Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

sobota, 11 września 2010

Kuchnia norweska, czyli właściwie co???



Postaram się, aby było krótko i zwięźle, ale patrząc na ilość postów tutaj na temat jedzenia i gotowania, dochodzę do wniosku, że może być to dla mnie trudne zadanie ;] Jeszcze zanim przenieśliśmy się do Norwegii zostałam zaopatrzona w książkę poświęconą kuchni skandynawskiej, a w niecały miesiąc po przeprowadzce miałam na swojej półce wielki atlas „Norweskie dania narodowe”. W książce zastosowano podział geograficzny, tzn. podzielono ją na rozdziały według regionów Norwegii, a następnie według województw. Potrawy w ramach województw podzielone są na dania, desery i specjalności, czyli kilka przepisów na szczególnie charakterystyczne smakołyki dla danej okolicy. Taki układ książki pozwala szybko, bez specjalnego zagłębiania się w treść, odkryć charakterystyczne smaki regionu, dominujące rodzaje mięs, ryb, owoców, a także przede wszystkim sztandarowe dania.

Na początek ogólnie. Kuchnia norweska jest prosta. Kiedy mówię prosta mam na myśli NAPRAWDĘ prosta. Podstawowe przyprawy – pieprz i sól, rzadko kiedy zdarza się aby w norweskich książkach kulinarnych dania przyprawiano w bardziej wymyślny sposób. Nie oznacza to oczywiście, że innych przypraw w norweskich sklepach się nie uświadczy (czego, szczerze mówiąc, bardzo się bałam). Sklepy oferują szeroką gamę przypraw z całego świata (uff :]). Podstawowy składnik obiadów – ziemniak. Łatwy w uprawie, pożywny, zdrowy (upieczony w mundurkach, z odrobiną soli i nie polany tłuszczem). Ziemniaki królują na norweskim stole. Co do ziemniaków? Mięso lub ryba. W zależności od regionu je się określone ryby. Na południu popularne są makrele. Wszędzie popularny jest dorsz, a także łosoś. Na północy je się śledzie (przeokrutnie słone norweskie śledzie; raz się na nie skusiliśmy z Bobem i postanowiliśmy - nigdy więcej - żadne moczenie nie jest w stanie wypłukać tej soli). W sklepowych zamrażalnikach można kupić mintaja, pangę, seję, solę, halibuta, a także pstrąga. Oprócz ryb je się oczywiście mięso. Preferowany jest kurczak, poza tym indyk, baranina, wołowina oraz wieprzowina. Oprócz tego jada się też takie "egzotyczne" mięsa jak stek z renifera lub łosia (jeszcze nie jadłam). Swoistym fenomenem norweskim są parówki. Jest ich kilka rodzajów i według mnie służą Norwegom do uzupełniania zapotrzebowania na mięso (zawierają go przynajmniej 50%). Parówki je się ze wszystkim (naleśnikami, chlebem, ziemniakami), pod każdą postacią (grillowanie, pieczone, gotowane) i o każdej porze dnia (śniadanie, lunch, obiad, kolacja, gastrofaza…). Do ziemniaków i mięsa/ryby Norwegowie dodają sos - najpopularniejszy jest ciemny, brązowy sos pieczeniowy. Dodatkiem do ziemniaków jest też obowiązkowy koperek. Z deserów Norwegowie uwielbiają lody, gofry, ciasta, przeważnie z kremem lub bitą śmietaną i owocami.

W zasadzie każdy region Norwegii ma swoją charakterystyczną fiskesuppe (zupę rybną). Ryby, jak już wspomniałam, stanowią podstawę diety Norwega. Miastu Stavanger zawdzięczamy zapuszkowanie ryb - to właśnie tam powstały pierwsze konserwy. Oprócz konserwowych ryb, spotkać można suszone. Niezwykle luksusowe i drogie. Poznasz je po… zapachu. Według mnie śmierdzą niemiłosiernie. Główną rybą suszoną jest dorsz, a głównym regionem „produkującym” je jest północ Norwegii (Lofoty). Na specjalnych drewnianych stelażach suszą się na słońcu i wietrze wypatroszone ryby… Nie polecam stać pod wiatr w ich pobliżu;]. Północ Norwegii zajada się ze smakiem mięsem renifera (stada tych zwierząt zamieszkują właśnie północną część kraju) i malinami moroszkami. Te ostatnie to prawdziwy skarb norweski. Dostępne są w zasadzie tylko w Skandynawii, a najwięcej spotkać ich można na północy.

Nieco na południe, w okolicach Trondheim popularniejsze stają się gulasze mięsno-warzywne. W terminologii kulinarnej nazwałoby się je daniami jednogarnkowymi. Ich podstawę stanowi mięso renifera, który również tutaj jest popularnym zwierzęciem. Charakterystyczne dla tego obszaru są także zupy. Ich podstawą zwykle jest wywar rybny, ale mieszkańcy Trondheim mają także swój autorski przepis na kojarzoną z Francją zupę cebulową. W tym regionie swój początek wzięły popularne w Norwegii vafler (czyli gofry), a także inne bardziej lub mniej chrupkie placki jak lamper (przypominające amerykańskie pancakes) lub lefes (podobne do koszernego chlebka maca).

Zachodni region obejmuje obszar najatrakcyjniejszy turystycznie w Norwegii, a mianowicie Kraj Fiordów. Wśród dań charakterystycznych dla tego regionu znajdują się np… pierogi z nadzieniem z kurek. W przeciwieństwie jednak do polskich pierogów, norweskie pieczone są w piekarniku. Inną charakterystyczna potrawą dla tego regionu jest Bacalao. Bacalao to po hiszpańsku dorsz i właśnie ta ryba stanowi podstawę tego jednogarnkowe dania. W tej części Norwegii zdecydowanie bardziej popularne od mięsa są ryby. Gotuje się je, piecze, smaży i dusi, a następnie podaje z chlebem lub ziemniakami. Tutaj też znajdziemy oryginalny przepis na popularne w całej Skandynawii bułeczki cynamonowe w kształcie ślimaczków.

Południe Norwegii zdominowały owoce morza, kraby, krewetki, małże, a także ryby. Tradycyjną rybą tego regionu są makrele, faszerowane kraby. Jednak Sørlandet (Kraj Południowy) nie tylko rybami stoi. Chętnie przyrządzanym tutaj mięsem jest łoś. Im dalej na Wschód w kierunku Oslo tym popularniejsze stają się potrawy z kurczaka, baraniny. Nie oznacza to wcale, że tradycyjne ryby znikają ze stołów! Nic z tych rzeczy, popularną w tym regionie rybą jest łosoś. Podawany jest pod każdą postacią – wędzony, pieczony, na ciepło i na zimno.

Do tradycyjnie norweskich dań należy np. får-i-kål, czyli mięso owcze gotowane z kawałkami kapusty doprawione solą i pieprzem, podawane z ziemniakami; pieczony w maśle pstrąg, omlet z szynką, kisiele owocowe, chleby, krem truskawkowy, a także sery brązowe.
Ciasta - w przeciwieństwie do dań głównych - są bardzo aromatyczne, do większości dodaje się cynamon, kardamon, esencję waniliową, goździki, imbir, gałkę muszkatołową. Święta Bożego Narodzenia nie odbędą się bez Kransekake - okrągłe ciastka ułożone w piramidkę o smaku marcepanowym, które do Norwegii importuje się m.in. z Wrocławia :).

Niestety tradycyjna kuchnia norweska powoli odchodzi w zapomnienie. Półki w marketach uginają się od gotowych półproduktów, z których można wyczarować danie w pół godziny. Są one sprzedawane w postaci "kit" zestawów - np. do makaronu na lasagne dołączone są dwa słoiczki sosu (jeden pomidorowy z mięsem, drugi jasny - beszamel), albo do paczki tacos dołączona jest saszetka z sosem i mieszanka przypraw. Podsumowując w każdym markecie jest specjalna półka "chińska", "meksykańska" i "włoska" z gotowymi produktami. Aha, i nie zapominajmy o najważniejszym - mrożona pizza Gradiosa - hit nr 1. Kiedy zimą odcięło od świata pewne miasteczko, pierwszym produktem którego zaczęło brakować w sklepach nie był chleb, ale właśnie mrożona Gradiosa:). I to właśnie Grandiosę wymieni część Norwegów w odpowiedzi na pytanie o najbardziej norweskie danie.

11 komentarzy:

  1. Dotarłam tu odrabiając zadanie domowe (proszę nie pytać jak) i naprawdę mnie to wszystko zaintrygowało :) W Norwegii nigdy nie byłam, ale zostałam zainspirowania do tego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Eve, powiedz proszę jak można zdobyć ten atlas "Norweskie dania narodowe". Na codzień zajmuję się gastronomią i interesują mnie kuchnie międzynarodowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj,

      Atlas nosi tytuł Norges nasjonalretter : en matglad reise i vårt eget land / Arne Brimi, Ardis Kaspersen. I jesli mieszkasz w Norwegii sprawa jest bardzo prosta, bo książkę można dostać w każdej niemal księgarni, a jak nie to na pewno ma ją każda biblioteka. Dodatkowo dla norweskich IP książka jest dostępna w internecie jako zdigitalizowany e-book: http://www.nb.no/utlevering/contentview.jsf?urn=URN:NBN:no-nb_digibok_2008091100008.

      Sprawa się komplikuje jeśli mieszkasz w Polsce. Wtedy pozostaje Ci poszperać w necie lub jeśli masz kogoś w Norwegii poprosić o prezent w postaci książki:)

      powodzenia!

      Usuń
  3. Dziękuję bardzo za informacje. Tak się składa, że właśnie mieszkam w Polsce, no ale może jeśli kiedyś udam się do Norwegii będę miała możliwość zdobycia tej książki. Niestety szukałam w internecie i nie odnalazłam wersji elektronicznej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. A czy w Norwegii ta książka jest dostępna w języku angielskim czym tylko po norwesku? Bo własnie jestem w Oslo i chętnie bym ją kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi sie, ze tylko po norwesku. Przynajmniej nigdy nie widzialam, wydania przetlumaczonego na angielski.

    OdpowiedzUsuń
  6. Są parówki.
    A co z kiełbasą - w polskim rozumieniu tego słowa?
    Taką np. wędzoną swojską z wieprzowiny, z dodatkiem wołowiny i przypraw?
    Albo taka grubsza - jak w Polsce np. "krakowska", "szynkowa", itp...
    Można w tamtejszych sklepach dostać coś podobnego?
    Mięso (wołowina, wieprzowina) jest. Więc na upartego chyba można zrobić samemu. Wystarczy "pojęcie o pojęciu", trochę przypraw, jelito (osłonka) i ... mała wędzareczka obok grilla w ogródku. Jak to jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiełbasy nie ma.... ogólnie wybór skromniejszy niż u nas ale i tak wolałbym tam żyć.

      Usuń
  7. Rozwaliła mnie bezpośrednia gastrofaza :D ahahah!

    OdpowiedzUsuń
  8. W Norwegii je sie glownie ciemne chleby. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiam się jak to jest z tymi półproduktami. Czy ich składy są względnie "czyste" od chemii/ulepszaczy? Czy też jest jak w Polsce, że nie uświadczysz prawdziwego cukru w dżemie tylko syrop glukozowo-fruktozowy albo papryki w gulaszu paprykowym a aromat paprykowy.
    Zdążyłam się już zorientować czytając Twojego bloga i szperając w necie, że Norwedzy to zdrowy naród i ciekawi mnie czy ich żywność z nie globalnych a lokalnych źródeł się do tego przykłada.
    Ps. Gratuluję świetnego bloga. Wciąga jak niejedna lektura :)

    OdpowiedzUsuń