Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 25 stycznia 2012

Zima, zima, zima!!!

No nareszcie! Po tylu szarych i ponurych miesiącach wreszcie spadł śnieg w Grimstad. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak tęsknie za zimą do momentu aż biały puch nie pojawił się za oknem.

Bob jak tylko zobaczył śnieg stwierdził, że idziemy na narty. Zebraliśmy się szybciutko i pojechaliśmy na trasę (løypa) niedaleko nas. Okazało się jednak, że trasy nie są przygotowane, a śniegu jest za mało na bieganie na nartach. No ale o ile warunki nie pozwalały na biegi narciarskie, o tyle spacer był jak najbardziej wskazany.

Nie byliśmy jedynymi, którzy wybrali się na niedzielny spacer. Sporo ludzi biegało albo spacerowało, dzieciaki wykorzystywały każdą górkę byleby pozjeżdżać na sankach, jabłuszkach i innych dziwnych sprzętach, które pierwszy raz widziałam na oczy.

Według synoptyków zimowa aura ma się utrzymać w Grimstad przez cały tydzień (oby!), co więcej śniegu ma jeszcze napadać, a to oznacza, że w weekend może będziemy mieć koleją okazję do wypróbowania naszych sił w biegach narciarskich!



Strasznie mi brakowało takiej normalnej zimy. Świąt Bożego Narodzenia w ogóle nie poczułam właśnie ze względu na wszechobecną szarość i deszcz zamiast śniegu. No ale teraz, kiedy styczeń chyli się ku końcowi (i zbliża się rocznica naszej przeprowadzki do Grimstad), zima wreszcie sobie przypomniała o południu Norwegii.

Bob widział nawet, że dzisiaj Norwegowie normalnie jeździli na nartach po głównej ulicy Grimstad!

Tymczasem spora część Norwegów ma szansę w ogóle nie przeżyć zimy w tym roku, a to ze względu na bardzo popularne wyjazdy w styczniu do ciepłych krajów – Hiszpanii (z Wyspami Kanaryjskimi na czele), Tajlandii. Niektórzy jadą tylko na tydzień, inni na miesiąc, dwa lub nawet trzy. W tym roku taka wyprawa jest jeszcze bardziej wskazana, bo w 2011 roku pogoda nas nie rozpieszczała i generalnie nawet latem było stosunkowo zimno i mokro.

Ale nie czas mówić o wakacjach, mamy zimę (wreszcie). Najmniej zadowolony z przyjścia zimy jest nasz kot. W sumie to nie nasz, ale kot sąsiadów, którego ci mają tendencję zostawiać na dworze kiedy wyjeżdżają na weekend. W ten sposób, zupełnie niechcący zostaliśmy przybranymi opiekunami brązowo-czarnej Brzyduli (tak oficjalnie nazwaliśmy kota). Oboje z Bobem doszliśmy do wniosku, że takiego kota to mogliśmy mieć nie tylko na weekendy. Generalnie kot niewiele je, albo prawie w ogóle, głównie śpi zwinięty w kłębek na krześle w salonie albo pod naszym łóżkiem w sypialni. Tak więc w ogóle nie odczuwamy jego obecności. I dobrze, bo co za dużo to nie zdrowo :)

A kończąc wątek zimy, to bardzo fajnie, że przyszła i jest tak biało, ale mam nadzieję, że fakt iż jest tak bardzo spóźniona w tym roku nie spowoduje, że wiosna przyjdzie w tym roku później ;)

2 komentarze:

  1. Śnieg już był chyba trochę wcześniej niż wczoraj, nieprawdaż? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam:) wczoraj przypadkowo znalazlam ta strone i jestem zachwychona!! Wspanialy pomysl, zdjecia i wpisy sa swietne :) Bardzo mozliwe ze mnie rowniez bedzie czekala przeprowadzka do Norwegii w zwiazku z czym mam ogrna prosbe- eve podaj mi prosze swoj email mam kilka istotnych pytan, a Ty jestes osoba ktora moze pomoc mi na nie odpowiedziec;) moj email to ewka371@wp.pl. Pozdrawiam i z niecierpliwosia czekam na odpowiedz z Twojej strony:)

    OdpowiedzUsuń