Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

czwartek, 15 marca 2012

Słownik polsko-norweski. Jaki mamy wybór i jak wybrać najlepszy

Polaków w Norwegii przybywa zatem zapotrzebowanie na tego typu publikacje jest dość duże. Tym bardziej, że popularny Google Translate nie jest doskonały i nie można zawsze i wszędzie z niego korzystać. Dlatego warto zaopatrzyć się w „stary” dobry, słownik. Najlepiej, żeby był zarówno polsko-norweski jak i norwesko-polski.

Zarówno polski, jak i norweski rynek oferuje kilka ciekawych pozycji. Jednak po kilku latach doświadczeń językowych, muszę stwierdzić, że słowniki wydane w Norwegii są znacznie lepiej przygotowane, zawierają więcej informacji i większy zasób słów. Nie ma co jednak uprzedzać faktów. Przegląd słowników polsko-norweskich zacznę od rodzimej oferty wydawniczej.

Słowniki znad Wisły

Na dobry początek Słownik polsko-norweski, norwesko-polski, wydawnictwa Level Trading. W zasadzie jest to niestety jedyny słownik polsko-norweski i norwesko-polski wydany w Polsce. Zawiera ponad 14.000 haseł, głównie wyrazy codziennego użytku. To czego w nim brakuje to zapis fonetyczny. Tylko niektóre hasła go posiadają i to w formie raczej spolszczonej niż z zastosowaniem międzynarodowego zapisu fonetycznego haseł. Szata graficzna i sposób prezentacji haseł nie powala, ale dla osoby, która zaczęła przygodę z językiem norweskim taka pomoc naukowa w zupełności wystarczy. Plusem na pewno jest też rozmiar – poręczne a6 mieści się w torebce, plecaku oraz w większych kieszeniach. Planując wyjazd do Norwegii warto się w taki słownik zaopatrzyć. Na jego korzyść przemawia niska cena.

To w zasadzie tyle jeśli chodzi o słowniki ogólne. Dwa lata temu na polskim rynku nakładem wydawnictwa C.H. Beck ukazał się Słownik terminologii prawniczej norwesko-polski polsko-norweski autorstwa Macieja Iwanowa, Jana Michała Filipka oraz Romualda Iwanowa. Autorzy nie są dobrani przypadkowo, wszyscy trzej na co dzień mają do czynienia zarówno z językiem norweskim jak i z prawem. Słownik zawiera w sumie 16.000 haseł a oprócz tego wiele przydatnych wzorów pism urzędowych. Znajduje się w nim zasób słownictwa z różnych dziedzin prawa norweskiego ze szczególnym naciskiem na prawo karne i cywilne. Generalnie wyjeżdżając do Norwegii i planując osiedlić się tutaj na stałe warto mieć taką pozycję na półce. Dla czytelników preferujących formę elektroniczną słownika, wydawnictwo przygotowało publikację w postaci e-booka, która jest nieco tańsza od wersji drukowanej.

Poza tym na polskim rynku wydawniczym królują rozmówki polsko-norweskie i szybkie kursy norweskiego dla wyjeżdżających do pracy. Nie podejmę się opisania wszystkich ani ustosunkowania się do ich realnych wartości. Z rozmówek można w zasadzie korzystać jadąc tu na wakacje, ale z drugiej strony wszyscy Norwegowie mówią płynnie po angielsku. Wychodzi więc na to, że planując krótki pobyt w drogiej Norwegii można z powodzeniem darować sobie zakup rozmówek. Co do szybkich kursów nauki języka obcego - decyzję i wybór pozostawiam Wam, ja nie miałam nigdy okazji z nich korzystać.

Słowniki znad fiordów

Zacznę może tam gdzie skończyłam. W 2010 roku znany nam z polskiego rynku wydawniczego Słownik terminologii prawniczej ukazał się również w Norwegii nakładem Cappelen akademisk pt Norsk-polsk, polsk-norsk juridisk ordbok. Słownik w zasadzie niczym nie różni się od swojego polskiego poprzednika. No może z wyjątkiem ceny. Polskie wydanie kosztuje niecałe 100 zł, norweskie prawie 400 NOK (czyt. dwa razy drożej), warto zatem wesprzeć rodzimego wydawcę.

Polacy pracujący w Norwegii w dużej mierze związani są z branżą budowlaną. Także dla nich wydany został specjalny słownik Polsk byggordbok. Słownik zawiera ok. 12.500 haseł głównie dotyczących budownictwa oraz pracy Norwegii. Przyjeżdżając do Norwegii do pracy na budowie warto zaopatrzyć się w tego typu publikację, która dzięki podręcznemu formatowi może towarzyszyć w pracy.

Kończąc może temat słowników specjalistycznych warto pamiętać o Ordbok for samfunn og helse: norsk-polsk autorstwa Jadwigi Kvadsheim i Ole Michaela Selberga. Pozycja nie jest może nowością (wydana została w 1994 roku), ale dla osób pracujących w służbie zdrowia lub jako pedagodzy może okazać się niezwykle przydatna. Szczególnie na początku swojej norweskiej przygody.

Innym słownikiem, może nie do końca specjalistycznym, ale też nie tradycyjnym jest Mini norsk-polsk visuell ordbok, czyli mały słownik ilustrowany. W Norwegii dostępna jest cała seria tych słowników. Ich wydawcą jest Kunnskapforlaget a wersja polsko-norweska wydana została w 2009 roku. Idea słownika jest bardzo prosta. Słownictwo – w sumie ponad 20.000 haseł podzielone zostało na 600 tematów (pogrupowanych w 17 oznaczonych kolorami działów). Każdy z nich zawiera od kilku do kilkunastu stron z obrazkami (sumie jest ich ponad 3600), które podpisane są zarówno w języku polskim jak i norweskim. Dodatkowo na końcu umieszczono indeks norweski i polski. My z Bobem mamy ten słownik w domu i myślę, że warto go mieć, choć raczej nie będziecie z niego często korzystać (chyba, że lubicie spędzać wieczory pochyleni nad książką i sprawdzać jak jest „siłownik podnoszenia” (jest to część dźwigu budowlanego) po norwesku. Ja często korzystałam z tego słownika jak uczyłam się słówek związanych z jedzeniem, szczególnie z mięsem. Słownik jak na warunki norweskie nie jest drogi – kosztuje niecałe 200 NOK, co biorąc pod uwagę zasób słownictwa jest dobrą inwestycją.

Teraz chyba najważniejszy słownik polsko-norweski i norwesko-polski po tej stronie Skagerakku: Polsk-norsk norsk-polsk autorstwa Żanety Wawrzyniak Soleng oraz jej męża Haralda H. Soleng. Zdecydowanie największy - ponad 60.000 haseł i zdecydowanie najlepszy słownik polsko-norweski i norwesko-polski. Ukazał się nakładem wydawnictwa Ad inifinitum. Ostatnie wydanie słownika pochodzi z 2008 roku. Hasła opracowane są niezwykle dokładnie, przy każdym znajdziemy różne jego formy i odmiany oraz znaczenia. Decydując się na zakup tej pozycji trzeba się jednak liczyć z dużym wydatkiem – kosztuje kilkaset koron. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że w zasadzie słownik znajduje się w każdej norweskiej bibliotece, którą odwiedziłam, więc jeśli nawet go nie kupicie możecie z niego skorzystać w najbliższej bibliotece.

Na koniec mniejsza wersja słownika państwa Soleng – Polsk lommeordbok wydawnictwa Kunnskapforlaget. Malutki poręczny słowniczek, zmieści się w każdej kieszeni i nawet w najmniejszej torebce. Dostępny jest zarówno w twardej, jak i miękkiej oprawie. Zawiera ok. 25.000 haseł związanych z życiem codziennym, nazwy geograficzne, podstawowe terminy medyczne, technologiczne. Skierowany jest głównie do osób uczących się norweskiego (lub polskiego). Za jego zakupem przemawia także cena kosztuje ok. 140-180 NOK oraz dostępność – znajdziecie go w niemal każdej norweskiej księgarni. My z Bobem bardzo sobie cenimy to wydanie i często z niego korzystamy.

W połowie czerwca na rynku norweskim ma ukazać się jeszcze jeden słownik – Polsk ordbok m/CD wydawnictwa Vega. To pozycja dla tych, którzy cenią sobie możliwość przeszukiwania słownika na ekranie komputera (dołączona płyta). Poza tym oprócz samych haseł umieszczono również przykłady ich zastosowań.

Na koniec coś dla bardziej zaawansowanych adeptów nauki języka norweskiego. Internetowy słownik norwesko-norweski, którego wydawcą jest Uniwersytet w Oslo. Jest to zdecydowanie najlepsze źródło wiedzy o języku norweskim, formach, odmianach, rodzajach, zastosowaniach, znaczeniu. Bob korzysta z niego w zasadzie codziennie. I bardzo poleca.

Tyle jeśli chodzi o słowniki. Wybór jest duży i z pewnością każdy zainteresowany znajdzie coś dla siebie w zależności od potrzeb. Pamiętajcie jednak, że rynek wydawniczy jest bardzo dynamiczny i na bieżąco pojawiają się nowe ciekawe pozycje, z którymi na pewno warto się zapoznać przed ostatecznym wyborem słownika.

10 komentarzy:

  1. Witam :)Świetny blog. Świetne i przydatne konkretne info. A ja jestem w szoku, że bibliotekarką jesteś :)To tak jak ja :)Planuję wyjazd do Norwegii, ale myślę o pracy fizycznej.

    OdpowiedzUsuń
  2. kupilam sobie wlasnie ten slownik ilustronwany. jest swietny. jakbym miala wiecej czasu, to bym sobie go czytala ot tak.
    kupilam tez polecana przez ciebie ksiazke pt: brown cheese please, ale jeszcze jej nie przeczytalam. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Potwierdzam - słownik ilustrowany jest genialny:)
    Kieszonkowy również polecam! Od dawna korzystam ze słownika państwa Soleng, tylko tej wersji w czerwonej okładce i ubolewałam, że jest mało poręczny. Kieszonkowa wersja jest idealnym uzupełnieniem:)

    Ciekawa jestem czy po tym wpisie wydawnictwo odnotowało wzmożone zainteresowanie powyższymi pozycjami ;)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj:)
    Mam pytanie odnośnie nauki norweskiego - czy uczyłaś się go jeszcze przed wyjazdem z kraju czy już na miejscu? Na ile jest to trudny język - jak Ty się go uczyłaś/uczysz, jakbyś oceniła swój poziom języka?
    Wiem, że pytań sporo, ale będę wdzięczna za odpowiedź, bo rozważam naukę norweskiego (z perspektywą wyjazdu do Norwegii).
    Dziękuję i pozdrawiam z Krakowa:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, Anonimowy z Krakowa! Odpowiedź na pytanie, gdzie sie uczyc zalezy od indywidualnej sytuacji danej osoby. Jezeli nie masz w Norwegii meza, chlopaka czy kogos innego, kto bedzie Cie tam utrzymywal, zapewni mieszkanie i wszystko, to i nie ma sensu jechac tam bez jezyka. Jezyk w dzisiejszych czasach jest kluczem do otrzymania pracy, a pracy potrzebujesz, zeby Cie bylo stac na zycie w Norwegii i chodzenie tam na kurs - bledne kolo. Czyli rozsadniej jest mieszkac dalej w Krakowie (o wieeeele nizsze koszty zycia) i tutaj nauczyc sie norweskiego przynajmniej w stopniu komunikacyjnym, umozliwiajacym na miejscu proby szukania pracy, i dopiero wyjechac (albo szukac pracy bedac w PL i wyjechac). Jak masz inna sytuacje i bedzie Cie stac na siedzenie w norwegii bez pracy i chodzenie na kursy, sprawdz koniecznie, jaka oferta kursow jest w gminie / rejonie, w ktorym bys mieszkala. Moze sie zdarzyc, ze maja tylko kursy podstawowe, a kontynuacja to juz w miasteczku 200 km dalej... Co do samej nauki, to kursy z lektorem sa takim rdzeniem, na ktorym uczysz sie wymowy, intonacji itp. Jednoczesnie nie ma co liczyc, ze kurs nauczy cie jezyka - przynajmniej drugie tyle musisz zrobic sama w domu, a najlepiej jeszcze wiecej poswiecic. Jezyk nie jest trudny - ta sama rodzina jezykow co angielski i niemiecki, wiec znajomosc ktoregos z nich ulatwia. Gramatyka 1000 razy prostsza od polskiej :). Wyzwanie stanowia dialekty i rozne formy jezykowe - innymi slowy - tylko na niewielkim geograficznie obszarze mowi sie ta "podstawowa" forma jezyka, ktorej ucza podreczniki i kursy. W pozostalych dystryktach bedziesz musiala dostosowac swoj wyuczony norweski do tego, czego ludzie tam uzywaja. To jest w pelni mozliwe - wystarczy troche czasu i kontakt z ludzmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bob, dzięki za odpowiedź:) za niecałe 3 miesiące jadę na rok do stacji polarnej na Spitsbergenie, więc będzie trochę czasu, żeby samemu spróbować się nauczyć choć trochę norweskiego. Co potem będzie, to już się zobaczy:)

      Usuń
  6. Dobrego słownika nadal brak. Słownik Państwa Soleng jest niestety bardzo kiepski z powodu braku przykładów użycia poszczególnych wyrazów. W porównaniu ze słownikiem angielsko polskim Stanisławskiego jest to niestety przykład jak nie powinno się pisać słowników. Doceniam pracę państwa Soleng ale rynek czeka na poprawioną wersję z przykładami kontekstowymi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzień dobry. Bardzo proszę pomóc mi rozwiązać taką oto zagadkę :) Chciałabym kupić słownik państwa Soleng, jednak ten czerwony nie jest już w sprzedaży. Księgarnie oferują teraz niebieski słownik z 2015 roku, wydawnictwa Kunnskapforlaget. Z opisu wynika, że ma on około 60.000 haseł: http://www.norli.no/webapp/wcs/stores/servlet/ProductDisplay?urlRequestType=Base&catalogId=10051&categoryId=&productId=2272919&errorViewName=ProductDisplayErrorView&urlLangId=-101&langId=-101&top_category=&parent_category_rn=&storeId=10651 Czy jest to zatem wznowienie czerwonego słownika, a nastąpiła tylko zmiana wydawnictwa? Czy jest on równie dobry? Bardzo mi zależy na zakupie możliwie najlepszego i najbardziej szczegółowego słownika. Proszę o pomoc :) Olga

    OdpowiedzUsuń
  9. Słownik terminologii prawniczej norwesko-polski polsko-norweski autorstwa Macieja Iwanowa, Jana Michała Filipka oraz Romualda Iwanowa jes baardzo kiepski. Zawiera ogrom błędów, o których wypowiedział się już Harald Soleng. Niestety to jedyna taka pozycja na rynku z zakresu terminologii prawniczej. Najlepszym sposobem jest robienie własnych glosariuszy w oparciu o międzynarodowe akty prawne tłumaczone na języki polski i norweski..

    OdpowiedzUsuń