Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

wtorek, 27 lipca 2010

Niemal legalna "Norweżka"

Stało się! Po wielu tygodniach oczekiwania, kilku wizytach w różnych urzędach, kilku mailach i jednej skardze, w końcu otrzymałam mój D-nummer. Pamiętacie tę starą historię z moją oficjalną rejestracją jako bezrobotną? Wreszcie miała ona swój finał!

W maju byłam w lokalnym oddziale NAVu, za drugim razem udało mi się przekonać urzędniczkę, że to właśnie urząd w którym ona pracuje powinien wystosować wniosek o przyznanie mi tymczasowego (półrocznego) numeru personalnego. Pani powiedziała, że numer powinnam otrzymać na podany adres w terminie ok. 2-3 tygodni.

Po 2-3 tygodniach skrzynka pocztowa świeciła pustką (rachunki na nazwisko Boba się nie liczą;]). Gdzieś mi się obiło o uszy, że na D-nummer można czekać 6 tygodni.

W szóstym tygodniu oczekiwania na D-nummer skrzynka pocztowa jak była pusta, tak pozostawała nadal. Nawet rachunki przestały przychodzić. Zatem wybrałam się do skądinąd znanego oddziału NAV. Tam pani (ta sama, która wypełniała mój wniosek) na moje żądanie wyjaśnienia sprawy, odpowiedziała, żebym poczekała i zniknęła w długim korytarzu. W końcu wróciła i powiedziała, że na ten numer to można czekać kilka miesięcy... Cóż mogłam zrobić? Wyszłam stamtąd.

Ah, na kilka dni przed wizytą w NAVie napisałam maila do Skateetaten (skarbówka) w Hammmerfest, co by może oni pomogli mi rozwikłać zagadkę nieosiągalnego dla mnie D-nummeru. Odpowiedź na mojego maila (nomen omen sprzed dwóch tygodni przyszła dzisiaj, ale nie ubiegajmy faktów)...

W międzyczasie Bob się wkurzył i wystosował oficjalną skargę do Centralnego Urzędu Skarbowego, Wydział dla Obcokrajowców. Oni okazali się bardziej biegli w udzieleniu odpowiedzi (niespełna tydzień). Co prawda odpowiedź składała się tylko z jedenastu cyfr, ale była w pełni satysfakcjonująca. Oto był mój D-nummer.

Mając go przed oczami postanowiłam ochoczo zarejestrować się jako bezrobotna. I tu spotkała mnie kolejna przeszkoda - rejestrować się można poprzez minID (państwowy system dostępu do usług publicznych przez Internet; minID otrzymuje się, jak ma się stałe miejsce zameldowania zarejestrowane w rejestrze ludności - Folkeregisteret, a żeby posiadać to ostatnie, trzeba być zarejestrowanym na policji; tego z kolei nie dokona się nie posiadając pracy). MinID było więc dla mnie nieosiągalne, ale furtką okazała się możliwość zarejestrowania w bazie danych przy użyciu kodu aktywacyjnego, możliwego do uzyskania od urzędnika :) Zgadnijcie, gdzie w związku z tym musiałam się wybrać?

Ten sam urząd, ten sam boks do obsługi klientów, na szczęście urzędniczka inna. O dziwo wiedziała o co pytam i była skłonna od razu mnie obsłużyć. Tradycyjnie już nie obyło się bez wizyty w długim korytarzu i pomocy koleżanki z boksu obok, ale wyszłam stamtąd (po raz pierwszy) w pełni usatysfakcjonowana.

W domu zarejestrowałam się w końcu jako bezrobotna (kto by pomyślał, że taka czynność sprawi mi tyle radości?) i z wydrukiem strony, na której widnieją moje dane pobiegłam na policję zarejestrować się oficjalnie w kraju. Przesympatyczny pan, który "zupełnie przypadkowo" zapytał, czy pochodzę z Krakowa, bo on tam był i mieszkał w hotelu Cracovia poinformował mnie, że zarejestruje mnie i od teraz przez pół roku jestem legalnie na terenie królestwa Norwegii. Jak dostanę pracę, mam przyjść do niego z umową, wtedy on wyda specjalne poświadczenie potwierdzające mój pobyt na terenie Norwegii, a dzięki temu będę mogła się tu zameldować, będę mogła mieć minID i wszystko inne.

Podsumowując: przez najbliższe 6 miesięcy MUSZĘ znaleźć pracę. Tradycyjnie ja nie tracę nadziei, a wy trzymajcie kciuki;]

3 komentarze:

  1. Przestaję narzekać na polską biurokrację, słowo:) To chyba wszędzie wygląda tak samo beznadziejnie:] Powodzenia w szukaniu pracy!

    OdpowiedzUsuń
  2. A podobno w Polsce tyle biurokracji, a Norwegia taka wspaniała...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka! My właśnie powoli zabieramy się do przygotowywania się do przeprowadzki na Północ :) Mogłabyś albo tu, albo na maila podesłać nam jakieś informacje o tym, co jest nam potrzebne jak już tam przybędziemy? Jedna osoba pracuje, druga będzie się uczyć norweskiego. Chodzi o dokumenty - co trzeba tłumaczyć i czy wystarczy na angielski czy należy na Norweski? Czytamy Waszego bloga regularnie, więc wgląd w ogół mamy (co i gdzie się udać jak już tam przylecimy). Ale chcielibyśmy wiedzieć, co należy przygotować przed wyruszeniem do nowego kraju :) Z góry dziękujemy i Wesołych Świąt :D

    Magda i Łukasz

    OdpowiedzUsuń