Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

czwartek, 5 stycznia 2012

Święta, święta i po świętach

Koniec roku jest zwykle dla mnie czasem jednocześnie leniwym (ta zatrważająca ilość wolnych dni :D) i bardzo intensywnym – nagle pojawia się czas na nadrabianie zaległości we wszystkim. Od dwóch lat, czyli od przeprowadzki tutaj, Święta wiążą się z wielką wyprawą za wodę (Polska). Nie inaczej było tym razem i również w tym roku pojawił się poświąteczny problem „…ale jak my się zapakujemy?!”. To oczywiście wynik uaktywnienia się instytucji Mama, której powołaniem staje się zapakowanie nam jak największej ilości pożywienia, „bo przecież TAM takich rzeczy nie ma”.

Tym razem w Polsce spędziliśmy rekordowo mało czasu przy okazji Świąt i już dzień po nich byliśmy z powrotem w Norwegii. Przerwę świąteczną (romjula) spędziliśmy normalnie w pracy, przy czym obowiązywała tam „taryfa ulgowa” albo jeszcze świąteczna. Liczba odwiedzających bibliotekę spadła do średnio pół osoby na godzinę, a sama placówka otwarta była tylko przez cztery godziny! Również norweskie sklepy zapadły w zimowy sen i czekały na nowy rok. Po skończonej pracy niemal niemożliwym było odwiedzenie któregoś z uroczych butików przy głównej ulicy, ponieważ wszystkie były wcześniej zamykane.

Co innego teraz. Po Nowym Roku wszystko wystrzeliło z przytupem. Sklepy, jak to zwykle na początku stycznia, prześcigają się w ofertach i wyprzedażach. Autobus, którym zwykle jeżdżę z Kristiansandu do domu, przy Sørlandsparku zapełnia się teraz nie tyle ludźmi, co dźwiganymi przez nich reklamówkami pełnymi najróżniejszych produktów; a wszystko kupione w „okazyjnej” cenie.


Było już o Świętach, przerwie świątecznej i Nowym Roku; wypada zatem napisać parę słów o Sylwestrze, którego po raz pierwszy spędzaliśmy w Norwegii. Bawiliśmy się na przyjęciu zorganizowanym u nas w domu, w towarzystwie mojej najlepszej przyjaciółki, kolegi Boba ze studiów (również mieszka w Norwegii) oraz znajomego Francuza (choć posiadającego norweski paszport). Było więc międzynarodowo, co pociągało za sobą drobne problemy w komunikacji. Moja przyjaciółka nie umiała ani słowa po norwesku, Francuz nie znał polskiego (ale już się trochę nauczył!), a Bob od kiedy przeprowadził się do Norwegii mówi tylko po norwesku - pomijając fakt, że francuskiego i tak nigdy nie umiał:]

Północ spędziliśmy w mieście, oglądając otaczające nas z każdej strony wybuchy fajerwerków. O dwunastej był oczywiście tradycyjny szampan (ok, wino musujące), choć szczerze mówiąc nie jestem pewna, czy tłum otaczających nas Norwegów wznosił toast „tylko” szampanem... Potem miasto zapełniło się, a my kontynuowaliśmy swoją imprezę do rana (które tu z powodu ciemności niewiele odróżnia się od nocy :D).

Podobnie jak przed rokiem, żadnych postanowień noworocznych nie zrobiliśmy, choć trochę planów do zrealizowania mamy. Przez najbliższe pół roku zamierzam maksymalnie skupić się na pracy, tak abym do czerwca przekonała kierownictwo biblioteki, że warto zatrudnić mnie na stałe. O reszcie planów dowiecie się, jak je zrealizujemy.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla wszystkich. Powodzenia z realizacją marzeń, planów, postanowień (nie tylko noworocznych).

Pozdrawiamy i zapraszamy częściej na naszego bloga!

3 komentarze:

  1. Szczęśliwego! BTW - nie macie przecież nocy polarnych na południu norwegii... o.O

    OdpowiedzUsuń
  2. To z mężem rozmawiasz po norwesku? 8-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :)

    OdpowiedzUsuń