Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

poniedziałek, 7 marca 2011

Po Mistrzostwach Świata w Oslo

Ach, cóż to były za mistrzostwa! To już piąty raz w historii Norwegia była gospodarzem Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym.

Transmisja z tego wydarzenia była bezpłatnie udostępniana drogą internetową przez NRK (publiczna tv), więc - mimo braku telewizora w domu - byliśmy oboje z Bobem na bieżąco jeśli chodzi o wyniki i sukcesy Polaków. Przy okazji dowiedziałam się, że mój chłopak lubi oglądać skoki narciarskie ;]

Same mistrzostwa trwały 12 dni i były to dni wielkiego triumfu Norwegów. Zdecydowanie wygrali w klasyfikacji medalowej, zdobywając w sumie 20 krążków, w tym 8 złotych. Mistrzostwa wyłoniły nową królową ludu, Marit Bjørgen, która co i raz przewijała się w polskich mediach przy okazji rozważań nad chorobami płuc i innymi przypadłościami. Bohaterem został też Peter Norhaug, który z kolei zalazł za skórę szwedzkim komentatorom podczas sztafety mężczyzn.

Mistrzostwami interesował się każdy w Norwegii. Trudno się dziwić, narty dla Norwegów to jak piłka nożna dla Brazylijczyków albo makaron dla Włochów, jednym słowem: Norwedzy bez nart życia sobie nie wyobrażają.

Mistrzostwa były obecne dosłownie wszędzie. Przy ich okazji w sklepach pojawiła się mistrzowska oferta: specjalne parówki (najpopularniejsza przekąska wśród kibiców pod skocznią w Holmenkollen i wzdłuż tras biegowych), bułki (najważniejszy dodatek do parówki), chipsy (najlepsze do chrupania przed telewizorem), napoje gazowane (bo chipsy są słone i pić się chce), czekolady (jakby nie daj Boże cukier u kibica spadł), gotowe dania (aby nie musieć się na długo odrywać od pasjonujących zawodów), w promocji były też całe specjalne zestawy kibica: wielka paczka chipsów, pomarańcze, cola i obowiązkowe parówki (jednym słowem wszystko bez czego prawdziwy kibic przed telewizorem żyć nie może;]).

Aftenposten, największy norweski dziennik, codziennie poświęcał połowę swojej objętości na doniesienia z Holmenkollen. A jako że Norwedzy codziennie zdobywali jakiś medal, było o czym pisać. Całe społeczeństwo żywo interesowało się wynikami i startami, do tego stopnia, że zanim zdążyłam napisać do Boba sms’a, kto wygrał, on już wiedział od osób spotykanych w pracy!

Co wieczór na Placu Uniwersyteckim przy Karl Johans Gate w Oslo (główna ulica stolicy Norwegii prowadząca od Zamku Królewskiego do dworca kolejowego) zbierały się tłumy aby oklaskiwać nowych mistrzów świata, którzy odbierali tam swoje medale z rąk prezydenta Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) Gian Franco Kaspera.

Polacy też zaistnieli w tutejszych mediach i w reklamach! W związku z Mistrzostwami jedna z sieci komórkowych zrobiła kampanię, której twarzą został sam Adam Małysz. Norwegowie zrobili też reportaż telewizyjny o polskim skoczku. Przy okazji konkursu na skoczni K-90 przybył do Oslo premier Donald Tusk, który udzielił wypowiedzi dla norweskiej stacji NRK. Wspomniał w niej m.in., że to może być ostatni medal Małysza w jego długiej i pięknej karierze. Jak się kilka dni potem okazało to, o czym wszyscy plotkowali, stało się faktem i o Małyszu znów było głośno. Norweskie serwisy bardzo chwaliły naszego reprezentanta przytaczając wypowiedzi zawodników, przypominając jego największe sukcesy i nazywając go jednocześnie Królem Holmenkollen, bowiem na skoczni (która w 2008 r. została wyburzona) wygrywał pięciokrotnie, za co został odznaczony Medalem Holmenkollen.

O Justynie Kowalczyk nie było tak głośno w mediach. Podczas zawodów komentatorzy chwalili ją za przygotowanie, wytrzymałość i sukcesy oraz słusznie uważali za główną i największą rywalkę Marit Bjørgen.

Jak zwykle na wielkich imprezach nie obyło się bez problemów organizacyjnych. Dużym wyzwaniem okazał się dojazd do Holmenkollen komunikacją publiczną. Kursowała tam specjalna kolejka, jednak liczba kibiców była za duża jak na możliwości przewozu przez wagoniki. Zdarzało się zatem, że kibice z wykupionymi biletami na imprezy, stali w ogromnym tłoku w centrum Oslo, zamiast dopingować na trybunach. Mimo tego organizatorzy zakończonych właśnie mistrzostw otrzymali wysoką ocenę i Oslo będzie się prawdopodobnie starać o organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2018 roku.

1 komentarz:

  1. Generalnie świetnie przygotowana impreza, biorąc pod uwagę liczbę widzów. Jechaliśmy kolejką Holmenkollen Express wypchaną po brzegi Norwegami w czerwonych kurtkach, z wymalowanymi w Norweską flagę buziami :P
    Dla mnie największym zaskoczeniem było to, ilu Norwegów spędzało kilka dni pod namiotem, w pobliżu trasy, grilując i kubicując. Majówka w środku zimy :)

    OdpowiedzUsuń