Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

sobota, 10 grudnia 2011

Dlaczego broddeny są do życia w Norwegii niezbędnie potrzebne?

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Listopadowy poranek. Wasz partner szykuje się do pracy, wy robicie szybkie śniadanie podziwiając widok za oknem. Słońce powoli wschodzi i odbija się w wodzie. Mieszkacie na niewielkim wzniesieniu więc absolutnie nic nie zakłóca Wam pejzażu za oknem. Po śniadaniu on wychodzi do pracy. Stoicie w oknie dopijając jeszcze ciepłą kawę i obserwujecie go jak powoli zaczyna schodzić ze wzniesienia, na którym znajduje się wasze mieszkanko w stronę miasteczka. I tu sielanka się kończy, bo chodnik jest tak śliski, że nie da się po nim iść, dodatkowo strome zbocze też nie ułatwia poruszania się. Wasz partner, zamiast iść normalnie do pracy, walczy z grawitacją i lodem na chodniku, ześlizguje się w dół i niewiele może zrobić, byle uniknąć upadku lub połamania.

Widząc taką scenę w filmie zwijalibyście się ze śmiechu. Ale kiedy przytrafia się to wam w rzeczywistości, dotyczy bliskiej wam osoby i uświadamia dodatkowo, że za chwilę idąc samemu będziecie w dokładnie takiej samej sytuacji, dochodzicie do wniosku, że takie filmy wcale nie są śmieszne.

Taką sytuację przeżyliśmy jakiś rok temu. Jeszcze tego samego dnia Bob wrócił do domu z czymś co tutaj w Norwegii nazywa się broddenami. Czy są broddeny? To specjalne gumowe podeszwy z nabitymi ćwiekami, które zakłada się na podeszwę butów. Idąc ćwieki wbijają się w lód lub śnieg dzięki czemu nie wpada się w niechciany poślizg. Zasada jest tutaj podobna jak w przypadku dozwolonych w Norwegii opon z kolcami. W ich przypadku kolce wbijają się w lód na drodze pozwalając jednocześnie na stabilna jazdę i ułatwiając (a w zasadzie umożliwiając) podjazd pod strome wzniesienie np. do domu.

W Norwegii większość domów zbudowana jest na wszelkiego rodzaju zboczach, skarpach i wzniesieniach, przez co dostęp do nich bez specjalnego ogumienia jest wyjątkowo trudny. Dotyczy to zarówno pojazdów, jak i pieszych. Norwegia jako jeden z nielicznych krajów pozwala swoim mieszkańcom na używanie w okresie zimowym opon z kolcami. Wyjątki albo ograniczenia w tym zakresie mogą dotyczyć tylko niektórych dużych miast. Dodatkowo w przypadku dużej ilości śniegu nakazuje się dużym pojazdom (np. traktorom, autobusom) na zakładanie na koła łańcuchów.

W zeszłym roku zimą wiele najważniejszych tras co i rusz było zablokowanych, ponieważ tiry przyjeżdżające do Norwegii nie miały odpowiedniego ogumienia i nie były w stanie poruszać się w norweskim terenie. Niestety dla nas Polaków, większość samochodów która tarasowała drogę była autami prowadzonymi przez naszych rodaków.

My opon na kolcach nie posiadamy, bo za często jeździmy do Europy kontynentalnej, gdzie tego typu ogumienie jest zabronione. Mamy jednak broddeny – a więc kolce na buty, które cudownie ułatwiają nam życie. Przez ostatnie kilka dni w Grimstad było dość ślisko. Nie było tego widać, ale chodniki pokryły się cieniuteńką warstewką lodu, która po opadach deszczu zamieniała się w zabójczą przeszkodę nie do pokonania. Na szczęście w tym roku byliśmy już przygotowani na tego typu anomalie. Wyciągnęliśmy z szafy nasze broddeny i żaden chodnik ani lód nie był nam straszny.

W zeszłym roku, kiedy to zima zaskoczyła wszystkich szczególnie tutaj na południu, broddeny stały się prawdziwym hitem. Do tamtej pory kojarzyły się one z wyposażeniem osób starszych, które mają problemy z chodzeniem. Po ostatniej zimie broddeny znalazły się na wyposażeniu niemal każdego szanującego się mieszkańca południa kraju. Gazety przeprowadzały profesjonalne testy broddenów oraz tworzyły rankingi tych najlepszych.

W tym roku zima jak na razie na południe Norwegii jeszcze nie zawitała, ale i tak broddeny warto mieć w domu. Dla zainteresowanych dodamy, że można je nabyć w sklepach sportowych, obuwniczych i aptekach!

Na nadchodzącą zimę życzymy Wam mało poślizgów!

3 komentarze:

  1. Świetna rzecz. Szkoda, że teściowa nie kupiła tego wynalazku. Parę dni temu wywinęła pięknego orzełka na chodniku pod swoim blokiem w Oslo...

    OdpowiedzUsuń
  2. W Polsce też by się takie przydały ;D zwłaszcza obecnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłem w Norwegii, ale nie wiedziałem, że takie patenty sie tam stosuje. Swoją drogą ktoś miał bardzo ciekawey pomysł.
    ps. Świetny artykuł ...

    OdpowiedzUsuń