Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 3 kwietnia 2012

Påske, czyli Wielkanoc po norwesku

Jeśli dopiero co przyjechaliście do Norwegii i zastanawiacie się, co oznacza wszechobecne słówko „påske”, to śpieszymy z pomocą; påske to oczywiście Wielkanoc.

W kościele katolickim Wielkanoc jest najważniejszym świętem w ciągu całego roku liturgicznego. Dla Norwegów påske także jest ważne, choć raczej w innym znaczeniu. To przede wszystkim kumulacja wolnych od pracy dni, chyba największa w ciągu roku. W Norwegii bowiem wolne są zarówno czwartek, jak i piątek w Wielkim Tygodniu. Wiele osób wolne rozpoczyna jeszcze przez niedzielą palmową! Niestety Wielka Sobota to normalny dzień roboczy, co oznacza, że Ci którzy pracują w usługach, nie mogą się w pełni cieszyć påsketid.

Jak dotąd nie udało nam się spędzić samej Wielkanocy w Norwegii i wszystko wskazuje na to, że i w tym roku nie będzie nam to dane. Mimo to jako żywo zainteresowani baczni obserwatorzy rzeczywistości, podpatrzyliśmy, popytaliśmy znajomych, poczytaliśmy gazety i obraz norweskiej Wielkanocy mamy!



Już tuż po Walentynkach zaczynają pojawiać się w sklepach kolorowe jajeczka, czekoladowe i marcepanowe kurczaczki, a w dekoracjach dominuje kolor żółty. Wokół domów kwitną påskelilie (żonkile) i generalnie robi się wiosennie i przyjemnie. Z czasem w sklepach obok zajączków i innych wielkanocnych łakoci pojawia się cała masa produktów, których nazwa zaczyna się na „påske-”. I tak mamy påskeapelsin (pomarańcze wielkanocne), påskeskinke (szynka wielkanocna), påskelammelår (wielkanocny udziec barani), påsketurmat (wielkanocne jedzenie wycieczkowe) i najważniejsze påskekrim (kryminał wielkanocny), påskevin (wino wielkanocne).

Pamiętacie, jak dzieliłam się z Wami informacjami o książeczkach „Brown cheese, please”? Jeden z rysunków przedstawia „Wielkanoc w Norwegii”, czyli rząd uginających się pod ciężarem bagaży samochodów. Musze przyznać, że jest to bardzo prawdziwy obrazek tego, jak wygląda tutaj Wielkanoc. Z racji tego, że jest tyle dni wolnego, Norwegowie pakują się do swoich kombiaków i suw-ów i wyruszają na łono natury, zwykle w góry, choć i coraz częściej za granicę. Wszyscy obowiązkowo zakupują batoniki kviklunsj (dostarczają tyle samo energii co jajko i dwie kromki chleba z masłem!), påskepølser (paróweczki wielkanocne), do tego winko w kartoniku (bo butelka może się tak łatwo potłuc) i obowiązkowy kryminał, kupiony specjalnie na te okazję (już od 50 koron za egzemplarz). Mało kto odwiedza w tym czasie kościoły (mimo wielkiego znaczenia samej Wielkanocy). Większość wykorzystuje ten czas na spotkania ze znajomymi, wycieczki rowerowe lub piesze, hyttetur (wypady za miasto do domków letniskowych), albo aby skorzystać z ofert last minute i wyskoczyć na kilka dni na południe. Tradycyjnie już w kulturze norweskiej, påske to też ostatni w sezonie wypad na påskeski, czyli po naszemu: na narty (choć w tym roku w wielu częściach kraju trudno o dobre warunki).

O tym jak wiele osób już wyjechało przekonałam się w tym tygodniu. Autobus, którym jeżdżę do pracy, zwykle wypełniony po brzegi, teraz świecił pustkami. W bibliotece siedzieli tylko ci studenci, którzy jeszcze nie zdążyli wyjechać.

Z racji tego, że my też wyjeżdżamy, chcielibyśmy Wam życzyć „god påske”, czyli Wesołych Świąt Wielkanocnych!

12 komentarzy:

  1. Paske=pascha. To ta sama rodzina wyrazów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tiaaa... konsumpcja, laicyzacja, trywializowanie Wielkanocy... smutne...
    W tym dobrobycie szybko już zapomnieli, że to Wielkie Święto Męki i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa! I rozważanie tego wydarzenia ma być sednem świętowania, a nie "påske forbruk".
    Niestety, w PL też tak jest coraz bardziej, to nie tylko norweska przypadłość.
    I żeby było jasne: mieszkam jeszcze chwilowo w PL, uwielbiam jeść, pić wino, podróżować, nartować itp. Ale nie w Wielkanoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie krytykuj innych skoro sam jesteś klatolikiem - nie wypada .. oj nie

      Usuń
  3. Mam wrazenie, ze kwestia czasu, kiedy w PL bedzie to samo. Poki co przyjezdzamy na wszystkie wieksze swieta koscielne do PL i rzuca nam sie w oczy, ze ludzie juz zyja inaczej. Frekwencja w kosciele duzo nizsza, w centrach handlowych i knajpach - odwrotny trend. Widocznie tak dziala dobrobyt na czlowieka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No, jak na razie u mnie w dużej parafii miejskiej jest wyraźny wzrost frekwencji w stosunku do lat ubiegłych, nawet proboszcz wyraźnie z ambony podkreślał, że w tym roku wyjątkowo dużo było spowiedzi "nawróceniowych-cudownych"...
    Dobrze, jak trwoga do do Boga :-), tak zawsze było.
    A oprócz biedy ekonomicznej jest mnóstwo innych nasilających się znaków końca czasów... więc i nawróceń więcej. Z czasem jestem coraz bardziej przekonany, że czasy apokalipsy są tak blisko nas, będzie to za naszego życia, choć większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, ale coraz więcej czuje to "podskórnie".
    Lecz póki co był rozkaz "żyć" i póki nie zostanie odwołany mamy prawo do walki o lepszy byt materialny gdziekolwiek żyjemy.
    God Påske!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja spędzam właśnie swoją pierwszą Wielkanoc w Norwegii i obserwowałam (no, jeszcze obserwuję) norweskie Święta. Z moich okolicznych sąsiadów nikt nie wybierał się do kościoła, a większości już w Wielki Czwartek nie było, pojechali do hytt.
    Dziś byłam w na polskiej mszy - moim zdaniem było dużo ludzi. Ale nie jestem pewna, czy frekwencja była większa, czy mniejsza niż rok, dwa, trzy lata temu. Nikt mi tego powiedziec nie potrafi.

    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  6. ...a ja tam wolę Święta po polsku ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Święta. Nieważne jak, ale z kim

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie Tadeuszu, wobec postepujacej erozji (eufemizm) autorytetu KRK, rozumiem, ze desperacko chwytac sie trzeba kazdej metody, by owieczki zatrzymac.
    Mozna np. straszyc apokalipsa.
    A nie przyszlo Panu do glowy, ze apokalipsa wlasnie trwa, pelza, a objawia sie to upadkiem moralnosci wsrod urzednikow KRK, co nie moze pozostawac przeciez bez wplywu na co bardziej myslacych wiernych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że KRK jest w erozji, a apokalipsa właśnie trwa, to nie ulega wątpliwości.
      Ale nijak się ma to do świętowania Wielkanocy, Msza i inne sakramenty są w tym czasie szczególne ważne. I nie ma znaczenia dla ludzi czy dany ksiądz ma grzechy czy nie, to on się będzie z tego rozliczał przez Najwyższym, a nie przed ludźmi.
      Moralność księzy jest dokładnie odzwierciedleniem reszty społeczeństwa.
      A wbrew pozorom księży niemoralnych jest stosunkowo niewielu, a te przypadki czarnych owiec są medialne, a przez to popularne. Zdecydowana większość księży jest OK, ale po co o tym mówić, skoro to takie mało atrakcyjne.
      Mamy paszporty, prawa jazdy itp. Czy ma dla nas znaczenie, że być może ten dokument wystawił morderca/pedofil/złodziej pijak itp? Nie, dokument wystawiony przez taką osobę jest dokładnie tak samo ważny jak wystawiony przez osobę uczciwą.
      Tak samo ważne są sakramenty wykonywane przez takich księży, a jesli są grzeszni, to będą rozliczani z tego nie przez nas.

      Usuń
  9. A tak w ogole, to dzien dobry Gospodarzom bloga!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nareszcie dni wolne - katole do kościoła i nie marudzić.. taki Wasz los ..

    OdpowiedzUsuń