sobota, 4 września 2010

Alkohol w Norwegii - co musisz wiedzieć zanim tu przyjedziesz?

CNorwegia, choć rok w rok prowadzi albo plasuje się w czołówkach wszelkich rankingów państw najlepszych do życia, z pewnością nie przypadnie do gustu tym, którzy do szczęścia potrzebują alkoholu. Nie dlatego, że tutejszy naród stroni od procentów (przeciwnie - Skandynawowie za kołnierz nie wylewają). Bardziej dlatego, że państwo od lat prowadzi ostrą politykę antyalkoholową, której skala znacznie przekracza działania innych państw Północy.

Alkohol w Norwegii - poprzez dyktaturę cenową państwa i podatki - znalazł się wśród produktów luksusowych, na równi z nieruchomościami, samochodami, biżuterią czy papierosami. Detaliczny rynek alkoholowy w Norwegii ogranicza się do 1 (słownie: jednej) spółki, której właścicielem jest rząd i która ma wyłączną koncesję na sprzedaż wyrobów zawierających pow. 4,75 % alkoholu (sic! nawet Żywiec czy Lech są mocniejsze!). Taka struktura rynkowa w ekonomi nazywa się monopolem i do tej nazwy nawiązuje też nazwa państwowych butików - Vinmonopolet.

Vinmonopolet założony został już w 1922 roku (jako prywatna spółka akcyjna, ale pod kontrolą państwa). Dziś posiada 252 sklepy w całym, większym powierzchniowo niż Polska, kraju (wyobraźcie sobie, jakby w całej Polsce istniały 252 monopolowe!). Ideą państwowego monopolu nie jest wcale nabijanie budżetu łatwo zarobionymi pieniędzmi z wódki (od tego jest ropa i gaz). Przeciwnie - Vinmonopolet ma dążyć do mniejszego spożycia alkoholu, wzrostu kultury picia, ograniczenia dostępu do procentów i wręcz uniemożliwienia picia młodym. Swoją podniosłą misję sklepy wypełniają nie tylko żałosną dostępnością (jeden przypada na 1,7 gminy), ale też cenami (przeciętne wino - 50-70 złotych za butelkę; 40-proc. trunki, zwłaszcza inne niż wódka, dużo droższe) i godzinami otwarcia (żadnych sklepów całodobowych lub czynnych w niedzielę; otwarte do godz. 16-18 w dni robocze i 14-15 w soboty). Dodać wypada jeszcze, że Vinmonopolet stosuje kontrolę wieku wszystkich osób, które paniom na kasie wydadzą się młodsze niż 25 lat (powszechne jest legitymowanie przy zakupie). Alkoholu wcale nie mogą nabyć osoby młodsze niż 18 lat, a trunków mocniejszych niż zabójcze(!) 22 proc. - nie nabędą osoby poniżej dwudziestki.

Misja społeczna Vinmonopolet to jednak nie tylko utrudnianie. Firma i jej państwowy właściciel prowadzą częste kampanie w mediach (ostatnia apelowała o to, żeby nie kupować alkoholu nieletnim i zgłaszać policji jeśli się wie, że sąsiad kupuje swoim dziciom :D). Wreszcie - pracownicy Vinmonopolet to prawdziwi eksperci w swojej dziedzinie. Są przecież od tego, żeby spożycie było "świadome"; doradzą zatem które wino nada się do deseru, które do ryby; wytłumaczą różnicę między whisky szkocką i irlandzką... W swojej pracy stąpają po naprawdę cienkim lodzie, bo opowiadając o alkoholu nie mają prawa jednocześnie zachęcać do jego zakupu i spożycia. Cóż - jest jak jest...

Monopol sklepów spod znaku "V" nie obejmuje na szczęście piwka. Marne to jednak pocieszenie, bo supermarkety - choć mają w ofercie szeroki asortyment browarka - sprzedają go tylko do godz. 20 w dni robocze i do 18 w soboty!!! Łatwo więc zauważyć, że w godzinach, kiedy normalny człowiek pije najwięcej, w Norwegii alkoholu nie da się już kupić. Wracając do piwa, wypada wspomnieć jeszcze o jego cenach - zaczynają się od 9 zł za pół litra najtańszego sikacza (3 - 3,5 volt). Za lepsze w smaku (choć równie mocarne) trzeba już zapłacić więcej. Preferowane są oczywiście opakowania mniejsze (często 3 butelki 0,33 wychodzą taniej niż dwie 0,5-litrowe).

Skoro na trunki monopol ma państwo, a piwa po 20/18 kupić nie można, to jak funkcjonują knajpy? Jakoś funkcjonują - bo są wyjęte spod przepisów dot. sprzedaży detalicznej. Podlegają jednak innej ustawie, nie mniej dziwnej dla nas Polaków od poprzednio omówionych. Mianowicie - każda gmina ma obowiązek ustalenia godziny, do której dozwolone jest serwowanie alkoholu w lokalach! I tak w zależności od części kraju, barman może odmówić podania piwka po 23, o 1 w nocy w dzielnicach mieszkalnych albo o 3 - w centrum Oslo. A właśnie... ile kosztuje kufel (czy może kufelek?) w kraju fiordów? Już od 27-30 złotych za 0,4 litra :)

* * *

Uzbrojeni w powyższe informacje, już pewnie podjęliście decyzję: Jeśli do Norwegii, to tylko z własnym, dobrym i tanim polskim alkoholem! I to w dużej ilości, żeby nikt smutny nie chodził! Nic z tego :/ Przepisy celne pozwalają wwieźć do kraju:
1 litr trunków mocnych (ale max 60%; za ujawnienie mocniejszych idziesz siedzieć);
1,5 litra wina (max. 22%)
i... 2 litry piwka (max 4,7%; mocniejsze traktowane jest już jak wino :D)

Alkohole przewozić można legalnie również w innych kombinacjach, zgodnie z zasadą, że 1 litr trunku mocnego odpowiada 1,5 l wina, a litr wina i litr piwa są równoważne. Czyli np można przywieźć:
a) 1 l wódki + 1,5 l wina + 2 l piwa lub
b) 3 l wina + 2 l piwa lub
c) 5 l piwa
d) 1 l wódki + 3,5 l piwa.

UWAGA! Od 1 lipca 2014 osoby, które nie wwożą do Norwegii wyrobów tytoniowych, mogą przewieźć więcej alkoholu. O nowych zasadach przeczytaj tutaj.

Przekraczanie tych limitów i łamanie przepisów celnych raczej się nie opłaca. Szczególnie podróżując samochodem na polskich tablicach rejestracyjnych można być prawie pewnym kontroli celnej - czy to na granicy lądowej, czy po zjeździe z promu, czy też po prostu gdzieś na drodze. Celników czy policji wiele nie obchodzi, ale o alkohol i papierosy pytają zawsze :). W mediach prawie dzień w dzień przeczytać można o kolejnych alkoholowych arsenałach ujawnianych przy okazji kontroli celnej Polaków.

Sytuacja wydaje się zatem beznadziejna... Na pocieszenie dodam tylko, że taka polityka alkoholowa w dużym stopniu dotyka też samych Norwegów. Dla nich również alkohol w kraju jest bardzo drogi, wyjście do knajpy 2 razy w tygodniu - zbyt dużym wydatkiem, a cała sytuacja ciężka do zaakceptowania. Nauczyli się jednak wykorzystywać inne możliwości - domowe winko, pędzony w garażu bimber czy częste wyjazdy za granicę. Tak tak - kiedy mieszkasz w Norwegii, cały świat jest w Twoim zasięgu, bo przecież wszędzie jest tak tanio! Interes kwitnie przede wszystkim na promach do Danii, które kosztują grosze i oferują tani (w norweskim mniemaniu) duński alkohol. A przecież to, co wlejesz w siebie na promie, nie podlega ocleniu!

39 komentarzy:

  1. No piękne zdjęcie ;) Poznaje :)

    Swoją droga temat mrozi krew w żyłach, ale jak dobrze, nie od dziś, wiadomo Polak nie kaktus, pić musi.

    Zaradni zawsze sobie poradzą ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię wypić w sobotę i poprawić deczko w niedzielę.
    Po co kupować, skoro natura sama nas obdarza.
    Na Zdrowie!

    OdpowiedzUsuń
  3. A bimberek można kupić od tambylców ? :))

    OdpowiedzUsuń
  4. norweg nawet jak pędzi, to przeciez nie na handel :) Polacy i Litwini pobijaja za to swoje wlasne rekordy w szmuglowaniu alkoholu do norwegii, maja tu swoje siatki dystrybucji i odbiorcow. Chyba nie ma dnia, zeby celnicy nie ujawnili kolejnego gigantycznego przemytu! Troche wstyd, jak potem siedzisz w pracy na przerwie z Norwegami i czytasz o tym w gazecie po raz piaty w tym samym miesiacu. Ale wiadomo... Polak nie wielblad... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. bez alkoholu da się żyć, zal jedynie, że tyle wspanialych jagód... ale nalewki nie zrobisz, bo niby na czym? na wódce? to by trza było od razu wypić..:)

    OdpowiedzUsuń
  6. chłopcy którzy robią w rotacji też sobie radzą w kuchni: na jednym palniku zupa chińska a na drugim zacier już się skrapla, ehhhh pijusy.

    OdpowiedzUsuń
  7. A jak z legalnością warzenia piwa/miodu, robienia wina czy pędzenia bimberku?

    OdpowiedzUsuń
  8. nie straszcie takimi cenami jak sprzataczka ma 7tys pln na miesiac... naprawde bez przesady a co jest zacne ze najlepsza wodka whisky wszystko w tej samej ceni wiec mozna walic danielsa a nie wode bo najtansza ;) pozdrawiam z krainy sniegow hahah

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ulega wątpliwości, ze Norweski socjalizm sięga często granic absurdu. Nie mnie jednak, nie wiem skąd się wzięły godziny otwarcia, faktycznie są restrykcyjne ale to raczej było otwarte koło 6 godzin w ciągu dnia tego co pamiętam z ostatniego pobytu w Norwegii. Poza tym jak robiłem wyliczenia ile można kupić alkoholu za średnią pensje w Polsce i w Norwegii to wyszło i tak 3 razy więcej na korzyść Norwegii. Warto dodać, że są kluby w których można kupić alkohol po tych godzinach, choć też nie są otwarte to białego rana, przynajmniej te co ja w nich byłem były zamykane koło 1-2 w nocy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Trochę się teraz zdziwiłam, bo zdarzyło mi się odwiedzić Vinmonopolet w Alcie, po czym z wódką, koniakiem i dwoma winami zapytałam w kasie, czy mogę kupować jeśli mam dopiero 18 lat. Kasjerka się spokojnie zgodziła. Czy ograniczenia wiekowe dotyczą tylko Norwegów, czy wszystkich kupujących?
    Co do samego alkoholu w tym uroczym kraju - nietypowe w moim przekonaniu jest sprzedawanie niektórych mniejszych objętościowo trunków w plastikowych butelkach. Czy to wódka, czy koniak, niektóre już od 0,5l i mniej były w takich opakowaniach.
    Sam alkohol nie jest jakiś świetny, koniak faktycznie był dobry, ale kosztował swoje, wódka też nie była najgorsza. Wino było za to tragiczne,zdecydowanie najgorsze jakie miałam okazję w życiu pić. Piwo jest słabiutkie, nie smakuje najgorzej.
    Ponieważ byłam na północy Norwegii muszę przyznać, że wyjazdy za granicę w celu kupienia alkoholu to prawda, z tym że w moim przypadku była to nie Dania a Finlandia. Oczywiście są ograniczenia w tym, ile można (na głowę) wwieźć do Norwegii, ale nie było to za specjalnie sprawdzane.
    Samo piwo z tego co pamiętam kosztowało około 20 koron norweskich za puszkę 0,33l i 30 koron za 0,5l.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja słyszałem jeszcze o jednym - że notowane są osoby, które zbyt często kupują alkohol. Tu o tym nie ma wzmianki - czy to prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez o tym slyszalam. Ponoc te sklepy monopolowe sa monitorowane i gdy ktos za czesto kupuje alkohol, zjawiaja sie tam pracownicy jakiegos urzedu od uzaleznien i proponuja odwyk, czy jakos tak czytalam.
      Ciekawi mnie jak to naprawde sie odbywa.

      Usuń
    2. tak ,monitoring polega na tym ze jak placisz karta to rejestruja twoja transakcje i juz jestes wciagany na liste AA :). dlatego duzo Norwegow placi gotowka w sklepach gdzie spzredaje sie alkohol wysoko procentowy , w zwyklych sklepach nie wiem

      Usuń
  12. Jezeli chodzi o prawo dotyczace sprzedazy alkoholu w miejscach typu puby, lokale do wynajec(na wesela itp.), moge powiedziec ze to co napisala autorka bloga to prawda. Sa miejsca gdzie kupisz drinka do godziny 3 ale pracuje w firmie kateringowej i gminie Lier i nie moge podawac alkoholu po godzinie 1.00. Slyszalam tez od szefowej o gminie gdzie jedynym miejscem w ktorym masz mozliwosc zkupienia alkoholu jest bar w hotelu:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie jest tak zle z tym alkoholem, mieszkam tu juz dlugo i widze co sie dzieje...Norwegowie maja wolne juz od piatkowego popoludnia a scislej biorac od 14:00 no i wtedy zaczynaja imprezowac robia zaopatrzenie na dwa dni i daja w palnik:),po intensywnym piciu przez dwa dni (w porownaniu do Polakow to cienkie bolki z nich w piciu:D),niedziela jest dniem bezalkoholowym,to dzien dla rodziny i doprowadzenia sie do porzadku po dwoch dnich imprezowania (dla Norwega pojscie na kacu do pracy jest niedopuszczalne...wyjatki sie zdarzaja).Nie moge sie zgodzic z tym ze oni tak strasznie narzekaja na ceny w lokalach i drogi alkohol...po prostu na lokale maja sposoby pija przed pojsciem i majac taki podklad duzo kasy nie musza wydawac a majac slabe glowy duzo nie musza pic.Za to bawic sie umieja, uczyc sie od nich powinnismy.Polak sie nawali w trupa i zadymy robi a oni sie bawia.Norwegow stac na picie i zabawe ale tez kombinuja zeby zaoszczedzic:D,natomiast obcokrajowcy szczegolnie POLACY maja przewalone,bo musza wydac duzo wiecej kasy na imprezy niz Norwegowie.A to wszystko przez te male procenty i trzeba siki pic heh...

    OdpowiedzUsuń
  14. polaczki pijaczki wiedza jak przewozic... litrami .... z takimi nie mam i nie chce miec nic wspolnego...

    OdpowiedzUsuń
  15. nie jest zle, owszem alkohol do tanich rzeczy nie nalezy ale za to inne maja tanie, dziwi mnie ze nie maja podzialu cen np ostatnio bylem w sklepie i widzialem czajnik elektryczny za 99koron a hamburger kosztuje 110 na stacji, u nas w polsce czajnik 70zl no moze teraz 100 a hamburger z 12zl taki wiekszy nie z MC.. I co mi sie podoba z pensji no moze z 2 moge sobie kupic pralke czy telewizor, w polsce to musialbym odkaldac i odkladac albo bawic sie w raty..

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam, wybieram sie do Norwegii samochodem. Czy jadac w 3 osoby możemy wziac 30kg miesa 3 litry wódki itd? czy limit przysługuje na samochód a nie na osobe? pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na głowę, byłem rok temu autem w 3 osoby i wzięliśmy 3litry wódki i 12L piwa/ 3 osoby. nie było kontroli ale to taki rozsądne ilości. Słabe piwko na miejscu kosztowało 16NOK.

      Usuń
    2. fakt faktem jest to nawet chore w tych sklepach ale co zrobic w polsce sobie odbijemy z nawiazka z drugiej strony nie przyjechalismy tu chlac tylko pracowac zeby bylo lepiej w przyszlosci a nie taki syf jak w ojczystym kraju pozdrawiam

      Usuń
    3. zgadzam się...co to za praca jak jedzie się z myślą ,żeby się ochlać? zarobić porządną kase i pokazać polskim politykom,że Polak musi pojechać do innego kraju,żeby zarobić pieniądze...do czego to doszło...

      Usuń
  17. Bo polak to pijak ! Okropne to jest,mam uczucie jak jestem w polsce ze tam kazdy pije .Nie ma swiat bez alkoholu...piwo jest na porzadku dziennym...czy to jest jeszcze normalne ?Polak bierze kilogramami walówki straszne ....jak takie dziady !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Polak to pijak"? To chyba nie widziałeś jak piją wschodni i południowi Słowianie. :D

      Usuń
  18. polak i tak sobie by poradził ja np z polski zabrałbym cała walizke drozdzy a dla mocniejszych trunków zrobiłbym zacier.

    OdpowiedzUsuń
  19. jak chcecie chlać to do Polski wypad, albo jeszcze lepiej na Ukrainę albo do Rosji

    OdpowiedzUsuń
  20. Ludzie szanujcie się troszkę .....Każdy z Was jedzie po to aby polepszyć byt swojej rodziny...trochę szacunku jeden na drugiego...Wstyd...i żałosne to co piszecie...zamiast jeden drugiemu pomóc... to jakaś dziwna nienawiść ....

    OdpowiedzUsuń
  21. i proszę o więcej SZACUNKU dla piszącej bloga. Nie podoba się komuś to co jest napisane? Odmienne zdanie można wyrazić w sposób kulturalny - a co niektórym sugeruję kliknięcie na krzyżyk i zamknięcie strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może pomożesz znaleźć pracę w tym pięknym kraju.

      pozdrawiam Marcin 601554064

      Usuń
  22. Ja byłem w norwegii w hammerfeście w 2008 roku. Na 2 miesiące i jest tam super oprócz pogody. Widoki piękne, ale jeśli chodzi o ceny to faktycznie niektóre produkty są drogie, ale np. Chleb kupowałem po 6 koron to było około 2.50 zł.
    Wtedy korona była po 0.38 zł. Inne produkty były trochę droższe niż w polsce, ale zarabia się więcej więc jeśli nie przeliczasz wszystkiego na pln-y to spoko. Na weekend zgrzewka piwa na wieczór (w lecie cały czas widno) a tak to zwiedzanie.
    Jeśli tam nie pracujesz to rzeczywiście ceny mogą przerazic.
    Polecam każdemu kto nie byl w norwegii żeby odłożyć trochę więcej i jednak zobaczyc ten piękny kraj. Ja wybieram się ponownie niedługo , ale do pracy, na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dobrze, że co niektórym alkohol oraz wyroby tytoniowe są obojętne. Choć winko raz na jakiś czas do obiadu jak najbardziej preferuję ;)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  24. W Norwegii (podobnie jak w Szwecji) miejscowych zasadniczo można podzielic na dwie całkowicie różne grupy: zdeklarowanych anstynentów (i tych, którzy ich świętoszkowato udają) oraz takich, którzy dają ostro "w gaz" i uważają, że raz zdjęta zakrętka nie ma prawa wrócic do butelki. :D Różni się to od bardziej cywilizowanych postaw w Danii, gdzie kupno "połówki" lub czteropaku nie budzi niczyich zgorszonych spojrzeń.
    Co się tyczy wspomnianej bariery 4,75%, wychodzi na to, że taki np. Pilsner Urquell (4,4%) nie powinien byc objęty monopolem. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. mam nadzieje ze kiedyś u nas też tak będzie. To nasze przymykanie oka na winko, piwko czy wódeczkę to wyśmiewanie restrykcyjnych przepisów państwowych - widać wyraźnie po ilościach wypadków z udziałem nietrzeźwych kierowców.
    Ale nieeeeee - Polacy są dumni ze swojego picia. Z głupoty tez?

    OdpowiedzUsuń
  26. dlatego też w Norwegii jest inaczej niż w Polsce,świat według kiepskich jest idealnym odbiciem polskiego spoleczenstwa :)

    OdpowiedzUsuń
  27. kraj jest ok ale z tym alkoholem to przesada w kazdej stoczni da sie kupic polska wode lub ukrainska i chodzic w kazdy weekend zalany a jak komus sie nie podoba co tu pisza o alkoholu to niech w.ypier..dala pozdrawiam alkoludzi

    OdpowiedzUsuń
  28. jade na ryby jak przetrwac? prosze o porade

    OdpowiedzUsuń
  29. Podoba mi się, trzeba by coś takiego wprowadzić u nas i raz na zawsze byłby spokój z menelami i inna zachlaną hołotą.

    OdpowiedzUsuń
  30. A ja mam inne pytanie...jak wznosi się toast po norwesku......?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wznosząc toast mówisz skål [skol]

      Usuń
  31. Czyli co? Dobrze, że mnie tam nie ma?

    OdpowiedzUsuń