Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 30 lipca 2010

Malinowe szaleństwo


Chyba będę musiała na blogu wyodrębnić specjalny dział owocowy ;] Było o jagodach, kilka dni temu pisałam o truskawkach, a teraz czas na maliny.

W naszej okolicy te smakowite czerwone owoce są dosłownie wszędzie. Idąc na spacer zabieramy ze sobą pojemniczek, który błyskawicznie się wypełnia i przez resztę naszej wycieczki wyrzucamy sobie, że wzięliśmy tylko jeden ;]

Maliny rosną nawet pod naszym balkonem. Wystarczy tylko przeskoczyć przez barierkę i jest się w malinowym raju. Często również spotykamy je przy drogach, ale zdecydowanie najwięcej jest ich nad pewnym jeziorkiem. Tak sobie myślę, że przez najbliższe kilka spacerów nasze kroki będą skierowane w tamtą stronę. Maliny dają takie możliwości przetworzenia! Na blacie kuchennym już czekają dwie pełne szklanki malin na dodanie ich do ciasta na muffinki. Dorzucę do tego jeszcze trochę zebranych dzisiaj jagód, a całość zwieńczy kilka porzeczek. Będzie pięknie! ;]

Maliny to zdecydowanie jedne z najpopularniejszych owoców Norwegii (wie o tym kilku Polaków;]) Najbardziej ceniona jest malina moroszka. W Polsce występuje bardzo rzadko, ale tutaj w Skandynawii, a szczególnie w północnej Norwegii jest ona niezwykle popularna. Przetwory z moroszki w Norwegii nazywają się molte lub multe i są prawdziwym rarytasem. Z północy sprowadzane są specjalnie na dwór królewski w Oslo.

Nasze maliny to nie moroszki, ale wcale mi to nie przeszkadza ;] Powoli zapełniają nasz zamrażalnik, zimą będziemy je dodawać do herbaty, piec babeczki lub ciasta. To całkiem zabawne, bo powoli odkrywam u siebie, tutaj w kraju fiordów, pasję zbierania owoców. Dzisiaj wybrałam się do sklepu. Zupełnie „przypadkowo” droga do sklepu prowadziła obok jeziorka… i pomyśleć, że teraz kiedy tylko przyjdzie mi ochota, mogę iść nad jeziorko zebrać owoców i wyczarować z nich jakieś piekarskie cudeńko:]

To kiedy wpadniecie do nas na maliny i ciasto?;]

1 komentarz:

  1. Czytam i czytam Waszego bloga i z każdym kolejnym postem coraz bardziej się cieszę, że tu trafiłam.. zwłaszcza, że z Małżonkiem zamierzamy się osiedlić w Norwegii, a niestety nie posiadamy żadnych kontaktów, które by to ułatwiły.. jakkolwiek to brzmi ;)
    Chcę tylko napisać, że nigdy nie wyjeżdżałam za granicę, ale rok bez pracy jest na tylu męczący dla mnie jak i dla naszego budżetu, że emigracja jawi się jako jedyne właściwe wyjście..
    Z pewnością będę miała jeszcze wiele pytań, zwłaszcza jak skończę czytać wszystkie wpisy :)

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń