się narzuca jak się wychowuje dzieci i ile alkoholu to już problem? Wydaje mi się że polak chce zawsze zjeść ciastko i go mieć. U sąsiada trawa przecież zawsze bardziej zielona...

    J.

    OdpowiedzUsuń
  14. mieszkam i pracuje w Norwegii od roku, zarobki ok. 210000 rocznie, osoby wokół mnie zarabiają podobnie, w jakiej branży zarabia się 400 000 rocznie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Np. w branży inżynieryjnej. Przykładowo ja w pierwszym roku pracy (zaraz po studiach) otrzymałem 405 000 rocznie. Co roku były jakieś podwyżki, mniejsze lub większe, zależne od tego co wynegocjowały związki plus ewentualnie indywidualne 'zasługi' w pracy. Aktualnie po 4,5 roku dostaję nieco ponad 500 000 koron. Dodam jeszcze, że jestem spoza Oslo - tam zarobki są nieco wyższe.

      Usuń
  15. Pracuje domu opieki i zarabiam okolo 300 tys kr rocznie brutto.Wynajmuje mieszkanie około 90m b. ładne w malutkiej miejscowości za 5tys. Muszę żyć oszczędnie bo z jednej pensji z dziećmi nie jest aż tak różowo, ale starcza i na wczasy tez . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozowo nie jest, dobre.
      Wroc do Polski, pracuj w domu opieki, dostaniesz 1500 zł netto na miesiac, za mieszkanie zaplacisz 500 zł (razem z opalatami), wyzyw za reszte siebie, dzieci i jesli Ci sie uda, to i tak o wakacjach mozesz pomarzyc, a panstwo nie pomoze, tylko wyciagnie lape po podatki i inne haracze...
      Niektorzy po kilku latach zapomnieli dlaczego stad wyjechali i jak tu jest...

      Usuń
    2. musisz wylewać żółć na przedmówczynię? jak nie pasują Ci warunki w Polsce poszukaj szczęścia w innym kraju :)z perspektywy zachodniego poziomu życia minimum socjalne plus wakacje to nie jakiś niebywały luksus więc próbuj szczęścia bo zgorzkniejesz do reszty

      Usuń
    3. Póki co jeszcze jesteśmy w Pl ale już niedługo ją opuszczamy. Obecnie nasza sytuacja wygląda tak (zdecydowanie lepiej niż statystycznego Kowalskiego): Ja "siedzę z dzieckiem w domu", ale nie dlatego, że mam taki kaprys, tylko dlatego, że nie stać mnie na przedszkole. Taak, smutne aczkolwiek prawdziwe. Małżonek zarabia więcej niż przeciętny polak bo nie 1,600 tylko aż 2,500 na rękę. Opłaty włącznie z kredytem, to w zaokrągleniu 1,600 zł. Dumni jesteśmy, że na swoim ale jest ciężko... Po odliczeniu opłat zostaje 900 zł, trzeba przecież jeść, utrzymać auto , na auto idzie miesięczni ok 300 zł. Więc zostaje nam 600 zł :) Bardzo kolorowo, a jak dziecko zachoruje, to w ogóle jest wesoło. Najlepsze jest, to, że nie należy nam się od państwa żadna pomoc, bo przecież jesteśmy bogaci, przecież mamy kredyt, auto... była bym o wiele szczęśliwsza mając pracę i dziecko w przedszkolu ale z pracą jest ciężko, bo mam dziecko, a matka z dzieckiem chodzi na zwolnienia na dziecko, bo to choruje , bo nie pracowała podczas wychowywania dziecka itd, itd. Co do przedszkola to nic, że nie ma miejsc dla wielu dzieci, wiadomo przedszkole kosztuje. Od 460 (państwowe) do 800 zł i więcej (prywatne), więc mamy wybór, jeść czy posłać dziecko do przedszkola. Decyzję podjęliśmy wyjeżdżamy, uważam, że wszędzie będzie lepiej.

      Usuń
  16. Jestem ciekawa jak sprawy wyglądają odnoście weterynarzy. Czy jest na nich zapotrzebowanie? Czy bez większy znajomości jest szansa na znalezienie pracy w zawodzie znając angieleski i norweski? Jakie są stawki? Nie mogę znaleźć nic na ten temat stąd moje pytanie, może się orientujecie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo fajny blog, zadziwiajace, ze nawet komentarze sa tez w 99% na poziomie akceptowalnym... (nie przegladalem calego, ale 100% to jakos glupio napisac bo chyba cos mi tam gdzies mignelo) Bede wracal i czytal bo fajnie piszecie... :-) W sumie o tym wszystkim wiem, ale jest tak fajnie wywazone to co czytalem... no i czasami czytanie o rzeczach oczywistych pozwala zeby te wlasnie rzeczy ulozyly sie w glowie. Strasznie denerwuja mnie takie osoby ktore pisza, ze wszytsko jest be lub wszystko jest naj :-) Pozdrawiam przedswiatecznie :-), olek

    OdpowiedzUsuń
  18. nie bede udawal ze wszystkiego nie przeczytalem...pierwszy raz czytam taki rzetalny i kulturalny blog.mysle ze uporzadkowane kraje przyciagaja uporzadkowanych ludzi...ja mysle sobie po cichu o tej norwegii ale na rok.jestemn w polsce od 3 m-cy ,w malym miescie i niby praca jest ,ale juz niczego sie nie spodziewam po ludziach...pracowalem w korporacji i po paru dniach zostalem ponizony przez jednego z kierownikow,a wspolpracujaca ze mna dziewczyna zasugerowala mi ze nie pasuje i nanslala kolegow zeby mi zrobili balagan na biurku(pracowalem jako plastyk-w zawodzie po zmaganiu z garami w Irlandii)(w koncu w zawodzie -pomyslalem)...niestety uwazam ze polska nie jest fajnym kreajem i tajemnica poliszynaela jest ze kazdy by stad zwial-ciemno ,zimno,brudno,paskudna architektura,zero kontaktow spolecznych,drogo..tylko te dziewczyny takie ladne...

    OdpowiedzUsuń
  19. Wszedzie dobrze gdzie nas niema.Zwykle bzdury ludzie wypisuja ,myslac ze gdzies tam jest raj.Zawsze placi sie cos za cos. Marzycieli nie brakuje a szczegolnie w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi dobrze tu, gdzie jestem. Ale i do marzycieli nie należe. Raczej do realistów...

      Usuń
  20. Witam,
    bardzo sympatyczny blog, piękne zdjęcia na picassa. My na Polskę nie narzekamy, chociaż po dłuższej nieobecności nasz kraj wydaje mi się kuriozalny i brak mi w nim podstawowych spraw jak porządek i kultura osobista. Mieszkaliśmy w sumie 7 lat poza Polską ( Paryż,Bukareszt, Ateny)z racji charakteru pracy mojego męża i nie były to kraje, gdzie te dwie wymienione przeze mnie cechy charakteryzowały ich mieszkańców. Ale goście nie powinni obgadywac gospodarza, więc tu spuszczę zasłonę milczenia. Jednak od własnego kraju oczekiwaliśmy wyższego poziomu - i nie chodzi to o finase. Cóż, rzeczywistość odbiega od wyobrażeń, my jednak kształtujemy ją w miarę naszych możliwości, pracując nad otoczeniem. Udaje się to nam z różnym skutkiem, ale bilans jest na plus.
    Na wakacje obraliśmy kierunek północny,żeby odpocząć od temperatury i bylejakości. Wybieramy się na samochodową objazdówkę po Skandynawii, z czego 10 dni chcemy spędzić w Norwegii. Po raz pierwszy nie jestem w stanie się zorganizować i dostaję oczopląsu. Może ktoś z Państwa mógłby doradzić nam , jaka trasę w ciągu tych 10 dni warto byłoby zaplanować. Czytając opinie, tempo jazdy nie jest zbyt wysokie - 80km/h . Myśle więc,że do Narviku nie dojedziemy , chyba,że z obolałym siedziskiem, ale to chyba nie jest nasz cel. Róznorodność jest wielka, więc może ktoś zechciałby się podzielić doświadczeniami czysto turystycznymi? Byłabym bardzo wdzięczna za każdą sugestię. Nie chodzi nam o ceny i noclegi, ale o wskazanie miejsc, których nie wolno pominąć, a które można byłoby połączyć w 10-dniową przygodę, która zostanie nam i naszym dzieciom długo w pamięci. Z góry dziękuję za każdą radę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Witam! Jak macie tylko 10 dni, to skoncentrujcie sie na zachodnim wybrzeżu płd Norwegii, nie jedzcie dalej na północ niż Trondheim. Zobaczycie fiordy, góry i malownicze krajobrazy, które wyróżniają kraj na tle innych destynacji. Perełki: Atlanterhavsvegen (okolice Molde), Ålesund (miasto), Trollstigen, Geirangerfjord, Sognefjellet, Flåm - Aurland - Stalheimskleiva (mniej wiecej zdluz trasy E16), miasto Bergen, Hardangerfjord, wejscie na Preikestolen (okolice Stavanger). Zobaczcie ta strone (po angielsku) http://www.nasjonaleturistveger.no/en Tu sa zaznaczone i opisane trasy przygotowane specjalnie pod turystow. Polecam wiekszosc z nich. W Norwegii kazdy kilometr moze zachwycac - o ile macie pogode i jestescie w kraju czysto turystycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo dziękuję za info i cenne wskazówki. Dobrze ,że mam poparcie, co do regionu, ponieważ mój mąż zagrał na trąbce hejnał i wybierał się już do Narviku, i miał zamiar zobaczyć Lofoten a potem dalej zabrać nas na wielorybnicze bezkrwawe safari. Gdybym mogła jeszcze spytać Pana o aquapark Bo Sommarland i Familienpark Hunderfossen, czy w ogóle warto tam się z dziećmi wybierać. Naiwnie mam nadzieję,że nie będą to przybytki tak przeludnione jak te w Niemczech i przeżyjemy jakoś jeden dzień a dzieciaki będą miały tzw.radochę. Pozdrawiam i lecę dalej czytać Państwa bloga, bo jest w nim wiele interesujących informacji. Pozdrawiam serdecznie Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie bylismy w wymienionych "parkach". Nie wiem czy beda przeludnione, ale na pewno drogie. Moze rozsadniej bedzie odwiedzic tego typu atrakcje w innym kraju niz ten najdrozszy w Europie, zwlaszcza, ze podrozujecie z Polski? :)

      Usuń
  23. Hej, mam pytanie, z dziewczyną jesteśmy studentami administracji na Uniwerku. Zamierzamy nauczyć się norweskiego na dobry/bardzo dobry poziom. Czy W Norwegii jest zapotrzebowanie na pracę w sektorach administracji (państwowej,prywatnej)? Ciężko znaleźć prawdziwe informacje w internecie. Dziewczyna chce również zacząć pedagogikę wczesnoszkolną i uczyć w przedszkolach. Są szanse znaleźć pracę w w/w sektorach? Jeśli nie orientujecie się, to nic, pytam z ciekawości tylko.
    Wasz blog jest świetnie prowadzony, prawdziwy i rzetelny. Cieszę się, że Wam się udało, ja również zamierzam po studiach próbować sił w Norwegii! Odkryłem Wasz blog całkiem niedawno, ale już przeczytałem naprawdę dużo ;)Piszcie dalej, macie nowego czytelnika! ;))
    Adam.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ewo a moze slow kilka o Barnervernet ktore odbiera z blahych powodow dzieci i wymazuje im z pamieci rodzicow?Kraj ktory tak dba o dzieci a zwykle przypulenie to uscisk.Za pocalowanie w usta tez mozna stracic dzieci.............Musisz przyznac ze dzieci sa wlasnoscia panstwa a rodzice dostaja je tylko do wychowania:-(((( Drodzy Polacy zadne pieniadze nie sa w stanie wynagrodzic dzieciom zwyczajnych ludzkich uczuc (ktorych tam nie jest w zwyczaju okazywac).

    OdpowiedzUsuń
  25. Zeby obalic ten mit krainy ropa i lososiem plynacy proponuje lekture obowiazkowa dla wszczystkich polakow chcacych mieszkac w Norwegii. Artykul napisany przez wybitna polska intelektualistke i znana profesor w Oslo. Dobry przyklad jakie to nieczule i wypaczone z uczuc panstwo totalitarne!!!!
    http://www.mojanorwegia.pl/czytelnia/tyrania_dobroci_czyli_dyskusja_o_barnevernet__cz._i.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny blog ! Gratuluję Autorom !
      Od jakiegoś czasu pracuję tu jako lekarz właściwie z samymi Norwegami (o przepraszam - jeszcze z jedną Szwedką), mam pacjentów z całej Norwegii (oj, te dialekty !), i z racji stanowiska mam także do czynienia z całą machiną norweskiej biurokracji (m.in. NAV, HELFO, barnevernet) i uważam, że treść artykułu jest mocno nieobiektywna i krzywdząca poprzez uogólnienie. Tutejsza biurokracja jest frustrująca, to prawda, ale nie aż do tego stopnia by uprawnione były aż tak daleko idące wnioski. Barnevernet z reguły reaguje na prawdę tylko w razie potrzeby i stara się szanować dość precyzyjne procedury.
      Traf chciał, że miałem wątpliwą przyjemność zapoznać się treściami wygłaszanymi przez panią Ninę (po polsku i po norwesku - świeć Panie nad fonetyką tej osoby, która mieszka w Norwegii 20 lat !!! i pracuje na uniwersytecie !!! norweskim !!!), także na inne tematy nieco wcześniej. No żenada i wstyd po prostu ! Dla mnie jako Polaka przed innymi Norwegami ! Dziwię się, że Aftenposten przyznało Jej szpaltę w dodatku kulturalnym. Być może dla dodania gazecie egzotycznej dziwaczności i podniesienia nakładu ? Polecam więc lekturę kolejnego "bełkotu" pani "profesor" w dzisiejszym dodatku w/w gazety, by nie być gołosłownym (p.t."Forbanna polakk" - tłum. "Przeklęty Polak"). Artykuł jest moim zdaniem o własnych kompleksach autorki.
      A tak na marginesie - ta pani jest zatrudniona na stanowisku "profesorskim". Proszę tego nie mylić z tytułem naukowym ! W slangu uczelnianym stanowisko jest znane pod nazwą "profesora podwórkowego".
      Daleki jestem od bezkrytycznego gloryfikowania tego kraju ! Bardzo wiele rzeczy mnie tu irytuje, ot choćby niski poziom wykształcenia wielu tut. lekarzy, czy "janteloven", ale daleki jestem od niezdrowego krytycyzmu i uogólniania.

      Usuń
  26. Swojego czasu bardzo interesowałam się Barnevernet - z racji znajomości norweskiego czytałam i oglądałam nie tylko polskie materiały, ale i norweskie. Łącznie z podanym powyżej artykułem prof. Niny Witoszek. Nie ukrywajmy, że jest to bardzo subiektywny i emocjonalny artykuł, nie do końca przedstawiający fakty. Przedstawiona w artykule rodzina pojawiała się też w TV.

    Polskie media demonizują BV grając na uczuciach Polaków dla których najważniejszą wartością jest rodzina. Tak, owszem, ale nie za wszelką cenę. Jakiś czas temu wstrząsnęło Polską wielokrotne morderstwo noworodków przez matkę i trzymanie ich w kuchennej zamrażarce. Pomijając już całą ohydę i koszmar tego zdarzenia po raz pierwszy pomyślałam, że jest kompletnie niezrozumiałym dla mnie oddanie pozostałych dzieci pod opiekę babci. W tej rodzinie musiały od lat panować chore stosunki i może lepiej byłoby, gdyby dzieci trafiły pod opiekę innym, niezaangażowanych w sprawę ludzi.

    Norweskie BV to swoisty 'watchdog' mający swoje zasady i procedury. Wiele z rzeczy, które robią nie są dla mnie zrozumiałe. Z drugiej jednak strony mają na swoim koncie wiele dobrych rzeczy. I im więcej o BV czytam, tym bardziej jestem o tym przekonana. Rozmawiałam też z rodzinami norweskimi i polskimi, które miały do czynienia z BV i jakoś żadna z nich nie miała negatywnych opinii o działalności BV. Na początek było może lekkie zdziwienie, ale nic poza tym.

    Pisząc lub interesując się BV warto zadać sobie pytanie czemu ono tak nas oburza? Dlaczego oburza nas zabieranie dzieci, a nie oburza to co wyprawiają z nimi rodzice? szarpanie, popychanie, ciągnięcie za rękę, bo przecież się mama, albo tata spieszą. niesłuchanie tego co mówią. Ostatnio widziałam jak na oko 10latka rozpaczliwie próbowała coś przekazać swojej matce, a ta gadała przez telefon okazując jej kompletną ignorancję. Czy to samo zrobiłaby gdyby zamiast dziecka, był to dorosły? Pewnie nie, pewnie przerwałaby na chwilę rozmowę, mówiąc - chwileczkę, skończę rozmawiać przez telefon i porozmawiam z tobą.

    Prawda jest taka, ze wiele rzeczy na które dorosły pozwala sobie w stosunku do dziecka, ten sam dorosły nie zrobił gdyby miał do czynienia z dorosłym. Łącznie z pocałunkiem w usta. Miłość i uczucie można okazywać na wiele sposobów. Dziecko nie jest własnością ani państwa, ani rodzica. A rodzicem człowiek się nie rodzi, powinien się uczyć i tak jak jego dziecko się rozwija i on powinien się rozwijać w swoim rodzicielstwie.

    myślę, że możemy się od Norwegów, ale i od innych nacji nauczyć szacunku do dzieci i postrzegania ich przez pryzmat bycia ludźmi, a nie tylko dziećmi. Wystarczy też sięgnąć po polskich pedagogów, dla mnie na czele tej listy jest Korczak, Agnieszka Stein i pewnie wiele innych osób, których nie pomnę.

    Wydawanie jednoznacznych i krzywdzących opinii o czymkolwiek lub kimkolwiek na podstawie jednego artykułu, czy reportażu jest wysoce krzywdzące. Tak samo jak idealizowanie. Starajmy się być obiektywni w naszych opiniach. Wielkie słowa oburzenia do niczego nie prowadzą.




    OdpowiedzUsuń
  27. Ja nie przecze ze BV robi same zle rzeczy. Ale trzeba przyznac ze ta instytucja jest wyzuta z uczuc i nie daje szans na poprawe dla rodzicow biologicznych. tu akurat sprawa blizniat polskich nie jest wyjatkiem. Faktem jest ze jezeli zabieraja cale rodzenstwa zawsze sa rozdzielone:-( A to zawsze jest szkodliwe dla dzieci i traumatyczne na cale zycie. Kazdy psycholog to potwierdzi. Wiec gdzie jest to "dobro dziecka" ktorym oni sie kieruja?? A czemu nie mowia rodzicom ze dzieciom nalezy okaywac uczucia? Czy wszystko musi byc dla nich sprowadzanie do pedofilii???? Naprawde ale moze 20 procent dzieci odebranych przez BV pochodzilo wg europejskich standardow, za patologiczne..........A sprawa dzieci indyjskich ktore zostaly odebrane bo rodzice karmily je rekoma i spaly z najmlodszym z jednym lozku??? A przeciez to jest normalne w kulturze indyjskiej, nawet prezydent Indii alarmowal u krola norweskiego. W takim razie BV odebralby 90% dzieci rodzinom w Polsce........no coz jedyna nadzieja ze jak Breivik wyjdzie z wiezienia to sie wezmie za Barnervernet.....moze on tez jest jego ofiara?

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. ...czytam to i przeczytalem ze, Polak potrafi???!!! a wiadomo nam tu, ze polskosci bedac na zachdzie sie wstydzimy,bo Polak to taki cienki kret, nawet ukrasc nie umie, a uogolniajac, nie umie, nie chce nie lubi...no wymadrzajcie sie dalej Poltonie, intelektualisci

    OdpowiedzUsuń
  30. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  31. Witam serdecznie !!! Maz pracuje od 1,5 roku w Norwegii ,sytuacja zyciowa Nas do tego zmusila ...Majac czworke dzieci i meza jedyna pensje (moja tj.zasilki z Mopsu ) nie pozwalala na godne zycie...ale nie o tym chciałam napisac :) A mianowicie : większość moich znajomych mieszkajac zagranica, nie tylko w Norwegii , maja 1 lub 2 dzieci i jakiś angielski komunikatywny,maja na pewno latwiej ..My majac czworke pociech zastanawiamy się narazie czy jest wogole sens RAZEM wyjezdzac do Norkow ? Nie ukrywam ze bardzo chce być z mezem ,samej wychowywać 4 dzieci jest ciężko .. Mam obawy ze to zla decyzja :( Czy mogą Panstwo Nam cos doradzić?? Czy damy rade wyzyc z 1 pensji meza ?? Wiadomo,ze będę musiala jezyka się nauczyć by moc pojsc do pracy no i dzieci do szkoły ...Bylabym bardzo wdzieczna za male wskazówki :) Dodam,ze pensja meza waha się od 12 tys zl do 14 tys zl na 7 tyg pracy . Pozdrawiam :) Weronika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, nie wiem w której części Norwegii pracuje twój mąż, ja wyjechałam w czerwcu, mąż z synem właśnie dojechali, ja zarabiam ok. 15 tyś zł/m-c, mieszkanie to ok. 5 tyś zł (mamy 75 m2 z tarasem i ogrodem w Drammen), życie bez stresów-drugie tyle, więc 5 tyś zł zostaje. Poza tym jeszcze nie jestem pewna, ale przysługują Ci dodatki na każde dziecko. Dziecko moje poszło dziś 1 dzień do szkoły i jest o dziwo zadowolony, mogą Ci je zabrać taxi z domu i odstawić po lekcjach, u nas na razie prowadza mąż. Osobiście moge stwierdzić, że Norki nie za bardzo przepadają za Polakami, ale dzieciom będzie o niebo łatwiej w życiu. Myślę, że jeśli chcesz wyjechać to na 100% będzie wam tutaj lepiej niż w Polsce (pomijając fakt ciągłej dyskryminacji). A jeśli nauczysz się języka i znajdziesz pracę to z dwóch pensji będziecie żyć "po pańsku". Pozdrawiam, Kaśka

      Usuń
  32. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń