Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

niedziela, 1 maja 2011

Pełny obraz norweskiej motoryzacji

Wiele tekstów na blogu poświęcamy na obalanie polskich stereotypów czy opinii o norweskiej rzeczywistości. Nadszedł czas na zajęcie się motoryzacją, bo i w tej kwestii prawdziwy obraz wygląda nieco inaczej niż wielu uważa. Norwegowie, mimo bogactwa kraju, mają jedną ze starszych flot samochodowych w Europie i wcale nie preferują ogromnych wozów w amerykańskim stylu, wyposażonych w duże, paliwożerne silniki! Jak więc naprawdę wygląda typowy, statystyczny norweski wóz?

Jest to albo kombi (norw.: stasjonsvogn) albo hatchback (po norwesku myląco nazwany kombi) z małym silnikiem diesla, ogrzewaniem postojowym, lepszym systemem audio i podgrzewanymi siedzeniami. Kosztuje przeciętnie ok. 300 tys koron, które Norweg wydaje najczęściej na Volkswagena Golfa (klasyczny hatchback) lub Volvo V70 (tradycyjne kombi).



Nadwozia. Norwegowie są zupełnie innymi klientami salonów samochodowych niż inne narody Europy. W minionym roku to niespełna 5-milionowe społeczeństwo kupiło 127,5 tys nowych osobowych wozów i w większości były to praktyczne kombiaki (!). Jeśli wziąć pod uwagę tak popularne modele jak Ford Mondeo, Volkswagen Passat, Toyota Avensis czy Opel Insignia, udział aut z nadwoziem kombi wśród wszystkich aut danego modelu zakupionych w 2010 roku wyniósł ponad 80 procent! To zupełnie inaczej niż w „kontynentalnej” części Europy, gdzie kierowcy wybierają przede wszystkim eleganckie sedany. Na auta z nadwoziem sedan stawia też prawie każdy producent samochodów – czego najlepszym dowodem niech będzie, że to właśnie sedany lansowane są na premierach nowych modeli i zwykle wchodzą na rynek kilka miesięcy przed kombiakami...

Wyposażenie. Co jeszcze wyróżnia norweskich klientów od reszty Europejczyków? Na pewno wygórowane oczekiwania co do wyposażenia pojazdów. Na tutejszym rynku niemal standardem jest to, co w Europie nazywa się wyposażeniem dodatkowym, instalowanym za dopłatą. Podgrzewane fotele, spryskiwacze reflektorów, ogrzewanie szyby przedniej to podstawa. Auto na rynek norweski powinno też mieć ksenonowe reflektory i koniecznie bardziej zaawansowane radio, najlepiej z wbudowaną nawigacją GPS w standardzie. Mercedes, BMW, Audi, Toyota i Volskwagen już oferują odbiorniki cyfrowe DAB jako standard wyposażenia! Wreszcie jeden detal, który choć nie jest niczym zaawansowanym technicznie, musi znaleźć się w przeciętnym norweskim wozie. Hak holowniczy!

Umiarkowany silnik. Jeśli jednak porównać Norwegów z resztą świata, okazuje się, że do swoich aut wybierają znacznie słabsze jednostki napędowe. Większość decyduje się na diesle ze 100 konikami pod maską (8 na 10 nowych wozów kupionych w 2010 roku miało silniki diesla). Przyczyną takiego stanu rzeczy są koszty. W Norwegii zakup i eksploatacja pojazdu należy do najdroższych na świecie. Państwo nakłada na pojazdy bardzo wysokie opłaty, uzależnione od masy auta i jego emisji dwutlenku węgla. Pojazdy z silnikami dużej pojemności są cięższe i bardziej zanieczyszczają środowisko; w rezultacie w samym zakupie mogą być 100- 200 tys koron droższe. Ich właściciele muszą też potem rok w rok płacić wysoką opłatę roczną oraz dużo więcej zostawiać przy dystrybutorze na stacji, a paliwo w Norwegii również bije wszelkie rekordy cenowe... Jeśli obraz sytuacji wzbogacimy jeszcze o drastyczne ograniczenia prędkości (np 90 – 100 km/h na 4-pasmowych autostradach!) i bardzo wysokie mandaty, nie trzeba już chyba nikogo przekonywać, że Norwegowi auto z mocnym silnikiem jest po prostu zbędne :)

W przeciwieństwie do napędu na wszystkie koła! W ten wyposażone było co trzecie nowe auto kupione w kraju w zeszłym roku. Tylko Szwedzi, Finowie, Szwajcarzy i Austryjacy mogą konkurować z Norwegami w tej kwestii.

Ciekawostki i liczby o norweskiej motoryzacji

Średnio rocznie Norweg przejeżdża samochodem 13.606 km. Koszt przejazdu każdego z nich szacowany jest na 3,53 korony (dla samochodu klasy średniej).

100 lat temu w kraju zarejestrowanych było 425 samochodów. Pod koniec 2009 roku – aż 2.242.721, w tym 83 tys ciężarówek i 21,5 tys autobusów.

Średnio w ciągu roku w Norwegii przybywa 40 tys pojazdów (średnia mierzona od 1957 roku).

Norweski park maszynowy jest coraz starszy - średni wiek samochodu wynosi obecnie 12,5 lat! Jeśli wziąć pod uwagę poszczególne marki pojazdów, najstarsze na norweskich drogach są Chryslery (średni wiek 13,4 lat), a za nimi Mercedesy (12,2), Volvo (12), Opel (11,4) i Ford (11 lat).

Coraz mniej samochodów jest kradzionych. W 2009 roku było to 7190 pojazdów; w 2001 – dwa razy więcej!

Państwo zarabia krocie na posiadaczach aut. W 2009 roku do budżetu wpłynęło z różnych opłat związanych z kupnem lub użytkowaniem samochodów 46 miliardów koron.

Prawie 400 tys Norwegów kupiło w 2010 roku używane auto. Z kolei rok wcześniej zezłomowanych zostało zaledwie 87 tys pojazdów.

Infrastruktura drogowa jest w kiepskim stanie. Sieć dróg liczy zaledwie 93,5 tys kilometrów i w ciągu ostatnich 10 lat wzrosła zaledwie o 2071 km! Norwegia ma łącznie 340 km autostrad.

Fotoradary to kopalnia złota dla państwa. W 2009 roku zdjęcia z szarych puszek przy drogach dały budżetowi dochody w wysokości ponad 300 milionów koron!

W kraju zarejestrowanych jest aż 1.072.032 przyczep. Oznacza to że jedna przyczepa przypada na 2 samochody.

Większość Norwegów jeździ Volkswagenem (303.778 zarejestrowanych aut tej marki). 272.633 posiada Toyotę, 159.583 Volvo, 157.559 Forda, a 147.633 Mercedesa.

Najczęściej kupowane marki to także Volkswagen i Toyota. Na kolejnych miejscach są jednak Ford, Volvo, Peugeot, Skoda, Audi, BMW, Nissan i Mitsubishi.

Najczęściej wybierane modele to: VW Golf, Volvo V70, Toyota Avensis, Nissan Qashqai, Ford Mondeo, VW Passat, VW Polo, Skoda Octavia, Toyota Auris i Ford Fiesta.

źródło: Fædrelandsvennen

4 komentarze:

  1. Z duzym zainteresowaniem przeczytalam te wszystkie cyferki i jedno mnie uderzylo, czy rzeczywiscie posiadanie diesla jest oplacalne. Jezeli juz to po jakim okresie czasu zwraca sie drozszy diesel?
    Z tego co wiem to ropniaki sa drozsze przy zakupie, drozsze naprawy, cena paliwa jest zblizona wiec tylko roznica w spalaniu moze przyniesc zysk ale przy 13000 km przebiegu rocznie zajmie to minimum ponad 10 lat! Chyba, ze macie jakies znizki podatkowe za diesla. Ciekawe?

    OdpowiedzUsuń
  2. ciezko to wytlumaczyc faktycznie. Diesle nie maja zadnych ulg. Wrecz przeciwnie - jesli nie sa farbycznie wyposazone w filtr czastek stalych, wlasciciel placi wyzsza oplate roczna (z powodu wyzszej emisji CO2)... Zaleta nowoczesnych diesli jest spora dynamicznosc, dobre przyspieszenie i osiagi juz przy silnikach o malej pojemnosci. Przy okazji malutko spalaja. Od masy pojazdu i jego mocy oraz emisji spalin naliczana jest tzw "oplata jednorazowa" - zawsze zawarta w cenie auta w salonie. Ta oplata moze byc tak wysoka, ze wlasciwie dyskwalifikuje z rynku pojazdu o duzych silnikach. A jak mialbym kupic auto z malym silniczkiem, to tez bym wolach turbodoladowanego i oszczednego diesla niz wyjacego jak kosiarka benzyniaka. Choc to wcale nie swiadczy, ze Norwegowie mysla podobnie :). PS. my tez mamy diesla! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuje za odpowiedz ale ciagle nie moge uwierzyc w to, ze benzyniaki sa glosne jak kosiarka, no chyba, ze bez tlumika:)
    Ciagle nieprzekonana do ropniaka Ataner nie jest zwolenniczka malych silnikow bo juz sie przekonalam, ze moje obecne 2.5l jest oszczedniejsze niz poprzednie 1.8l. Obydwa auta pochodzily prosto od dealera i byly nowe. Roznica miedzy nimi byla jednego roku wiec technologia nie ulegla radykalnej zmianie w tym okresie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam ogrzewanie szyby przedniej! to moja ulubiona opcja w naszym VW

    OdpowiedzUsuń