Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 26 grudnia 2012

Co przyniesie 2013 rok mieszkańcom Norwegii?

Będziemy jeszcze bogatsi, będziemy wydawać jeszcze więcej, zwłaszcza na produkty luksusowe, podróżować więcej i nie musimy bać się krachu na rynku nieruchomości. Taką prognozę na 2013 rok ogłosiło centralne biuro statystyczne Norwegii (SSB). Żyć nie umierać!

Norwegia w dalszym ciągu płynie pod prąd i w przeciwieństwie do innych Europejczyków, sytuacja finansowa mieszkańców Norwegii ma być tylko lepsza. Oprocentowanie kredytów według SSB w utrzyma się na drastycznie niskim poziomie, a nawet może się obniżyć, dając milionom zadłużonych Norwegów dodatkowe fundusze. Bezrobocie – jeśli w ogóle drgnie – to na pewno nie w górę, a kolejne odkrycia ropy i gazu na dnie morskim dadzą gospodarce porządnego kopa, a budżetowi państwa ogromne wpływy (SSB nie spodziewa się spadku cen paliw na rynkach światowych).


środa, 19 grudnia 2012

Kto w Norwegii rozdaje prezenty bożonarodzeniowe? Julenissen!

Święta coraz bliżej (podobno koniec świata też), zatem nasz cykl świąteczny chyli się ku zakończeniu. Zanim jednak go oficjalnie zamkniemy, wypada opowiedzieć krótko o najważniejszych osobnikach związanych ze świętami…
   
Julenisser

Słowo nisse pochodzi z języka duńskiego, na którym, bazuje język norweski i jest skrótem od imion Nikolaus i Nils. Do Danii przybyło z kolei z Niemiec w czasach reformacji. Słowo to było początkowo popularne we wschodniej części Norwegii i stamtąd rozprzestrzeniło się na cały kraj. W wyobrażeniach ludowych nisser mają zwykle długie, siwe brody, czerwone czapeczki i szare kubraczki i spodnie. Żyją w pobliżu osad ludzi i w zamian za dobre jedzenie i picie pomagają opiekować się domowymi zwierzętami; nisser bowiem są bardzo silne. Jeśli ludzie nie traktują ich dobrze, mogą okazać się bardzo okrutni i psotni, tym samym wyrządzając szkody w gospodarstwach.

środa, 12 grudnia 2012

Julemat – co Norwegowie jedzą na Święta?

Jak świat szeroki, w tradycję Świąt Bożego Narodzenia wpisało się jedzenie. W zależności od kultury i geografii będą to różne potrawy - w Polsce barszcz czerwony, uszka, karp czy makowiec; a w Norwegii?

W Norwegii sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, bo Norwegia to kraj rozległy i bardzo słabo zaludniony, zatem co region, to nieco inne tradycje. Standardowo do wyboru mamy 3-4 potrawy, które Norwegowie zwyczajowo spożywają w Wigilię: pinnekjøtt z rzepą i ziemniakami, ribbe z kapustą kiszoną oraz ziemniakami, lutefisk ze skwarkami z boczku oraz puree groszkowym lub ostatnio bardzo popularny kalkun. Ci, którzy są bardzo zainteresowani, zaraz dowiedzą się, co się kryje pod tymi tajemniczo brzmiącymi nazwami.

piątek, 7 grudnia 2012

Julepynt – udekoruj dom po skandynawsku

W ramach cyklu świątecznego, na Waszą prośbę, napiszę króciutko o tradycji dekorowania domów.

Ci, którzy mieszkają w Norwegii, pewnie już na początku listopada czuli się bombardowani z każdej strony reklamami dotyczących ozdób świątecznych wszelkiej maści – od światełek, poprzez bombeczki, figurki krasnalków w czerwonych czapeczkach (nisse), po wianuszki do powieszenia na drzwiach i świeczniki w różnych kształtach i rozmiarach. O ile miesiąc temu byliśmy powiadamiani o promocjach, tak teraz - na początku grudnia - przeżywamy prawdziwy potop reklamowy. Bob przyniósł dzisiaj do domu kilka świątecznych gazetek różnych sklepów; uwierzcie mi, nie było choćby jednej strony, na której nie reklamowano by świątecznych dekoracji.

Udekorowanie norweskiego domu na norweskie święta to wbrew pozorom bardzo ważna sprawa, wymagająca nie tylko zdolności finansowych i manualnych, ale także dobrej organizacji i pomysłowości. Wśród moich znajomych z pracy w robienie ozdób świątecznych zaangażowane są całe rodziny. Jeszcze w listopadzie przeczytałam w intranecie, że mój uniwersytet organizuje warsztaty z robienia dekoracji świątecznych dla dorosłych i dla dzieci. Wstęp wolny. Tak więc sami widzicie jak poważna to sprawa.

Udekorowanie domu ma służyć stworzeniu świątecznej atmosfery, a długie mroźne wieczory, spędzone na robieniu wycinanek mają na celu umilić czas oczekiwania na Wigilię. Po dwóch grudniach spędzonych w Norwegii (to jest już trzeci!) dochodzę do wniosku, że przygotowanie norweskich dekoracji można podzielić na kilka etapów.

niedziela, 2 grudnia 2012

Jak adwent w Norwegii, to i Julekalender


Dzisiaj wypada pierwsza niedziela adwentu, a co za tym idzie prawdziwy początek wielkich norweskich przygotowań do Świąt. Ekonomiści szacują, że w tym roku Norwegowie wydadzą z tej okazji jeszcze więcej niż rok temu, około 10 tysięcy koron na osobę… Boże Narodzenie to jednak nie tylko pieniądze wydane na prezenty, ale też tradycja (mniej lub bardziej skomercjalizowana, ale jednak). Przez najbliższe tygodnie spróbujemy przedstawić Wam niektóre aspekty norweskich (skandynawskich) tradycji świątecznych.

Żeby nam szybciej i przyjemniej czas płynął, zaczniemy od kalendarza odliczającego dni do Świąt. Norweski julekalender to coś, co wszyscy w Polsce doskonale znają albo przynajmniej kojarzą. Sto lat temu, kiedy jeszcze Eve była dzieckiem i wierzyła w Mikołaja, na fali mody z zachodu przybyły na ubogi wtedy rynek polski prostokątne, tekturowe pudełka w formacie A4. Na pudełkach była wydrukowana jakaś scenka świąteczna, na której ukryte były 24 okienka. Zasada była taka, że każdego dnia otwierało się jedno okienko i zjadało się jedną czekoladkę ukrytą w nim. Zabawę zaczynało się 1 grudnia, a kończyło w Wigilię. Już wiecie o czym mówię? Dokładnie. O kalendarzach adwentowych.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Półki polskich sklepów zapełniły się dobrami wszelkimi mniej lub bardziej potrzebnymi, Boże Narodzenie przybrało jeszcze bardziej komercyjny wymiar, a Eve i Bob wyjechali do Norwegii i tutaj zaczęli się zapoznawać z tradycją świąteczną wśród tubylców. Wyobraźcie sobie jakie było nasze zaskoczenie, kiedy 2 lata temu, po raz pierwszy w Norwegii ujrzeliśmy kalendarze adwentowe! W naszym mniemaniu był to relikt zamierzchłych czasów, tymczasem tutaj tradycja ta trzymała się całkiem mocno. Tylko same kalendarze przeszły prawdziwą metamorfozę! Otóż znane nam i wspominane z nostalgią tekturowe pudełka z czekoladkami podrzędnej jakości nie mają już prawa bytu w kraju dobrobytu. Kalendarze muszą być cool! „Najsłabsze” jakie zdarzyło nam się widzieć zawierały łakocie Haribo (oczywiście nie były tam umieszczone pojedyncze żelki, ale całe malutkie paczuszki z różnymi łakociami). Były też kalendarze z zabawkami i łakociami marki Kinder. Ciągle to jednak tylko łakocie… Tymczasem rynek jest o wiele bogatszy... Na przykład faworytem każdego chłopaka może być julekalender z Lego. Na każdy dzień tygodnia inna układanka ze słynnych klocków. Szczerze mówiąc sama, mimo wieku, nie pogardziłabym takim kalendarzem.

środa, 14 listopada 2012

Norweg na wakacjach za dużo pije i...

Wakacje to coś, na czym Norwegowie na pewno nie oszczędzają. Najtańsze rozwiązania nie wchodzą w grę - jak hotel - to czterogwiazdkowy, jak restauracja, to najlepsza, jak się bawić, to na całego.

Foto: Halden Arbeiderblad ( ha-halden.no )

Jako mieszkający w Norwegii Polacy, często spotykamy się z tym, że Norwegowie konsultują się z nami przed swoim wyjazdem do Polski oraz oczywiście opowiadają o podróży po powrocie. Za każdym razem zaskakuje nas, ile pieniędzy zdołali oni wydać w relatywnie tanim kraju, jakim na tle Europy jest Polska! Gdyby nie te rozmowy, nie wiedzielibyśmy nawet, że w naszych dawnych stronach stoi Hilton czy Mariott, a w galerii handlowej, którą my znaliśmy z zakupów w H&M i Zarze, znajdują się również butuki Hugo Bossa i Ralpha Laurena. Ileż to można nowego dowiedzieć się o swojej ojczyźnie od Norwegów! Naszą uwagę zwróciło też, że spośród podróżujących do Polski Norwegów, mało który słyszał o istnieniu linii lotniczych WizzAir, które z Norwegii latają przede wszystkich do polskich miast:)


sobota, 10 listopada 2012

Wszędzie dobrze, ale za granicą najlepiej

Mało który Norweg odwiedził Lofoty, prawie żaden nie był w Północnej Norwegii, za to większość zna Nowy Jork, Wyspy Kanaryjskie i Tajlandię jak własną kieszeń. Norwegowie to jeden z najczęściej podróżujących narodów Europy. Nic w tym dziwnego; argumentów za wyjazdem z kraju jest mnóstwo...

To zdjęcie wcale nie zostało zrobione w Norwegii, ale w... Albanii! Restauracje i hotele w nawet najbardziej odległych krajach świata zabiegają o ściągnięcie do siebie bogatych Skandynawów - wywieszają ich flagi, układają menu w językach północy, uczą się podstaw języka.

Mye for pengene

…jest norweskim powiedzeniem wyrażającym ile dostać można za pieniądze. Ponieważ chyba wszędzie jest taniej niż w Norwegii, z zasady za granicą Norwegowie dostają znacznie więcej za swoje korony, niż w ojczyźnie. Nie potrzeba oszczędności, żeby „dobrze” żyć Hiszpanii, Stanach czy krajach azjatyckich. Norweskie wypłaty aż nadto pozwalają utrzymać się za granicą. Poza tym coroczny wzrost pensji jest zwykle wyższy niż wzrost cen w innych krajach w tym samym okresie, wartość koron jest zatem większa z roku na rok. Znaczenie mają też oczywiście kursy walut, a te od lat układają się bardzo korzystnie dla miłujących podróże Norwegów. W czasach, kiedy świat pogrążył się w kryzysie, są dwie waluty uważane za bezpieczne – frank szwajcarski i korona norweska. Tym samym wartość koron w stosunku do euro czy dolara wzrosła do rekordowego poziomu w 2012.

Vi elsker sol!

Czyli kochamy słońce! Tak tak, chyba wszyscy zauważyliśmy, że Norwegowie – choć z natury mają jasną karnację – zwykle są baaardzo opaleni, brązowi lub jak mówi Eve, wręcz buraczani. Świecące słońce i temperatury rzędu 20 stopni w Norwegii za każdym razem stają się

wtorek, 30 października 2012

Norweski biznes dyniowy

Jeśli jeszcze tego nie zauważyliście, to znaczy, że przez ostatnie tygodnie nie wychodziliście z domu i nie byliście na zakupach. Dynie opanowały Norwegię, a wszystko za sprawą popularnego „święta” Halloween.

I pomyśleć, że jeszcze 10-15 lat temu o tym święcie nikt nie słyszał, w Norwegii nikt nie hodował dyń (bo i po co?), nikt nie planował z półrocznym wyprzedzeniem, w co się przebierze, a samo słowo „Halloween” kojarzyło się - co najwyżej - z amerykańskimi filmami. Czasy się jednak zmieniły, amerykańska kultura rozgościła na dobre, a wraz z nią halloweenowy szał. Ten odczuć można już w okolicach połowy października, kiedy to na wystawach sklepów zaczynają królować kolory pomarańczowy i czarny, w sklepach nie wiadomo skąd pojawiają się dynie (choć cały rok nikt nich nie jadł), a butiki typu Nille oferują wszystko, czego potrzebujesz na halloweenfest - zaczynając od koszyczka na słodycze, na kostiumie czarownicy kończąc.

poniedziałek, 22 października 2012

Październik – miesiąc, w którym twoje dochody stają się jawne dla sąsiada

O tym, że norweski urząd skarbowy (Skatteetaten) publikuje w internecie dochody, majątek i wysokość zapłaconego podatku przez każdego mieszkańca kraju, wie większość z nas. Z list podatkowych (Skattelister) – jak z każdej wiedzy – trzeba jednak umieć korzystać. Przedstawiamy zatem krótki przewodnik po skattelistach.

Listy podatkowe były w pełni jawne i dostępne bez żadnych ograniczeń w internecie aż do 2009 roku włącznie. Wystarczyło w zasadzie wpisać imię i nazwisko w norweskich googlach, aby dowiedzieć się, ile sąsiad czy kolega z pracy zgromadził na koncie czy też zarobił w ubiegłym roku. Portale prześcigały się w sposobach przedstawiania tych samych danych, oferując między innymi statystyki z danej miejscowości, statystyki spośród wszystkich osób urodzonych w danym roku, wykresy graficzne przedstawiające rozwój sytuacji finansowej każdego z nas czy prognozy wzrostu zarobków i majątku w kolejnych latach.

Sytuacja uległa zmianie rok temu, co wcale nie oznacza, że Norwegia stała się mniej transparentnym państwem. Listy podatkowe w dalszym ciągu dostępne są w Internecie, ale od 2011 roku należy się zalogować do portalu administracji publicznej AltInn, aby móc je przeglądać. W ten sposób dane te dostępne są tylko dla osób, które same są podatnikami w Norwegii, a więc posiadają dostęp do AltInn (www.altinn.no). Od 2011 urząd skarbowy ma wyłączność na publikowanie list podatkowych i przedstawia tylko „suche dane” - bez żadnych statystyk, wykresów czy prognoz. Skarbówka publikuje dane raz w roku – jesienią, zwykle w październiku – pojawiają się listy podatkowe za poprzedni rok i dostępne są przez okres 1 roku – aż do następnej jesieni, kiedy to zastępowane są nowymi listami. Portale i media mogą ciągle prezentować różne zestawienia dostępnych liczb, ale zabrania się im kopiowania i udostępniania całej bazy danych. W rezultacie skupiają się one na zestawieniach polityków, artystów i innych „sław” z pierwszych stron gazet. Przeciętny Ola, Kari czy Kowalski może zalogować się do list podatkowych na https://tjenester.skatteetaten.no/, używając np. MiniID czy Buypassa (różne rodzaje elektronicznego poświadczania tożsamości mieszkańców państwa norweskiego).

niedziela, 14 października 2012

Norskkurs for mer avanserte

Pamiętam, że gdy chodziłam na kurs norweskiego w Polsce, nauczyciel powtarzał nam, że dopiero praca w Norwegii pozwoli nam naprawdę nauczyć się języka. Po kilkunastu miesiącach na uniwersytecie muszę z ręką na sercu przyznać mu rację. Kompletnie wyzbyłam się już lęku przed mówieniem, mam całkiem pokaźny zasób słów. Czytanie literatury fachowej, gazet w języku norweskim nie sprawia mi problemu. Z kolegami z pracy dogaduję się bez najmniejszych trudności… i właśnie tu pojawił się mój mały problem.

Z jednej strony praca pozwoliła mi poczuć się swobodniej, jeśli chodzi o komunikację; z drugiej - zabiła moją wiedzę gramatyczną. Koledzy z pracy już tak przyzwyczaili się do tego, jak mówię, że przestali mnie poprawiać. Bardzo mnie to martwiło, tym bardziej, że wraz z zanikiem mojego poczucia norweskiej gramatyki pojawiły się nowe obowiązki w pracy związane z pisaniem w języku norweskim. I jak tu napisać poprawnie referat, jak zapomniało się poprawnego szyku zdań?

piątek, 5 października 2012

Polowanie na łosie czas zacząć!

Tylko w 2011 roku polować na łosie wyruszyło 61 tysięcy Norwegów. Ich ofiarą padło prawie 37 tysięcy łosi. Polowania to nie tylko tradycja i sport; w wielu regionach to wręcz wyznacznik biegnącego czasu. „Prawdziwi” Norwegowie – myśliwi – dzielą rok na okres przed polowaniem na łosie i po polowaniu.


Kiedy zatem jest TO polowanie? Króla lasu ustrzelić wolno już 1 września, pod warunkiem że poluje się w północnych rejonach – okolicach Kautokeino czy Karasjok. W województwach zachodniego wybrzeża sezon zaczyna się 25 września, na pozostałym obszarze kraju, 5 października. Poluje się najczęściej w zespołach (lag) a w gminach, gdzie tradycja jest najsilniejsza, do lasu wyrusza nawet ponad 1000 myśliwych. Dotyczy to zwłaszcza regionów pozamiejskich, gdzie prawie w każda rodzina w jakiś sposób zaangażowana jest w polowania.

Myśliwi rzadko wychodzą z lasu przed upływem tygodnia. Śpią na posłaniach, w szałasach, obozach. Palą ogniska, piją jegermeistera albo piwo, opowiadają ciągle te same stare historie z polowań w oczekiwaniu na nowe, lepsze. Funkcje w zespołach są z góry podzielone. Wiadomo kto dowodzi, kto prowadzi psy, kto tropi. Najbardziej doświadczeni nie przepuścili ani jednego sezonu polowań przez ponad 60 lat!

środa, 3 października 2012

Czemu najbogatszy naród Europy ma najuboższy wybór w sklepach?

Wśród serów do wyboru mamy Norvegia, Norvegia
i... Norvegia! fot. Tine
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w norweskich sklepach z lupą szukać trzeba znanych zza granicy marek, a wybór wśród tych krajowych jest relatywnie mały? Za sytuację odpowiadają mechanizmy regulacji rynku i zaporowe cła.

Norwegia za wszelką cenę broni własnego wewnętrznego rynku żywności przed zalaniem produktami zza granicy. Nie jest tajemnicą, że koszty produkcji czegokolwiek w innych krajach są wielokrotnie niższe niż w Norwegii, a co za tym idzie – gdyby rynek był otwarty i wolny – półki sklepowe wypełnione byłyby żywnością importowaną. Sklepy walczą bowiem o klienta i konkurują między sobą cenami, a jeśli o cenach mowa, zawsze zagraniczne produkty będą tańsze od wytwarzanych w Norwegii, bez względu na to, z jak daleka by nie pochodziły. Na pierwszy rzut oka, sytuacja idealna dla nas, konsumentów – duży wybór, niskie ceny, znane marki. Dlaczego więc zamiast uwolnić rynek, państwo wprowadza coraz to nowe bariery dla importu żywności z zagranicy? Wcale nie po to, żeby nabijać narodową kasę wpływami z ceł. Ochrona własnego rynku to ochrona osadnictwa i życia na rozległym obszarze kraju.

poniedziałek, 24 września 2012

To nie jest kraj dla palących

W Norwegii dużo mówi się o równości i równouprawnieniu; wartości te zdają się jednak nie dotyczyć kurczącej się w kraju grupy palaczy tytoniu. Palenie jest niepoprawne politycznie i kosztowne dla społeczeństwa jako ogółu, tak więc państwo działa na wszelkich możliwych płaszczyznach, by problemu się pozbyć.

Røykeloven, a więc ustawa określająca zasady obrotu wyrobami tytoniowymi i prawa palaczy, weszła w życie już w 1975 roku. Wówczas aż 41 procent ludności w wieku 16-74 lat paliła codziennie papierosy (dane SSB – centralnego biura statystycznego). Prawo zmieniało się kilkakrotnie, zawsze na gorsze dla palących.

poniedziałek, 17 września 2012

Drewniana chatka cz. 3 Odbieramy klucze do domu

Co prawda trochę czasu już minęło, odkąd odebraliśmy klucze od naszego domku, ale nigdy nie jest za późno, aby podzielić się doświadczeniem z tym związanym.

Zgodnie z tym, co pisaliśmy w poprzednich postach na temat kupna domu, datę odbioru kluczy (norw. overtakelse) ustalacie podczas spotkania z pośrednikiem nieruchomościami (meglerem) i dotychczasowym właścicielem waszego nowo nabytego lokalu. Przy wyborze daty, warto pamiętać o tym, że potrzebujecie trochę czasu na załatwienie formalności w banku. Wskazane jest więc nie wybierać kolejnego dnia na overtakelse. Rozsądnym okresem czasu jest minimum 2 tygodnie. Jeśli macie dużo mebli (= dużo pakowania), wiąże was umowa najmu dotychczasowego lokum, macie sporo spraw do pozałatwiania w związku z przeprowadzką, wtedy warto pomyśleć o wyznaczeniu daty na za miesiąc. Daje wam to dużo czasu na załatwienie formalności i spakowanie się.

poniedziałek, 10 września 2012

We've back

Ostatnio bywaliśmy na naszym blogu tylko charakterze gości za co przepraszamy. Blog cały czas istnieje, pomysły na kolejne posty są, tylko czasu na ich pisanie brak;]

Ostatnie tygodnie były dla nas mocno absorbujące. Z początkiem sierpnia przejęliśmy nasz nowy norweski domek. Jak już dostaliśmy do ręki klucze to zaczęła się akcja "Przeprowadzka", a że była to już nie wiem która przeprowadzka w naszym wykonaniu to zabranie się do niej wymagało sporej dawki motywacji.

Okazało się, że najlepiej motywuje czas. A w zasadzie jego brak. Do 15 sierpnia musieliśmy opuścić dotychczasowe mieszkanie, a 12. wylatywaliśmy na wakacje. Jak się zebraliśmy w sobie tak w weekend przeprowadziliśmy cały nasz dobytek. Nowym domkiem nie dane nam było się nacieszyć, bo zaraz po przeprowadzce wyruszyliśmy na Bałkany. Wróciliśmy z początkiem września i teraz całą swoją energię skupiamy na aranżacji domu. Wycieczki do Jysku stały się normą, a nowy katalog Ikei znam już na pamięć.

Dodatkowo wrzesień zapowiada się jako wyjątkowo urodzajny miesiąc pod względem weekendowych gości. Wygląda więc na to, że początek jesieni upłynie nam na spotkaniach ze znajomymi i skręcaniu kolejnych mebli.

W najbliższym tygodniu na blogu pojawi się tekst o overtakelse, czyli przejęciu domu od właścicieli. Podzielimy się też z Wami kolejnymi doświadczeniami związanymi z podpięciem internetu w nowym miejscu. Z perspektywy czasu jest to dość zabawne, że w żadnym z norweskich domów, w którym było nam dane mieszkać nie udało się przeprowadzić tej wydawałoby się rutynowej operacji bezproblemowo. Ale nie będę uprzedzać faktów ;)

Bardzo mnie cieszy, że mimo naszej niebytności blog żyje, pojawiają się nowe komentarze, nowi odwiedzający. Mam nadzieję, że nadal będziecie wpadać do Eve i Boba i poznawać Norwegię widzianą z naszej perspektywy.

Pozdrawiamy i do usłyszenia w kolejnym poście,
Eve&Bob

środa, 25 lipca 2012

Olimpiada po norwesku

Letnie igrzyska odbywają się tylko raz na cztery lata. Bez względu na to, czy sport się lubi, czy nie, takie wydarzenie obliguje (przynajmniej odrobinkę) do bycia kibicem i obserwowania zmagań sportowców. Tym razem mamy łatwiej, bo Olimpiada organizowana jest w Londynie, zatem różnica czasowa jest nieduża i nie musimy zarywać nocy przed telewizorem, jak to było 4 lata temu w Pekinie, czy w 2000 roku w Sydney.

Dla wszystkich tych, którzy chcieliby chociaż w minimalnym stopniu uczestniczyć w tym wydarzeniu, a nie posiadają dekoderów polskich telewizji, mamy króciutki przewodnik, gdzie Olimpiadę oglądać w Norwegii. Nie trzeba wcale mieć telewizora! (choć oczywiście bardzo ułatwia to całą sprawę).

Na Olimpiadzie jest zwykle tyle przeróżnych dyscyplin sportowych, że każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. W związku z tak wysoką liczbą dyscyplin, norweski nadawca publiczny NRK postanowił wyjść na przeciw wymaganiom ludu i od 27. lipca do 12. sierpnia nadawać będzie na dwóch kanałach telewizyjnych (NRK1 i NRK2) w zasadzie tylko sport. Dodatkowo telewizja NRK uruchomiła 7 kanałów internetowych. Klikając w ten link znajdziecie cały olimpijski “rozkład jazdy”.

Z góry jednak uprzedzam – Norwegia to nie Polska, a co za tym idzie - norweskie media skupiają się na pokazywaniu “lokalnych bohaterów sportowych”. Zatem na wszystkich 9 (w sumie) kanałach dużo będzie piłki ręcznej kobiet (norweska reprezentacja ma naprawdę spore szanse na podium), siatkówki plażowej, kolarstwa, żeglarstwa oraz dużo lekkiej atletyki (tu mamy szanse zobaczyć sporo polskich reprezentantów), pływania (miejmy nadzieje, że Polacy pokażą się z jak najlepszej strony) oraz wioślarstwa i kajakarstwa (tu też mamy mocnych zawodników). Z racji tego, że norweska reprezentacja na Olimpiadę liczy tylko 64 zawodników, więc oprócz “norweskich konkurencji” będzie także sporo innych dyscyplin, gdzie nasi zawodnicy będą występować i walczyć o zwycięstwo (i medale): tenis, siatkówka. Co do tej ostatniej dyscypliny, to  muszę zaznaczyć, ze Norwegowie wykazali się lekką ignorancją (Eve uwielbia siatkówkę, dlatego też pozwoliła sobie na tę uwagę). Pierwszego dnia turnieju siatkarzy Polacy zmierzą się z Włochami. Mówi się, że będzie to najciekawsze spotkanie w naszej grupie, decydujące o tym, kto z niej wyjdzie z pierwszego miejsca. Norwegowie jednak postanowili pokazać mecz Wielka Brytania- Bułgaria oraz Tunezja – Brazylia. Na szczęście wielbiciele siatkówki mogą liczyć na transmisje trzech z pięciu meczy grupowych Polaków podczas olimpijskiego turnieju siatkarskiego mężczyzn.

Generalnie Norwegowie transmitować będą sporo sportów drużynowych – turniej piłkarski, koszykarski, piłki ręcznej (szkoda, że bez naszych zawodników), więc wszyscy, którzy lubią gry zespołowe (zarówno kobiet jak i mężczyzn), powinni być usatysfakcjonowani.
Oglądając norweską telewizję może nam tylko trochę brakować polskich, złotoustych komentatorów i ich jedwabistych głosów – pływanie bez Przemka Babiarza? Albo lekka atletyka bez duetu Jóźwik i Szpakowski…? Trzeba się przyzwyczaić. Albo skorzystać z dostępnych transmisji w internecie. Choć tutaj może być gorzej z jakością… Bo na polską telewizję i ich transmisje „live” nie ma co liczyć – „przepraszamy materiał niedostępny”…

Dziś zaczynają się zmagania olimpijskie, zatem do boju Polsko i oby biało-czerwoni przywieźli worek medali. Najlepiej złotych;] Miłego oglądania i jeszcze milszego kibicowania!

poniedziałek, 23 lipca 2012

Norweskie lato festiwalowe


W tym roku lato Norwegów (i mieszkających w Norwegii Polaków) nie rozpieszcza. Pogoda jest niestabilna, piękne słoneczne dni przeplatają się z deszczowymi i chłodniejszymi. W gazetach i w radiu dziennikarze żartują, że jeśli ktoś chce usłyszeć dobre wiadomości, to niech nie dzwoni do meteorologa, tylko do biura podróży:]

Są jednak pewne sytuacje latem, kiedy pogoda nie odgrywa tak ważnej roli. Festiwale. Wtedy to nie pogoda się liczy, a dobra muzyka, dobra zabawa, alkohol i towarzystwo. Eve i Bob nie są największymi na świecie wielbicielami muzyki i festiwali, ale oboje jesteśmy pod wrażeniem tego, ile festiwali i koncertów organizowanych jest tutaj w miesiącach letnich. Jeszcze bardziej imponująca jest „obsada” poszczególnych eventów.

W czerwcu na Norwegian Wood Festiwal zagrali między innymi Tom Petty, niezwykle popularna w Norwegii Keizer Orchestra oraz Sting. Zaledwie dwa tygodnie później pod słynną skocznią Holmenkollen wystąpili weterani – KISS (nawet Eve i Bob wiedzą kto to Kiss!) oraz Rihanna. Na przełomie czerwca i lipca imprezy przeniosły się na południe – Hovefestival (na wyspie Tromøya pod Arendal) w tym roku gościł m.in. Snopp Doga i Lanę Del Rei. Wśród fanów rocka popularny jest Norway Rock Festival; w zeszłym roku z tej okazji grał na nim Alice Cooper (warto dodać, że Kvinesdal, w którym odbywa się ten festiwal jest gminą, liczącą ok. 5500 ludności). Niemal po sąsiedzku, w Kristiansandzie, tydzień temu wystąpiło Roxette. W przyszłym tygodniu w Arendal rusza popularny Canal Street Festival. W lipcu organizowany jest też Międzynarodowy Festiwal Jazzowy w Molde (rodzinne miasto nie tylko festiwalu, ale także słynnego norweskiego pisarza Jo Nesbo).

poniedziałek, 16 lipca 2012

Drewniana chatka, czyli jak kupić dom w Norwegii…? Cz. 2

Zgodnie z zapowiedzią, wracamy do przerwanego wątku kupna domu w Norwegii. W poprzednim poście pisaliśmy o tym, jak "ugryźć" visning i z czym to się wiąże, teraz dowiecie się, co dzieje się później, kiedy już wygracie budrundę.

Formalności przede wszystkim

Teraz, jak już dotychczasowy właściciel Waszego nowego domu zaakceptował Waszą ofertę przyjdzie wam się zmierzyć z formalnościami. Po pierwsze musicie podpisać umowę kupna-sprzedaży. W tym celu umawiacie poprzez meglera spotkanie z właścicielem domu i w obecności wszystkich trzech stron kontraktu (sprzedający, pośrednik, kupujący) podpisujecie umowę. Warto zarezerwować sobie trochę czasu na tę czynność, tak aby megler mógł Wam wytłumaczyć momentami skomplikowaną prawniczą nowomowę. Po stronie meglera leży poinformowanie komuny (gminy) o zmianie właściciela domu, więc nie musicie się martwić, że po przeprowadzce nie będzie Wam miał kto śmieci spod domu zabrać, albo podczas kąpieli zabraknie wody ;] Niektóre komuny mają coś co się nazywa obowiązkiem stałego zamieszkania (boplikt) – oznacza to, że kupując dom jesteście zobligowani do podpisana dokumentu, w którym potwierdzacie, że lokal który nabyliście jest waszym stałym adresem zamieszkania (a nie na przykład tylko domem na lato). Raczej mało realne, żeby ktokolwiek to weryfikował, jednak taki dokument należy podpisać. Inna rzecz, która czasami wiąże się z kupnem domu, to obowiązek bycia członkiem, czegoś co można określić jako wspólnota osiedlowa – w praktyce sprowadza się to do tego, że raz – dwa razy do roku skrzykują się wszyscy sąsiedzi i sprzątają obszar wspólny w waszej okolicy (plac zabaw, trawniki, chodniki itd.).

poniedziałek, 9 lipca 2012

Drewniana chatka, czyli jak kupić dom w Norwegii…? Cz. 1

Stało się. Rok 2012 jest rokiem ze wszech miar przełomowym w naszym życiu. Po podpisaniu stałej umowy o pracę przyszedł czas na dołączenie do zacnego grona kredytobiorców i zakupienie domu. I wraz z początkiem lipca plany stały się rzeczywistością, Eve i Bob zostali właścicielami 125 metrów kwadratowych :]

Z tej okazji postanowiliśmy się podzielić z Wami naszymi doświadczeniami związanymi z zakupem boligu w Norwegii. Tym bardziej, że procedura jest trochę inna niż w Polsce.

Finansieringsbevis, czyli na początku był bank

Zanim zaczniecie poszukiwania domu, aranżowanie wymarzonych czterech kątów oraz sporządzanie listy gości na parapetówkę, należy zdobyć finansieringsbevis – a więc potwierdzenie banku, na jaką maksymalną kwotę zakupu bank da Wam kredyt. Aby to zrobić należy udać się do banku lub wypełnić formularz na stronie internetowej banku i przesłać mejlem skany kilku dokumentów lub po prostu zadzwonić do banku. Zwykle ułatwia sprawę, jeśli będzie to ten sam bank, w którym macie konto. Taki bank może wtedy łatwo i szybko sprawdzić Wasze finanse, skontrolować wysokość miesięcznych wpływów i wydatków. Finansieringsbevis to po prostu potwierdzenie (zwykle w formie ustnej) zdolności kredytowej przez bank oraz określenie wysokości kwoty do jakiej bank zobowiązuje się udzielić wam kredytu pod zastaw domu.

sobota, 9 czerwca 2012

Fenomen skandynawskiego kryminału

Dawno, dawno temu, jeszcze w czasach, kiedy byłam w liceum, moja wiedza na temat literatury skandynawskiej zaczynała się na Astrid Lindgren, a kończyła na Henryku Ibsenie. Przy czym należy podkreślić, że pomiędzy nimi nie było nikogo:] Potem okazało się, że autor „Świata Zofii” – Jostein Gaarder, też jest Norwegiem. Ale to było wszystko.

Oczywiście po przyjeździe do Norwegii moja wiedza o norweskich pisarzach została znacznie pogłębiona. Tak sobie jednak myślę, że do 2008 roku, kiedy to ukazał się polski przekład pierwszego tomu Millennium, niewielu ludzi mogło się poszczycić dużo większą wiedzą z zakresu literatury skandynawskiej niż ja w czasach liceum. Jednak rok 2008 zmienił wszystko – w przeciągu roku na język polski przetłumaczono 3 opasłe tomy trylogii, która stała się wielkim hitem i otworzyła zamkniętą do tej pory furtkę dla literatury skandynawskiej. Za tłumaczeniami Larssona pojawiły się na polskim rynku książki Jo Nesbo, Camilli Lackberg oraz Henninga Mankella. Każda jedna pozycja ich autorstwa to gwarantowany hit.

sobota, 2 czerwca 2012

Lato w maju

Druga połowa maja upłynęła nam pod znakiem pięknego lata, dwóch tygodni bez żadnych opadów oraz temperatur, które na wielu stacjach pomiarowych w południowej Norwegii przekroczyły 30 stopni. Wraz z gorącymi dniami, Norwegia przeszła w „feriemodus”, a więc swoisty tryb wakacyjny, w którym pracę odstawia się na boczny tor, a ludzie z dnia na dzień stają się jeszcze bardziej wyluzowani i brązowi. O tym, że to chyba już lato świadczą też inne znaki na niebie i ziemi…

Zwiastun nr 1: ludzie chodzący na boso po ulicy. Jak tylko w połowie maja zobaczyłam chłopaka chodzącego na bosaka wiedziałam już, że lato tuż tuż. Mimo, że jestem tutaj już trochę czasu, co roku zachodzę w głowę, jak Ci ludzie mogą chodzić na boso po ulicy?! A może po prostu Norwegowie mają stopy jak hobbici i najzwyczajniej w świecie nagrzany asfalt kompletnie ich nie rusza?

poniedziałek, 28 maja 2012

Czego słuchać w Norwegii. Krótki przewodnik po popularnych stacjach radiowych.

Na pewno nie raz tak mieliście. Jesteście za granicą. Jedziecie samochodem. Baaaardzoooo dłuuuugoooo. Zdążyliście już przesłuchać (i nauczyć się na pamięć) cały muzyczny arsenał, który zabraliście ze sobą na drogę. Dochodzicie do tego krytycznego momentu, w którym albo sami zaczynacie śpiewać, albo zaczyna śpiewać wasz towarzysz podróży, albo decydujecie się na włączenie radia.

Z racji tego, że wielu z Was, wybierających się do Norwegii przemieszczać się będzie po tym pięknym kraju samochodem, warto zawczasu sprawdzić co Was czeka na jakim kanale radiowym.

Stacji radiowych w Norwegii jest dużo i nie sposób opisać wszystkich. Dlatego skupię tylko na największych i najpopularniejszych stacjach.

niedziela, 20 maja 2012

Norwegia jest naj czyli słów kilka o patologii velferdsstaten

Velferdstat - według słownika języka norweskiego - to państwo, w którym władze mają odpowiedzialność za socjalny dobrobyt mieszkańców. Pojęcie, którego z lupą można by szukać w słownikach innych języków znakomicie oddaje to, co dzieje się nad fiordami.


Jest super

W Norwegii panuje równouprawnienie, którego inne kraje mogą tylko pozazdrościć, odsetek kobiet pracujących jest w czołówce światowej, ilość kobiet zasiadających w zarządach i radach dużych firm bije na głowę inne landy (poziom narzuca prawo), a o bezrobociu na poziomie 3,2 % może ogarnięta kryzysem Europa (a nawet skandynawscy sąsiedzi) tylko pomarzyć.

ONZ i inne wielkie, ważne organizacje, do znudzenia publikują raporty i zestawienia, w których Norwegia albo jest najlepszym krajem do życia albo najlepszym krajem dla kobiet, to znowu dla matek z dziećmi czy dla samych dzieci. Poziom płac i stabilność pracy nie pozostawia też wątpliwości, że na tle innych krajów Europy, Norwegia będzie również najlepszym krajem do pracy. Większość branży na rynku pracy posiada negocjowane co roku umowy taryfowe, które z góry określają minimalne stawki w danym zawodzie zależne tylko od ilości przepracowanych lat. Prawo pracy bezwzględnie chroni pracownika, nie pozostawiając pracodawcom zbyt wielu możliwości na legalne zwolnienie kogoś, kto po prostu nie spełnia oczekiwań i nie wykonuje pracy w sposób zadowalający.


Wzrost cen z roku na rok jest niższy niż wzrost pensji, co powoduje, że wartość nabywcza zarabianych koron rośnie szybko, a wraz z nią dobrobyt.


Zastanawiacie się, gdzie jest haczyk, skoro w tytule wpisu padło słowo „patologia”?

czwartek, 10 maja 2012

Fast jobb på UBA...

...czyli w wolnym tłumaczeniu: dostałam wreszcie stałą umowę o pracę!!!!

Nasza obniżona aktywność na blogu w kwietniu była spowodowana nie tylko wyjazdami i urlopami, ale także moją pracą.

Krótka powtórka z historii. Dokładnie rok temu, w maju zaczęłam staż w bibliotece uniwersyteckiej w Kristiansand. Staż trwał w sumie 6 miesięcy. Po tym czasie okazało się,

piątek, 4 maja 2012

Majowe urlopowanie w Norwegii

Oj, kto by pomyślał miesiąc temu, że przeszło cztery tygodnie będzie musiało upłynąć do następnego wpisu. Ja na pewno nie :] aczkolwiek można to było przewidzieć, kwiecień okazał się bowiem dla nas miesiącem wybitnie wyjazdowym.

Zaczęło się od wielkanocnej podróży do Polski. Tuż po powrocie musiałam się pakować i jechać na konferencję do Szwecji. Dosłownie kilka godzin po powrocie z niej byłam już w trybie wakacyjnym i jechaliśmy z Bobem na nasze wiosenne wakacje – objazdówkę po znajomych i zachodniej Norwegii (Vestlandet). O samym urlopie na pewno niedługo napiszemy. Na razie, jako przedsmak tego co Was czeka możecie podziwiać prześliczne zdjęcia Boba z przepięknego miasteczka – Ålesund. Przyznam szczerze, to właśnie wizyta w tym mieście trzy lata temu przekonała mnie ostatecznie do wyjazdu do Norwegii :]

Co prawda my już wróciliśmy z wojaży i przynajmniej do czerwca raczej nie będziemy się ruszać z domu, tymczasem Norwegom właśnie teraz nadarza się kilka ciekawych okazji do odpoczynku i podróży i to bez konieczności brania urlopów!

wtorek, 3 kwietnia 2012

Påske, czyli Wielkanoc po norwesku

Jeśli dopiero co przyjechaliście do Norwegii i zastanawiacie się, co oznacza wszechobecne słówko „påske”, to śpieszymy z pomocą; påske to oczywiście Wielkanoc.

W kościele katolickim Wielkanoc jest najważniejszym świętem w ciągu całego roku liturgicznego. Dla Norwegów påske także jest ważne, choć raczej w innym znaczeniu. To przede wszystkim kumulacja wolnych od pracy dni, chyba największa w ciągu roku. W Norwegii bowiem wolne są zarówno czwartek, jak i piątek w Wielkim Tygodniu. Wiele osób wolne rozpoczyna jeszcze przez niedzielą palmową! Niestety Wielka Sobota to normalny dzień roboczy, co oznacza, że Ci którzy pracują w usługach, nie mogą się w pełni cieszyć påsketid.

Jak dotąd nie udało nam się spędzić samej Wielkanocy w Norwegii i wszystko wskazuje na to, że i w tym roku nie będzie nam to dane. Mimo to jako żywo zainteresowani baczni obserwatorzy rzeczywistości, podpatrzyliśmy, popytaliśmy znajomych, poczytaliśmy gazety i obraz norweskiej Wielkanocy mamy!

czwartek, 22 marca 2012

Norweskie czytelnictwo

Wczoraj wieczorem Bob wspomniał o statystykach dotyczących czytelnictwa książek. Dzisiaj w internetowym wydaniu dziennika Agderposten znalazłam cały tekst poświęcony czytelnictwu książek wśród Norwegów. Muszę przyznać, że jako czynną zawodowo bibliotekarkę wyniki bardzo mnie podbudowały.

Ponad 25% Norwegów według Statistisk sentralbyrå (główny urząd statystyczny) codziennie sięga po książkę, w praktyce oznacza to, że ponad milion Norwegów w ciągu dnia poświęca chwilę czasu na przeczytanie kilku stron książki. To dużo. A nawet bardzo dużo, bo z tego co pamiętam, według ostatniego raportu dotyczącego czytelnictwa w Polsce każdy Polak przeczytał w ciągu minionego roku… pół książki.

Wróćmy jednak do Norwegii. Badania nad czytelnictwem książek w Norwegii wykazują tendencję rosnącą. Według ekspertów (i ja się z nimi zgadzam) fakt ten spowodowany jest różnorodnością dostępnych typów książek. Oprócz tradycyjnej - papierowej popularne są też książki audio oraz książki elektroniczne. Duże biblioteki już kilka lat temu zadbały o dostęp do czytników e-książek, które wypożyczane są teraz jak tradycyjne wydania. Jeśli chodzi natomiast o audiobooki, to w zasadzie większość książek na rynku dostępna jest już w wersji dźwiękowej. Norwegowie słuchają książek jadąc samochodem albo podróżując. Audiobooki są do tego stopnia popularne, że studenci w bibliotece często pytają, czy w takim formacie mamy nie tylko literaturę piękną, ale także podręczniki akademickie. Niestety, aż tak rozwinięty rynek książek mówionych w Norwegii nie jest :]

niedziela, 18 marca 2012

Ludność Norwegii przekroczyła 5 milionów

Co szczególnego jest w dacie 19. marca 2012 roku? Dla większości świata pewnie nic, ale Norwegii właśnie tego dnia przybędzie mieszkaniec nr 5 milionów.

W Norwegii wydarzenie to stało się powodem bardzo ożywionej debaty. Wszystko dlatego, że 5 milionowy mieszkaniec Norwegii nie zostanie powitany na porodówce w szpitalu w Oslo czy w innym dużym mieście, ale prawdopodobnie na jednym z przejść granicznych albo lotnisku Gardermoen.

Bob pisał już na blogu o populacji Norwegii. Według szacunków centralnego biura statystycznego (SSB) w 2040 roku połowę mieszkańców Oslo będą stanowili imigranci lub ich potomkowie – innymi słowy nie będą to etniczni Norwegowie. Stolica Norwegii jest jedną z najszybciej rozwijających się stolic na świecie jeśli chodzi o przyrost ludności. Tak błyskawiczny wzrost stanowi nie lada wyzwanie dla urzędników, którzy muszą zadbać o odpowiednią infrastrukturę, umożliwić dostęp do wszelkich usług, zapewnić odpowiednią ilość szkół, miejsc w przedszkolach itp., a przy tym zadbać o integrację. Już teraz ceny mieszkań w Oslo osiągają kosmiczne wartości ze względu na wysoki popyt, a będzie jeszcze drożej.

Na drugim biegunie demograficznym są małe komuny (gminy), które w zasadzie rozwijają się tylko dzięki obcokrajowcom. Blisko 120 komunom norweskim udało się odwrócić wieloletni trend i uniknąć spadku przyrostu ludności właśnie za sprawą imigrantów, którzy osiedlili się w nich. W takich rejonach władze prowadzą wręcz politykę zachęcającą obcokrajowców do osiedlania się. Organizowane są dodatkowe nabory do przedszkoli, a ludność przyjezdna uświadamiana jest w kwestii praw im przysługujących oraz ulg, z których mogą skorzystać. Gminy oferują obcokrajowcom „fadderów” (opiekunów, do których zawsze mogą się zwrócić), pomoc prawną, wypełnianie dokumentów, kursy językowe i inne usługi potrzebne do rozpoczęcia nowego życia i radzenia sobie w nowej rzeczywistości.

czwartek, 15 marca 2012

Słownik polsko-norweski. Jaki mamy wybór i jak wybrać najlepszy

Polaków w Norwegii przybywa zatem zapotrzebowanie na tego typu publikacje jest dość duże. Tym bardziej, że popularny Google Translate nie jest doskonały i nie można zawsze i wszędzie z niego korzystać. Dlatego warto zaopatrzyć się w „stary” dobry, słownik. Najlepiej, żeby był zarówno polsko-norweski jak i norwesko-polski.

Zarówno polski, jak i norweski rynek oferuje kilka ciekawych pozycji. Jednak po kilku latach doświadczeń językowych, muszę stwierdzić, że słowniki wydane w Norwegii są znacznie lepiej przygotowane, zawierają więcej informacji i większy zasób słów. Nie ma co jednak uprzedzać faktów. Przegląd słowników polsko-norweskich zacznę od rodzimej oferty wydawniczej.

Słowniki znad Wisły

Na dobry początek Słownik polsko-norweski, norwesko-polski, wydawnictwa Level Trading. W zasadzie jest to niestety jedyny słownik polsko-norweski i norwesko-polski wydany w Polsce. Zawiera ponad 14.000 haseł, głównie wyrazy codziennego użytku. To czego w nim brakuje to zapis fonetyczny. Tylko niektóre hasła go posiadają i to w formie raczej spolszczonej niż z zastosowaniem międzynarodowego zapisu fonetycznego haseł. Szata graficzna i sposób prezentacji haseł nie powala, ale dla osoby, która zaczęła przygodę z językiem norweskim taka pomoc naukowa w zupełności wystarczy. Plusem na pewno jest też rozmiar – poręczne a6 mieści się w torebce, plecaku oraz w większych kieszeniach. Planując wyjazd do Norwegii warto się w taki słownik zaopatrzyć. Na jego korzyść przemawia niska cena.

sobota, 10 marca 2012

Wiosna, wiosna wokół

Wygląda na to, że południe Norwegii chyba już w tym roku powiedziało zimie „Ha det bra” i teraz wszystkim mieszkańcom, w tym nam, przyjdzie cieszyć się coraz wyższą temperatur na dworze i coraz dłuższymi dniami.

W sumie to jestem trochę rozdarta; tej zimy odkryłam, że można uprawiać sporty zimowe (!) i że jest to strasznie fajna sprawa i tak trochę mi przykro, że nie udało nam się więcej razy skorzystać z nart. Może w przyszłym roku.

Tymczasem ciepłą kurtkę można odwiesić na kołek, a ciężkie buty zamienić na wygodne i znacznie lżejsze. Strasznie się cieszę z tej wiosny i z tego słońca. W tym roku, w przeciwieństwie do poprzedniego postanowiłam wziąć się mocno za siebie i zacząć więcej czasu spędzać aktywnie. Przeprosiłam się z bieganiem i skoro tylko temperatura trochę podskoczyła postanowiłam zacząć wykorzystywać tę formę rekreacji. Tym bardziej, że zupełnie przez przypadek, a wręcz z lenistwa, odkryłam, że na stadionie w Grimstad jest genialna bieżnia do biegania o fantastycznej nawierzchni. A dlaczego z lenistwa to odkryłam? Bo droga przez stadion była krótsza :D

środa, 7 marca 2012

Dzień kobiet w Norwegii



8 marca jest chyba jednym z niewielu świąt, które w kalendarzu polskim i norweskim pokrywają się. Dzień kobiet. Bardzo byłam ciekawa, jak ten dzień jest obchodzony w kraju równouprawnienia, gdzie poprawność polityczna względem kobiet bywa ważniejsza niż realne kompetencje.

Z tego co dzisiaj widziałam przechadzając się po miasteczku, na dzień przed Dniem Kobiet norweskie księgarnie, sklepy z pamiątkami, perfumerie, drogerie, sklepy papiernicze, odzieżowe, z bielizną, jubilerzy absolutnie nie prześcigają się w specjalnych ofertach związanych z datą 8. marca. To samo dotyczy sklepów spożywczych, żadnych specjalnych wystawek z czekoladkami, kwiatkami, ciastami. Zupełnie jakby 8. marca był równie zwyczajnym dniem jak np. 6. marca albo 12. maja.

Tymczasem - mimo że w Polsce nie mieszkam od dawna - od tygodnia (przynajmniej) moja skrzynka mailowa zalewana jest potokiem informacji dotyczących promocji przygotowanych nomen omen na moje święto. Pomijając fakt, że wszystkie te maile powinny (jeśli w ogóle) trafić do Boba, to zdecydowanie norweski 8. marca i polski 8. marca różnią się . I to bardzo.

sobota, 3 marca 2012

Krótki przewodnik po norweskich rybach

Nikogo nie powinno dziwić, że ryby stanowią podstawę diety większości Norwegów. Przyjeżdżając do kraju fiordów ma się dwa wyjścia - polubić ryby i zacząć je serwować na obiady lub wracać tam skąd się przyjechało pokonanym przez naturę.

My z Bobem zaliczamy się do tej pierwszej grupy. Mieszkając w Polsce nie mieliśmy zbyt często okazji do jedzenia ryb. To, co można było kupić w marketach dalekie było od tego, co powszechnie rozumie się pod słowem „ryba”. Poza tym zawsze po przygotowaniu takiej „ryby”, potem przez tydzień towarzyszył nam jej „zapach”.

Tutaj ryby są tańsze niż wieprzowina, wołowina czy drób i dodatkowo ich wybór jest bardzo duży - nawet w zwykłych marketach spożywczych można liczyć na szeroką gamę różnych gatunków ryb, zwykle zarówno mrożonych, jak i świeżych.

wtorek, 28 lutego 2012

Norwegia na wesoło

Ostatnimi czasy sporo osób pytało mnie o Norwegię i o wyjazd tutaj. Obok pytań stricte praktycznych, padały też te o samą Norwegię i Norwegów. Tak się złożyło, że niedawno, zupełnie przez przypadek natknęłam się na serię zabawnych książeczek przedstawiających Norwegię i Norwegów na wesoło. Myślę, że te książeczki mogą być fajną lekturą i wbrew pozorom sporo można się z nich dowiedzieć. Dodatkowo są napisane w języku angielskim, więc możecie spokojnie zapoznać się z ich treścią nie znając ani jednego słowa po norwesku.

Cała seria liczy w sumie 3 tytuły w niewielkim poręcznym formacie. Są to w zasadzie komiksy. Autorką zarówno rysunków jak i treści jest Jenny K. Blake, Australijka, która mieszkała w Norwegii przez 3 lata. Pierwsza książeczka z serii ukazała się w 2003 roku i nosi tytuł „Brown cheese, please. Nowary inside out from the outside in”. Kolejna, „Norsk, ikke sant? Norge, Nordmenn & all things norsk” pochodzi z roku 2006. Mimo norweskiego tytułu treść jest w języku angielskim. Ostatnią jak dotąd pozycją jest „The Norway way. The Essentials guide to Norway & the Norwegians”.

czwartek, 23 lutego 2012

Vikersund, czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o lotach narciarskich

Od dzisiaj do niedzieli włącznie oczy wszystkich wielbicieli skoków narciarskich zwrócone będą w stronę Vikersund - niewielkiego norweskiego miasteczka oddalonego od Oslo o niespełna 90 km. To właśnie tam rozpoczynają się dzisiaj mistrzostwa świata w lotach narciarskich i to tam w zeszłym roku został ustalony rekord świata w najdłuższym oddanym skoku.

Dokładnie rok i 12 dni temu 25-letni wówczas Johan Remen Evensen w pięknym stylu pofrunął na 246,5 metr, tym samym ustanawiając nie tylko rekord nowiutkiego obiektu, ale także zapisując się w historii dyscypliny. Czy jego wyczyn powtórzy ktoś w tym roku? A może ktoś poleci jeszcze dalej? O tym przekonamy się już niebawem. Niestety rekordziście nie będzie dane bronić swego osiągnięcia sprzed roku. W miniony weekend, po konkursie w lotach narciarskich w Oberstdorfie ogłosił on koniec swojej kariery. W Norwegii był to spory szok dla wielbicieli dyscypliny, wszyscy liczyli bowiem na swojego latającego ulubieńca.

Koniec kariery nie oznacza wcale, że Evensen nie pojawi się w Vikersund. Pojawi się i to w dość nietypowej roli – zaśpiewa hymn mistrzostw świata; hymn, którego autorem jest pochodzący z Austrii trener norweskiego teamu. Tym bardziej warto zobaczyć początek ceremonii otwarcia mistrzostw.

wtorek, 21 lutego 2012

Urodziny króla Norwegii

Dzisiejszy dzień, 21 lutego, od 75 lat w kalendarzach norweskich oznaczany jest jako dzień flagi. W praktyce polega to na tym, że Norwegowie tego dnia wciągają na swoje przydomowe maszty narodowe flagi norweskie. O ile dla zwykłych mieszkańców jest to dobrowolne, o tyle dla urzędów, placówek oświatowych i kulturalnych jest to obowiązek. Dlaczego akurat dzisiaj norweskie flagi powiewają na wietrze? Wszystko po to, aby uczcić 75. urodziny króla Haralda V, pierwszego po 567 latach, króla norweskiego, który urodził się w Norwegii (ojciec i dziadek obecnego króla urodzili się w Danii).

Król Harald V jest synem Olava V, który to przybył do Norwegii ze swoim ojcem w roku 1905. Harald V, mimo że był dopiero trzecim potomkiem Olava V, był od swoich narodzin prawowitym sukcesorem tronu norweskiego. W tym czasie bowiem prawo dziedziczenia tronu nie obejmowało kobiet, w związku z czym siostry Haralda, chociaż znacznie starsze, nie mogły wstąpić na tron po swoim ojcu (prawo dziedziczenia tronu także w linii żeńskiej zostało wprowadzone w życie dopiero w 1990 roku).

Król Harald to postać nietuzinkowa i niezwykle barwna. W latach 60-tych był on sprawcą sporego jak na owe czasy skandalu obyczajowego! Młody (w tamtych czasach) następca tronu na żonę (i przyszłą królową) wybrał sobie kobietę z ludu!!! Dziewięć lat król Olav kazał młodym czekać zanim ostatecznie zaakceptował wybór syna i po konsultacji ze wszystkimi chyba politykami w kraju zgodził się na ślub swojego jedynego dziedzica z Sonją Haraldsen. Nie dziwi zatem fakt, że kilkadziesiąt lat później już jako król Harald V zaakceptował on partnerów życiowych swoich dzieci, którzy również z rodami arystokratycznymi mają niewiele wspólnego.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Najbardziej urokliwe norweskie hotele

Jaka szkoda, że ten weekend się już skończył!!! Chyba pierwszy raz odkąd pracuję w bibliotece tak strasznie, ale to strasznie nie chciało mi się wstawać dzisiaj do pracy. Wszystko za sprawą weekendu, który spędziliśmy w prześlicznej miejscowości Vrådal w zachodnim Telemarku.

Mieliśmy szczęście do pogody, szczególnie drugiego dnia, więc udało nam się pobiegać trochę na nartach (i po wywracać się też), byliśmy też na uroczym kuligu. Na początku było mi trochę żal tych koników, że tak muszą ciągnąć sanki z nami. Bob powiedział jednak, że koniki muszą też trochę popracować, bo inaczej będą nie w formie. Więc jesteśmy usprawiedliwieni!

Na nocleg Bob wybrał przepiękny hotel (Straand Hotel), w którym udało nam się dostać pokój w historycznej części, wyposażony w tradycyjny sposób. Hotel wybudowany został jeszcze w XIX w. (część, w której nam udało się zamieszkać). Z czasem zapotrzebowanie na usługi turystyczne rosło, więc i sam hotel się rozwijał. W ten sposób rozbudował się on o kilka skrzydeł, basen, sale konferencyjne. Na szczęście właściciele hotelu nie odcięli się od tradycji, dzięki czemu i my mieliśmy okazję obcować z tradycjami norweskimi. Już sama nie wiem, czy większą atrakcją był dla mnie sam hotel, czy ta prześlicznie położona miejscowość.

niedziela, 12 lutego 2012

Co ubiera Norweg gdy za oknem śnieg?

Jeszcze w Polsce mój nauczyciel norweskiego przestrzegał nas, że po przeprowadzce na Półwysep Skandynawski on i jego rodzina musieli wymienić całą garderobę ze względu na panujące tutaj temperatury. Nie do końca chciało mi się wtedy w to wierzyć. Cóż, po dwóch zimach spędzonych w Norwegii mogę powiedzieć, że nauczyciel… nie miał racji. Ku rozpaczy Boba moja garderoba nie została wymieniona, a powiększona :]

Norwegia większości kojarzy się ze srogim zimnem. Jak zatem Norwegowie ubierają się, kiedy termometr za oknem wskazuje niebezpiecznie niską temperaturę?

Różnie. Praca na uniwersytecie i korzystanie z komunikacji miejskiej daje niezłą okazję do przyjrzenia się, jak Norwegowie, mieszkańcy domniemanej krainy wiecznych mrozów, ubierają się zimą. Na podstawie moich obserwacji stworzyłam kilka typów Norwega zimową porą.

środa, 8 lutego 2012

Kilka słów o populacji Norwegii

Norwegia jest duża, długa i rozległa, w zasadzie większa od Polski pod względem powierzchni, a jednocześnie niewyobrażalnie „mała” - jeśli wziąć pod uwagę liczbę ludności zamieszkującej kraj. W skali Europy populacja Norwegii mogłaby stanowić większą dzielnicę Londynu czy Moskwy.

Ludność Norwegii szybko wzrasta i wkrótce przekroczy pięć milionów mieszkańców; nie dlatego, że każda Norweżka rodzi czwórkę dzieci, ale głównie z powodu dużej ilości imigrantów, którzy tu odnajdują lepsze życie i osiedlają się. Aktualnie już ponad 600 tys. osób w tej niespełna 5-milionowej populacji nie jest Norwegami (ponad 12%); spośród nich pół miliona samemu przeprowadziło się tutaj, a 100 tysięcy to osoby urodzone w Norwegii, których żadne z rodziców etnicznie Norwegiem nie jest. Co trzeci „przyjezdny” ma już norweskie obywatelstwo (34%).

poniedziałek, 6 lutego 2012

Wisława Szymborska i Norwegia

O śmierci wybitnej polskiej poetki Wisławy Szymborskiej dowiedziałam się w środę po powrocie z konferencji. Zrobiło mi się bardzo przykro z tego powodu, bo ceniłam ją zarówno za jej twórczość, jak i osobowość. W środę i w czwartek przeczytałam chyba wszystko, co ukazało się na jej temat w polskich mediach.

Tymczasem dzisiaj Bob kompletnie mnie zaskoczył pokazując mi artykuł poświęcony noblistce w Aftenposten – największym norweskim dzienniku.

Autorem tekstu jest Christian Kjelstrup, który jako krytyk literacki bardzo dobrze orientuje się w literaturze polskiej. Szymborską wymienia w swoim artykule w jednym rzędzie z Czesławem Miłoszem, Tadeuszem Różewiczem, Zbigniewem Herbertem i Adamem Zagajewskim. Do tego wybitnego grona poetów dołącza też Ryszarda Kapuścińskiego. Całą szóstkę uznając za generację niezwykle wartościowych polskich pisarzy.

Nie często zdarza mi się w norweskich mediach czytać o wybitnych polskich artystach z takim uznaniem, tym bardziej ucieszył mnie tekst Kjelstrupa. W swoim artykuliku autor wspomniał o uzasadnieniu przyznania Szymborskiej Nobla. Wspomniał o jej poetyckim debiucie oraz o tym, że całe (bez 9 lat) życie spędziła w Krakowie, który stanowił dla niej doskonały punkt obserwacji codzienności i życia ludzi.

czwartek, 2 lutego 2012

One day in Oslo

Praca w norweskiej bibliotece uniwersyteckiej wymaga między innymi czynnego udziału w przeróżnych konferencjach i seminariach. Generalnie jest w czym wybierać: tygodniowa konferencja w centrum Londynu związana z mediami internetowymi, tygodniowy wyjazd na wyspy greckie na seminarium dotyczące rozwoju instytucji naukowych - żeby wymienić te najfajniejsze, w których moi koledzy z pracy oczywiście uczestniczyli.

Trochę mniej spektakularny, ale równie fajny był wyjazd integracyjny połączony z seminarium do hotelu SPA (w tym akurat uczestniczyłam). Ale żeby nie było tak fajnie są też „normalne” konferencje, zwykle jedno- lub dwudniowe, w których ważnym punktem programu obok wykładów i referatów są rozmowy przy lunchu i generalnie dobra zabawa. Z tego co się zorientowałam, konferencje organizowane przez pracodawcę Boba idą krok dalej i wieczorami odbywa się regularna impreza z konferansjerem, konkursy, alkohol, tance, śpiewy i kac gigant następnego dnia.

środa, 25 stycznia 2012

Zima, zima, zima!!!

No nareszcie! Po tylu szarych i ponurych miesiącach wreszcie spadł śnieg w Grimstad. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak tęsknie za zimą do momentu aż biały puch nie pojawił się za oknem.

Bob jak tylko zobaczył śnieg stwierdził, że idziemy na narty. Zebraliśmy się szybciutko i pojechaliśmy na trasę (løypa) niedaleko nas. Okazało się jednak, że trasy nie są przygotowane, a śniegu jest za mało na bieganie na nartach. No ale o ile warunki nie pozwalały na biegi narciarskie, o tyle spacer był jak najbardziej wskazany.

Nie byliśmy jedynymi, którzy wybrali się na niedzielny spacer. Sporo ludzi biegało albo spacerowało, dzieciaki wykorzystywały każdą górkę byleby pozjeżdżać na sankach, jabłuszkach i innych dziwnych sprzętach, które pierwszy raz widziałam na oczy.

Według synoptyków zimowa aura ma się utrzymać w Grimstad przez cały tydzień (oby!), co więcej śniegu ma jeszcze napadać, a to oznacza, że w weekend może będziemy mieć koleją okazję do wypróbowania naszych sił w biegach narciarskich!

niedziela, 8 stycznia 2012

Pierwsze koty za płoty – sezon narciarski rozpoczęty

W tym jakże historycznym dniu dla polskich biegów narciarskich i Justyny Kowalczyk, postanowiliśmy z Bobem zainaugurować nasz prywatny sezon narciarski. Co prawda decyzja o wypadzie na narty zapadła wczoraj, a informację o triumfie Polki w Tour de ski przeczytałam przed chwilą, ale myślę, że godnie uczciliśmy to wydarzenie. A przynajmniej się staraliśmy.

Narty musiały długo czekać na początek sezonu. Kupiliśmy je w listopadzie, a dopiero teraz - na początku stycznia - założyliśmy je pierwszy raz na nogi. W tym czasie zdążyliśmy wymienić buty, które jak się okazało zupełnie nie pasowały do wiązań przy nartach. No cóż, tak bywa gdy totalny amator bierze się za wybór sprzętu. Na szczęście z reklamacją nie było najmniejszych problemów. Dziś - już z pasującymi do wiązań butami, po obejrzeniu kilku filmików na Youtube o tym, jak na nartach biegać, wybraliśmy się w góry (u nas w Grimstad śniegu tej zimy ani śladu, więc musieliśmy „wyjechać”).

Oboje z Bobem absolutnie pierwszy raz w życiu mieliśmy narty na nogach. Nasze amatorstwo było tak amatorskie, że problem stanowiło nawet zainstalowanie butów na narcie. Po kilku razach okazało się, że wcale nie jest to takie trudne. Żadne z nas tak naprawdę nie wiedziało, jak się zabrać do tych biegów narciarskich. Patrząc na śmigających na nartach Norwegów ma się wrażenie, że narty to oni zdejmują tylko do spania (jeśli w ogóle to robią) i biegi narciarskie są równie naturalną czynnością jak chodzenie lub oddychanie. Nie dla nas!

czwartek, 5 stycznia 2012

Święta, święta i po świętach

Koniec roku jest zwykle dla mnie czasem jednocześnie leniwym (ta zatrważająca ilość wolnych dni :D) i bardzo intensywnym – nagle pojawia się czas na nadrabianie zaległości we wszystkim. Od dwóch lat, czyli od przeprowadzki tutaj, Święta wiążą się z wielką wyprawą za wodę (Polska). Nie inaczej było tym razem i również w tym roku pojawił się poświąteczny problem „…ale jak my się zapakujemy?!”. To oczywiście wynik uaktywnienia się instytucji Mama, której powołaniem staje się zapakowanie nam jak największej ilości pożywienia, „bo przecież TAM takich rzeczy nie ma”.

Tym razem w Polsce spędziliśmy rekordowo mało czasu przy okazji Świąt i już dzień po nich byliśmy z powrotem w Norwegii. Przerwę świąteczną (romjula) spędziliśmy normalnie w pracy, przy czym obowiązywała tam „taryfa ulgowa” albo jeszcze świąteczna. Liczba odwiedzających bibliotekę spadła do średnio pół osoby na godzinę, a sama placówka otwarta była tylko przez cztery godziny! Również norweskie sklepy zapadły w zimowy sen i czekały na nowy rok. Po skończonej pracy niemal niemożliwym było odwiedzenie któregoś z uroczych butików przy głównej ulicy, ponieważ wszystkie były wcześniej zamykane.

Co innego teraz. Po Nowym Roku wszystko wystrzeliło z przytupem. Sklepy, jak to zwykle na początku stycznia, prześcigają się w ofertach i wyprzedażach. Autobus, którym zwykle jeżdżę z Kristiansandu do domu, przy Sørlandsparku zapełnia się teraz nie tyle ludźmi, co dźwiganymi przez nich reklamówkami pełnymi najróżniejszych produktów; a wszystko kupione w „okazyjnej” cenie.