Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

niedziela, 31 października 2010

Gość w dom, Bóg w dom

Do napisania tego postu zainspirowała mnie wczorajsza wizyta. Dość niespodziewana wizyta.
Sobota, około południa. Słyszę dzwonek do drzwi więc idę zmierzyć się z jak sądzę norweskimi gośćmi. Otwieram. Dwie osoby. Chłopak i dziewczyna. Na oko moi rówieśnicy. Po norwesku pytają, czy mieszkają tu Polacy. Ja po norwesku, że i owszem. I już wiem, że to nie z Norwegami przyjdzie mi się zmierzyć.

Słyszę polskie „Dzień dobry” i chłopak sięga do czarnego neseserka. Co wyciąga? „Strażnica”, numer październikowy. No i zaczyna się słowotok; czytają psalmy, Biblię i tą swoją gazetkę, na koniec przytaczają mi jakieś wersety pokrzepienia, czy pocieszenia. W końcu udało mi się przerwać ten nie kończący się wywód i podziękować za wizytę.

Zamknęłam drzwi i byłam w szoku. Owszem w Polsce zdarzały mi się wizyty Świadków Jehowy. Ba, zdarzało mi się, że dwóm panom miesiąc w miesiąc (zawsze w soboty przed południem) trzaskałam drzwiami przed nosem jak słyszałam „Dziecko, czy ty wierzysz w Boga?”; dwa razy nawet na ulicy zaczepiły mnie jakieś moje równolatki i podobnie jak ci dwoje wczoraj czytały mi psalmy i podstawiały pod nos „Strażnicę”. Ale to było w Polsce! Nie w Norwegii, w małej mieścince w zasadzie na końcu świata! Skąd oni się tu wzięli? Niby wiem, że w Norwegii mieszka mnóstwo Polaków i że tacy Świadkowie Jehowy mogą trafić tu na podatny grunt, zwłaszcza że w małych miejscowościach, gdzie o kościół katolicki trudno… i wtedy przyszło mi do głowy skąd oni się tu wzięli.

Norwegia od 1537 roku jest państwem protestanckim (religia ta została narzucona przez panującego w tym czasie w Norwegii w ramach unii norwesko-duńskiej, króla duńskiego). Większość katolickich kościołów przekształcono w protestanckie. Obecnie do wyznania luterańskiego w Norwegii przyznaje się ok. 83% ludności. Kościół jest państwowy. Biskupów powołuje parlament norweski, a kościoły i grupy wyznaniowe dotuje państwo. Wysokość dotacji zależy od liczby wiernych.

W Norwegii, w której szeroko kultywuje się równouprawnienie i wolność wyboru, istnieje również wolność religii. Każdy może zarejestrować własny kościół i jeśli pozyska wielu „wiernych”, będzie otrzymywał państwową dotację. Lokalne gazety pełne są ogłoszeń o spotkaniach grup wyznaniowych i wspólnot modlitewnych. Co dwa miesiące otrzymujemy też pocztą całkiem grubą gazetkę parafialną jednego ze zgromadzeń.

Być może więc polscy Świadkowie Jehowy wiedzą o profitach z prowadzenia kościoła w Norwegii i zarejestrowali się także tutaj, a teraz w swoim stylu - czyli odwiedzając Polaków - próbują ich namówić na „swoją wiarę”?

wtorek, 26 października 2010

Poczuj magię „tych” świąt! Jul i Norge

Październik w Polsce kojarzy mi się zawsze ze… zniczami. Wielka akcja w marketach „kup znicz, chryzantemy gratis” doprowadzała mnie co roku do smutnej refleksji nad konsumenckością Wszystkich Świętych.

W Norwegii Wszystkich Świętych ani Zaduszki nie są obchodzone, ale to nie znaczy, że wystawy sklepowe i asortyment w marketach mimo października są „szare” i nijakie. Wszyscy w Polsce wiedzą, że drugiego, najpóźniej trzeciego listopada w sklepach pojawia się wielki czerwony mikołaj, renifery, kalendarze adwentowe, bombki, choineczki, gwiazdki i śnieg w sprayu. Cóż, w Norwegii jak wspomniałam nie ma sezonu na znicze, więc od mniej więcej połowy października w sklepach panuje już klimat… bożonarodzeniowy:].

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy jakiś czas temu wybraliśmy się z Bobem na zakupy. Wchodzimy do sklepu i na „dzień dobry” wita nas „julebrus” – butelka ze świąteczną oranżadą (jul – nor. święta Bożego Narodzenia); idziemy kawałek dalej, a tam wielka wystawka z… pierniczkami (pepperkaker). Gwiazdeczki, kwiatuszki, serduszka – wybór należy do ciebie.
W innym sklepie (mającym w swojej ofercie wszystko od wkrętarki poprzez widelczyki deserowe, zasłony do sypialni, sztalugi do malowania, na krewetkach, owocach i ptasim mleczku z Polski kończąc), zapoznaliśmy się z ofertą świeczek, aniołków, bombek, łańcuchów, skarpet na prezenty i świątecznych papierów ozdobnych. Był także spory wybór foremek do wycinania pierniczków.
Po powrocie do domu, dzięki reklamom w lokalnej gazecie, zapoznaliśmy się z szeroką ofertą ribbe (żeberek, w niektórych regionach Norwegii tradycyjnej potrawy świątecznej), które zastąpiły do niedawna królującą we wszystkich promocjach baraninę.


Jakby tego było mało, w pierwszym tygodniu listopada (!) Bob będzie uczestniczył w czymś co się nazywa julebord, czyli coś na kształt firmowego spotkania opłatkowego (tyle że bez opłatka, ale z tańcami i muzyką Abby). Nie ważne, że do świąt, ba, do grudnia jeszcze prawie miesiąc;]

Abstrahując jednak od konsumpcyjnego wymiaru Świąt i tego całego mikołajkowo-choinkowego szaleństwa, cieszę się na grudzień. Od dzisiaj jestem szczęśliwą posiadaczką foremki do wycinania pierniczków w kształcie reniferka, aniołka i gwiazdki. Nie ważne, że do Świąt jeszcze dwa miesiące, ja już planuję stworzenie piernikowego zaprzęgu Świętego Mikołaja – jak mi wyjdzie, pochwalę się na blogu ;]

I jeszcze a propos Świąt. W Bergen, na słynnym Bryggen, w jednym z chronionych przez UNESCO budynków znajduje się sklep oferujący akcesoria świąteczne przez okrągły rok! Salonik nosi wdzięczną i mocno sugerującą nazwę Julehuset (Dom Świąt) :]

poniedziałek, 18 października 2010

Jak Norwegowie odkrywali świat


Nazwiska: Fridtjof Nansen, Roald Amundsen czy Thor Heyerdahl wielu Polakom mówią niewiele. Tymczasem w Norwegii, skąd wszyscy trzej panowie pochodzą, są oni zaliczani do grona bohaterów narodowych, a w Oslo są nawet muzea im poświęcone.

Wszyscy trzej byli naukowcami i podróżnikami. Pierwszy z tego grona - Nansen (1861-1930) – początkowo zasłynął jako popularator narciarstwa w swoim kraju. Wszystko za sprawą pewnej wyprawy, na którą wybrał na nartach roku pańskiego 1888. Wyprawa trwała ponad miesiąc i polegała na przejściu Grenlandii. Całej Grenlandii. Na nartach! Ze wschodu na zachód. Nansen chciał w ten sposób udowodnić, że wyspa jest w całości pokryta lodem. Kiedy podróżnicy dotarli do Godthåb okazało się, że na Grenlandii przyjdzie im spędzić jeszcze kilka miesięcy. Ostatni statek płynący do Europy opuścił wyspę dwa miesiące wcześniej. Nansen zimę spędził w igloo z Eskimosami, poznając ich metody przetrwania. Nauka ta – jak się później okazało - była niezwykle przydatna.

Raz zasmakowana przygoda spodobała się Nansenowi tak bardzo, że postanowił spróbować jej ponownie. Tym razem zafascynował go artykuł o statku, który zatonął u brzegów Wysp Nowosyberyjskich, a odkryty został na południowym krańcu Grenlandii. Jak to możliwe? Nansen stwierdził, że istnieją prądy morskie. Postanowił je wykorzystać aby dostać się na Biegun Północny. Był rok 1893, kiedy zaprojektowany przy współudziale Nansena statek Fram (nor. Naprzód) opuścił Oslo. Dziób statku został dodatkowo wzmocniony, tak aby mógł taranować dryfujący lód. W 1895 roku Nansen zorientował się, że statek za bardzo zboczył na wschód i nie dotrze do Bieguna Północnego. Zdecydował się wraz z Hjalmarem Johansenem opuścić Fram i udać się na nartach (a jakże!) na podbój Bieguna Północnego. Osiągnąć celu im się nie udało. Z powodu bardzo trudnych warunków musieli zawrócić. Wracając spędzili zimę na Ziemi Franciszka Józefa, gdzie Nansen mógł wykorzystać w praktyce nabytą od Eskimosów wiedzę.

Po powrocie do kraju, Nansena przyjęto jak bohatera narodowego, a zainspirowany przez niego rejs statku Fram przyczynił się do rozwoju nowej dziedziny wiedzy, a mianowicie oceanografii.

Statek Fram po nieudanej wyprawie na północ nie przeszedł jednak na emeryturę. W roku 1910 postanowił skorzystać z niego drugi z bohaterów tego tekstu, Roald Amundsen (1872-1928). Bycie pierwszym, który zdobędzie Biegun Północny było jego największym marzeniem. Niestety miał pecha, bo ubiegł go Amerykanin Robert Peary. Ale skoro jeden biegun został zdobyty - jest jeszcze drugi do osiągnięcia. Na jego podbój wyruszyła już co prawda wcześniej ekspedycja z Wielkiej Brytanii, ale Amundsen postanowił stanąć do wyścigu o miano zdobywcy Bieguna Południowego. Miał pod tym względem więcej szczęścia niż Nansen, bo udało mu się osiągnąć zamierzony cel (dokładnie 14 grudnia 1911 roku), wyprzedzając swojego angielskiego rywala Roberta Scotta. Sam Scott przypłacił wyprawę na Biegun Południowy życiem. Amundsen zapisał się także w historii wraz z Oscarem Wistingiem, jako dwaj pierwsi, którym udało się osiągnąć oba bieguny (Amundsen osiągnął Biegun Północny na sterowcu „Norge”).

Zarówno Nansena jak i Amundsena oraz ich przygody można bliżej poznać wybierając się do Muzeum statku Fram w Oslo (Frammuseet), z którą to łodzią obaj byli związani. Budynek muzeum ma charakterystyczny trójkątny kształt. Musi mieć, bo inaczej nie zmieściłby się w nim oryginalny statek Fram, na który można wejść i zwiedzić zaglądając do kajut wszystkich uczestników wyprawy Amundsena.

Ostatni z podróżników, Thor Heyerdahl (1914-2002) w przeciwieństwie do swoich poprzedników nie wyprawiał się na odległe zimne krańce ziemi. Postanowił natomiast udowodnić, że Wyspy Polinezji mogły zostać skolonizowane przez mieszkańców Peru. Aby udowodnić swoją teorię zbudował tratwę z drzewa balsy, nazwaną Kon-Tiki. Łódź w 1947 roku wyruszyła z Callao w Peru, a po czterech miesiącach dotarła do archipelagu Tuamotu (bagatela 8 tys. km do Ameryki Południowej). Tym samym Heyerdahl udowadnił, że Peruwiańczycy mogli skolonizować Polinezję. Nie był to jednak koniec wypraw na „starożytnych” łodziach. W 1969 roku Heyerdahl postanowił udowodnić, że mieszkańcy starożytnego Egiptu mogli dotrzeć do Ameryki. W tym celu wybudował papirusową łódź Ra. Pierwsza z prób zakończyła się jednak niepowodzeniem, załoga musiała opuścić Ra 500 km od Barbadosu. Druga z wypraw, z roku 1970, zakończyła się jednak sukcesem.

Łódź Kon-tiki również doczekała się swojego muzeum – Kon-Tiki Museet, także w Oslo. Można tam zobaczyć drewnianą tratwę, która przepłynęła z Ameryki Południowej do Polinezji, ale także papirusową łódź. Można również dowiedzieć się wiele o zmarłym całkiem niedawno Heyerdahlu.
Obie jednostki (Fram i Kon-Tiki) „mieszkają po sąsiedzku”. Muzea im poświęcone znajdują się w Oslo na Półwyspie Bygdøy, na który można się dostać tramwajem wodnym spod Ratusza.

Warto na koniec przypomnieć, że odkrywanie i zamorskie podróże Norwegowie mają we krwi. Wikingowie na przełomie X i XI wieku kolonizowali szereg wysp między Norwegią a Ameryką Północną (m.in. Islandię, Grenlandię, a także założyli irlandzką stolicę – Dublin). Również oni - na długo przed Krzysztofem Kolumbem i jako pierwsi - dotarli do wybrzeży Ameryki Północnej (prawdopodobnie do Półwyspu Labrador).

sobota, 16 października 2010

Leki w Norwegii - dostęp, przywóz lub przesyłka

W Norwegii obowiązują dość restrykcyjne (na tle innych krajów Europy i Stanów) przepisy dotyczące leków. Wiele produktów i substancji powszechnie dostępnych i stosowanych gdzie indziej, tutaj nie jest dopuszczonych do obrotu lub są one obłożone obowiązkiem posiadania recepty lekarskiej. Istnieją również ograniczenia przy wwozie leków lub ich przesyłaniu do Norwegii. Co ciekawe - problemy na granicy można mieć nawet przez posiadanie Red Bulla!

Leki przez granicę
Zasadniczo do Norwegii nie wolno wwozić ani przesyłać leków. Przepisy pozwalają jednak na przewóz przez granicę "rozsądnych, małych" ilości leków na użytek własny. Co to oznacza? Rozsądne i małe ilości leków określone są jako wystarczające na maksimum 1 rok leczenia, pod warunkiem, że przyjeżdżamy (i leki pochodzą) z kraju Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Unia Europejska wraz z Lichtensteinem, Islandią i Norwegią). Jeśli podróżujemy lub sprowadzamy leku z kraju spoza EOG, dozwolony jest wwóz ilości odpowiadającej tylko 3-miesięcznemu leczeniu.

Oprócz ilości wwożonych leków, służby graniczne i celne mają prawo skontrolować czy spełniony jest warunek, że leki są tylko na użytek własny osoby wjeżdżającej. Przepisy określają, że dowodem może być przykładowo: etykieta na opakowaniu zaw. nazwisko pacjenta, recepta lekarska lub inne oświadczenie lekarskie, że podróżujący używa danego leku. W rzeczywistości tak drobiazgowej kontroli spodziewać się można tylko, gdy "mała, rozsądna ilość" bardziej wygląda celnikom na przewóz w celach komercyjnych.
Sytuacja komplikuje się, gdy preparaty, które chcemy wwieźć do Norwegii, znajdują się na krajowej liście substancji narkotycznych. Wówczas nie obejdzie się bez certyfikatu lub dowodu wystawionego przez personel medyczny (lekarz, farmaceuta), że narkotyki są z medycznych przyczyn używane przez podróżującego jako leki. Na terenie państw strefy Schengen stosuje się wystawiony przez lekarza lub aptekę atest - międzynarodowe zaświadczenie, że pacjent używa danej substancji narkotycznej jako leku, z podanym dawkowaniem i kontaktem do lekarza nadzorującego terapię.
Ilość wwożonych leków - narkotyków nie może przekroczyć zapotrzebowania na 1 tydzień do 1 miesiąc leczenia, w zależności od klasyfikacji substancji w norweskim prawie.

Suplementy diety, środki energetyzujące i inne
Atesty wymagane są również przy przywozie innych substancji, które w Norwegii (w odróżnieniu od niektórych innych krajów Europy), mogą być uznawane za środki dopingowe, nielegalne lub po prostu za leki.

Najbardziej znamienitym przykładem jest Red Bull (i inne napoje energetyzujące). Zawierają one oprócz witamin z grupy B znaczne ilości kofeiny i tauryny - które w Norwegii są prawnie lekami, a więc ich wwóz podlega tym samym ograniczeniom, co przywóz leków. Mattilsynet (urząd nadzorujący produkty żywnościowe) dopuszcza co prawda używanie kofeiny jako dodatku do środków spożywczych, ale w stężeniu do 150 mg/l. Red Bull zawiera zaś 320 mg/l - traktowany jest zatem jak lek :).

Odpowiedź na pytanie, ile można wwieźć Red Bulla do Norwegii nie jest taka prosta. Z założenia - jak każdego innego leku z obszaru EOG - na 1 rok "leczenia". Problem w tym, że lekarze nie praktykują zapisywania kofeiny na długie leczenie, a i zwyczajowe dawki przy leczeniu krótkotrwałym znajdują się w dość szerokich widełkach (50-100 mg 1-4 razy dziennie). Przyjęło się, że dopuszczony jest wwóz 1 puszki/butelki na każdy dzień pobytu, z zastrzeżeniem, żeby całkowita ilość nie przekroczyła "rozsądnej" granicy.

Dostępność leków w Norwegii
W Norwegii zarejestrowanych na rynku i dopuszczonych do handlu jest znacznie mniej preparatów niż w Polsce. Nie znajdziesz tu np. ponad 90 produktów zawierających ten sam paracetamol, z których każdy nosi inną nazwę. Nie kupisz też w aptece większości środków "naturalnych", zawierających ekstrakty ziołowe i wielu innych suplementów diety pomagających na piękne włosy, piękne paznokcie albo piękny sen. W Norwegii wycofano z rynku wszystkie pastylki do ssania przy bólu gardła, które zawierały jakąkolwiek substancję czynną. Nie ma tu również niezwykle popularnych w Polsce środków na przeziębienie - żadnych Coldrexów, Fervexów i innych wieloskładnikowych mieszanek. Odpowiednik sprzedawanych w Polsce bez recepty leków na ból głowy czy zęba, zaw. kodeinę i paracetamol (Solpadeine), w norweskich aptekach leży w sejfach i wydawany jest na receptę na tych samych zasadach, co środki psychotropowe! Substancja czynna popularnej w Polsce i dostępnej bez recepty "NO-SPY", w Norwegii w ogóle nie jest zarejestrowana do leczenia, a jej konkurent z polskiego rynku - "Buscopan", tutaj zarezerwowany jest dla leczenia szpitalnego (i tylko w postaci iniekcji).
Bez recepty dostępne są małe opakowania nielicznych leków, ale i te często objęte są limitami - np. apteka nie wyda więcej niż 2 opakowania zwykłego paracetamolu czy ibuprofenu! Poza aptekami, leki oferują supermarkety i stacje benzynowe, ale w zakresie bardzo ograniczonym - podstawowe środki przeciwbólowe czy aerozole do stosowania przy katarze. Leki te nigdy nie są jednak dostępne na "samoobsłudze" - należy zapytać o nie przy kasie.

Trudniejszy dostęp do leków to raczej polityka państwa zmierzająca do rozsądniejszego ich używania, niż efekt tego, że społeczeństwo nie choruje. Norwegowie chorują bowiem jak każdy inny naród. Tyle że wówczas stosują raczej "naturalniejsze" metody niż koktajle lekowe. Pobyt w łóżku czy odrobina alkoholu, zamiast siedzenia w pracy na bombie lekowej, jeszcze przecież nikomu nie zaszkodził :).

Od tych restrykcyjnych przepisów są jednak zaskakujące wyjątki. Ciekawostką jest, że "antykoncepcja po" - a więc Escapelle czy Postinor Duo, na które w Polsce trudno uzyskać receptę, bo lekarze z powodów etycznych często odmawiają jej wypisania, w Norwegii dostępna jest - po pierwsze, bez recepty, a po drugie nawet w supermarkecie! Cóż... co kraj to obyczaj:)!

Przesyłka leków do Norwegii
Skoro wiele środków jest nieosiągalnych lub obłożonych obowiązkiem recepty, wielu obcokrajowców żyjących w Norwegii myśli o wysyłaniu leków z zagranicy. Dopuszczone jest przesyłanie tylko i wyłącznie leków, które w sposób legalny można nabyć w krajach EOG, z zastrzeżeniem, że ilość przesyłana odpowiada maksimum 3-miesięcznej kuracji, że lek jest na prywatny użytek adresata i że adresat jest w stanie to udowodnić (recepta, dokumentacja medyczna, paragon lub dowód zakupu potwierdzający nabycie w legalnym źródle).
Nie wolno przesyłać środków z listy narkotyków albo substancji dopingowych oraz żadnych leków zakupionych w krajach spoza EOG.
W każdym przypadku trzeba liczyć się z tym, że przesyłka zostanie otworzona na granicy tak, aby celnicy mogli się zapoznać ze składem przesyłanych preparatów i ewentualnie załączoną dokumentacją. W razie jej braku, urząd celny (Tollvesenet) zwróci się do adresata o jej dostarczenie. Toll może poinformować także o tym, że produktu nie wolno przesłać do Norwegii i zapytać czy w związku z tym mają go zniszczyć czy odesłać z powrotem.

Opracowanie jest uproszczeniem przepisów prawnych i omawia jedynie wybrane przypadki i przykłady. Szczegółowe przepisy znajdziecie na stronach urzędu celnego - Tollvesenet (www.toll.no) oraz Norweskiej Agencji Leków (www.legemiddelverket.no).

Zobacz również na jakich zasadach i ile alkoholu możesz wwieźć do Norwegii.

piątek, 8 października 2010

Najbardziej prestiżowa „norweska” nagroda na świecie

Chodzi oczywiście o Pokojową Nagrodę Nobla, która na całym świecie, ciągle, uznawana jest za najbardziej prestiżową nagrodę pokojową. Na długiej, bo sięgającej roku 1901 liście laureatów, jest jedno polskie nazwisko (1983 r.). Należy do byłego prezydenta Polski, działacza opozycji w okresie PRLu i jednego z twórców Solidarności, Lecha Wałęsy. A skoro dzisiaj przyznano ją po raz kolejny, to nadarza się doskonała okazja, aby poszerzyć swoją wiedzę z zakresu Pokojowej Nagrody Nobla.

Zacznijmy od samego Alfreda Bernharda Nobla. Ten żyjący w latach 1833-1896 Szwed w historii zapisał się nie tylko jako twórca dynamitu, ale także jako przemysłowiec. Otwierał wielkie firmy, przedsiębiorstwa i laboratoria na całym świecie, co przyniosło mu olbrzymią fortunę. Potomków nie posiadał. Najważniejszą datą dla Nagród Nobla jest rok 1895, a dokładnie 27 listopada. Wtedy to Alfred spisał swój testament. Nieco ponad rok później, po jego śmierci w grudniu 1986 roku odczytano jego testament i… bardzo się zdziwiono. Był krótki i zwięzły - ostatnią wolą ojca dynamitu było utworzenie funduszu, z którego co roku będą wypłacane nagrody dla tych, którzy w poprzednim roku przyczynili się do poprawy życia ludzkości. Nagrody miały być przyznawane w pięciu dziedzinach: fizyce, chemii, fizjologii i medycynie, literaturze i za działalność pokojową. Za przyznawanie czterech pierwszych odpowiedzialna miała być Szwedzka Akademia Nauk. Ostatnią, pokojową, przyznawać mieli Norwegowie.

Nobel zmarł w 1896, a pierwsze nagrody jego imienia przyznano w 1901; skąd taki poślizg? Otóż wielu ludzi podważało testament Nobla, uważając, że spisany został pod wpływem chwili. Fundusz, który był ostatnią wolą zmarłego, udało się utworzyć dopiero w roku 1900. Dlatego też pierwsze Nagrody Nobla rozdano rok później, w 1901.

Skupmy się jednak, na Pokojowej Nagrodzie Nobla. Norwedzy sami do końca nie wiedzą, dlaczego to właśnie im przypadło w udziale jej przyznawanie. Być może dlatego, że Norwegię i Szwecję łączyła w tym czasie unia i w ten sposób Nobel chciał dać do zrozumienia Norwegom, że nie są gorzej traktowani, czy pomijani? Trudno powiedzieć.

Za przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla odpowiada Norweski Komitet Noblowski, który swoją siedzibę ma w Oslo. Nie jest to komitet Stortingu (parlamentu), jak sugeruje polska Wikipedia, ale komitet wybierany przez Storting spośród osób pełniących ważną rolę w życiu społecznym. W jego skład mogą wchodzić politycy, ale tylko tacy, którzy nie uczestniczą czynnie w życiu politycznym. Komitet Noblowski (oficjalna nazwa od 1977 roku) jest dziś – przynajmniej oficjalnie - organem niezależnym od norweskiego parlamentu.

W skład komitetu wchodzi pięciu członków oraz trzech zastępców i sekretarz. Członkowie komitetu wybierani są na kadencję trwającą 6 lat. Po trzech latach następuje zmiana dwóch członków – wybór spośród zastępców, a następnie co trzy lata zamienia się na przemian dwóch lub trzech członków. Zastępcy wybierani są co trzy lata.

Co roku, na jesień Komitet wysyła listy z prośbą o nominacje do Pokojowej Nagrody Nobla. Listy wysyłane są do tych, którzy są laureatami tej nagrody, a także do przywódców ważnych organizacji ogólnoświatowych, głów państw, przewodniczących stowarzyszeń i znanych ludzi. List zwrotny z nominacją należy odesłać do lutego. Wtedy to ustalana jest lista nominowanych, a Komitet zapoznaje się z sylwetkami nominowanych. Ogłoszenie nagrodzonego następuje w październiku. Od 1990 roku nagroda odbierana jest podczas specjalnej gali 10 grudnia, w dniu śmierci Alberta Nobla, w Ratuszu w Oslo.

Zgodnie z wolą Alfreda Nobla, Pokojowa Nagroda miała być przyznawana za „ograniczenie działań militarnych” i „działalność na rzecz ogólnoświatowego pokoju”. Z czasem do tych dwóch przesłanek dodano „szerzenie braterstwa między narodami”. To ostatnie stało się powodem szerokiej krytyki ze względu na bardzo ogólne znaczenie. Ostatnie lata pokazały, że narody przyznawane są także za działalność ekologiczną, za poprawę życia mieszkańców najbiedniejszych rejonów świata i nie tylko.

Nagroda może trafić w ręce prywatnej osoby, a także organizacji.

Laureat Pokojowej Nagrody Nobla otrzymuje medal, dyplom i nagrodę pieniężną. Medal zaprojektowany został przez wybitnego rzeźbiarza norweskiego Gustava Vigelanda, którego projekt wygrał konkurs w latach 1901-02. Medal wykonany jest ze złota. Awers przedstawia lewy profil fundatora Nagrody wraz z datami jego życia. Rewers przedstawia trzech mężczyzn trzymających się za ramiona oraz napis „Pro Pace Et Fraternitate Gentium” (Za pokój i braterstwo między narodami). Na brzegu medalu wygrawerowany jest napis „Prix Nobel De La Paix” (Nagroda Nobla dla…) rok i nazwisko laureata.

Projektantem dyplomu do roku 1969 był Gerhard Munthe, w latach 1970-90 Ørnulf Ranheimsæter. Od 1991 roku dyplom składa się z dwóch stron, jedna zawiera szczegółowe informacje na temat samej narody, druga jest co roku projektowana przez innego norweskiego artystę.

Trzy lata temu laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Al Gore, otrzymał nagrodę pieniężną w wysokości 10 milionów koron szwedzkich.

W tym roku Pokojowa Nagroda Nobla została przyznana Chińczykowi, Liu Xiaobo, który z wykształcenia jest profesorem literatury chińskiej, a obecnie odsiaduje 11-letni wyrok za „wywrotowe działania”.

Coraz częściej można spotkać się z opinią, że idea Pokojowej Nagrody Nobla jest coraz bardziej odległa od tej, którą w swym testamencie zawarł jej fundator. Z olbrzymią falą krytyki spotkał się zeszłoroczny wybór Komitetu – Barack Obama (trudno powiedzieć czym był podyktowany jego wybór, bo chyba nie tym, że jest pierwszym ciemnoskórym prezydentem Stanów Zjednoczonych?). Wcześniej kontrowersje budziła nagroda dla wspomnianego tutaj Ala Gore’a za jego działalność na rzecz ochrony środowiska.

Podobnie jak wszystkie nagrody im. Alfreda Nobla, także ta w dziedzinie działalności na rzecz pokoju nie może być przyznawana po śmierci. Prawdopodobnie dlatego nikt nie traktował poważnie głośnej w Internecie kandydatury Michaela Jacksona ;]

Lista wszystkich laureatów Pokojowej Nagrody Nobla

Jeszcze w ramach ciekawostek… Pierwszą kobietą uhonorowaną Pokojową Nagrodą Nobla, była przyjaciółka Alfreda Nobla, która ma na swoim koncie tygodniowy epizod pracy u Nobla, jako… gosposia i sekretarka! Chodzi o Berthe Sophie Felicitas Freifrau von Sutener. Jej rezygnacja z pracy nie zakończyła jednak znajomości z Noblem. Oboje korespondowali ze sobą aż do jego śmierci.

poniedziałek, 4 października 2010

Monarchia norweska, czyli po co Norwegom król, który nie ma władzy?

Myślę, że to pytanie równie dobrze można zadać Anglikom, Szwedom, Duńczykom, Hiszpanom i jeszcze kilku monarchiom współczesnego świata. Rola władców w tych krajach, podobnie jak i w Norwegii, jest symboliczna. Są nimi, bo tak było zawsze, taka jest tradycja i tak jest dobrze. A skoro jest dobrze, to po co to zmieniać? O ile w przypadku wymienionych przeze mnie państw można mówić o jako takiej ciągłości dynastycznej, o tyle w Norwegii sprawa się miała trochę inaczej. Cofnijmy się nieco w czasie.

Jest rok 1905. Na ziemiach polskich wybuchają powstania antyrosyjskie, Rosja toczy wojnę z Japonią, a Norwegia po 369 latach odzyskuje suwerenność. Przez wszystkie te lata oficjalnymi władcami kraju fiordów byli potomkowie duńskiej (przez pierwsze 278 lat), a potem szwedzkiej dynastii (od roku 1814 do 1905). Tak więc po odzyskaniu niepodległości nie było komu zasiąść na tronie odrodzonego państwa (potomkowie norweskiej dynastii królewskiej nie dożyli niepodległości swojej ojczyzny). Ówczesny rząd pod przywództwem Christiana Michelsena zwrócił się więc do duńskiego księcia Carla z prośbą o objęcie tronu Norwegii. Ten zgodził się pod warunkiem, że taka też będzie wola ludu. Rozpisano referendum, w którym zapytano norweskich mężczyzn (kobiety uzyskały prawo głosu 8 lat później), czy chcieliby aby królem Norwegii został książę duński Carl. Społeczeństwo norweskie podeszło do kandydatury niezwykle entuzjastycznie i 25 listopada tegoż samego roku przybył Carl do Oslo wraz ze swoim małym synem Alexandrem.

Po przybyciu do swojego nowego królestwa Carl przyjął imię Haakon VII, a swojemu potomkowi zmienił imię na Olav. Oba imiona są zaliczane do tradycyjnie królewskich imion norweskich. Wybór przez rząd norweski księcia Carla nie był przypadkowy. Jego małżonką była angielska księżniczka Maud, a rząd norweski proponując objęcie tronu jej mężowi liczył, że w ten sposób zapewni sobie pomyślne stosunki z Anglią. Dodatkowo Carl był potomkiem późniejszego króla duńskiego i jednocześnie wnukiem króla szwedzkiego.

Król Haakon (ex Carl) dał się poznać jako oszczędny monarcha, który swoim postępowaniem zaskarbił sobie przychylność ludu. Wywiązywał się ze swoich konstytucyjnych obowiązków, nie nadużywając przy tym władzy. W 1940 roku, po kapitulacji Norwegii, wraz z następcą tronu i całą rodzinną udał się na emigrację do Anglii. Po wojnie powrócił do kraju, gdzie witany był przez naród z największą radością. Zmarł w 1957 roku.

Koronę objął Olav V. Jeszcze jako następca tronu zyskał on sobie przychylność narodu, zdobywając nagrody w konkursach skoków narciarskich na królewskiej skoczni Holmenkollen, a także reprezentując Norwegię w żeglarstwie na igrzyskach olimpijskich.
Sympatia do króla wzrosła jeszcze bardziej w 1973 roku. Wówczas w związku z kryzysem paliwowym wprowadzono restrykcje w używaniu samochodów i w niedziele wolno było korzystać tylko z publicznych środków transportu. Król Olav zrezygnował z przywilejów monarchy i stosując się do przepisu, wybrał się na narty tramwajem! Cały kraj obiegło zdjęcie, na którym ubrany „po cywilnemu” król pokazuje konduktorowi bilet do kontroli.

Olav V, podobnie jak jego ojciec, wybrał sobie na żonę osobę z kręgu europejskich monarchów – szwedzką księżniczkę Märthe. Był to jednak ostatni związek tego typu w norweskiej rodzinie królewskiej. Potomkowie Olava przestali bowiem przywiązywać wagę do „królewskiej” krwi swoich partnerów życiowych.


Kiedy syn Olava i następca tronu – Harald V - po dziewięciu latach utrzymywanego w tajemnicy związku z dziewczyną z ludu, Sonją Haraldsen, otrzymał zgodę ojca na ślub, prasa ogłosiła szybki koniec monarchii. Decyzja spotkała się również z falą krytyki ze strony narodu. Po fakcie okazało się jednak, że przyszła królowa Sonja nie tylko zyskała przychylność poddanych, ale stała się swoistym symbolem łączącym naród z rodziną królewską.

Harald V objął tron w 1991 roku - po śmierci swojego ojca. Również on zapisał się w sportowej historii Norwegii, wygrywając w 1987 roku mistrzostwa świata w żeglarstwie. Jego dzieci - księżniczka Märtha Luise i następca tronu Haakon Magnus chodzili do zwyczajnych szkół, a na swoich partnerów życiowych wybrali sobie osoby spoza kręgu królewskiego.

Szczególnie kontrowersyjna była decyzja następcy tronu. Haakon na żonę wybrał sobie Mette-Marit Tjessem Høiby. O ile to, że była dziewczyną „z ludu”, naród mógł wybaczyć, to już to, że miała dziecko z innym mężczyzną z wcześniejszego związku, a Haakon zamieszkał z nią jeszcze zanim się zaręczyli, powodowało, że cała sprawa była szeroko dyskutowana. Oczywiście teraz cały naród uwielbia Mette-Marit, a kolorowa prasa docenia jej dobry gust i urodę. Rok po ślubie Haakona jego siostra wyszła za mąż za popularnego pisarza norweskiego Ariego Behna.

Równouprawnienie w Norwegii nie mogło ominąć także dworu królewskiego. W 1991 roku, na wzór angielski, szwedzki i duński, uchwalono prawo pozwalające dziedziczyć koronę królewską także kobiecym potomkom. Dotyczy to oczywiście kobiet urodzonych po 1991 roku. Dlatego pierwszą, która skorzysta na nowym prawie jest kilkuletnia obecnie córeczka Haakona Magnusa i Mette-Marit, księżniczka Ingrid Alexandra. Obecnie jest druga (po swoim ojcu) w kolejce do objęcia norweskiego tronu. Ingrid Alexandra w tym roku rozpoczęła naukę w zwyczajnej szkole podstawowej i jak wszystkie dziewczynki w jej wieku, peszy ją obecność dziennikarzy i telewizji. Z kolei jej mama – Mette Marit – rozpoczęła właśnie trzeci rok studiów na jednej z najbardziej prestiżowych norweskich uczelni.

Tak w skrócie wygląda historia obecnie panującej dynastii królewskiej w Norwegii. Podobnie jak w Anglii, król pełni funkcję reprezentacyjną na arenie międzynarodowej, a także oficjalnie (podobnie jak to czyni angielska królowa) powołuje rząd. Król jest też jedyną osobą w państwie, z której nie żartuje się i o której nie mówi się źle. Zasady tej nie łamie nawet prasa!