Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

poniedziałek, 8 listopada 2010

Mój pierwszy śnieg w Norwegii

No i się doigrałam! A wraz ze mną całe południe Norwegii. Moje nieustanne klepanie i marudzenie, że nie mogę doczekać się zimy i śniegu wreszcie się spełniło…

Generalnie nic na to nie wskazywało. Podobno wczoraj w radiu mówili o możliwości wystąpienia opadów śniegu wzdłuż południowego wybrzeża. Ja tego jednak nie zarejestrowałam. Zajęta byłam książką (polecam - „Ulisses z Bagdadu”). Wcześniej z kolei wybraliśmy się na niedzielny spacer. Słońce świeciło i chociaż na leśnych ścieżkach liście były pokryte szronem, to i tak było ciepło i przyjemnie. Do głowy by mi nie przyszło, że następnego dnia powita mnie śnieg.

Wstaję dzisiaj rano. Siłą woli doczłapałam się do kuchni i już czuję, że coś jest nie tak. Przez okno balkonowe - jedyne, które nie ma żaluzji - widzę, że woda jest dziwnie wzburzona i ciemna jak nigdy. Odsłaniam żaluzję i… „O cholera! Śnieg!”. Biały puch prószy sobie w najlepsze, co gorsza nie topnieje tylko osiada na naszych tarasowych mebelkach. No to super… Otrząsnęłam się z szoku, bo musiałam śniadanie zrobić. W końcu po to wstałam. Przez kuchenne okienko widziałam, jak ośnieżone pojazdy osiągają zawrotną prędkość 20 km/h. Dość asekuracyjnie, biorąc pod uwagę, że opony każdego z tych pojazdów uzbrojone są w specjalne kolce. W całej Europie kontynentalnej zakazana jest jazda na tego typu oponach, ale nie w Norwegii.

W czasie śniadania śnieg nie przestawał padać. Wypogodziło się w momencie, gdy Bob wychodził do pracy. On ma zawsze takie szczęście, bez względu na to, jak parszywa pogoda byłaby przez cały dzień, jak on idzie do pracy lub z niej wraca, zawsze przestaje padać. Ja mimo, że siedzę w domu mam znacznie większego pecha do pogody. Zawsze jak zapowiadają na dany dzień deszcz to zacznie on padać jak jestem w połowie drogi do sklepu, albo właśnie z niego wychodzę. Może meteopaci tak mają, że przyciągają deszczowe chmury nad swoją głowę?;]

Śniegu nie spadło jakoś zawrotnie dużo. Na mojego pierwszego norweskiego bałwana nie starczyło. Z takiej ilości wyszedłby może mały bałwanek. A teraz to śniegu już prawie w ogóle nie ma. Oczywiście jak wyszłam do sklepu, to padał ;) Ale teraz wszystko już stopniało, słońce wyszło i generalnie jest bardzo przyjemnie.

Przy okazji śniegowego opadu, zrobiło się tak jakby bardziej świątecznie. W sumie w ten weekend Bob zaliczył swój pierwszy julebord, także sezon na święta uznajemy za otwarty. Bardzo mnie ciekawiło, dlaczego spotkanie bożonarodzeniowe u Boba w pracy odbywa się w pierwszym tygodniu listopada. Bob zapytał się o to w sobotę, podczas rzeczonego julebord. Odpowiedź, jak zwykle u Norwegów okazała się niezwykle praktyczna – „nikt na to nie ma czasu w grudniu”. I w tym miejscu muszę się zgodzić z pragmatycznymi Norwegami. Kto ma czas w grudniu, kiedy na głowie ma prezenty, potrawy wigilijne, sprzątanie domu, zjazdy rodzinne, zakupy, na spotkanie się z kolegami i koleżankami z pracy, tylko po to, żeby na koszt firmy zjeść kolację, pobawić się trochę w rytm muzyki na żywo i w niektórych przypadkach napić się nie za swoje? A że Norwedzy mają mocne głowy, to syndrom „dzień po” ich nie omija ;) Także faktycznie lepszym rozwiązaniem jest spotkanie się w listopadzie i bawienie się na całego, bez myślenia o konsekwencjach:]

Obiecałam sobie w tym tygodniu wybrać się do biblioteki i poszukać czegoś o norweskiej tradycji świątecznej. Jak coś znajdę to obowiązkowo podzielę się z Wami na blogu. Co prawda my w tym roku święta jeszcze w Polsce spędzamy, ale nigdy nie wiadomo co będzie za rok ;)

Zobacz także: Pogoda i klimat w Norwegii

1 komentarz:

  1. Dobrze, ze tylko jedno z was ma mniej szczescia do pogody, razem z Bobem nic ci nie grozi i slonce zaswieci w deszcz. Pozdrawiam i trzese sie z zimna na mysl o zimie. Ataner.

    OdpowiedzUsuń