Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 2 marca 2011

Tłusty czwartek w Norwegii

… wypada w niedzielę ;] Tak, tak - w kraju, w którym „fiordy jedzą z ręki” też można obchodzić dzień pączka; tylko, że kilka dni później niż nad Wisłą. Albo dwa razy ;]

Fastelavnssøndag, bo tak nazywa się ostatnia niedziela przed Wielkim Postem, czyli po prostu Ostatki, to w Norwegii święto bułeczek, pączków, oponek… i tylko faworków brakuje… Na szczęście w sklepach są wszystkie produkty, więc jak ktoś się uprze, to może zrobić je samemu;]

Oboje z Bobem jesteśmy fanami Tłustego Czwartku (no dobra… Bob jest żarłokiem i łasuchem :D:D). Nic więc dziwnego, że od jakiegoś czasu planowałam na tę okazję wielkie smażenie pączków i faworków. Po tym jednak jak Bob stwierdził, że spędzanie pół dnia w kuchni dla kilku pączków to stara czasu, mój zapał do samodzielnego stworzenia góry tłustych łakoci powoli słabł. Nie wiedziałam jeszcze, że w Norwegii jest podobne święto i z racji tego można, podobnie jak w Polsce, kupić gotowe smakołyki.

Dopiero jak przejrzeliśmy gazetki z marketów spożywczych z ofertą na nadchodzący tydzień dotarło do nas, że Norwegowie też musza mieć swoją wersję Tłustego Czwartku. Sprawdziliśmy zatem w kalendarzu i… zgadza się! Tyle, że „święto” wypada w niedzielę.

Co Norwegowie jadają w ostatnią niedzielę przez postem? Są trzy rodzaje smakołyków –  berlinerboller, fastelavnsboller i smultringer. Na razie brzmi to jak czarna magia, ale zaraz się przekonacie, że wszystkie wydają się być jednak znajome…

Berlinerboller (na zdjęciu) przypominają polskie pączki. Zamiast lukru są jednak obtoczone w cukrze pudrze. Wydają się też bardziej puszyste niż pączki i sprawiają wrażenie „lżejszych”. W sklepach dostępne są w wersji z wypełnieniem (waniliowym lub owocowym) lub bez. Wtedy wypełnić je można samemu przecinając je w poprzek i przekładając kremem.

Fastelvansboller. Nie dane nam było ich jeszcze spróbować (wykupione ze sklepów:( ). Wyglądem przypominają one jednak berlinboller, tylko zamiast smażyć, piecze się je bez wypełniania, a następnie przecina i wypełnia kremem waniliowym lub ulubionym dżemem. W przepisach internetowych były też wersje z umieszczoną na bułce przed pieczeniem kostką czekolady, która pod wpływem ciepła roztapiała się. Trzeba przyznać, że takie bułeczki wyglądają wybitnie apetycznie.

Na koniec smultringer. Z tego co zaobserwowałam jada się je przede wszystkim na Boże Narodzenie, jednak z racji tego, że są one smażone, świetnie pasują też jako smakołyk ostatkowy (potwierdzeniem moich słów niech będzie wielka budka postawiona przy centrum handlowym oferująca świeżutkie, pachnące, apetyczne smultringer). Przypominają one nasze swojskie oponki, są jednak odrobinę ciemniejsze, a ciasto jest bardziej aromatyczne ze sprawą dodanego do niego kardamonu.

Tak więc, ku mojej i Boba radości - tudzież uldze, okazało się, że Tłusty Czwartek można z powodzeniem świętować będąc 1,5 tys km od Polski (i to bez spędzania połowy dnia w kuchni). Można go nawet obchodzić dwukrotnie – według polskiej tradycji w czwartek i norweskiej w niedziele;]

Na koniec, dla ambitnych, przepisy na norweskie bułeczki ostatkowe. Kto wie, może ktoś z Was się skusi i je wypróbuje?

Smultringer

3 jajka
250 g cukru
½ l śmietany
50 g roztopionego masła
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki kardamonu
750 g mąki
tłuszcz do smażenia

Połącz jajka z cukrem w jednolitą masę. Do śmietany dodaj roztopione masło, a następnie połącz to z jajkami i cukrem. Dodaj mąkę, sól i kardamon. Zagnieć wszystko dokładnie razem, a następnie odstaw ciasto na minimum 2 godziny (poleca się zrobienie ciasta dzień wcześniej; ciasto świetnie nadaje się także do zamrożenia). Rozwałkuj ciasto na grubość ok. 1 cm i przy pomocy dużej szklanki wycinaj krążki, w każdym krążku przy pomocy kieliszka zrób dziurkę. Smaż w nagrzanym tłuszczu na złoty kolor, a następnie wyciągaj na papierowy ręcznik.


Fastelavnsboller

150 g masła
600 ml mleka
50 g drożdży
150 g cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego
2 łyżeczki kardamonu
¼ łyżeczki soli
1 ½ kg mąki
Żółtko jajka do posmarowania

Z drożdży, pół szklanki mleka, łyżki cukru i łyżki mąki robimy zaczyn. Do roztopionego masła dodajemy letnie mleko, następnie dodajemy drożdże i mieszamy dokładnie. Dodajemy resztę cukru, cukier waniliowy, kardamon i sól. Powoli dosypujemy też mąkę. Wyrabiamy ciasto i odstawiamy je przykryte w ciepłe miejsce, aż podwoi swoją objętość. Później zagniatamy ciasto jeszcze przez ok. 5 minut i formujemy z niego bułeczki. Układamy je na blasze, a następnie przykrywamy i odstawiamy jeszcze na 45 minut. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 220 stopni. Bułeczki przed włożeniem do piekarnika smarujemy żółtkiem. Można również w każdej bułeczce zrobić wgłębienie i położyć w nim po kostce czekolady. Pieczemy ok. 10-15 minut na złoty kolor. Po ostudzeniu na kratce przekrajamy na pół i wypełniamy kremem waniliowym.

Berlinerboller

325 g mąki
150 ml mleka
Paczka suchych drożdży
75 g cukru
50 g masła
2 jajka

Wymieszaj połowę mąki z drożdżami i letnim mlekiem. W osobnym naczyniu wymieszaj cukier i masło, wraz z jajkami dodaj to do mieszkanki drożdży, mąki i mleka. Zagnieć ciasto i odstaw na 45 minut. Dodaj resztę mąki i zagnieć porządnie. Uformuj bułeczki i odstaw je na ok. 15 minut, aby jeszcze trochę urosły. Smaż w nagrzanym tłuszczu na złoty kolor (6-8 minut), a następnie wykładaj na papierowy ręcznik, gdy trochę przestygną obtocz je w cukrze pudrze. Podawaj przełożone kremem waniliowym lub dżemem.

2 komentarze:

  1. Apetyczny tekst pobudzil moj apetyt. Czy bierzesz odpowiedzialnosc za moje kolejne centymetry w obwodzie?:)))
    Musze konczyc bo slina mi kapie na klawiature!

    OdpowiedzUsuń
  2. ;] chyba nie mam wyjścia, jak wziąć tą odpowiedzialność;) Zresztą tłusty czwartek jest raz w roku, a raz do roku można zaszaleć:D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń