Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 2 lipca 2010

Ogródek ziołowy Eve


Nie wiem czy to za sprawą norweskiej miękkiej wody, czy też norweskie słońce świeci inaczej, w każdym razie okazało się, że całkiem nieźle radzę sobie z roślinami…

…mi tez było trudno w to uwierzyć, zwłaszcza, że moja pierwsza roślina tutaj (pietruszka) umarła na drugi dzień po zakupie. Nie można też zapominać o moich trzyletnich, jak się okazało skutecznych, staraniach zmierzających do przekonania kolegów z biura, że ja i to co w doniczkach (czymkolwiek by to było) nie nadajemy na tych samych falach.

Tutaj w Norwegii okazało się jednak, że mam rękę do roślin! Jakiś miesiąc temu posadziłam przywiezione z Polski ziarenka do 10 doniczek. W 9 z nich rozwijają się śliczne zielone roślinki – tylko kminek nie chciał wyrosnąć, nie wiem, czemu :/ Są też trzy doniczki z roślinkami kupionymi tutaj w Norwegii. Pierwsza była bazylka – kupiłam ją tego samego dnia, co pietruszkę. O ile po tej ostatniej nie została nawet doniczka, o tyle bazylia ma się świetnie, a ja nie wyobrażam sobie pomidora bez listów świeżej bazylii. Dwie pozostałe roślinki tutaj nabyte to rozmaryn i oregano. Wszystkie te roślinki tworzą mój mały ogródek. Codziennie rano po śniadaniu, jak Bob wyjdzie już do pracy, roślinki są przenoszone na balkon, gdzie w zależności od pogody są do wieczora, czasem krócej. Po południu podlewam je, a na wieczór przenoszę z powrotem do mieszkania, gdzie na parapecie czekają na kolejny dzień. Raz na tydzień spryskuję je wodą.

Zioła, które kupiłam tutaj w marketach wykorzystuję na co dzień w kuchni; na te, które posadziłam będę musiała trochę poczekać. Ale już się nie mogę doczekać świeżej kolendry, koperku, pietruszki, tymianku, estragonu, lubczyku, majeranku, mięty i cząbru.

Nasionka kupiłam dlatego, że bałam się, że tutaj w Norwegii nie będzie tak szerokiego wyboru przypraw jak w Polsce. Skandynawska kuchnia bardzo często ogranicza się do używania pieprzu i soli. Stwierdziłam więc, że sama sobie zasadzę roślinki i będę hodować własne przyprawy. Poza tym zawsze chciałam mieć zioła w doniczkach na oknie. Oczywiście okazało się, że w Norwegii jest równie szeroki wybór przypraw, co w Polsce, ale i tak będę uprawiać moje roślinki - tak ładnie wyglądają na oknie. A jak dodaje się je do potraw, od razu wszystko smakuje lepiej.

5 komentarzy:

  1. Eve, kogo jak kogo, ale nas nie oszukasz:) Pamiętamy, jak eksterminowałaś niewinne kwiatki w biurze:D:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Krzychu! Zgadzam się z Tobą w 100%! Nigdy nie uwierzę w hodowanie roślin przez Eve. W biurze nawet kaktusy usychały!

    OdpowiedzUsuń
  3. Eve - ja tez szczęścia właśnie w uprawie rozmaitych ziół szukam, ale zdecydowanie masz większą i ładniejszą kolekcję - albo dobra ręka (wbrew temu co piszą poprzednicy) albo to norweskie powietrze...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasia Snopkiewicz tak dla formalności :)

    OdpowiedzUsuń