Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 25 stycznia 2011

Wynajęliśmy mieszkanie!

Udało się!!!! Po tygodniu pełnym niepewności i generalnego doła w związku z rychłym brakiem dachu nad głową, w końcu podpisaliśmy wczoraj wieczorem umowę najmu uroczego mieszkanka w centrum równie uroczego miasteczka Grimstad. Kamień z serca.

A jak do tego wszystkiego doszło?

Przed weekendem Bob postanowił interweniować u swojego pracodawcy, aby ten pomógł nam coś znaleźć. Zaczęli od zamieszczenia ogłoszenia w gazecie (dodam, że dość rzucającego się w oczy ogłoszenia z logotypem cieszącej się zaufaniem klientów norweskiej firmy). Według ogłoszenia firma szukała mieszkania w dobrym standardzie dla pracownika, gwarantowała zapłacone czynsze itp. Generalnie nie wierzyłam, że ktoś się zgłosi. A tu niespodzianka – trzy telefony z propozycjami (co prawda jeden pan proponował mieszkanie od sierpnia, ale liczą się chęci;]). Próbowaliśmy równocześnie szukać na własną rękę, dzwoniąc do ogłaszających się w Internecie najemców. Mieliśmy jednego mocnego faworyta. Co prawda właścicielka upatrzonego mieszkania była delikatnie mówiąc dziwna i trudna w kontakcie, ale mieszkanie miała piękne.

W niedzielę do południa napisała sms'a z pytaniem, kiedy będziemy w Grimstad. Zależało nam na mieszkaniu, więc wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. Przy okazji umówiliśmy się z dwiema innymi osobami, które same się z nami skontaktowały dzięki ogłoszeniu w gazecie.

Mieszkanie, na które sobie ostrzyliśmy ząbki było oczywiście jak marzenie i oczywiście (bo jakże by inaczej) nie zostało wynajęte nam (cytuje „ze względów praktycznych”). Dwa pozostałe, które oglądaliśmy były niestety dalekie od ideału. Pierwsze mieściło się w piwnicy i było tak wielkie, że z sypialni do kuchni mogłabym śmigać na rowerze. Drugie z kolei było nowiutkie i piękne, ale położone z dala od wszelkiej cywilizacji. Podsumowując: znów dół.

I w poniedziałek zdarzył się cud!

Sprawdziliśmy rano stronę z ogłoszeniami. Pojawiło się nowe mieszkanko. Dobra lokalizacja, normalny standard, przystępna cena. Bob od razu skontaktował się ze swoim przyszłym pracodawcą i poprosił żeby zadzwonił do właścicielki tego okazyjnego lokum, sprawdził stan mieszkania i jeśli wszystko będzie ok., wynajął je w naszym imieniu. Rzutem na taśmę udało się! Wysłana w naszej sprawie Norweżka dotarła na miejsce pierwsza, zareklamowała nas profesjonalnie, udzieliła referencji i właściwie załatwiła nam mieszkanie. Godzinę później właścicielka przestała odbierać już telefon ze względu na natłok chętnych! Nam pozostało tylko przyjechać kolejny raz do Grimstad, spotkać się z właścicielką, zobaczyć mieszkanie i podpisać umowy. Cóż… w kwestii wynajmu mieszkania chyba jednak lepiej skorzystać z pomocy Norwegów?!

Tymczasem martwimy się czekającą nas przeprowadzką i związanym z tym wynajmem dużego samochodu, sprzątaniem, pakowaniem… no ale nie narzekam. Najważniejsze jest to, że mamy gdzie się przeprowadzić. Do wysiłku z tym związanego już chyba przywykłam; w końcu to „dopiero” piąty raz w ciągu niespełna 2 lat ;]

wtorek, 18 stycznia 2011

Wynajem mieszkania po norwesku

Ci którzy czytają naszego bloga w miarę regularnie (za co niezmiernie dziękujemy) wiedzą, że jesteśmy na etapie wielkich mieszkaniowych zmian, a mówiąc wprost: czeka nas przeprowadzka.

Za dwa tygodnie mija termin wypowiedzenia naszego przytulnego lokum z widoczkiem na szkiery. Dlatego też od przyjazdu z Polski pilnie śledzimy oferty mieszkań do wynajęcia (najlepszą stroną do szukania mieszkań jest www.finn.no) w rejonie Grimstad (tam właśnie planujemy się przenieść w związku z nową pracą Boba). Oczywiście jak tylko pojawiały się jakieś interesujące nas ogłoszenia, dzwoniliśmy. Do momentu tych telefonów myślałam, że ze znalezieniem lokum w Norwegii nie będzie większego problemu. Mieszkanie, w którym ciągle sobie żyjemy, wynajęliśmy bez problemu będąc jeszcze w Polsce. Niestety tym razem czeka nas znacznie trudniejsze zadanie.

Pierwszą osobą, z którą rozmawialiśmy była dziewczyna ze Stavanger (300 km od Grimstad), która powiedziała nam, że owszem ogłoszenie jest aktualne, ale nie możemy przyjechać obejrzeć mieszkania, bo jej tam nie ma. Zapewniła też, że da nam znać, jak jej chłopak będzie w Grimstad i wtedy będzie zorganizowany visning (czyli oglądanie mieszkania) dla wszystkich zainteresowanych, po którym wybiorą sobie komu wynajmą nieruchomość. A więc mamy swoisty casting. Oczywiście, jak Bob zadawał bardziej szczegółowe pytania odnośnie mieszkania, to nie była w stanie na nie odpowiedzieć… no okej. Pierwsze koty za płoty.

Druga osoba, z którą rozmawialiśmy (mój absolutny „faworyt”), to sympatyczny pan (potem się okazało, że chłopak), z którym kilkakrotnie Bob prowadził skomplikowane negocjacje telefoniczne, w jednym tylko celu: otrzymaniu na maila zdjęć mieszkania, które chciał wynająć. Zdjęć oczywiście nie dostaliśmy do tej pory. W dniu, w którym mieliśmy zobaczyć lokum do wynajęcia, okazało się, że jest to już nieaktualne. Cudownym zbiegiem okoliczności facet okazał się lokalnym potentatem mieszkaniowym. Zaprowadził nas w sam środek remontu jakiegoś przyziemia. Cóż… nie o to nam chodziło, nawet gdybym uwierzyła zapewnieniom, że polska dwuosobowa ekipa budowlana w dwa tygodnie jest w stanie przekształcić ten plac budowy bez podług w miejsce do mieszkania.

Trzecie mieszkanie i jego właściciela poznaliśmy telefonicznie, w czwartek, dzień przed przyjazdem do Grimstad. Zafascynował nas fakt, że jako zdjęcie, nijako reklamujące jego mieszkanie na stronie głównej Finn.no umieścił fotografię przedstawiającą otwarty sedes… Wchodzimy do mieszkania, a tam visning w pełni – jakieś trzy dziewczyny, na moje oko nie miały więcej niż 20 lat przechadzały się po lokalu. Facet dał nam do zrozumienia, że mamy zrobić to samo. Łazienka (tak, jak na zdjęciach sedes nie zamknięty), kuchnia (jeszcze niedokończona), salon (tak wielki, że mogłabym po nim jeździć na rowerze), na piętrze trzy sypialnie i cztery okienka w poddaszu. Trochę ciemno. Zeszliśmy na dół w nadziei, że uda nam się pogadać z właścicielem tego zacnego miejsca. Niestety, nie było to taki łatwe. Cały czas odbierał telefony i wprowadzał nowych potencjalnych lokatorów (jak weszło trzech chłopców w wieku ok. 20 lat poczułam się za stara na to mieszkanie). W końcu udało nam się uchwycić właściciela. Okazało się, że jeszcze nie wiadomo, czy mieszkanie jest do wynajęcia, bo są jakieś problemy formalno-prawne… Cóż, i tak średnio nam odpowiadało, wyglądało jak akademik, na korytarzu stał stół bilardowy i stół do piłkarzyków, z kosza na śmieci wysypywały się puszki po piwie, a wielka kartka nad nim obwieszczała wszem i wobec, że segregacja śmieci jest obowiązkowa, a nie dobrowolna…

Na koniec zostawiliśmy sobie mieszkanie dziewczyny ze Stavanger. Wyglądało cudownie, cena bardzo przystępna, kominek, taras, telewizor… Wiedziałam, że jest za pięknie, żeby to było prawdziwe. I było. Piętą achillesową pięknego, dwupoziomowego mieszkanka okazał się prąd. Przedsiębiorcza dziewczyna ze Stavanger podzieliła domek na dwa mieszkania. Jedno w przyziemiu, drugie normalne. Niestety licznik prądu pozostawiła jeden. W ten osobliwy sposób osoby które wynajmują mieszkanie dwupoziomowe płacą za prąd zużywany przez sąsiadkę z przyziemia… Biorąc pod uwagę, że tamto mieszkanie zajmowała młoda Norweżka, której raczej nie w głowie oszczędzanie prądu (w sumie, ktokolwiek by nie mieszkał w przyziemiu i nie musiał oszczędzać prądu, pewnie grzałby w nim wszelkimi możliwymi grzejnikami), wychodziłoby na to, że decydując się na to lokum musielibyśmy miesięcznie dorzucać do najmu 2000-3000 koron za prąd. Średnio ciekawa propozycja dla nas.

Można się załamać? To nie koniec;] W piątek, tuż przed wyjazdem na visnigi, nagraliśmy sobie oglądanie jeszcze jednego mieszkania. Byliśmy w nim jako pierwszym. To właśnie na nie po cichu liczyliśmy. Jego właścicielka nie mogła nam go pokazać, zrobił to jej mąż, jednak to ona miała podjąć decyzję. W sobotę, dzień po naszej wizycie, miały przyjechać kolejne osoby obejrzeć mieszkanie. Decyzja zapadła wczoraj wieczorem... W ten sposób przekonaliśmy się ostatecznie z Bobem, że chyba nie wypadamy zbyt dobrze na castingach. Śliczne mieszkanko zostało wynajęte komuś innemu, a nam zostały niecałe 2 tygodnie na znalezienie czegoś do mieszkania.

Dzwoniąc wczoraj do kolejnego właściciela mieszkania ostatecznie pożegnaliśmy się z marzeniami o „szybkim” najmie lokum. Chyba swoistym hobby najemców w Grimstad jest urządzanie castingów na lokatorów…

sobota, 15 stycznia 2011

Prawo pobytu w Norwegii czyli jak się legalnie osiedlić

Przeglądając statystyki odwiedzalności bloga zauważyliśmy ogromne zainteresowanie ostatnim postem „Legalnie w Norwegii – zarejestrowana jako samboer!”. Dlatego też postanowiliśmy rozbudować temat i przybliżyć prawne aspekty osiedlania się Polaków na terenie Norwegii.

Polska jest krajem członkowskim Unii Europejskiej. Choć Norwegia w samej UE nie jest, związana jest ze wspólnotą szeregiem umów i razem z krajami członkowskimi UE oraz EFTA tworzy Europejski Obszar Gospodarczy. EOG opiera się na czterech fundamentalnych wolnościach: swobodzie przepływu ludzi, kapitału, towarów i usług. W konsekwencji obywatele wszystkich państw należących do EOG (a więc i Polski) mogą się swobodnie przemieszczać, osiedlać i nabywać nieruchomości na ich terenie (np w Norwegii).

Zgodnie ze stanem prawnym na dzień powstania postu, Polacy nie muszą wnioskować o przyznanie prawa pobytu ani pozwolenia na pracę w Norwegii. Obowiązuje ich jednak rejestracja pobytu na terenie Norwegii, jeśli pobyt ten trwa dłużej niż 3 m-ce (pobyty do 3 miesięcy uznawane są za „turystyczne”). Rejestracji dokonuje się on-line na stronie Utlendingsdirektoratet – należy podać swoje dane osobowe zgodnie z paszportem i zgłosić cel pobytu albo jego powód itp. Następnie z wydrukowanym ze strony internetowej dowodem rejestracji udać się na najbliższy komisariat policji (norw.: Politistasjon albo Lennsmannskontoret) i tam okazać dokument tożsamości oraz inne niezbędne do rejestracji papiery (patrz dalsza część postu). Jeżeli chcemy zamieszkać w rejonie Oslo, Stavanger albo Kirkenes możemy zarejestrować się w specjalnie utworzonych Centrach Obsługi Pracowników Zagranicznych (Servicesenter for utenlandske arbeidstakere). Po rejestracji otrzymujemy bezpłatnie potwierdzenie (Registreringsbevis). Jest ono bezterminowe i nie należy go odnawiać. Ważne jest tak długo, jak istnieją podstawy ku osiedleniu się (patrz dalej).  

Sprawa nie jest taka prosta, na jaką wygląda, bo samo polskie obywatelstwo nie wystarcza, żeby móc się zarejestrować! Norwegowie wymagają, aby osoba rejestrująca się wykazała, że ma „solidny powód” do osiedlenia się w kraju i mogła udokumentować, że nie będzie ciężarem dla systemu socjalnego państwa.

Kto może się zarejestrować? Za wystarcząjące podstawy do rejestracji i osiedlenia się w Norwegii władze uznają następujące sytuacje:
  • osoba jest pracownikiem zatrudnionym w Norwegii (należy okazać umowę o pracę podpisaną przez pracodawcę prowadzącego działalność gospodarczą w Norwegii). Jest to najczęstsze i najprostsze rozwiązanie!
  • osoba prowadzi własną działalność gospodarczą w Norwegii (potrzebne odpowiednie zaświadczenie);
  • osoba zatrudniona poza Norwegią ale wykonująca dla swojego pracodawcy tymczasowe prace na terenie Norwegii (należy okazać m.in. umowę zatrudnienia z któregoś z krajów EOG potwierdzającą taki stosunek pracy);
  • student – musi mieć zaświadczenie z zatwierdzonej przez państwo uczelni, że rzeczywiście studiuje w Norwegii. Ponadto wymagane jest przedstawienie dowodu ubezpieczenia zdrowotnego oraz złożenie oświadczenia, że posiada się wystarczające środki finansowe do utrzymania się w Norwegii;
  • inna osoba posiadająca znaczne środki własne, wystarczające do utrzymania się w Norwegii – należy wykazać nie tylko posiadanie tych środków (np udokumentować wysoką rentę, emeryturę, kapitał), ale też przedstawić dowód zawarcia ubezpieczenia zdrowotnego pokrywającego wszelkie ryzyko;
  • osoba będąca obywatelem kraju EOG i jednocześnie członkiem rodziny innego obywatela EOG, który już jest zarejestrowany w Norwegii i który będzie odpowiadał za jej utrzymanie i ubezpieczenie. Jest to tzw. „łączenie rodzin” i obejmuje również związki z Norwegami. Należy udokumentować powiązania rodzinne i przedstawić dowód, że osoba, z którą zamieszkamy jest już zarejestrowana w Norwegii. O tym, kto zaliczany jest do członków rodziny – czytaj poniżej!

Kto według Utlendingsdirektoratet jest członkiem rodziny:
  • mąż lub żona (dot. również związków osób tej samej płci!);
  • chłopak lub dziewczyna, pod warunkiem, że udowodnicie, że w ciągu minimum dwóch lat przed przyjazdem do Norwegii mieszkaliście razem pod jednym adresem i zobowiążecie się w dalszym ciągu mieszkać razem w Norwegii. Żadne z was nie może być w związku małżeńskim z inną osobą. Jak udowodnić wspólny związek z Polski – czytaj tutaj.
  • chłopak lub dziewczyna, pod warunkiem, że oczekujecie dziecka (dziewczyna jest w ciąży) i jedno z was jest już zarejestrowane w Norwegii. W tej sytuacji nie trzeba wykazywać dwóch lat trwania związku!
  • dziecko, wnuk lub prawnuk, który jest utrzymywany przez osobę już zarejestrowaną w Norwegii może również osiedlić się tutaj; warunek – wiek poniżej 21 lat;
  • rodzice albo dziadkowie osoby zarejestrowanej w Norwegii (referencyjnej) mogą się tutaj osiedlić na podstawie łączenia rodzin, pod warunkiem, że będą utrzymywani przez osobę referencyjną. Wyjątek – jeśli jesteś studentem w Norwegii, nie możesz „sprowadzić” rodziców czy dziadków zgodnie z tym paragrafem;
  • narzeczeni, pod warunkiem, że w ciągu 6 miesięcy wezmą ślub na terenie Norwegii. Wymagane jest udokumentowanie środków do życia i ubezpieczenia zdrowotnego.
  • Inne osoby – m.in. rodzeństwo poniżej 18 roku życia, osoby wymagające stałej opieki itd. Są to przypadki bardzo rzadkie i skomplikowane prawne, dlatego nie będziemy ich opisywać tutaj.

Rejestracja jako osoba szukająca pracy

Jeżeli nie mamy żadnej pracy nagranej jeszcze przed przyjazdem, ani nie mamy możliwości zarejestrować się w Norwegii na podstawie któregoś z wyżej omawianych punktów, zostaje zgłosić się na policję i zameldować pobyt w celu znalezienia pracy. Z założenia nie może on przekroczyć 6 miesięcy (najlepiej zgłosić się dopiero po 3 miesiącach "turystycznego" pobytu; to daje nam razem 9 miesięcy na szukanie pracy). Policja nie wyda żadnego pisemnego potwierdzenia. Po znalezieniu pracy należy znów zgłosić się na policję i zarejestrować zgodnie z procedurą obowiązującą osoby posiadające pracę.

***


Od odmownej decyzji policji lub Utlendingsdirektoratet nie można się odwoływać! Można natomiast wnioskować o rejestrację jeszcze raz po pewnym czasie, jeśli uznamy, że wówczas spełniamy już stawiane kryteria.

Osoby, którym uda się zarejestrować, mogą po 5 latach wystąpić o prawo stałego pobytu. Jeżeli jesteśmy w stanie udowodnić 7 lat pobytu w Norwegii (zarejestrowanego, w pełni legalnego itd), w ciągu ostatnich 10 lat i spełniamy dodatkowe kryteria, możemy wystąpić o norweskie obywatelstwo!

Powodzenia!

Zobacz także:

wtorek, 11 stycznia 2011

Legalnie w Norwegii – zarejestrowana jako samboer!

Trochę to trwało, trochę było z tym kombinowania, ale najważniejsze, że się udało! Dzisiaj wraz z pocztą przyszedł mój Registreringsbevis for EØS-borgere, a więc potwierdzenie, że zostałam zarejestrowana w Norwegii na takich prawach, jakie przysługują obywatelom państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego (do którego i Norwegia i Polska należy!). Oznacza to nie mniej nie więcej, że mój pobyt w Norwegii jest nie tylko w pełni legalny, ale też przysługują mi praktycznie te same „przywileje”, co samym Norwegom. W dodatku jestem zarejestrowana na czas nieokreślony i w przyszłości nie muszę odnawiać tego dokumentu.

Dlaczego dopiero teraz? Odpowiedź jest banalna i głupia :) – przyjechaliśmy do Norwegii nie posiadając niezbędnych dokumentów. Bob nie miał problemu, bo stałą pracę dostał jeszcze przed wyjazdem z Polski. Ja jednak przez pierwsze 3 miesiące byłam oficjalnie zwykłą „turystką” (prawo na to zezwala). Potem wystąpiłam o przydzielenie tymczasowego numeru personalnego (D-nummeru) i zarejestrowałam w urzędzie pracy (NAV), zgłosiłam się na policję i zostałam zarejestrowana jako poszukująca pracy na okres 6 miesięcy (maksymalny czas, jaki mają osoby z państw EOG na znalezienie pracy w Norwegii). Pół roku zleciało jak z bicza strzelił; tylko pracy ciągle nie było. Znów musieliśmy kombinować, jakby mnie tu zarejestrować… Ślubu nie mamy, więc najprostsze rozwiązanie (jako żona osoby posiadającej pozwolenie na pobyt i pracę) odpadło. Na szczęście w Norwegi na równych prawach co małżeństwo (ekteskap) zarejestrować można związki bez formalnego ślubu (samboerskap). Od obcokrajowców wymaga się wówczas udokumentowania minimum dwuletniego związku. Kluczowe jest wykazanie, że od dwóch lat przed złożeniem wniosku mieszkaliście pod tym samym adresem w jednym z państw EOG. Przydać się może wszystko (wspólne umowy najmu mieszkania, wyciągi bankowe z adresem, listy czy kartki pocztowe przychodzące do obojga na ten sam adres itd.).

I właśnie z furtki „samboer” postanowiliśmy skorzystać przy rejestrowaniu mnie. W prawie nazywa się to „łączeniem rodzin” – osoba zarejestrowana w Norwegii, posiadająca tu pracę i ubezpieczenie społeczne może sprowadzić do siebie swoich bliskich, pod warunkiem, że pochodzą oni z kraju UE (albo Szwajcarii, Islandii czy Lichtensteinu). Będąc w Polsce na Święta przetłumaczyliśmy zatem na j. angielski umowy najmu mieszkań, pozbieraliśmy wszystkie dokumenty, które otrzymaliśmy pocztą na adresy, pod którymi wspólnie mieszkaliśmy itd.

Następnie zarejestrowałam wszystkie swoje dane osobowe online (tak, żeby funkcjonariuszowi oszczędzić przepisywania z paszportu). Do rejestracji służy portal przy stronie internetowej Utlendings Direktoratet ; wszystko w j. angielskim. Uzbrojona w wydruk z potwierdzeniem rejestracji oraz całą teczkę papierów dokumentujących nasz związek, wyprawiliśmy się do miejscowego biura policji (w komunie, w której mieszkamy) w pięć godzin po powrocie z Polski do Norwegii.

Poszło jak z płatka! Pan z policji przejrzał umowy najmu, rzucił okiem na moje umowy o pracę z Polski, a jak zobaczył naszą teczkę pełną dokumentów i kartek pocztowych stwierdził, że to go przekonuje i nie ma żadnego problemu!

Dzisiaj, dokładnie tydzień po wizycie na policji, przyszło registreringsbevis (ze szczęścia upiekłam tartę malinową). Teraz jeszcze tylko muszę się wpisać do narodowego rejestru ludności i wszelkie formalności związane z moją przeprowadzką i pobytem w Norwegii wreszcie zostaną zakończone. Jednocześnie nasz związek z Bobem będzie w pełni legalny i respektowany przez tutejsze władze!

Być może zastanawiacie się, co by się stało gdybym się nie zarejestrowała. Na 99 procent nic. Wydalenie z Norwegii obywatela któregoś z państw EOG raczej nie jest realne. Przecież władze nie radzą sobie z wydaleniem tysięcy nielegalnie przebywających w różnych ośrodkach Serbów, Afrykańczyków i innych Azjatów, którym odmówiono azylu. Mimo wszystko warto się zarejestrować. Choćby po to, żeby zyskać prawo do opieki lekarskiej, konta w banku, pomocy z urzędu pracy, czy żeby móc zarejestrować na siebie auto. Osoby niezarejestrowane w Norwegii nie posiadają numeru personalnego (odpowiednik naszego PESEL-u). A bez tego numeru w Norwegii nie możesz nic. Tak jakbyś nie istniał...

wtorek, 4 stycznia 2011

Znowu w Norwegii

Dwa tygodnie urlopu minęły jak z bicza strzelił i od wczoraj znów jesteśmy w Norwegii. Wydaje się, że nie tak dawno pakowaliśmy się na podróż do Polski. Jednocześnie mamy wrażenie, że byliśmy tam znacznie dłużej, niż wspomniane dwa tygodnie.

Podróż do Polski zajęła bardzo dużo czasu - głównie za sprawą kiepskich warunków na drogach. W Danii auto prowadziłam ja - po raz pierwszy w życiu musiałam zmierzyć się z jazdą w nocy, we mgle i po śliskiej nawierzchni; efekt nazwać można stylem a'la pijany zając. Na szczęście dowiozłam nas w jednym kawałku do Niemiec, gdzie stery naszego pojazdu przejął Bob.

Świąteczna wizyta w Polsce była naszą pierwszą od przeprowadzki do Norwegii, dlatego też staraliśmy się odwiedzić rodziny, spotkać ze wszystkimi znajomymi, załatwić jakieś wiszące sprawy urzędowe, poprawić w samochodzie to i owo. Większość udało się zrealizować, ale urlopu wypoczynkowym nazwać nie możemy. Raczej intensywnym i drogim. Nie odpoczęliśmy, niewiele spaliśmy, a pieniędzy straciliśmy jakbyśmy pojechali do Szwajcarii, a nie do „taniej” Polski... Przypomnieliśmy sobie co to życie w mieście, polskie drogi, życzliwi ludzie i ogromne korki. Łatwo nie było:)

Powrót do Norwegii był znacznie przyjemniejszy, ze względu na znacznie lepsze warunki atmosferyczne. Tym razem prowadziłam tylko przez Polskę (styl jazdy a'la pirat drogowy ;]). Do domu dotarliśmy po 20 godzinach, z czego 4 spędziliśmy na promie, śpiąc sobie w bardzo komfortowych fotelach. Była to chyba najlepsza podróż promem, jaką dotychczas przeżyłam (polecamy Voyager Class w ColorLine!). Po powrocie wielkie rozpakowywanie się – zajęło nam ponad 2 godziny. Nic dziwnego, bo w Polsce zrobiliśmy „małe” zakupy, a do tego nasze mamy zadbały, żebyśmy z pustym bagażnikiem nie wracali (dzięki mamo – mina celnika oglądającego to wszystko bezcenna!). Szczęśliwie okazało się, że nasze mieszkanko jest w stanie pomieścić wszystko.

Teraz przed nami intensywny miesiąc. Bob wczoraj podpisał bardzo korzystny kontrakt, więc z dniem pierwszego lutego zmienia miejsce zatrudnienia, a wraz z tym my zmieniamy miejsce zamieszkania. Oznacza to nie mniej nie więcej, że czeka nas przeprowadzka, a może nawet zakup kolejnego auta. Ciągle jeszcze nie wiemy, gdzie zamieszkamy, ale na pewno napiszemy na blogu 

Chciałabym na koniec wszystkim podziękować za spotkania i rozmowy. Dobrze było się z Wami zobaczyć. Czekam na rewizyty w pięknej Norwegii. Postaramy się wraz z nowym mieszkaniem podnieść nieco standard pobytu gości u nas :D

Zobacz także: Dojazd samochodem do Norwegii