Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 18 stycznia 2011

Wynajem mieszkania po norwesku

Ci którzy czytają naszego bloga w miarę regularnie (za co niezmiernie dziękujemy) wiedzą, że jesteśmy na etapie wielkich mieszkaniowych zmian, a mówiąc wprost: czeka nas przeprowadzka.

Za dwa tygodnie mija termin wypowiedzenia naszego przytulnego lokum z widoczkiem na szkiery. Dlatego też od przyjazdu z Polski pilnie śledzimy oferty mieszkań do wynajęcia (najlepszą stroną do szukania mieszkań jest www.finn.no) w rejonie Grimstad (tam właśnie planujemy się przenieść w związku z nową pracą Boba). Oczywiście jak tylko pojawiały się jakieś interesujące nas ogłoszenia, dzwoniliśmy. Do momentu tych telefonów myślałam, że ze znalezieniem lokum w Norwegii nie będzie większego problemu. Mieszkanie, w którym ciągle sobie żyjemy, wynajęliśmy bez problemu będąc jeszcze w Polsce. Niestety tym razem czeka nas znacznie trudniejsze zadanie.

Pierwszą osobą, z którą rozmawialiśmy była dziewczyna ze Stavanger (300 km od Grimstad), która powiedziała nam, że owszem ogłoszenie jest aktualne, ale nie możemy przyjechać obejrzeć mieszkania, bo jej tam nie ma. Zapewniła też, że da nam znać, jak jej chłopak będzie w Grimstad i wtedy będzie zorganizowany visning (czyli oglądanie mieszkania) dla wszystkich zainteresowanych, po którym wybiorą sobie komu wynajmą nieruchomość. A więc mamy swoisty casting. Oczywiście, jak Bob zadawał bardziej szczegółowe pytania odnośnie mieszkania, to nie była w stanie na nie odpowiedzieć… no okej. Pierwsze koty za płoty.

Druga osoba, z którą rozmawialiśmy (mój absolutny „faworyt”), to sympatyczny pan (potem się okazało, że chłopak), z którym kilkakrotnie Bob prowadził skomplikowane negocjacje telefoniczne, w jednym tylko celu: otrzymaniu na maila zdjęć mieszkania, które chciał wynająć. Zdjęć oczywiście nie dostaliśmy do tej pory. W dniu, w którym mieliśmy zobaczyć lokum do wynajęcia, okazało się, że jest to już nieaktualne. Cudownym zbiegiem okoliczności facet okazał się lokalnym potentatem mieszkaniowym. Zaprowadził nas w sam środek remontu jakiegoś przyziemia. Cóż… nie o to nam chodziło, nawet gdybym uwierzyła zapewnieniom, że polska dwuosobowa ekipa budowlana w dwa tygodnie jest w stanie przekształcić ten plac budowy bez podług w miejsce do mieszkania.

Trzecie mieszkanie i jego właściciela poznaliśmy telefonicznie, w czwartek, dzień przed przyjazdem do Grimstad. Zafascynował nas fakt, że jako zdjęcie, nijako reklamujące jego mieszkanie na stronie głównej Finn.no umieścił fotografię przedstawiającą otwarty sedes… Wchodzimy do mieszkania, a tam visning w pełni – jakieś trzy dziewczyny, na moje oko nie miały więcej niż 20 lat przechadzały się po lokalu. Facet dał nam do zrozumienia, że mamy zrobić to samo. Łazienka (tak, jak na zdjęciach sedes nie zamknięty), kuchnia (jeszcze niedokończona), salon (tak wielki, że mogłabym po nim jeździć na rowerze), na piętrze trzy sypialnie i cztery okienka w poddaszu. Trochę ciemno. Zeszliśmy na dół w nadziei, że uda nam się pogadać z właścicielem tego zacnego miejsca. Niestety, nie było to taki łatwe. Cały czas odbierał telefony i wprowadzał nowych potencjalnych lokatorów (jak weszło trzech chłopców w wieku ok. 20 lat poczułam się za stara na to mieszkanie). W końcu udało nam się uchwycić właściciela. Okazało się, że jeszcze nie wiadomo, czy mieszkanie jest do wynajęcia, bo są jakieś problemy formalno-prawne… Cóż, i tak średnio nam odpowiadało, wyglądało jak akademik, na korytarzu stał stół bilardowy i stół do piłkarzyków, z kosza na śmieci wysypywały się puszki po piwie, a wielka kartka nad nim obwieszczała wszem i wobec, że segregacja śmieci jest obowiązkowa, a nie dobrowolna…

Na koniec zostawiliśmy sobie mieszkanie dziewczyny ze Stavanger. Wyglądało cudownie, cena bardzo przystępna, kominek, taras, telewizor… Wiedziałam, że jest za pięknie, żeby to było prawdziwe. I było. Piętą achillesową pięknego, dwupoziomowego mieszkanka okazał się prąd. Przedsiębiorcza dziewczyna ze Stavanger podzieliła domek na dwa mieszkania. Jedno w przyziemiu, drugie normalne. Niestety licznik prądu pozostawiła jeden. W ten osobliwy sposób osoby które wynajmują mieszkanie dwupoziomowe płacą za prąd zużywany przez sąsiadkę z przyziemia… Biorąc pod uwagę, że tamto mieszkanie zajmowała młoda Norweżka, której raczej nie w głowie oszczędzanie prądu (w sumie, ktokolwiek by nie mieszkał w przyziemiu i nie musiał oszczędzać prądu, pewnie grzałby w nim wszelkimi możliwymi grzejnikami), wychodziłoby na to, że decydując się na to lokum musielibyśmy miesięcznie dorzucać do najmu 2000-3000 koron za prąd. Średnio ciekawa propozycja dla nas.

Można się załamać? To nie koniec;] W piątek, tuż przed wyjazdem na visnigi, nagraliśmy sobie oglądanie jeszcze jednego mieszkania. Byliśmy w nim jako pierwszym. To właśnie na nie po cichu liczyliśmy. Jego właścicielka nie mogła nam go pokazać, zrobił to jej mąż, jednak to ona miała podjąć decyzję. W sobotę, dzień po naszej wizycie, miały przyjechać kolejne osoby obejrzeć mieszkanie. Decyzja zapadła wczoraj wieczorem... W ten sposób przekonaliśmy się ostatecznie z Bobem, że chyba nie wypadamy zbyt dobrze na castingach. Śliczne mieszkanko zostało wynajęte komuś innemu, a nam zostały niecałe 2 tygodnie na znalezienie czegoś do mieszkania.

Dzwoniąc wczoraj do kolejnego właściciela mieszkania ostatecznie pożegnaliśmy się z marzeniami o „szybkim” najmie lokum. Chyba swoistym hobby najemców w Grimstad jest urządzanie castingów na lokatorów…

3 komentarze:

  1. Az nie moge w to uwierzyc! Nie przypuszczalam, ze moga byc takie problemy z wynajmem. Czy mieszkan do wynajecia jest niedosyt czy to zwykle niedbalstwo ze strony ogloszeniodawcow? Podczas mojego dawnego pobytu w Norwegii odnioslam wrazenie, ze co innego widzisz a za co inne placisz i nie wiadomo kiedy i ile. Norwegowie dla mnie nie sa wzorem prawdomownosci i bardzo niepunktualni w porownaniu ze swoimi sasiadami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Eve, czy możesz podpowiedzieć jak najbardziej efektywnie poszukać mieszkania w Norwegii będąc jeszcze w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
  3. witam
    myślę ze to mogła być całkiem realna historia.co do castingów to wszędzie się to praktykuje,szukając mieszkania od Norwega tak może wyglądac,może warto próbować wcześniej znaleźć rodaka co chce wynająć.
    od lat wynajmuje tu mieszkania i jeśli się mieszka w Polsce i chce tak na odleglość znaleźć, to próbować znaleźć lokal od polskiego wynajmującego,zarezerwować, ewentualnie wpłacić jakąś zaliczkę do czasu przybycia do NO, i wtedy podpisać umowę i cieszyć się nowym miejscem.Polacy jak i norwedzy również mogą życzyć sobie potwierdzenia o stałym zatrudnieniu by uniknąć problemów z płaceniem przez nowych lokatorów.Szukac moznamieszkan na polskich forach o norwegii oraz finn.no ewentualnie facebook.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń