Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 13 maja 2011

Dugnad, czyli czyn społeczny po norwesku

Spotkaliście się kiedyś ze słówkiem „dugnad”? Ci którzy mieszkają w Norwegii lub uczą się języka norweskiego na pewno. Próbowaliście kiedyś sprawdzić, co ono znaczy? Być może niektórzy, również ja i Bob podjęli próbę odnalezienia jego znaczenia w słowniku. I jaki był rezultat poszukiwań? Niezadowalający. Okazało się bowiem, że po pierwsze w języku polskim nie ma odpowiednika tego słowa, a po drugie, że jest ono w zasadzie nieprzetłumaczalne.

Nie podejmuję się w tym wpisie wytłumaczenia genezy tudzież etymologii zwrotu „dugnad”. Postaram się natomiast wytłumaczyć czym ono jest.

Pierwszy raz spotkałam się z tym słowem podczas nauki języka. Pojawiło się ono w jednej z czytanek. W tekście zabrakło wytłumaczenia, co dugnad oznacza, jednak cała czytanka traktowała o rzeczach, zjawiskach typowo norweskich. Zatem pierwszy trop był taki, że dugnad to coś ściśle związane z Norwegią, coś co ją (albo jej społeczeństwo) charakteryzuje, coś jak ser brązowy, ale niekoniecznie do jedzenia.

Mój drugi kontakt ze słowem dugnad był bardziej osobisty, a wręcz namacalny. Oto bowiem niespełna rok temu wracając ze sklepu ze skrzynki na listy wyjęłam kartkę z wielkim napisem „Dugnad” oraz datą i godziną. Zatem drugi trop był taki, że dugnad to spotkanie, tylko typowo norweskie (o jedzeniu brązowego sera nie wspominali na kartce, więc stwierdziłam że te dwa pojęcia być może nie mają ze sobą związku przyczynowo-skutkowego).



Trzeci kontakt z dugnadem dokonał się dzisiaj i rozwiał wszelkie moje wątpliwości, co też kryje się za tym zabawnie brzmiącym zwrotem. Od wczesnego popołudnia, ku mej rozpaczy (ból głowy), przed naszym domem coś hałasowało (potem się okazało, że to "karcherka"). Przed 17 przybył sąsiad i zakomunikował, że dziś dugnad i do 18 musze przepakować samochód i, że on zaprasza. Tego ostatniego to się w zasadzie domyśliłam bardziej niż usłyszałam, bo myjka ciśnieniowa to naprawdę głośne urządzenie. Zatem przed 18 przeparkowałam auto, a kiedy wróciłam pod dom dostałam do ręki miotłę i szuflę oraz zaproszenie do zamiatania:) Co więcej nie byłam jedyną tak hojnie obdarowaną. Okazało się bowiem, że w naszym uroczym domu oprócz nas, sąsiada nad nami i imprezujących co weekend studentów, ktoś jeszcze mieszka! Co więcej, wszyscy ci ludzie teraz wspólnie zamiatali, sadzili roślinki, robili porządek przed swoimi mieszkaniami... W całym przedsięwzięciu wzięła udział nawet właścicielka wynajmowanego przez nas mieszkania, choć sama mieszka godzinę drogi stąd! W końcu okazało się, że dugnad to coś w rodzaju czynu społecznego, dobrowolnej pracy dla dobra otoczenia.

Najpopularniejszym i ciągle praktykowanym jest dugnad wśród społeczności lokalnych np. wspólnoty mieszkaniowej. Polega on na tym, że raz, dwa razy do roku wszyscy mieszkańcy wspólnie chwytają za miotły, szufle i sprzątają wspólną własność. Robi się to głównie na wiosnę (przed świętem konstytucji 17 maja) i na jesień.



W przeszłości dugnady były bardzo popularne! Wprowadzono je aby społeczeństwo mogło w bezinteresowny i bezpłatny sposób zrobić coś dla innych, wyręczając w tym państwo np. zimą odsypać śnieg starszym osobom sprzed domów albo zrobić zakupy chorym. Idea, trzeba przyznać, wzniosła. Jednak teraz pozostaje coraz częściej wspomnieniem. Obecnie na tym, co kiedyś było dugnadem, zarabiają prywatne firmy, a duch bezinteresownej pomocy w narodzie powoli zamiera. Norwegom, którzy zarabiają coraz więcej, coraz mniej chce się poświęcać swój wolny czas na czyny społeczne. Wolą zapłacić za to, żeby ktoś ich w tym wyręczył. Co więcej, Bob ostatnio czytał w gazecie, że Norwedzy zrobili się do tego stopnia leniwi jeśli chodzi o pożyteczne zajęcia po pracy (jak sprzątanie własnego domu, porządkowanie przydomowego ogródka, strzyżenie trawników), że wolą wynająć obcokrajowców którzy zrobią to za nich. Oni w tym czasie będą mogli skorzystać z pięknej pogody i popływać nową łódką albo pojechać do hytty.

Oczywiście wiem, że wielu studentów w ten sposób dorabiało i nadal dorabia. Z dobrego źródła wiem jednak, że kilka tam temu 95% tych, którym proponowało się porządki wokół domu mówiło, że robi to sama (o czym świadczył pełen arsenał przeróżnych sprzętów do wszystkiego). Obecnie procent tych samodzielnych maleje na rzecz tych wygodnych. Wygląda więc na to, że niedługo idea dugnadów może umrzeć śmiercią naturalną

Wracając jednak do naszego dzisiejszego czynu społecznego... Idea całkiem nam się spodobała, poznaliśmy sąsiadów, pogadaliśmy. A cały dugnad na dobrą sprawę zamknął się w godzince pracy. A uczucie zrobienia czegoś bezinteresownie? Jak w pewnej reklamie – bezcenne;]

8 komentarzy:

  1. Hei, Eve i Bob!
    My żyjemy na małej wyspie i u nas dugnad'y nie zamierają, a trawniki każdy kosi sobie sam. Może w większych społecznościach występuje tendencja, o której piszesz, nie przeczę, ale myślę, że cała idea nie padnie właśnie dzięki takim miejscom, jak nasze.

    A w ogóle gratulacje z okazji pierwszego roku :) Zaczynaliśmy w tym samym niemal momencie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I to jest piękne, że w takich miejscach jak wyspa, na której żyjecie, wszystko jest jeszcze "naturalnie norweskie". Problemem jest niestety, że większość Norwegów opuszcza takie miejsca i wyjeżdża do większych miast, które nie mają już w sobie tego norweskiego uroku :( PS: gdzie mieszkacie? Która fylkeskommune?

    OdpowiedzUsuń
  3. A jest możliwość podania adresu prywatnie a nie publicznie? :) Bo w naszym wypadku to już będzie bardzo konkretny namiar.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fylkeskommun jest 19 w calej Norwegii, wiec to raczej nic konkretnego. Nie pytam o kommune :) Ale spoko, nie bylo tematu! Pozdrawiamy z Sorlandet!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak nie było to ok :) Również pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedys wynajmowalam dom z duzym terenem wokol niego. Porastala go trawa i wlasnie wtedy przydalaby mi sie grubszy portfel aby zatrudnic kogos do strzyzenia trawy z profesjonalnym sprzetem. Niestety robilismy to sami i schodzilo nam na tej czynnosci okolo pieciu godzin co dwa tygodnie. Mielismy spalinowa kosiarke ale naped na kola byl do kitu. Przewaznie w weekend kiedy moglismy pojechac zrelaksowac sie po tygodniu pracy.
    Trudno uogolniac bo kazdy robi jak mu wygodnie albo na ile go stac.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. u nas chyba byl dzisiaj dugnad bo wszyscy nagle zaczeli sprzatac przy domach. ale kazdy u siebie, wiec moze to nie taki dugnad.
    my mieszkamy w stavanger. na naszej ulicy trawniki tez chyba wszyscy kosza sobie sami. moi sasiedzi (starsi panstwo) tak pieknie kosza na dwie kosiareczki...

    OdpowiedzUsuń
  8. W Polsce odpowiednikiem słowa 'dugnad' jest słowo 'tłoka'.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń