Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 15 marca 2011

Ropa i norweski fundusz naftowy

O tym, że Norwegia ropą i gazem stoi słyszał w Europie chyba każdy. Niewielu orientuje się jednak, co tak naprawdę dzieje się z ogromnymi pieniędzmi, które kraj zarabia na swoich bogactwach naturalnych. Wielu się pewnie zdziwi, ale przeciętny Norweg nie tylko nie kąpie się w ropie, ale wręcz nie doświadcza na co dzień zamożności swojej ojczyzny. Jak to możliwe?

Po kolei... Ropę naftową odkryto na norweskim szelfie kontynentalnym w 1969 roku. Dwa lata później rozpoczęto eksploatację pierwszego złoża – Ekofisk. Kraj, którego ludność przez wiele stuleci cierpiała z głodu i emigrowała za pracą i chlebem, ujrzał nagle widmo bogactwa. Norwegia stanęła przed trudnym zadaniem – jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – a więc pozyskać technologię i „know how” z krajów, które złoża naftowe eksploatowały u siebie od dawna, a jednocześnie zarabiać na nich samemu? Wreszcie - co zrobić z tak wielkimi środkami finansowymi i jak je rozsądnie zagospodarować?


Norwegowie to nie arabscy szejkowie. Inna kultura i mentalność oraz długie lata biedy za sobą powodują, że tu nikt nie myślał o złotych pałacach, sztucznych archipelagach wysp – hoteli, miastach na pustyni czy drapaczach chmur na pokaz przed „Zachodem”. Norwegowie wybrali inną drogę, choć nie od razu.

Po wielu latach niepewności i zamieszania wokół „prawidłowego” wykorzystania dochodów ze złóż ropy i gazu, w 1990 roku parlament (Stortinget) powołał Państwowy Fundusz Naftowy (Statens Petroleumsfond). Tym samym postanowiono, że pieniądze Norwegia będzie inwestować, a nie „przejadać” na swoje wewnętrzne cele. Tylko w co inwestować, gdzie inwestować, ile inwestować i na co przeznaczyć majątek funduszu? Znów rozpoczęła się debata...

Osiem lat minęło (w Norwegii wszystko trwa dłużej...) zanim podjęto decyzję o odważniejszym obracaniu pieniędzmi funduszu – a więc inwestowaniu w akcje. Ustanowiono jednak, że kwota zainwestowana w ten ryzykowny sposób nie może przekraczać 40 proc. wartości funduszu. Wreszcie wyklarowały się też cele funduszu – pieniądze mają służyć na zapewnienie dobrobytu i opieki społecznej starzejącemu się społeczeństwu, na wypłaty emerytur w przyszłości, utrzymywanie domów opieki. Tym samym zmieniono nazwę funduszu na Statens pensjonsfond – a więc „fundusz emerytalny”.

W 2001 roku wprowadzono zasadę, że dochody państwa z przemysłu naftowego będą prawie w całości powiększać majątek funduszu, a nie będą trafiać do budżetu! Próg wykorzystania „naftowych” pieniędzy w budżecie ustanowiono na 4 proc., ale należy podkreślić, że do tej pory nie zdarzyło się jeszcze, aby Norwegia wykorzystała w ciągu roku „aż” tyle swoich bieżących przychodów z ropy. Średnia z ostatnich 12 lat to 2,4 procenta!

Po zgodzie parlamentu na inwestowanie w akcje, wartość funduszu zaczęła szybko rosnąć. Obracane środki były już tak wysokie, że konieczne było wprowadzenie zasad etycznych inwestowania i powołanie rady etyki. Na marginesie dodam, że nie przeszkadza to Norwegom inwestować również w fabryki broni i sprzetu wojskowego :].

Fundusz norweski szybko stał się jednym z najbardziej prestiżowych i pozyskał najlepszych na świecie specjalistów. Aktualnie tylko w swojej centrali w Oslo zatrudnia około 290 osób z 25 krajów. Oprócz tego ma oddziały w Londynie, Nowym Jorku, Szanghaju i Singapurze. Mając ze sobą najlepszych z najlepszych w dziedzinie inwestycji, parlament odważył się podnieść kwotę inwestowaną w akcje do 60 procent wartości funduszu (poziom bardzo wysoki, obarczony dużym ryzykiem). Stało się to w 2007 roku i było strzałem w dziesiątkę. Podczas gdy wkrótce światowe giełdy zdziesiątkował kryzys ekonomiczny, fundusz norweski zwiększył wartość o połowę. W 2008 roku obracał 2 bilionami koron (2 tysiące miliardów); 19 października 2010 jego wartość przekroczyła magiczne 3 biliony koron! Wypada dodać tylko, że w 1996 roku wartość funduszu wynosiła zaledwie 2 miliardy koron.

Dziś Norwegia jest właścicielem jednej na sto wszystkich spółek notowanych na światowych giełdach. Fundusz posiada w swoim portfelu m.in. akcje holenderskiego giganta paliwowego Shell, udziały w Nestle, BP, koncernach telekomunikacyjnych Vodafone i Telefonica, wreszcie w firmach farmaceutycznych Novartis i GlaxoSmithKline. Norwegowie wykupili nawet od Królowej Brytyjskiej 25 proc. czołowej handlowej alei Londynu – Regent Street! W przyszłości fundusz planuje inwestycje w kolejne nieruchomości – mosty, drogi, porty, lotniska, elektrownie, rurociągi, a nawet więzienia i szpitale.

A co z tego wszystkiego ma statystyczny Norweg? Niewiele, bo naczelną zasadą funduszu jest lokowanie pieniędzy wyłącznie poza granicami własnego kraju. Tak więc chociaż infrastruktura drogowa, kolejowa czy lotnicza w królestwie pozostawia wiele do życzenia, Norwegia inwestuje swoje bogactwa w infrastrukturę w innych krajach. Jest to paradoks, którego nie rozumie prawie żaden Norweg. Jedynie profesorowie ekonomii i sami zarządcy funduszu bronią takiego postępowania, tłumacząc, że lokowanie tak wysokich środków we własnym kraju błyskawicznie wywinduje inflację i niekorzystnie odbije się na norweskiej gospodarce. A naród im wierzy oraz ufa i nie protestuje.  
Politycy norwescy zdają sobie sprawę, że ropa kiedyś się skończy, a państwo będzie trwało dalej i będzie musiało funkcjonować bez bilionowych zastrzyków. Dlatego już teraz tak oszczędnie dozują wpływy z przemysłu naftowego do budżetu i korzyści obywateli z bogactw naturalnych.

Przeciętny Norweg, choć żyje w jednym z najbogatszych krajów świata, musi pogodzić się z tym, że będzie płacił drastycznie wysokie podatki, wydawał w sklepach więcej niż którykolwiek naród w Europie, płacił za paliwo najdrożej na kontynencie (sic!) i w zamian za to - miał do dyspozycji całe 300 km autostrad! A to wszystko w imię bezpiecznej przyszłości następnych pokoleń.

4 komentarze:

  1. Witam dzisiaj trafiłam na Waszego bloga i jestem pod wieeelkim wrażeniem! Jest niesamowity i niezwykle pomocny dla kogoś kto planuje przyszłość w Norwegii :) Niestety nie zdążyłam przeczytać wszystkiego, możecie napisać w jakim mieście mieszkacie?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Troche to szokujace gdy pomyslec o inwestowaniu za granica aby nam lepiej sie zylo. Kiedys powinien przyjsc czas na wykorzystanie czesci inwestycji aby poprawic zycie Norwegow. Czytam was od samego poczatku i mam wrazenie, ze od dluuugiego czasu w Norwegii niewiele sie zmienilo. Zastanawiajace, ze przy tak trafionych inwestycjach funduszu tak malo jest namacalnych dowodow oprocz liczb i kolorowych folderow. Sam napisales, ze Norwegom trudno to pojac, ze kiedys bedzie wspaniale. Troche sarkastycznie wyszlo ale takie mam odczucie szczegolnie porownujac kraj gdzie obecnie zamieszkuje. Gielda i chwilowe zyski to jakby inny punkt widzenia na zycie.
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwoscia na wiosne, ta prawdziwa bo kalendarzowa juz nadeszla.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej! Cieszę się, że spodobał Ci się nasz blog i znalazłaś tu ciekawe i przydatne informacje :) Po to właśnie tworzymy tego bloga :) Obecnie mieszkamy w Grimstad na południowym wybrzeżu. Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  4. a u nas tak sie inwestuje w zloza naturalne: zarabia Jan Kulczyk i inni... i tyle z tego mamy....

    OdpowiedzUsuń