Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

czwartek, 15 lipca 2010

Noc z Kaperami


Dzięki licznym w naszej okolicy festynom letnim dowiedzieliśmy się o szerokich powiązaniach norweskiego regionu Lista ze Stanami Zjednoczonymi, a także poznaliśmy historię Kaperów. To kolejny dowód na to, że podróże kształcą ;]

Kaperzy w naszym regionie pojawili się na początku XIX wieku. W owym czasie Europa pochłonięta była wojnami toczonymi przez Napoleona. Państwo duńsko-norweskie popierało Francuzów, w skutek czego byli naturalnymi antagonistami Anglików. Ci drudzy w ramach prowadzonych działań wojennych atakowali południowe wybrzeże Norwegii. W tym czasie Norwegowie nie mieli swojej własnej floty, która mogłaby bronić linii brzegowej. Za pozwoleniem i mocno zmotywowani przez króla mieszkańcy naszego regionu zaczęli wyprawiać się na angielskie statki swoimi jednostkami uzbrojonymi przez państwo. W ten sposób bronili swoich wód terytorialnych, a członkowie załogi - kaperzy - szybko się bogacili, bowiem wszystko co znaleźli na brytyjskiej łodzi było rabowane przez Norwegów.

Na pamiątkę jednego z takich ataków na angielski statek u wybrzeży południowej Norwegii, od 15 lat w miasteczku Farsund odbywają się Dni Kaperskie (był w miniony weekend), a także Noc Kaperska. Od 15 lat Kapers Natt wygląda tak samo - są kaperzy, angielska załoga, drewniane miecze, wystrzały z armat, atak na łódź angielską i walka na pokładzie, przejęcie statku i wreszcie... wieńcząca całość amputacja nogi Anglika przez miejscowego lekarza. Swoją drogą bardzo zabawnie zagrana. Jednego roku lekarz tak się wczuł w rolę, że faktycznie uszkodził nogę delikwenta ;]

Inscenizacji towarzyszy konkurs na najlepsze przebranie z tamtej epoki oraz wielki festyn. W tym roku przyjechali peruwiańscy Indianie i rumuńscy Rumuni. Gazety pisały też o polskich złodziejach poruszających się czerwonym samochodem. Ale to tylko pogłoski :]. Były też stoiska ze słodyczami, ubraniami, biżuterią i innymi drobiazgami. Dodatkowo wszystkie sklepy otwarte były do 24. Nie zabrakło także tradycyjnych stoisk z jedzeniem, przed którymi kolejki ciągnęły się w nieskończoność.

To naprawdę niesamowite, że jak tylko pojawia się okazja Norwegowie wydają kasę… tu naleśnik z dżemem, tam hot dog, może jeszcze pizza no i obowiązkowo kawa, nie ważne, że już jest północ.

Skuszeni zapachami jedzenia otaczającego nas ze wszystkich stron zdecydowaliśmy się sami spróbować tych norweskich przysmaków. Padło na coś co nazywa się lapper, wygląda jak amerykański pancake, ale zamiast syropu klonowego je się go z dżemem. Bardzo smaczny. Wcześniej na weekendowym Festiwalu Kaperskim spróbowaliśmy „tradycyjnego” brød med pølse (chleb z parówką). Tym razem były one rozdawane za darmo, więc kolejki były dwa razy dłuższe;]

W ciągu tygodnia spróbowaliśmy dwóch tradycyjnie festynowych dań norweskich. Smakowały nam, więc chyba możemy uznać, że staliśmy się odrobinkę bardziej norwescy ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz