Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 15 marca 2011

Ropa i norweski fundusz naftowy

O tym, że Norwegia ropą i gazem stoi słyszał w Europie chyba każdy. Niewielu orientuje się jednak, co tak naprawdę dzieje się z ogromnymi pieniędzmi, które kraj zarabia na swoich bogactwach naturalnych. Wielu się pewnie zdziwi, ale przeciętny Norweg nie tylko nie kąpie się w ropie, ale wręcz nie doświadcza na co dzień zamożności swojej ojczyzny. Jak to możliwe?

Po kolei... Ropę naftową odkryto na norweskim szelfie kontynentalnym w 1969 roku. Dwa lata później rozpoczęto eksploatację pierwszego złoża – Ekofisk. Kraj, którego ludność przez wiele stuleci cierpiała z głodu i emigrowała za pracą i chlebem, ujrzał nagle widmo bogactwa. Norwegia stanęła przed trudnym zadaniem – jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – a więc pozyskać technologię i „know how” z krajów, które złoża naftowe eksploatowały u siebie od dawna, a jednocześnie zarabiać na nich samemu? Wreszcie - co zrobić z tak wielkimi środkami finansowymi i jak je rozsądnie zagospodarować?

niedziela, 13 marca 2011

Msze po polsku w Norwegii

Norweskie życie religijne nieco różni się od tego znanego nam z Polski. W miejscowościach zwykle jest jeden kościół; czasami jedna świątynia przypada na całą gminę. Gazety są za to pełne reklam i ogłoszeń domów modlitewnych, stowarzyszeń i grup wyznaniowych, prywatnych kościołów, które zapraszają chętnych na swoje spotkania.

Dominującą religią w Norwegii jest protestantyzm (charakterystyczne kościoły z kogucikiem zamiast krzyża na wieży). Nie oznacza to jednak, że żyjący w tym kraju Polacy nie mogą uczestniczyć w mszach katolickich. Otóż mogą i to nawet w swoim języku ojczystym! Co więcej – dotyczy to wszystkich regionów, a nie tylko Oslo i dużych miast.

Gdzie zatem szukać informacji o polskich mszach czy kościołach? Rzecz jasna – w Internecie: www.katolsk.no. Niech Was nie zmyli prosta (wręcz toporna) stylistyka strony! Klikając w zakładkę „Norge” (pierwsza po lewej) pojawia się lista regionów. Wybieracie swój region, a następnie klikacie w aktywne łącze „Messetider” (godziny mszy) aby dowiedzieć się, w którym kościele i w jakich godzinach odbywają się msze oraz w jakim języku są odprawiane.

poniedziałek, 7 marca 2011

Po Mistrzostwach Świata w Oslo

Ach, cóż to były za mistrzostwa! To już piąty raz w historii Norwegia była gospodarzem Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym.

Transmisja z tego wydarzenia była bezpłatnie udostępniana drogą internetową przez NRK (publiczna tv), więc - mimo braku telewizora w domu - byliśmy oboje z Bobem na bieżąco jeśli chodzi o wyniki i sukcesy Polaków. Przy okazji dowiedziałam się, że mój chłopak lubi oglądać skoki narciarskie ;]

Same mistrzostwa trwały 12 dni i były to dni wielkiego triumfu Norwegów. Zdecydowanie wygrali w klasyfikacji medalowej, zdobywając w sumie 20 krążków, w tym 8 złotych. Mistrzostwa wyłoniły nową królową ludu, Marit Bjørgen, która co i raz przewijała się w polskich mediach przy okazji rozważań nad chorobami płuc i innymi przypadłościami. Bohaterem został też Peter Norhaug, który z kolei zalazł za skórę szwedzkim komentatorom podczas sztafety mężczyzn.

Mistrzostwami interesował się każdy w Norwegii. Trudno się dziwić, narty dla Norwegów to jak piłka nożna dla Brazylijczyków albo makaron dla Włochów, jednym słowem: Norwedzy bez nart życia sobie nie wyobrażają.

Mistrzostwa były obecne dosłownie wszędzie. Przy ich okazji w sklepach pojawiła się mistrzowska oferta: specjalne parówki (najpopularniejsza przekąska wśród kibiców pod skocznią w Holmenkollen i wzdłuż tras biegowych), bułki (najważniejszy dodatek do parówki), chipsy (najlepsze do chrupania przed telewizorem), napoje gazowane (bo chipsy są słone i pić się chce), czekolady (jakby nie daj Boże cukier u kibica spadł), gotowe dania (aby nie musieć się na długo odrywać od pasjonujących zawodów), w promocji były też całe specjalne zestawy kibica: wielka paczka chipsów, pomarańcze, cola i obowiązkowe parówki (jednym słowem wszystko bez czego prawdziwy kibic przed telewizorem żyć nie może;]).

Aftenposten, największy norweski dziennik, codziennie poświęcał połowę swojej objętości na doniesienia z Holmenkollen. A jako że Norwedzy codziennie zdobywali jakiś medal, było o czym pisać. Całe społeczeństwo żywo interesowało się wynikami i startami, do tego stopnia, że zanim zdążyłam napisać do Boba sms’a, kto wygrał, on już wiedział od osób spotykanych w pracy!

Co wieczór na Placu Uniwersyteckim przy Karl Johans Gate w Oslo (główna ulica stolicy Norwegii prowadząca od Zamku Królewskiego do dworca kolejowego) zbierały się tłumy aby oklaskiwać nowych mistrzów świata, którzy odbierali tam swoje medale z rąk prezydenta Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) Gian Franco Kaspera.

Polacy też zaistnieli w tutejszych mediach i w reklamach! W związku z Mistrzostwami jedna z sieci komórkowych zrobiła kampanię, której twarzą został sam Adam Małysz. Norwegowie zrobili też reportaż telewizyjny o polskim skoczku. Przy okazji konkursu na skoczni K-90 przybył do Oslo premier Donald Tusk, który udzielił wypowiedzi dla norweskiej stacji NRK. Wspomniał w niej m.in., że to może być ostatni medal Małysza w jego długiej i pięknej karierze. Jak się kilka dni potem okazało to, o czym wszyscy plotkowali, stało się faktem i o Małyszu znów było głośno. Norweskie serwisy bardzo chwaliły naszego reprezentanta przytaczając wypowiedzi zawodników, przypominając jego największe sukcesy i nazywając go jednocześnie Królem Holmenkollen, bowiem na skoczni (która w 2008 r. została wyburzona) wygrywał pięciokrotnie, za co został odznaczony Medalem Holmenkollen.

O Justynie Kowalczyk nie było tak głośno w mediach. Podczas zawodów komentatorzy chwalili ją za przygotowanie, wytrzymałość i sukcesy oraz słusznie uważali za główną i największą rywalkę Marit Bjørgen.

Jak zwykle na wielkich imprezach nie obyło się bez problemów organizacyjnych. Dużym wyzwaniem okazał się dojazd do Holmenkollen komunikacją publiczną. Kursowała tam specjalna kolejka, jednak liczba kibiców była za duża jak na możliwości przewozu przez wagoniki. Zdarzało się zatem, że kibice z wykupionymi biletami na imprezy, stali w ogromnym tłoku w centrum Oslo, zamiast dopingować na trybunach. Mimo tego organizatorzy zakończonych właśnie mistrzostw otrzymali wysoką ocenę i Oslo będzie się prawdopodobnie starać o organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2018 roku.

środa, 2 marca 2011

Tłusty czwartek w Norwegii

… wypada w niedzielę ;] Tak, tak - w kraju, w którym „fiordy jedzą z ręki” też można obchodzić dzień pączka; tylko, że kilka dni później niż nad Wisłą. Albo dwa razy ;]

Fastelavnssøndag, bo tak nazywa się ostatnia niedziela przed Wielkim Postem, czyli po prostu Ostatki, to w Norwegii święto bułeczek, pączków, oponek… i tylko faworków brakuje… Na szczęście w sklepach są wszystkie produkty, więc jak ktoś się uprze, to może zrobić je samemu;]

Oboje z Bobem jesteśmy fanami Tłustego Czwartku (no dobra… Bob jest żarłokiem i łasuchem :D:D). Nic więc dziwnego, że od jakiegoś czasu planowałam na tę okazję wielkie smażenie pączków i faworków. Po tym jednak jak Bob stwierdził, że spędzanie pół dnia w kuchni dla kilku pączków to stara czasu, mój zapał do samodzielnego stworzenia góry tłustych łakoci powoli słabł. Nie wiedziałam jeszcze, że w Norwegii jest podobne święto i z racji tego można, podobnie jak w Polsce, kupić gotowe smakołyki.

Dopiero jak przejrzeliśmy gazetki z marketów spożywczych z ofertą na nadchodzący tydzień dotarło do nas, że Norwegowie też musza mieć swoją wersję Tłustego Czwartku. Sprawdziliśmy zatem w kalendarzu i… zgadza się! Tyle, że „święto” wypada w niedzielę.

Co Norwegowie jadają w ostatnią niedzielę przez postem? Są trzy rodzaje smakołyków –  berlinerboller, fastelavnsboller i smultringer. Na razie brzmi to jak czarna magia, ale zaraz się przekonacie, że wszystkie wydają się być jednak znajome…

Berlinerboller (na zdjęciu) przypominają polskie pączki. Zamiast lukru są jednak obtoczone w cukrze pudrze. Wydają się też bardziej puszyste niż pączki i sprawiają wrażenie „lżejszych”. W sklepach dostępne są w wersji z wypełnieniem (waniliowym lub owocowym) lub bez. Wtedy wypełnić je można samemu przecinając je w poprzek i przekładając kremem.

Fastelvansboller. Nie dane nam było ich jeszcze spróbować (wykupione ze sklepów:( ). Wyglądem przypominają one jednak berlinboller, tylko zamiast smażyć, piecze się je bez wypełniania, a następnie przecina i wypełnia kremem waniliowym lub ulubionym dżemem. W przepisach internetowych były też wersje z umieszczoną na bułce przed pieczeniem kostką czekolady, która pod wpływem ciepła roztapiała się. Trzeba przyznać, że takie bułeczki wyglądają wybitnie apetycznie.

Na koniec smultringer. Z tego co zaobserwowałam jada się je przede wszystkim na Boże Narodzenie, jednak z racji tego, że są one smażone, świetnie pasują też jako smakołyk ostatkowy (potwierdzeniem moich słów niech będzie wielka budka postawiona przy centrum handlowym oferująca świeżutkie, pachnące, apetyczne smultringer). Przypominają one nasze swojskie oponki, są jednak odrobinę ciemniejsze, a ciasto jest bardziej aromatyczne ze sprawą dodanego do niego kardamonu.

Tak więc, ku mojej i Boba radości - tudzież uldze, okazało się, że Tłusty Czwartek można z powodzeniem świętować będąc 1,5 tys km od Polski (i to bez spędzania połowy dnia w kuchni). Można go nawet obchodzić dwukrotnie – według polskiej tradycji w czwartek i norweskiej w niedziele;]

Na koniec, dla ambitnych, przepisy na norweskie bułeczki ostatkowe. Kto wie, może ktoś z Was się skusi i je wypróbuje?

Smultringer

3 jajka
250 g cukru
½ l śmietany
50 g roztopionego masła
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki kardamonu
750 g mąki
tłuszcz do smażenia

Połącz jajka z cukrem w jednolitą masę. Do śmietany dodaj roztopione masło, a następnie połącz to z jajkami i cukrem. Dodaj mąkę, sól i kardamon. Zagnieć wszystko dokładnie razem, a następnie odstaw ciasto na minimum 2 godziny (poleca się zrobienie ciasta dzień wcześniej; ciasto świetnie nadaje się także do zamrożenia). Rozwałkuj ciasto na grubość ok. 1 cm i przy pomocy dużej szklanki wycinaj krążki, w każdym krążku przy pomocy kieliszka zrób dziurkę. Smaż w nagrzanym tłuszczu na złoty kolor, a następnie wyciągaj na papierowy ręcznik.


Fastelavnsboller

150 g masła
600 ml mleka
50 g drożdży
150 g cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego
2 łyżeczki kardamonu
¼ łyżeczki soli
1 ½ kg mąki
Żółtko jajka do posmarowania

Z drożdży, pół szklanki mleka, łyżki cukru i łyżki mąki robimy zaczyn. Do roztopionego masła dodajemy letnie mleko, następnie dodajemy drożdże i mieszamy dokładnie. Dodajemy resztę cukru, cukier waniliowy, kardamon i sól. Powoli dosypujemy też mąkę. Wyrabiamy ciasto i odstawiamy je przykryte w ciepłe miejsce, aż podwoi swoją objętość. Później zagniatamy ciasto jeszcze przez ok. 5 minut i formujemy z niego bułeczki. Układamy je na blasze, a następnie przykrywamy i odstawiamy jeszcze na 45 minut. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 220 stopni. Bułeczki przed włożeniem do piekarnika smarujemy żółtkiem. Można również w każdej bułeczce zrobić wgłębienie i położyć w nim po kostce czekolady. Pieczemy ok. 10-15 minut na złoty kolor. Po ostudzeniu na kratce przekrajamy na pół i wypełniamy kremem waniliowym.

Berlinerboller

325 g mąki
150 ml mleka
Paczka suchych drożdży
75 g cukru
50 g masła
2 jajka

Wymieszaj połowę mąki z drożdżami i letnim mlekiem. W osobnym naczyniu wymieszaj cukier i masło, wraz z jajkami dodaj to do mieszkanki drożdży, mąki i mleka. Zagnieć ciasto i odstaw na 45 minut. Dodaj resztę mąki i zagnieć porządnie. Uformuj bułeczki i odstaw je na ok. 15 minut, aby jeszcze trochę urosły. Smaż w nagrzanym tłuszczu na złoty kolor (6-8 minut), a następnie wykładaj na papierowy ręcznik, gdy trochę przestygną obtocz je w cukrze pudrze. Podawaj przełożone kremem waniliowym lub dżemem.