Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

sobota, 24 lipca 2010

Sezon truskawkowy

Uwielbiam truskawki. Uważam, że największym nieszczęściem, jakie mogłoby mnie spotkać (poza urazami mechanicznymi) to uczulenie na te owoce. Czy można sobie wyobrazić coś gorszego niż uczulenie na truskawki?

Norwegowie są lokalnymi patriotami. Jak tylko na norweskim rynku pojawiają się rodzime warzywa i owoce, te, które do tej pory importowane były zza granicy znikają z półek sklepów, a zastępują je „norske”.

Do nas co miesiąc przyjeżdża specjalny samochód, który sprzedaje „norske poteter” (norweskie ziemniaki). Trzeba odstać dobre 20 minut zanim zostanie się obsłużonym, takie zainteresowanie wzbudza obwoźny sprzedawca i szyld „norske poteter”.

Jest jednak coś, na co czekają wszyscy Norwegowie, bez względu na wiek i płeć. „Norske jordbær”. Norweskie truskawki uwielbiają wszyscy. W tym roku pojawiły się później niż zwykle (ze względu na suszę), ale nikomu to nie przeszkadza. Dostawy świeżych, czerwonych owoców znikają ze sklepowych półek bez względu na cenę. Kraj pochodzenia – Norge – jest tutaj najlepszą reklamą. Wiedzą o tym mieszkańcy Lyngdal, którzy w tym roku po raz kolejny postanowili zorganizować Festiwal truskawek. Pomysł jest bajecznie prosty. Kupują mnóstwo truskawek (w tym roku 1,5 tony), a następnie sprzedają je. A dokładniej sprzedają karnecik za 20 kr, w ramach karneciku dostaje się miseczkę norske jordbær z cukrem i śmietanką. Po zjedzeniu pierwszej porcji idzie się po zupełnie darmową dokładkę, potem po jeszcze jedną, jeszcze jedną, jeszcze… i jeszcze… i jeszcze…

No dobra, my wzięliśmy tylko 3 dokładki, nawet taki truskawkowy potwór jak ja, ma swoje ograniczenia żołądkowe :] Truskawki były pyszne; przepyszne. Duże, słodkie, czerwone, soczyste, warte swojej ceny.

Aha jeszcze jedna ważna sprawa. Pieniądze uzbierane za karneciki przeznaczone zostaną na wsparcie Ratownictwa Wodnego na pobliskich wodach.

Po dzisiejszym truskawkowym obżarstwie, stwierdziliśmy z Bobem, że takie owocowe akcje charytatywne zawsze mogą liczyć na nasze wsparcie :]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz