Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Na nowych „starych śmieciach”

Kolejny miesiąc w Norwegii rozpoczęliśmy z wysokiego C. Po niespełna trzech miesiącach od zamieszkania w naszym mieszkaniu z widoczkiem na szkiery musieliśmy zmienić lokum. Mieszkanie zostało sprzedane (na szczęście bez nas;]). Mieliśmy naprawdę dużo szczęścia, bo mimo początkowego widma przeprowadzki do wielkiego pustego mieszkania z widokiem na parking i z czynszem o blisko 25% wyższym, ostatecznie wylądowaliśmy w mieszkaniu za ścianą.

Cudownym zbiegiem okoliczności nasza sąsiadka postanowiła zamieszkać ze swoim partnerem, a 37 metrów kwadratowych to dla Norwegów zdecydowanie za mało jak na mieszkanie dla dwojga, dlatego przeniosła się, a jej mieszkanie przejęliśmy my:] W ten sposób szybko i sprawnie przenieśliśmy nasze rzeczy - pomogli nam brat i mama Boba, którzy do wczoraj byli naszymi gośćmi. Wraz z nowym mieszkaniem otrzymaliśmy dodatkowe okno w kuchni i podwieszany sufit, większą kanapę i przede wszystkim jeszcze więcej światła. Udało mi się trochę poprzesuwać meble, tak, że nasza kuchnia jest większa niż była w poprzednim mieszkaniu. Ja jestem zachwycona. Bob utyskuje na brak zadaszenia nad tarasem, ale mnie to aż tak bardzo nie przeszkadza, bo dzięki temu jest więcej światła.

Dzisiaj posprzątaliśmy na błysk nasze stare mieszkanie, załatwiliśmy (no dobra, Bob załatwił) wszystkie formalności z przeniesieniem usługi internetowej i dostawy energii i teraz właśnie odpoczywamy sobie w zaciszu naszego nowego mieszkanka z widokiem na szkiery. W związku z przeprowadzką według norweskiego kodeksu pracy Bobowi przysługiwał dzisiaj płatny dzień wolny:]

Nasza ostatnia przeprowadzka była naszą trzecią zmianą mieszkania w przeciągu niespełna roku. Zaczynam mieć już powoli dość tego dźwigania wszystkich klamotów, no ale dopóki nie będziemy mieć swoich czterech kątów tak to właśnie będzie wyglądało. Najgorsze jest to, że przenosząc nasze rzeczy z jednej komórki do drugiej (do każdego mieszkania na osiedlu należy jeszcze komórka) uświadomiłam sobie, że kartony, w które zapakowaliśmy się wyjeżdżając z Polski, a które zostawiliśmy tutaj na wypadek kolejnej przeprowadzki, już nam nie wystarczą na zabranie wszystkiego co zgromadziliśmy. I pomyśleć, że dopiero trzy miesiące jesteśmy w Norwegii…

2 komentarze:

  1. ja też się przeprowadzałam 3 razy już za pierwszym razem miałam dość.... a teraz
    po roku kolejna przeprowadzka i trwała tydzień.... SKARBY MAMY PO PROSTU buble i buble a szkoda z nimi się rozstawać.. chyba na ty to polega gromadzimy a potem do FRETEXU

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie remontuję mieszkanko. Wierzcie mi, przeprowadzka to pikuś przy remoncie:]

    OdpowiedzUsuń