Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 24 września 2010

Jak było na warsztatach pisarskich?

We wtorek, zaraz po tym, jak ukazał się nasz wywiad na Bankierze zadzwoniła kierowniczka miejscowej biblioteki. Przez chwilę pomyślałam, że może jednak zwolniło się dla mnie miejsce na praktyki, ale niestety nie. Dzwoniła, aby zaprosić mnie na warsztaty z pisania i czytania dla osób poszukujących pracy. Skoro pofatygowała się tak bardzo, głupio było powiedzieć nie, więc się zgodziłam.

O wspomnianych zajęciach czytałam tydzień wcześniej w gazecie, ale jakoś specjalnie mnie nie zainteresowały. Przez pięć lat na studiach czytałam i pisałam, więc wystarczy mi już tego. No ale słowo się rzekło - znów miałam wejść do tej samej wody. Tak przynajmniej mi się wydawało.

Poszłam. Przywitała mnie uśmiechnięta kobieta; wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to prowadząca kurs. Jest pisarką i ma na koncie w sumie 18 książek dla dorosłych i dzieci. Pomyślałam sobie - wow, 4 miesiące w Norwegii, a już jestem „na ty” z norweską pisarką (tutaj wszyscy ze wszystkimi są na ty; forma grzecznościowa "pan" jest używana tylko w stosunku do bardzo zaawansowanych wiekiem osób).

Na dzień dobry dowiedziałam się, że kurs ma się nijak do szukania pracy, a będzie raczej warsztatami kreatywnego pisania. Tak, tak, dobrze widzicie. Po niespełna roku nauki norweskiego poszłam na warsztaty, na których oprócz tego, że będę musiała pisać w obcym języku, to jeszcze robić to kreatywnie.

Zaczęło się od tego, że musiałam opowiedzieć w trzech zdaniach historię swojego imienia. To było proste. Potem dostaliśmy po jednym suszonym goździku i mieliśmy wymienić wszystkie skojarzenia, jakie nam przynosi na myśl – zapach, kształt, kolor itd. To też było dość łatwe. Potem prowadząca zadawała pytania w stylu „Jakim zwierzęciem/ptakiem/drzewem itd. Jesteś?”. Potem kazała wybrać jedną odpowiedź i wyjaśnić dlaczego akurat tym jesteśmy. Wybrałam lody waniliowe (to była moja odpowiedź na pytanie, jakim deserem jesteś… nie moja wina, że mam ograniczone słownictwo jeśli chodzi o desery). Potem w sześciu słowach miałam napisać coś o sobie – napisałam „Właśnie zaczynam nowe życie w Norwegii”. I się spodobało! Potem były już bardziej kreatywne zadania: opisać strach bez użycia słów typu: strach, przerażony, wystraszony itd., czyli opisać, co się dzieje z człowiekiem, gdy się boi. Też się spodobało. Następnie napisałam swoje pierwsze w życiu haiku. I to po norwesku! Podobno ładne mi wyszło. W kolejnym ćwiczeniu trzeba było opisać uczucia towarzyszące jakiemuś traumatycznemu przeżyciu bez pisania co to za przeżycie. Pisarka mnie znów pochwaliła. Przedostatnie ćwiczenie to praca z tekstem. Najpierw mieliśmy pomyśleć o pierwszym roku w szkole i opisać to krótko, potem do każdego zdania zadać pytanie, następnie napisać ten sam tekst używając maks. 3 słów w zdaniu. Na koniec napisać wszystko w jednym zdaniu. Wszyscy na kursie bili mi brawo jak skończyłam czytać najdłuższe zdanie w języku norweskim jakie kiedykolwiek napisałam. Ostatnie ćwiczenie polegało na tym, że mieliśmy nakreślić tło do jakiegoś zdarzenia, a następnie opisać jak wpłynęło ono na bohaterów. Nie było to jakieś bardzo trudne.

Generalnie ukradłam show pisarce, bo byłam największą atrakcją warsztatów i wszyscy chcieli za mną rozmawiać, opowiadać mi o Polsce (a przynajmniej o tym, co o niej wiedzieli). Chwalili też mój norweski (byli naprawdę wyrozumiali) i opowiadali o sobie. W ten sposób poznałam kobietę, która trzy lata mieszkała na Svalbardzie, była na biegunie północnym, a mimo to nigdy nie widziała niedźwiedzia polarnego! Opowiadała też o innych swoich podróżach i miejscach gdzie mieszkała. Najbardziej polecała Singapur…

Tak więc czas spędziłam naprawdę sympatycznie i chyba muszę poszukać ofert innych kursów w okolicy :).

1 komentarz:

  1. Gratuluję, kurs pisania kreatywnego po norwesku to na pewno nie lada wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń