piątek, 28 października 2011

Norwegia a Unia Europejska

Norwegia jest jednym z nielicznych krajów rozwiniętych Europy, które zdecydowały się pozostać na zewnątrz wspólnoty. Przyczyną tego stanu rzeczy są wyniki dwóch referendum – zarówno w 1972, jak i w 1994 roku większość ludności opowiedziała się przeciw członkostwu kraju w strukturach UE.

Mimo że Norwegia nie jest członkiem Unii, kraj pozostaje w ścisłej współpracy ze wspólnotą – tak ekonomicznej, jak również politycznej. Choć wielu wydaje się, że Norwegia nie potrzebuje Europy i może być w pełni samowystarczalna, nic bardziej mylnego! Wystarczy wspomnieć, że 80 procent całego norweskiego eksportu trafia do krajów EU, a 70 procent importu pochodzi z krajów Unii, żeby zrozumieć jak bardzo Norwegia potrzebuje Europy!



Najważniejszą umową określającą ramy współpracy Norwegii i krajów unijnych jest EØS-avtale (a więc umowa o Europejskim Obszarze Gospodarczym), sygnowana również przez Liechtenstein i Islandię. Poprzez ratyfikację tej umowy Norwegia zobowiązała się wprowadzać na swoim terytorium ogromną większość prawa uchwalanego przez Unię i wprowadzanego w krajach członkowskich UE. Norwegia ratyfikowała także umowę z Schengen o wspólnej kontroli zewnętrznych granic Unii i likwidacji systematycznych kontroli na granicach pomiędzy państwami członkowskimi (dlatego nie potrzebujemy paszportów jadąc do Norwegii).

Norwegia współpracuje ściśle z Unią również w zakresie polityki zagranicznej i w kwestiach bezpieczeństwa. Dodatkowo kraj uczestniczy (solidnie je finansuje!) w całym szeregu programów unijnych – wewnątrz takich obszarów jak wykształcenie (np. Erasmus), nauka i badania naukowe, kultura, ochrona środowiska i ochrona praw konsumenta. W sumie Norwegia jest członkiem 19 biur unijnych i uczestnikiem takiej samej ilości programów. Za to uczestnictwo tylko w 2009 roku wpłaciła do kasy wspólnoty 1,66 miliarda koron.

Ratyfikacja wspomnianej umowy o uczestnictwie w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EØS) zapewnia przedsiębiorcom norweskim dostęp do wewnętrznych rynków krajów unijnych z zachowaniem czterech głównych „wolności” EU: wolnego przepływu towarów, usług, pracowników i kapitału. Wewnątrz EOG granice nie mogą stanowić przeszkody dla handlu, inwestycji czy migracji ludności. Umowa reguluje wspólne zasady wolnej konkurencji na rynku, wspierania gałęzi gospodarki z budżetu centralnego, zabrania ceł i budowania barier handlowych. Umowa zobowiązuje Norwegię do zezwolenia, aby to europejski urząd nadzorujący (ESA) sprawował kontrolę nad tym, jak państwo i jego instytucje wywiązują się z postanowień umowy. ESA jest też najwyższą instancją rozpatrującą skargi na złamanie przez państwo norweskie postanowień umowy o EOG (a jest tych skarg całkiem sporo!).

Umowa o EOG nie obejmuje jednakże norweskiego rolnictwa, rybołówstwa i umów handlowych z krajami spoza EOG.

Norwegia dużo poświęca będąc członkiem EOG, gdyż zobowiązuje się w ten sposób wprowadzać na swoim terytorium prawo uchwalane w UE bez udziału Norwegii! Za cenę tej utraty suwerenności kraj otrzymuje jednak to, od czego jest całkowicie uzależniony – możliwość ściągnięcia do siebie siły roboczej i intelektualnej z krajów EU (Norwegia z zaledwie 5 milionami mieszkańców i z drugiej strony ogromnym kapitałem, nie jest w stanie poradzić sobie z tak szybkim rozwojem tylko własnymi rękami). Druga rzecz, od której Norwegia jest uzależniona – to wolny dostęp do rynków europejskich – gdyby nie ta możliwość, eksport z kraju prawie by nie istniał!

Umowa o EOG jest ciągle szeroko krytykowana w Norwegii, mimo że od jej ratyfikacji minęło już wiele lat (podpisana w 1994 roku). Jej zwolennikami nie są ani środowiska prounijne ani te przeciwne członkostwu państwa w UE! Obie strony słusznie widzą w niej konstytucyjną katastrofę – ze względu na oddanie suwerenności kraju w ręce UE. Europrzeciwnicy oczekują wystąpienia Norwegii z Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Zwolennicy Unii zauważają, że sytuację da się naprawić tylko poprzez wstąpienie Norwegii do Unii, gdyż tylko wtedy kraj będzie mógł realnie uczestniczyć w uchwalaniu wprowadzanego prawa i dyrektyw, a nie tylko w ciemno je wprowadzać. Obecnie Norwegia ma swoje przedstawicielstwo w Brukseli, członków w różnych komitetach i biurach, ale ich wpływ na podejmowane decyzje ogranicza się realnie do rozmów kuluarowych i mniej oficjalnego lobbingu. Poza tym kraj posiada możliwość veta wobec narzuconych przez Unię praw. Użycie veta wcale nie jest jednak równoznaczne z wyjęciem Norwegii z obszaru obowiązywania nowego prawa; zwykle Unia jeszcze raz przygląda się nowym przepisom i ewentualnie negocjuje w poszukiwanie kompromisu. W praktyce Norwegia prawie nie używa prawa veta, a jedynym znaczącym wyjątkiem, jaki kraj uzyskał w stosunku do obowiązującego w Unii prawa, jest tzw dyrektywa tunelowa, określająca zasady budowy tuneli i wymagane środki bezpieczeństwa w nich. Norwegia ze względu na ukształtowanie terenu zmuszona była i jest budować tunele pod górami i wodami nawet tam, gdzie z tunelu korzystać będzie kilka samochodów dziennie. Konieczność przebudowywania istniejących od lat tuneli tak, by spełniały normy unijne byłaby absurdalna i kompletnie nie opłacalna z punktu widzenia społeczno – ekonomicznego. Dlatego veto w tym przypadku zostało zaakceptowane przez UE.

Choć wielu Norwegów nie dostrzega zalet związanych z członkostwem Norwegii w EOG, my Polacy nie powinniśmy mieć wątpliwości, że z naszego punktu widzenia to bardzo korzystne. Gdyby nie to, że oba kraje należą do EOG, ani przeprowadzka do Norwegii, ani życie i praca tutaj nie należałyby do prostych. Wspomnę tylko konieczność posiadania pozwolenia na pobyt i pracę, konieczność udowodnienia, że nasze zdobyte w Polsce wykształcenie jest równoważne z norweskim (przed wejściem Polski do EOG trwało to nawet kilkanaście lat, a często kończyło się nieuznaniem wykształcenia), czy konieczność wyrobienia sobie nowych dokumentów po przyjeździe do Norwegii (polski dowód osobisty czy prawo jazdy niewiele by tutaj znaczyły...). Niech zatem żyje Europejski Obszar Gospodarczy!

2 komentarze: