Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Państwo transparentne czy policyjne?

Uwielbiam dostawać listy! Pocztówki też. Z miłą chęcią dzielę się norweskim adresem, aby jak najwięcej osób pisało do mnie nie tylko elektronicznie, ale i na papierze. Tak więc napisała Aja; to znaczy dała mi znać, że napisała i wysłała list. Więc czekam. Trzy dni, pięć, tydzień, 10 dni. Nie ma. Myślę sobie, że pewnie zginął. Kiedy straciłam już nadzieję na słowo pisane od przyjaciółki, oto pojawił się list. Okazało się, że szedł tak długo, bo przez nieuwagę zapomniałam podać Aji swojego kodu pocztowego i nazwy miejscowości :D. Normalnie taki list wróciłby do nadawcy. Ale nie w Norwegii! Tutaj socjalistyczne, policyjne państwo i szereg instytucji wiedzą o Tobie wszystko. Poczta zatem sprawdziła sobie, gdzie taka Eve (tak! na kopercie zamiast imienia było napisane "Eve"!) mieszka, dopisali długopisem na kopercie prawidłowe imię, kod i miasto i... list koniec końców dotarł.

Dzisiaj z kolei otrzymaliśmy książkę telefoniczną. Każdy mieszkaniec regionu jest w niej wymieniony z imienia i nazwiska, oprócz tego jest jego dokładny adres i oczywiście numer telefonu. Pamiętam, jak byłam dzieckiem też mieliśmy taką książkę telefoniczną, często też można było z nich skorzystać na poczcie czy przy automacie telefonicznym. Ale to stare czasy w Polsce. Dziś coraz trudniej w Polsce o znalezienie numeru do kogoś w książce telefonicznej. Dziś każdy chce być anonimowy, jego dane mają być tajne i wszechstronnie chronione. To nic, że równolegle do ochrony swoich danych przed książką telefoniczną, Polak zamieści w internecie swoje imię, nazwisko, zdjęcia swoje, rodziny i dzieci, wszystkie informacje o swoim wykształceniu, doświadczeniu zawodowym, miejscu pracy. To jest przecież ok. Przecież wszyscy tak robią, no nie?

Mentalność Skandynawów jest inna. Dane osobowe chronione są w ograniczonym zakresie. Przykładowo nikt nie ma prawa wiedzieć, że jesteś nosicielem HIV, masz raka albo leczysz się z uzależnienia od heroiny. Ale już każdy może sprawdzić jaki biznes prowadzisz, jak ci się w nim wiedzie i ile wynosi twój majątek. Odpowiednie organy mają oczywiście dostęp do znacznie szerszej wiedzy...

Policja i Statens Vegvesen (urząd ds. dróg i pojazdów) za pomocą kamer na drogach obserwują gdzie się przemieszczasz; wiedzą również na bieżąco, przez które bramki na drodze kiedy przejechałeś (a bramek jest od zaje...). W aucie masz chipa, który drogą radiową łączy się z punktami kontroli przy drogach. NAV (urząd pracy i dobrobytu) na bieżąco zna wszystkie twoje wydatki na lekarza, psychologa czy leki. Skatteetaten (urząd podatkowy) z kolei ma dostęp do wszystkich twoich kont bankowych i co więcej, to banki i instytucje finansowe mają obowiązek raportowania skarbówce raz do roku o stanie twoich kont, zadłużeniu, odsetkach itd. Ty sam jako obywatel masz ponadto obowiązek raportowania państwu wszystkich swoich zmian miejsc zamieszkania (robisz to przez internet) i naiwnym jest myślenie, że nic się nie stanie, jak tego nie zrobisz. Stanie się... otóż przykładowo adresu w banku nie możesz sobie zmienić na dowolny, bo bank zawsze wysyła wszystko (dokumenty, kartę płatniczą itd) na adres zarejestrowany w państwowym rejestrze ludności. To samo dotyczy wszelkiej korespondencji od urzędów publicznych (np rocznego rozliczenie podatkowego od skarbówki).

Przed przyjazdem do Norwegii Bob dysponując tylko łączem internetowym i nazwiskami, był w stanie dokładnie powiedzieć ile zarabia jego szef i jakim majątkiem dysponuje. W ten sam sposób zapoznaliśmy się z życiem i interesami właścicielki naszego wynajmowanego mieszkania (tak tak, dziana babka - prowadzi kręgielnię, pizzerię, salon fitnes i solarium, a jej mąż firmę budowlaną!), a równie dobrze, gdyby nam się nudziło, moglibyśmy poznać zarobki każdego jednego norweskiego polityka i sąsiada. Dlaczego nikt nie protestuje przeciwko takiej jawności? Bo niby dlaczego? Skoro jesteś uczciwym człowiekiem i masz legalne dochody, to czemu masz je ukrywać??

Norwegia, jak wszystkie państwa skandynawskie, jest państwem transparentnym, w którym władze wiedzą o obywatelu wszystko, a obywatele mają dość spory dostęp do wiedzy o sobie wzajemnie. Każdy może np. za pomocą sms-a (wysyłają sms z numerami wozu) sprawdzić, czy jadący przed nim pojazd ma aktualne badanie techniczne i opłacone ubezpieczenie, a jeśli nie, zaalarmować policję. Tak, po polsku powiemy "donieść" albo "nakapować", ale tutaj zupełnie nie ma to takiego wydźwięku. Jest bowiem duży szacunek dla prawa, którego przestrzegać mają wszyscy.


Na koniec historyjka z książki, która przeczytaliśmy z Bobem zaraz po przeprowadzce tutaj (Bunz T., Kraina Zimnolubów. Skandynawia dla początkujących, Wrocław 2010). Autor opisuje historię swojego kolegi, który był miłośnikiem kotów i przeprowadzał się do Szwecji. Kot po przekroczeniu granicy szwedzkiej musiał zostać poddany kwarantannie. W tym czasie właściciel futrzaka żył normalnie tysiąc kilometrów dalej i czekał. Pewnego dnia został jednak zatrzymany przez drogówkę na rutynową kontrolę. Funkcjonariusz sprawdził jego dane, po czym powiedział:
- Więc, masz kota na kwarantannie w Malmo?

Nieźle, co? :)

2 komentarze:

  1. jezósicku, ja wcale nie chciałam zostać bohaterem na komisariacie w Norge! ciekawe czy moje imie też sprawdzali ;) wybacz, Ewelino, za takie zamieszanie ;) buziam na odległość z ostrym zapaleniem oskrzeli (tak ta, jest lato, aja łykam garść antybiotyków i umieram pod jasną ciasną)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko fajnie, póki jestem biednym jak mysz kościelna absolwentem studiów humanistycznych. Ale szczerze mówiąc kiedy zrobię jakiś majątek to wolę nie malować wielkiego celu na moim mieszkaniu dla złodziei, a na plecach moich dzieci dla porywaczy. Podobnie dla wszelkiej maści fachowców, którzy sprawdzą sobie zleceniodawcę w necie i od razu krzykną mu wyższą cenę, przecież może tyle zabulić. Tak więc nie przeginajmy z tą jawnością. Tak jak mogę uznać, że państwo pewne rzeczy o obywatelach powinno wiedzieć, tak wara sąsiadom od informacji o moich zarobkach!
    A co do firm - w Polsce też można sprawdzić spokojnie kto jest właścicielem jakiej firmy i nie trzeba do tego żadnych uprawnień;)

    OdpowiedzUsuń