Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

niedziela, 19 września 2010

Norweski sezon na owce

Ci, którzy interesowali się kiedyś polowaniami lub - tak jak ja - jako dziecko oglądali „Przygody Misia Yogi” wiedzą, że każdy myśliwy zna na wyrywki kalendarz polowań. W tym czasie, określanym tajemniczo: „sezon na” uzbrojeni w strzelby panowie (i/lub panie), z psem u boku ruszają bladym świtem lub późną nocą, aby upolować biedną zwierzynę. W Norwegii chyba niedługo się zacznie, a może już trwa sezon na łosie. Ale nie o tym chciałam...

Owce. Jak owce wyglądają każdy mniej więcej kojarzy. Jak powszechnie wiadomo owieczki to bardzo pożyteczne zwierzątka – „dają” wełnę, mleko (z którego można zrobić serek owczy) i mięsko. Podróżując po Norwegii spotkaliśmy tysiące owiec, które wiosną wypuszczane są na pastwiska, na których spędzają dość monotonne wakacje w oczekiwaniu na jesień, kiedy to znów wrócą do domu.

W związku z ilością owiec, nie była dla mnie zaskoczeniem, ilość baraniny i jagnięciny w norweskich marketach. Również norweskie książki kucharskie poświęcają sporo miejsca mięsu owiec. Powiedzmy sobie jednak szczerze - do ostatniego tygodnia mięso baranie było w sklepach traktowane na równi z innymi dostępnymi na rynku rodzajami mięsa.

Jednak w zeszłym tygodniu sklepy zaczęły prześcigać się w promowaniu szerokiej oferty mięsa baraniego (włącznie z wędzonymi parówkami z baraniny). Do tego w pobliskim Kvinesdal odbywał się festiwal owiec i jedzenia. Nie wiem jak Wam, ale mi to wygląda na prawdziwy, norweski sezon na owce.

I tak właśnie jest. Norweg średnio w ciągu roku zjada ok. 6 kg baraniny, a wraz z nadejściem jesieni do sklepów trafia mięso owiec. To właśnie wrzesień jest miesiącem popularnej norweskiej potrawy får-i-kål, czyli z norweskiego na nasze owca w kapuście. Danie jest dziecinnie proste – pokrojoną na kawałki kapustę gotuje się razem z pokrojonym na kawałki mięsem owcy. Zalewa się to wodą, dodaje sól i pieprz i gotuje ok. 2 godzin. Do tego podaje się ziemniaczki.
Sklepy oferują przygotowane już mięso na tę potrawę. My również się w nie zaopatrzyliśmy. Danie czeka na przygotowanie, a znając mnie - na pewno pochwalę się jak wyszło. Osobiście strasznie się cieszę na taki urodzaj baraniny w sklepach, bo zawsze chciałam spróbować tego mięsa, a jakość nigdy nie miałam okazji.

Na potwierdzenie ważności owcy w norweskiej kulturze, w weekend zorganizowany został w położonym na południu Kvinesdal festiwal owiec. Hodowcy przywieźli na niego swoje najładniejsze owieczki. Specjalna komisja badała ich wełnę i wybierała hodowlę, w której owce mają najładniejszą i najlepszą wełnę. Na festiwalu można było oczywiście spróbować tradycyjnie norweskich dań z mięsem owczym, było får-i-kål, baranie burgery, pyzy z mięsem baranim, baranie gulasze, kotlety baranie, mięso baranie z grilla… co prawda była też budka z Azjatami sprzedającymi sajgonki, ale i tak namiot z baranina cieszył się większą popularnością.

Spodobała mi się ta sezonowość mięsa z owcy w Norwegii. Do tej pory przyzwyczaiłam się, że sezon, jeśli chodzi o jedzenie, to może być na truskawki, jagody lub grzyby. A tu okazuje się, że również mięso może mieć okres swojej prosperity na norweskim rynku!

1 komentarz:

  1. Interesujący artykuł, po więcej informacji polecam zajrzeć na owcewgorach.pl, tam można dowiedzieć się wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń