Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

sobota, 19 lutego 2011

Jak (nie) podłączysz internetu w Norwegii

W swoim życiu w Norwegii przyszło nam załatwiać podłączenie do Internetu w domu dwukrotnie. W pierwszym mieszkaniu znaleźliśmy zawieszony na ścianie router jednego z dostawców; wystarczyło zatem zadzwonić i telefonicznie „podpisać” umowę. Internet był aktywny kilka godzin później, a zdalna aktywacja kosztowała bagatela 1000 (tysiąc!) koron.

Drugi raz był bardziej skomplikowany. I bardziej norweski. A więc wszystko musiało potrwać…

Jeszcze przed przeprowadzką do Grimstad Bob zabrał się do szukania najlepszej oferty dostawy Internetu do naszego nowego mieszkanka. Wybrał nową superszybką usługę krajowego potentata telekomunikacyjnego – Telenora (takie norweskie TP SA). Oferta VDSL (Internet po łączu telefonicznym ogromnej przepustowości) dostępna miała być na rynku od 1 lutego. Wtedy też Bob wysłał zamówienie do Telenora. Chwilę później przyszło pocztą elektroniczną potwierdzenie przyjęcia zlecenia, ale uwarunkowane możliwościami technicznymi pod danym adresem (decyduje odległość od centrali telefonicznej i średnica kabla). Wiążące informacje mieliśmy otrzymać w ciągu 2 tygodni, pocztą tradycyjną.

Czekać dwa tygodnie tylko żeby się dowiedzieć czy będzie szansa? Nie, to nie dla nas… Po dwóch dniach Bob zadzwonił do Telenora i poprosił o sprawdzenie, czy da się podłączyć tak szybki net u nas. Okazało się, że nie. Anulował zatem zamówienie.

Trzeba się zatem było pogodzić, ze Internet będziemy mieć raczej standardowy niż supernowoczesny. A jak „tylko” standardowy, to taniej jest u konkurentów Telenora (mimo, że ci i tak korzystają z sieci państwowego giganta). Bob wybrał nowego dostawcę łącza (NextGenTel) i złożył kolejne zamówienie.

No i zaczęło się od nowa. Operator zażyczył sobie przesłania skanów różnych dokumentów – potwierdzających wypłacalność, tożsamość, adres (zaświadczenie z rejestru narodowego) i nie wiem co jeszcze. W końcu, po intensywnej korespondencji elektronicznej udało się - przyszedł mail z potwierdzeniem realizacji zamówienia i informacją o wysłaniu pocztą routera.
Pomyśleliśmy - no to teraz będzie z górki! Bob całkiem szybko otrzymał smsa, że oto na odbiór na poczcie czeka paczka z routerem… Tyle że z Telenora! Hm. Przecież zrezygnowaliśmy z Telenora! Bob skontaktował się więc z ich biurem obsługi i jeszcze raz potwierdził, że zrezygnował z ich usług. Konsultantka poradziła, aby po prostu nie odbierać paczki. Nie odebraliśmy.

Na następny dzień przyszło awizo z poczty, że mamy odebrać router wysłany przez NextGenTel. Tego samego dnia (na Internet czekaliśmy "dopiero" 10 dni) przyszła informacja o tym, że 17. lutego przyjdzie do nas monter podłączyć linię telefoniczną, która połączy nas ze „Światem”.

Nastał wspomniany wielki dzień. Czekałam na montera jak uwiązany do budy pies na miskę z żarciem. Czekałam, czekałam, czekałam, czekałam… No i się nie doczekałam. W tym momencie moja cierpliwość i tolerancja dla tutejszego sposobu realizacji usług się przebrała. Jak się okazało NextGenTel dzień wcześniej próbował skontaktować się z Bobem i umówić godzinę wizyty, ale on był w pracy i nie miał możliwości odebrać telefonu. W dniu domniemanej wizyty dzwonił do Boba sam monter - znów aby się umówić na godzinę. Opisując kolokwialnie jego próbę kontaktu napisałabym: puścił Bobowi głuchego na komórkę z zastrzeżonego numeru. I koniec. Oczywiście Bob był wtedy w pracy i oczywiście nie odebrał tego telefonu. Monter nie zadzwonił ponownie, a skoro się nie dodzwonił za pierwszym razem, to stwierdził, że nie przyjedzie i nie podłączy (może się obraził???).

W tym momencie tolerancja Boba też się skończyła i zadzwonił do NextGenTel powiedzieć, co myśli o takiej jakości usług i zapytać o kolejny termin wizyty montera. Konsultantka powiedziała, że monter może przyjść następnego dnia. Bob na wszelki wypadek podał numer telefonu do pracy, aby facet od kabli, jeśli nie uda mu się dodzwonić na komórkę, mógł próbować na stacjonarny. Myślicie, że to koniec problemów? Jesteście w błędzie.

Piątek. Tym razem postanowiłam nie siedzieć jak na szpilkach. Skoro monter i tak dzwoni przed wizytą, to stwierdziłam, że do jego telefonu mogę zająć się swoimi sprawami. Była 12:30. Montera jak nie było tak nie ma. Napisałam do Boba, czy monter się odzywał i w ogóle planuje się u nas pojawić. Bob zadzwonił do dostawcy sieci i dowiedział się, że ze względu na śnieg są trudności, monter jest w terenie i się skontaktuje. I w tym momencie nastąpił przełom, bo facet od kabli zadzwonił do Boba niemal od razu po jego rozmowie z konsultantem. Bob od razu dał mi znać, że monter może się zjawić w przeciągu kilku godzin… Cóż pojawił się po niespełna godzinie, najpierw dzwoniąc do mnie, żebym wytłumaczyła mu jak ma do nas dojechać. Jak umiałam tak wytłumaczyłam. W końcu zjawił się.

Alleluja! Na wstępie spytał, gdzie jest gniazdko (nieważne, że przyszedł tutaj je „założyć”). Pokazałam to co uznałam, że gniazdkiem być może (dziurę w ścianie z wystającymi kabelkami). Monter przystąpił do dzieła. Po jakiś pięciu minutkach majstrowania przy kabelkach obwieścił, że musi iść do samochodu po narzędzia. Zamurowało mnie, a on wykorzystał moją konsternację i się wymknął. Na szczęście zostawił podłączone do kabelków jakieś urządzonko, więc na pocieszenie pozostawała mi świadomość, że być może po nie wróci. Nie było go jakieś 15-20 minut. Wrócił. Znów klęknął przy ścianie i zaczął coś majstrować w dziurze z kabelkami. Nie minęło 10 minut, kiedy ogłosił koniec pracy. W miejscu gdzie kiedyś ziała dziura teraz było estetyczne gniazdko. Spojrzał na router i zakomunikował, że jak sobie go podłączę to będę mieć Internet. Nie ma to jak kompleksowe usługi…

Ostatecznie Internet podłączył Bob po powrocie z pracy. Trochę czasu musiał na to poświęcić, bo okazało się, że kable, którymi mieliśmy podłączyć router nie do końca pasowały do gniazdka założonego przez montera. No ale w końcu się udało, zresztą gdyby się nie udało nie czytalibyście tego tekstu.

Na zakończenie wypada wrócić do Telenora, który (!) przysłał list z zapowiedzią, że 23-ego lutego przysyłają montera, który podłączy nam Internet. Jednocześnie przepraszają w liście, że nie będzie to supernowoczesny VDSL. Yeah :] Bob już nawet nie dzwonił, żeby kolejny raz przypomnieć, że anulowaliśmy to zamówienie…

Ten wpis na blogu zaczęliśmy pochwałą naszego dostawcy sieci do poprzedniego mieszkania, który to uruchomił nam neta po jednym telefonie. Nasza więź z tą firmą trwa nadal! Otóż, mimo że z mieszkania się wyprowadziliśmy, z netu nie korzystamy, firmę przeklinamy, a umowę wypowiedzieliśmy, musimy dalej płacić abonament. Miesiąc w miesiąc. Aż minie rok od rozpoczęcia świadczenia usługi. Roczny okres związania bez możliwości wypowiedzenia jest standardem w wielu norweskich usługach, o czym musicie pamiętać:)

7 komentarzy:

  1. W sumie jest to pocieszające, że takie historie są możliwe wszędzie :DDDD
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję wytrwałości i cierpliwości :) A u mnie okazało się, że Empik umożliwia naukę języka norweskiego... więc prawdopodobnie za 2 miesiące zacznę naukę języka... a dodatkowo koleżanka zostawiła mi swoje zeszyty Eskk... więc minimalny postęp jest :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, nawet nie wiedziałam, że Empik ma w swojej ofercie norweski. Super! Ja też zaczynałam z zeszytów Eskka, są bardzo fajne na początek. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam

    chciałabym założyć internet czy poza firmą telenor
    są godne polecenia - przede wszystkim z atrakcyjna ofertą
    jak np. nasze polskie - play
    czy dostępna jest może sieć 3 - którą ponoć na wyspach ma tani przesył i darmowe rozmowy stacjonarne do polski
    bardzo prosiłabym o rade - co wybrać a z czego zrezygnować
    z gory najmocniej dziękuję. katarzyna ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj,

    niestety ani Bob ani ja nie mamy takiej wiedzy, żeby pomóc Ci w wyborze najkorzystniejszego dostawcy internetu. Możesz popytać ludzi w swoim otoczeniu, sąsiadów, może oni mogliby Ci coś polecić?

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja lubię tego bloga czytać :) Zawsze doprowadza mnie do uśmiechu na twarzy :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy jako nowy w Norwegii jeszcze bez konta w banku norweskim mogę w ogóle założyć sobie internet w NextGenTel? My próbujemy zamówić już ponad miesiąc. Ciągle obiecują podłączenie a potem gubią D numer, potem zmieniają nam zamówienie na inne bez naszej wiedzy, anulują zamówienie bez naszej wiedzy itd. Poziomu absurdu nie da się opisać słowami.

    OdpowiedzUsuń