Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

niedziela, 9 października 2011

Dieta nordycka

Wspominałam już tutaj na blogu, że od przyjazdu do Norwegii staram się rozwijać moje umiejętności kulinarne. Rezultaty są coraz lepsze, Bob twierdzi, że przytył, a książki kucharskie przestały się mieścić na swojej półce. Wraz z zainteresowaniem kulinariami, staram się coraz bardziej świadomie dokonywać wyboru tego, co powinno trafić (a co wylecieć) z naszego codziennego menu.

Tak więc niemal zupełnie zrezygnowałam ze smażenia mięsa i ryb na rzecz ich gotowania lub pieczenia w foli (o tym jak smakuje kotlet schabowy w panierce już zupełnie zapomniałam). Staramy się jeść codziennie owoce i warzywa do każdego posiłku, pijemy dużo wody, jemy tylko chleb z ziarenkami itp. itd.



Przeglądając któregoś dnia dział z książkami kucharskimi w bibliotece zauważyłam, że mają tam kilka pozycji poświęconych diecie nordyckiej. Książki były pięknie wydane, z absolutnie apetycznymi zdjęciami i mnóstwem fajnych przepisów. Postanowiłam jedną wypożyczyć i zapoznać się z nimi.

Zanim doszłam do przepisów, było kilka słów wprowadzenia, w których autorka wyjaśniała, czym tytułowa dieta nordycka jest. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przeczytaniu krótkiego wstępu okazało się, że mniej lub bardziej realizujemy (nie świadomie) założenia owej diety. Polega ona na jedzeniu maksymalnie 3 razy w tygodniu mięsa (najlepiej białego), minimum 2 razy w tygodniu dań rybnych (i/lub owoców morza) na obiad oraz minimum 2 razy w tygodniu obiadów wyłącznie warzywnych. To po pierwsze. Po drugie należy się ruszać przez minimum 30 minut dziennie. Poza tym jeść na małych talerzach, przy pięknie nakrytym stole i zawsze w towarzystwie. Zjadać dziennie 5-6 posiłków (z czego 3 większe) i do każdego spożywać owoce i warzywa. Pić dużo wody. Planować posiłki z tygodniowym wyprzedzeniem i robić rozsądne zakupy (tak, żeby jak najmniej jedzenia się marnowało) raz-dwa razy w tygodniu. Było nie było, wyszło (zupełnie niechcący), że spełniamy większość tych punktów!

Muszę przyznać, że faktycznie porównując nasze polskie nawyki żywieniowe i te, które wprowadziliśmy do naszego życia teraz, dzielą je lata świetlne.

Nigdy nie byłam wielką zwolenniczką diet (choć może bywały takie momenty, że powinnam o niej pomyśleć), ale ta nordycka bardzo przypadła mi do gustu. Tak naprawdę polega ona na zmianie pewnych nawyków żywieniowych i odrobienie ruchu. W zasadzie to trudno nazwać ją „dietą”, raczej racjonalnym, zbalansowanym, zdrowym trybem życia. My po mniej więcej roku jej stosowania czujemy się rewelacyjnie! Okazało się, że ryba z foli smakuje znacznie lepiej niż ta smażona na oleju i w panierce, że Internet jest pełen fajnych przepisów na lekkie i pyszne ciasta. Poza tym wyszło na to, że jest absolutnie mnóstwo fantastycznych dań bezmięsnych (absolutnym hitem jest jak dla mnie penne z brokułem, Bob stał się wielbicielem penne ze szpinakiem i łososiem wędzonym) i (co najważniejsze), okazało się, że można (jednak!) żyć bez jedzenia codziennie jednego batonika i coli :]

3 komentarze:

  1. Witajcie! Wspaniały blog, patrząc na Wasz opis z boku strony mam wrażenie jakbym czytała o sobie i swoim mężu. Tez od niedawna mieszkamy w Norwegii, tu gdzie mieszkamy (Skien) nie ma maliny moroszki, ale lasy za to sa pełne wspaniałych grzybów. Życie jest wspaniałe, ludzie sympatyczni, a powietrze rześkie. Co ciekawe: bez obawy o swoje zdrowie można pić wodę z kranu i jest smaczniejsza niż niejedna polska źródlanka :) A jak jest u Was? Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam moją Polskę, ale Norwegia jest jednym z krajów, które kiedyś chciałbym odwiedzić.

    Bardzo podoba mi się wpis o diecie nordyckiej. I podobnie jak Pani zauważyłem, że większość z jej założeń stosujemy w życiu naszej rodziny. Zwłaszcza planowanie posiłków - no może nie z tygodniowym wyprzedzeniem (u nas są to 3, może 4 dni). Szkoda, że w Polsce ryby są tak drogie... Tym bardziej, że moje dzieci wola ryby od słodyczy (jest radość, prawda?)

    Pozdrawiam serdecznie
    Tomasz Majewski
    www.jeestraadosc.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, bardzo mi się Wasz blog podoba, sam planuję wybrać się na kilka(naście) lat do Norge.
    W kwestii diety chciałbym zwrócić uwagę na fakt niezbyt znany jednak istotny, mianowicie szkodliwość produktów z "ziarenek". Generalnie wszystkie potrawy mączne (chleb, makarony, ciacha i inne) mają istotnie szkodliwy wpływ na zdrowie ludzkie.
    Polecam np:
    http://www.amazon.com/Grain-Brain-Surprising-Sugar-Your-Killers/dp/031623480X

    OdpowiedzUsuń