Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 23 listopada 2010

Praktyki w bibliotece

Bez owijania w bawełnę i zbędnych ceregieli. Od wczoraj zaczęłam praktyki w tutejszej bibliotece :) I mimo, że po sześciu godzinach tam spędzonych byłam zmęczona jakbym przerzuciła tonę węgla, a nie tylko układała książki na półkach, to jestem szczęśliwa.

Zresztą nie tylko ja, Bobowi też spadł kamień z serca, że wreszcie udało się gdzieś zaczepić.

Organizacja tego była trochę niesamowita. Dokładnie tydzień temu sprawdzałam swoją pocztę, a tu mail od kierowniczki biblioteki. Chciałabym ze mną pogadać o mojej bezpłatnej pracy dla nich, bo właśnie przyszedł list z moimi dokumentami z komuny (zaniosłam je tam chyba w połowie września, nevermind ;]). Oczywiście poszłam i oczywiście nie obiecywałam sobie zbyt wiele… chyba pierwszy raz cieszyłam się tak bardzo, że ktoś mi oferuję pracę za darmo ;] no a wczoraj był mój pierwszy dzień w bibliotece. Na razie zapoznaję się z biblioteką, czyli układam książki na półkach. Tak pewnie będzie przez pierwszy tydzień, może dwa. Potem będę powoli wypożyczała książki, zapoznawała się z systemem.

W ogóle byłam głęboko przekonana, że absolutnie nic nie pamiętam z czasów studiów i sobie nie poradzę… ale okazało się, że jak tylko dostałam książkę w rączkę wszystko wróciło. Włącznie z klasyfikacją Deweya :), która zwykle była dla mnie wyjątkowo problematyczna. Biblioteka jest niesamowita i pewnie powstanie o niej osobny wpis na blogu.

Przerwę na lunch spędziłam z kierowniczką, wreszcie miałam okazję porozmawiać z kimś po norwesku! Mamy taki układ, że jak ja coś mówię niepoprawnie, to ona mnie poprawia. Poza tym ona nie jest stąd, pochodzi z Oslo, więc mówi bardzo poprawnie bez naleciałości lokalnych (tutejszy dialekt jest naprawdę daleki od tego, czego uczyliśmy się w Polsce).

No ale praktyki to nie tylko możliwość ćwiczenia języka. Za moją darmową pracę otrzymam referencje, co jest niezwykle ważne podczas poszukiwań pracy. Przestanę być białą kartką dla potencjalnych norweskich pracodawców, będą mogli zadzwonić do biblioteki i dowiedzieć się czegoś o mnie.

Na koniec zdobędę doświadczenie zawodowe z norweskiej biblioteki, co jest niezwykle cenne. Martwiłam się, że nawet jakby mnie gdzieś przyjęli do pracy, to ja sobie nie dam rady. Po studiach w gruncie rzeczy nie pracowałam w zawodzie. Teraz mam szansę zdobyć jakieś doświadczenie, poznać norweskich autorów, system, poćwiczyć norweski.

Jednym słowem: jest super.

Z nowinek i dobrych wieści – już oficjalnie zdaliśmy oboje z Bobem część ustną naszego egzaminu z norweskiego! To oznacza jedno – maszyna do popcornu jest coraz bliżej ;] Wyniki z części pisemnej, jako, że są sprawdzane oceniane w centrali, a nie tak jak egzaminy ustne w ośrodku, w którym się zdawało, przyjdą dopiero na początku grudnia… Aha i w końcu już oficjalnie uznano mój dyplom. Dostałam norweską autoryzację mojego wykształcenia do oznacza, że posiadam wykształcenie wyższe pełne równorzędne z norweskim wykształceniem. Trochę na to zaświadczenie czekałam (bagatelka pół roku), no ale w końcu jest.

No i to już chyba wszystkie dobre wieści na tę chwilę… i tak jest ich sporo, prawda? ;]

6 komentarzy:

  1. Gratulerer! :) Vi skal feire det snart! :) kuba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja, det skal vi :) Vi ses på torsdag!

    OdpowiedzUsuń
  3. Det høres bra ut! Jeg ser frem til å treffe dere på torsdag!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję pracy i egzaminów, i czekam na wpis o bibliotece :> Będą zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
  5. Eve gratulujemy i cieszymy się!!!! Asia i Bastek

    OdpowiedzUsuń
  6. dziś trafiłam na Wasz blog :) i już widzę ,że będę tu trafiać częściej ! :) gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń