Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Urodziny Boba

W miniony weekend oprócz śniegu, mieliśmy też małą uroczystość, a mianowicie urodziny Boba (kto nie wiedział ten usprawiedliwiony;])

Co prawda Bob urodziny miał w sobotę, ale cała mała "impreza" z tym związana odbyła się w niedzielę. Oprócz znajomego z Sandnes, który spędzał u nas cały weekend, przyjechali też znajomi z okolic Stavanger. Także było nas sztuk pięć i było bardzo fajnie. Ale najpierw sobota.

Rano przywitał nas śnieg. Co ciekawe nie stopniał on od razu, więc zaliczyliśmy tego dnia dwa spacery (w ciągu dnia i wieczorny). Bob oberwał honorową śnieżką ode mnie (ale śnieg się nie lepił za bardzo, więc szkód żadnych nie odnotował), porobiliśmy zdjęcia zaśnieżonej okolicy i pochodziliśmy trochę po mieście, które udekorowane jest już świątecznie. Wieczorem chłopaki obejrzeli film z jednego ze studenckich wyjazdów sprzed lat, a ja w tym czasie piekłam ciasto. Potem piwkiem wznieśliśmy toast za zdrowie Boba.

W niedzielę od rana wrzała praca w kuchni. Musiałam przygotować tort (na który kompletnie nie miałam pomysłu; ostatecznie jedną warstwę stanowiły gruszki polane czekoladą, a drugą bita śmietana; górę udekorowałam bitą śmietaną i pokrojonymi w plasterki gruszkami). Wyszedł bardzo dobry, ale sporo się nad nim naprzeklinałam. Nasz biedny gość, za każdym razem jak słyszał mój siarczysty bluzg przybiegał z pytaniem "co się stało"... Bob już przywykł do mojego „kuchennego wyrażania emocji” ;]. Potem przygotowałam masełko czosnkowe i pokroiłam pomidorki na grzanki, Bob zajął się sałatką, więc kiedy przyjechali kolejni goście, wszystko było gotowe.

Czekając na nich martwiliśmy się, jak sobie poradzą w tych trudnych śniegowych warunkach (dzień wcześniej mieliśmy okazję przekonać się, że nawet Norwegowie sobie nie radzą ze śniegiem). Na szczęście dojechali bez problemów, zjedliśmy obiad, a potem zapaliłam świeczki na torcie i nawet zaśpiewaliśmy Bobowi „Sto lat” :]

Niestety to co dobre szybko się kończy. O 16 zrobiło się ciemno, a goście mieli do domu prawie 200 km... Na szczęście szczęśliwie dojechali! Jeszcze raz dziękujemy im za wizytę.

Ja po ich wyjściu doceniłam fakt posiadania zmywarki w domu. Pamiętam z Polski jaką katorgą było po każdej wizycie znajomych przynajmniej pół godzinne stanie przy zlewie i zmywanie naczyń. Tutaj w pół godziny zrobiła to za mnie zmywarka. Najlepsze jest to, że zmywarka w norweskim domu to nie jakiś tam luksus. To urządzenie tak podstawowe jak kuchenka, czy lodówka. Prędzej w norweskim mieszkaniu, które się chce wynająć, nie będzie pralki, niż zmywarki :]

PS. Zdjęcia tortu nie zamieszczamy, bo właśnie zjedliśmy ostatni kawałek ;]

2 komentarze:

  1. goście dojechali, wykończeni ale szczęśliwi :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Sto lat!
    Wszystkiego najlepszego od Ataner.
    Ewo czy tort nie mial pod gruszkami biszkoptowego ciasta? W takiej postaci jak przeczytalam to przyznaje, ze jest bardzo nowatorski. Najwazniejsze jednak, ze smakowal. Oblizuje sie tylko wspomnieniem po torcie i pozrawiam bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń